Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Zrałek-Kossakowski: O-bi, o-ba Drukuj
Wojtek Zrałek-Kossakowski   
14.04.2010
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski zwraca się z apelem do wszystkich polskich instytucji kultury o odwołanie wszelkich imprez kulturalnych zaplanowanych na najbliższy czas.
Apel Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

  

Spory są nieważne, kłótnie są nieważne, trzeba się modlić.
Stefan Niesiołowski w TVN24

  

To nieszczęście drugie po Katyniu.
Lech Wałęsa w TVN24

  

Wiadomo, Ruscy!
Głos z ulicy w Warszawie


W poszukiwaniu Biblii, Soft trafił do miejsca, które kiedyś było biblioteką. Książki nie znalazł, w bibliotece zostały tylko pozycje poświęcone Burom, wojnie z nimi i katastrofie, jaką wojna wywołała. Co stało się z pozostałymi książkami? Oficjalnie – słyszymy – „zostały zabrane”. Ale nie jest to cała prawda. Po jakimś czasie widzimy Softa stojącego przy ogromnym piecu, do którego książki są wrzucane, mielone i przerabiane na bochenki wyrzucane przez wielki dystrybutor, pod którym kłębią się głodne tłumy. Te tłumy, to społeczeństwo po wojennej katastrofie atomowej. A raczej to, co ze społeczeństwa pozostało. „Czereda niedobitków”, którą władze zgromadziły w jednym schronie przeciwatomowym i zorganizowały wokół jednej zmyślonej idei: arki, która pewnego dnia miała przybyć i zabrać wszystkich do lepszego świata.

  

O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji Piotra Szulkina to bardzo ciekawy i zastanawiająco aktualny film. Powstały w 1984 roku obraz przypomniał mi się teraz, w czasie żałoby narodowej po śmierci w katastrofie lotniczej urzędników państwowych, polityków i prezydenta RP. Wydarzenie to jest niezwykle dramatyczne, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Sama żałoba jest  oczywiście jak najbardziej uzasadniona. Jednak forma, jaką przybrała budzi mój niepokój. I przypomina mi omawiany film.

1.

-  To wszystko jest o Burach?
-  Oczywiście.
-  A reszta książek?
- Było polecenie, żeby zostawić tylko o Burach

Odwołanie, zgodnie z apelem ministra kultury, wszystkich imprez kulturalnych, nie tylko tych o charakterze jawnie rozrywkowym, zdaje się sugerować, że kultura w każdej formie nie jest niczym więcej, jak tylko miłym dodatkiem, cukierkiem, z którego w chwilach powagi należy zrezygnować. Taka, płynąca od władzy państwowej, sugestia w momentach kryzysowych – a w takim niewątpliwie się znaleźliśmy – jest szczególnie niebezpieczna, bo może prowadzić do upowszechnienia i utrwalenia tego rodzaju myślenia. Absolutna wyjątkowość sytuacji, jej niezaprzeczalna powaga oraz to, że państwo znalazło się w kryzysie sprawiają, że decyzje władz są  wyczekiwane i dostrzegalne bardziej niż zazwyczaj. Stają się czymś w rodzaju wskazówek organizujących zbiorową świadomość a samo ich oddziaływanie jest głębsze i silniejsze niż ma to miejsce na co dzień. Oczywiście żałoba nie zakazuje „korzystania” z kultury prywatnie, w domach (jakby było to coś wstydliwego). Jednak apel ministra Bogdana Zdrojewskiego odziera uczestnictwo w kulturze z ważnego w sztuce wymiaru wspólnotowego. Zdaje się odmawiać jej właściwości terapeutycznych, katartycznych, związanych z grupowym przeżywaniem i przepracowywaniem emocji. Kultura zostaje sprowadzona do tego, na co mogę mieć ochotę sam dla siebie, przestaje więc być czymś, co mogę przeżyć z innymi. Sytuacja stała się paradoksalna:  przy powszechnym nawoływaniu do budowania wspólnoty, jednocześnie ogranicza się to, co mogłoby być tej wspólnoty fundamentalnym budulcem.

2.

- Arko chwalebna i błogosławiona

Jeśli uczestnictwu w kulturze odbiera się charakter wspólnotowy, integrujący i terapeutyczny, to czy coś innego może spełniać te funkcje? Tak. Religia. Język religijny, zachęcanie do modlitwy przez przedstawicieli państwa pojawiły się po katastrofie niemal natychmiast. W przeciwieństwie do teatrów i sal koncertowych, kościoły podczas żałoby pozostają otwarte. Oczywiście w samej dostępności świątyń w chwilach takich jak ta nie ma nic złego – jest to rzecz jak najbardziej zrozumiała. Ale już fakt, że religia – w przeciwieństwie do kultury – stała się, mniej lub bardziej oficjalnie, legitymizowanym przez państwo kanałem zbiorowego przepracowywania traumy jest niepokojący. I nie chodzi tu tylko o to, że po raz kolejny pod znakiem zapytania staje neutralność światopoglądowa RP. Mające miejsce oficjalne namaszczenie religii na „pocieszycielkę naszą” i wyrugowanie z tej roli kultury pozwala zadać pytanie, czy państwo w jakimś stopniu nie wyklucza ze wspólnoty żałobników osób niewierzących?

3.

- Po co komu te bzdury?
- Tylko nie bzdury! To są cenne, dowiedzione prawdy!
I mają zostać dla przyszłych pokoleń, żeby pamiętały, kto to wszystko rozpętał. Tę atomową pożogę! Żeby przed naszymi wnukami odsłonić prawdziwe oblicze burowskiej prowokacji!

Zwróćmy uwagę na pojawiające się podczas żałoby manifestacje polskiej polityki i pamięci historycznej. Na niesmaczne porównania katastrofy w Smoleńsku do zbrodni katyńskiej nie trzeba było długo czekać. Te dwa dramatyczne wydarzenia łączyli w swoich wypowiedziach politycy tak różni jak Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, redakcje tak odległe jak „Niezależna Gazeta Polska” i „Polityka”… „Przekrój” z 13 kwietnia zdobiła czarna okładka z napisem „Katyń 1940 – Smoleńsk 2010”… W programie Telewizji Polskiej (TVP 1, TVP 2, TVP Polonia, TVP Kultura, TVP Info, TVP Historia, bez programów regionalnych) od 10 kwietnia, a więc od dnia wypadku samolotu, do 17 kwietnia, a więc do dnia zakończenia żałoby narodowej, możemy znaleźć aż 45 (czyli ok. 6 dziennie) pozycji odnoszących się bezpośrednio do wydarzeń z 1940 roku. Oczywiście emisja części z nich była zaplanowana jeszcze przed katastrofą, tym niemniej liczba ta wyraźnie wskazuje na to, jakie wydarzenia rządzą polską pamięcią zbiorową. Samo sugerowanie analogii między Katyniem wtedy a Smoleńskiem dziś, oprócz tego, że zwyczajnie niesmaczne, jest też smutnym wyrazem tego, jak bardzo Polacy potrzebują widzieć w sobie ofiary. Bo co wspólnego mają ze sobą wypadek samolotu przewożącego polskich wysokich urzędników państwowych z rozstrzelaniem polskich oficerów przez NKWD? Poza geograficzno-czasowym zbiegiem okoliczności, nic. Jakiekolwiek doszukiwanie się tu podobieństw, z fatalnego przypadku, jakim była katastrofa prezydenckiego samolotu, czyni kolejny koralik na różańcu cierpień zadanych Polsce na przestrzeni wieków. Jest to stawianie się w pozycji pokrzywdzonego, a nie „po prostu” ciężko doświadczonego przez ślepy los. Konsekwencją takiej postawy jest oczywiście potrzeba znalezienia konkretnego wroga, który za nasze cierpienia i krzywdy byłby odpowiedzialny. W tym przypadku nie jest to szczególnie trudne.

4.

- Imperialistyczne knowania Burów… Prawdziwe oblicze Buro-demokracji…

Łatwo wskazać na to, kim w polskiej rzeczywistości są filmowi Burowie. To oczywiście Rosjanie. Spacer ulicami Warszawy zaraz po katastrofie, to, co dało się usłyszeć w sklepach, na placach i w autobusach, był na to najlepszym dowodem. „Wiadomo, że to Ruscy”, „Rosjanie zamordowali nam prezydenta, będzie wojna”, „Sowieci dopięli swego” - to tylko niektóre z opinii, jakie słyszałem na ulicach. Fakt, że władze rosyjskie w obliczu katastrofy zachowały się bardzo taktownie, w sposób mogący budzić jedynie szacunek, nie zmienił nic, bo przecież „to tylko dyplomacja”… Postawa władz rosyjskich nie przekonała też posła Artura Górskiego, który w wywiadzie udzielonym „Naszemu Dziennikowi” stwierdził, że „Rosja jest w jakimś sensie odpowiedzialna za tę katastrofę, za ten nowy Katyń” i „niewątpliwie Moskwa ponosi także moralną [za nią] odpowiedzialność”. Takie głosy, nawet jeśli stanowią margines, uświadamiają nam nie tylko to, jak głęboko zakorzenioną mamy niechęć do Rosjan, ale również – a może przede wszystkim – jak trudno jest nam w pierwszym odruchu uwierzyć, ogarnąć to, co się stało. Dużo łatwiej jest przyjąć, że jesteśmy ofiarami i że - co złego, to Burowie…

10 kwietnia 2010 Polska znalazła się w sytuacji wyjątkowej. Takie sytuacje mają do siebie to, że sprzyjają wyostrzeniu się tego, co zazwyczaj pozostaje tylko zarysowane. Spojrzenie na rzeczywistość Polski po katastrofie przez pryzmat rzeczywistości O-bi, O-ba pozwala dostrzec pewne głęboko tkwiące w świadomości społecznej mechanizmy myślenia o tym, czym jest kultura, co w tejże świadomości odróżnia ją od religii oraz nauczyć się czegoś o polskiej polityce i pamięci historycznej. Świat po katastrofie, bez zagwarantowanego dostępu do kultury, silnie zorganizowany wokół religii… Czy nie tak właśnie wygląda Polska w czasie żałoby?
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł
Generated in 0.92800 Seconds