Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rządy ugięły się pod presją społeczeństwa Drukuj
Katarzyna Szymielewicz   
23.04.2010

21 kwietnia strony negocjujące układ ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) oficjalnie ujawniły jego treść. ACTA to międzynarodowe porozumienie dotyczące walki z naruszeniami własności intelektualnej. Do jego „nieoficjalnego” upublicznienia dochodziło już kilkakrotnie w czasie trwających od 2007 r. negocjacji, za sprawą kilku głośnych wycieków. Ostatni – wyciek pełnego tekstu porozumienia z datą 18 stycznia 2010 – komentowaliśmy w marcu. Skąd ta walka o wiedzę? Można rzec, z istoty demokracji. Okazało się, że społeczność międzynarodowa nie chce pozostać bierna wobec faktu, że jej formalni reprezentanci poza wszelką demokratyczną kontrolą „układają się” w sprawach kluczowych dla funkcjonowania tzw. społeczeństwa informacyjnego.

Układ ACTA do tej pory był znany jako pierwsze „ściśle tajne” porozumienie międzynarodowe dotyczące nie zbrojeń atomowych, ale ochrony praw autorskich. Ta aura tajności podziałała magnetycznie na mobilizację społeczeństwa obywatelskiego: ruchy społeczne, aktywiści internetowi, organizacje pozarządowe, a wreszcie też politycy (ostatnio bardzo głośno europarlamentarzyści) zgodnie domagali się upublicznienia postanowień układu. Wobec braku reakcji po stronie rządów, które do znudzenia tłumaczyły siebie (czy może wielki biznes stojący za przyjmowanymi postanowieniami) blankietowymi klauzulami tajności, doszło do aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa. Wiedza o ACTA została skutecznie wykradziona i – na fali powszechnego zainteresowania zakazanym owocem – rozpropagowana, jak mało które porozumienie międzynarodowe.

Przyznać jednak trzeba, że na swoją niesławę układ zasłużył nie tylko rażąco nieprzejrzystym stylem negocjowania, ale w równym stopniu zawartością. ACTA określa zasady współpracy państw w obszarze ścigania „piractwa” internetowego oraz zasady odpowiedzialności podmiotów komercyjnych, które owe piractwo umożliwiają bądź tolerują. Przewidziane w nim rozwiązania mające służyć ochronie praw autorskich w Internecie były, i nadal są, głęboko kontrowersyjne. Postanowienia układu zmierzają do nałożenia na samych dostawców usług internetowych (ISP) obowiązku blokowania dostępu do sieci P2P (czyli narzędzia wymiany plików), a na rządy obowiązku wprowadzenia prawnej sankcji „odcinania od sieci” za naruszenia praw autorskich. Te rozwiązania wzbudziły, co oczywiste, silny opór środowisk lewicowych. Jednak stopniowo zyskują też świadomych przeciwników wśród polityków rożnych opcji. Debata w Parlamencie Europejskim, która zakończyła się przyjęciem (miażdżącą większością głosów) rezolucji nawołującej rządy do ujawnienia treści układu, unaoczniła ten proces polityczny. Obecne otwarcie po stronie rządowej jest zapewne wynikiem „przelania czary” nacisków – do rozproszonych głosów „społeczeństwa” doszedł zinstytucjonalizowany głos jego formalnych reprezentantów. I niewątpliwie je wzmocnił. Tylko czy aby na pewno możemy już ogłaszać sukces polityczny?

Dokument zawierający treść ACTA został opublikowany pod nagłówkiem „tekst skonsolidowany, przygotowany do upublicznienia”, z mało precyzyjną datą „kwiecień 2010”. Jego treść niewiele się różni od tej, którą znamy już z ostatnich wycieków. Z jednym, zasadniczym zastrzeżeniem: oficjalny tekst ACTA nie zawiera stanowisk negocjacyjnych stron, czyli uwag zgłaszanych do poszczególnych postanowień przez delacje rządowe i Komisję Europejską. Nie mamy zatem (oficjalnie, bo nieoficjalnie jak najbardziej) dostępu do najistotniejszej wiedzy, z punktu widzenia procesu demokratycznego. Nie wiemy, jak w sprawach istotnych i kontrowersyjnych wypowiadają się nasi oficjalni przedstawiciele; nie wiemy, jakie siły polityczne wytyczają taki a nie inny kierunek negocjacji. Zapewne dlatego walka o przejrzystość w sprawie ACTA nie skończy się na tym pierwszym otwarciu. Rządy będą musiały albo otworzyć szerzej drzwi gabinetów, albo pogodzić się z tym, że owe „społeczeństwo informacyjne”, które usiłują regulować, wyważy je sobie w kolejnych aktach nieposłuszeństwa.

  

   —  



Katarzyna Szymielewicz – prawniczka, prezeska Fundacji Panoptykon.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.38557 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273