NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kryzysowy przegląd prasy, odc. 4 Drukuj
j   
11.03.2009

Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego przyczyną kryzysu jest brak odpowiednich mechanizmów kontroli rynków i brak „rynkowej dyscypliny” - czytaj analizę „The Economists” na podstawie raportów MFW w artykule „What went wrong”.

Diagnoza MFW stwierdza, że zwiększony nadzór nad rynkami finansowymi pomógłby w przeciwdziałaniu preblemom, które doprowadziły do obecnego kryzysu finansowego.

Czytaj kryzysowy przegląd prasy:
- odcinek 03
-
odcinek 02
- odcinek 01

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot  - Gazeta Polska ? I co z tego, licza sie   |12.03.2009 07:55:46
Tajfun Vincent zmiecie rząd Tuska
Z Januszem Szewczakiem, analitykiem
ekonomicznym, który pierwszy przewidział kryzys w Polsce, laureatem nagrody
"Gazety Finansowej" dla analityka najtrafniej oceniającego wydarzenia na
rynku finansowym w 2008 roku, rozmawia Leszek Misiak




Tydzień temu
zakończył się szczyt brukselski dotyczący kryzysu finansowego w Europie. Premier
Tusk wrócił rozpromieniony sukcesem polskiej delegacji&

To nie sukces, lecz
porażka. Co prawda TVN24 i red. Monika Olejnik podali, że prezydent Sarkozy tak
się podobno przestraszył uwag polskiej delegacji, że nie będzie stosował
protekcjonizmu wobec francuskich przedsiębiorstw, które chciały przenieść się do
Europy Środkowo-Wschodniej, by zmniejszyć koszty produkcji, ale to propaganda i
zaklinanie rzeczywistości. Sarkozy na pewno się nie przestraszył. Zachowanie
polskiej delegacji na szczycie w Brukseli to kompromitacja. Polski rząd
zablokował inicjatywę Węgrów, którzy wnioskowali, by UE wyasygnowała 190 mld
euro dla całego regionu wschodniego państw Wspólnoty. Węgry już są dotknięte
paraliżem gospodarczym, czego my doświadczymy niebawem. Premier Węgier Ferenc
Gyurcsany już we wrześniu 2006 r. przeprosił społeczeństwo za to, że rząd je
okłamywał, zapewniając, że sytuacja gospodarcza jest dobra, podczas gdy już
wówczas była tragiczna.

To bezprecedensowe wyznanie zbulwersowało
Węgrów.

Ale dziś spójrzmy na nie z innej perspektywy  lepiej przyznać się,
choć to kompromitujące i bolesne, niż trwać w zakłamaniu, co doprowadziłoby
gospodarkę i walutę do jeszcze większej katastrofy.

Nasz premier twierdzi, że
Polakom niepotrzebne jest takie wsparcie jak Węgrom.

Sytuacja Polski, jeśli
chodzi o wskaźniki ekonomiczne, nie różni się wiele od węgierskiej, a za dwa
miesiące będzie gorsza. Deficyt obrotów płatniczych mamy taki sam jak Węgry, tj.
około 9 proc.  jeśli w naszym deficycie wynoszącym 6 proc. uwzględnimy tzw.
saldo błędów i opuszczeń (saldo to jest rejestrem wypływu waluty z kraju), czyli
dodatkowe 3,7 proc.

Sądzi pan, że premier Tusk wzorem premiera Węgier będzie
musiał przyznać: okłamywaliśmy was, rodacy, przepraszamy?

Myślę, że
nieuchronnie, w przyspieszonym tempie zbliżamy się do takiej sytuacji, choć mam
wątpliwości, czy Donald Tusk się na to zdobędzie. Musi jednak mieć świadomość,
że chęć ratowania własnej twarzy poprzez opowiadanie bajek o silnych
fundamentach polskiej gospodarki doprowadzi kraj do katastrofy. Spójrzmy, jakie
są te silne fundamenty: 600 mld zł  dług publiczny skarbu państwa; 300 mld zł 
zadłużenie gospodarstw domowych; blisko 200 mld zł długu z tytułu kredytów
hipotecznych, z czego prawie 70 proc. denominowane w walutach obcych; zadłużenie
spółek skarbu państwa i przedsiębiorstw polskich za granicą  około 100 mld
euro; zadłużenie banków zagranicznych działających w Polsce w innych bankach
poza granicami Polski  40 mld euro; zadłużenie ludności na kartach kredytowych
 12 mld zł; niespłacone długi obywateli i firm pod koniec 2008 r.  63 mld zł,
z tego dług wobec banków  35 mld zł, długi z tytułu kredytów gotówkowych  15
mld zł; zaległości wobec skarbu państwa  21 mld zł, wobec gmin  10 mld zł.
Poza tym w 2009 r. suma tzw. zapadalnych długów polskich wobec zagranicy, które
trzeba będzie refinansować, plus obsługa zadłużenia zagranicznego ok. 5 mld euro
 to dodatkowo około 25 mld zł, które bezwzględnie trzeba będzie oddać w tym
roku. Czego nie dotknąć  ogromne zadłużenie. Polska tonie w długach.

Kryzys
powoli dosięga wszystkich, więc sprawa pomocy dla krajów Europy
Środkowo-Wschodniej, której nie poparł w Brukseli rząd Tuska, być może i tak
wróci.

I to szybciej, niż się niektórym wydaje. Nawet jeśli nie zwróci się o
nią polski rząd, częściowo wymuszą to kraje, które mają banki w Polsce 
Austria, Włochy, Belgia, Holandia. Jeśli Austria zainwestowała w banki w Polsce
około 290 mld dol., Niemcy i Włosi po 200 mld dol., nie dopuszczą do tego, by
ich finanse były zagrożone z powodu upadku tych banków. Zrobią wszystko, by
otrzymały pomoc.

Ale do Ukrainy nam daleko&

Byłbym ostrożny w takich
sformułowaniach. Na Ukrainie jest duża sfera gospodarki i biedy nieobjęta
systemem bankowym  tzw. szara strefa. U nas ponad 50 proc. ludności ma rachunki
bankowe. Nasza sytuacja jest korzystniejsza niż Ukrainy, ponieważ mamy większe
oszczędności ludności, dość duży rynek wewnętrzny i duży popyt wewnętrzny. Są
one naszym głównym atutem, gdyż podtrzymują koniunkturę. Bo na eksport nie mamy
co liczyć  załamie się on w tym roku. Renomowane zachodnie instytucje finansowe
twierdzą, że skala zagrożenia bankructwem, niewypłacalnością państw Europy
Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, jest bardzo duża.

Za Gierka, gdy mówiło
się o ogromnym zadłużeniu kraju za granicą, wynosiło ono ponad 20 mld zł, ale
mieliśmy majątek narodowy  przedsiębiorstwa, fabryki, nieruchomości.

Dzisiaj
mamy około 170 mld euro długu za granicą, a majątek w większości sprzedany.
Można zadać pytanie: pożyczyliśmy prawie 600 mld zł, bo tyle wynosi dług
publiczny skarbu państwa, majątku nie mamy, więc gdzie są pieniądze? Powinniśmy
opływać w luksusy.

No właśnie, gdzie?

Wyjechały z Polski. Nie ma innego
wytłumaczenia. Bo gdyby zbudowano w ciągu tych 20 lat od upadku PRL sieć
autostrad, szybkie linie kolejowe itp. duże inwestycje państwowe, można by
powiedzieć  na to wydaliśmy pieniądze. Tymczasem dużych inwestycji nie było,
zadłużone są szpitale, ludzie, firmy.

Przez 20 lat od upadku PRL
społeczeństwo w Polsce nie dostrzegało, że krok po kroku układ III RP pogrąża
kraj?

To niestety tragedia, że polskiemu społeczeństwu brakuje nawet podstaw
edukacji ekonomicznej. To, co można usłyszeć w TVN24, TVN CNBC, przeczytać w
Gazecie Wyborczej albo w Wall Street Journal  dodatku do Dziennika, to 
dosadnie ujmując  informacje dla uczniów na poziomie szkoły specjalnej.
Przecież te właśnie media, opierając się na swoich analitykach bankowych,
twierdziły jeszcze jesienią, że żadnego deficytu ani kryzysu nie będzie, że
wzrost gospodarczy wyniesie 4,8 proc., a złotówka będzie się umacniać. Tak
właśnie prognozowali lansowani w tych mediach tacy specjaliści, jak Marek Zuber,
Piotr Kuczyński, Alfred Adamiec, Ryszard Petru, Witold Orłowski. Twierdzili, że
kurs euro będzie w końcu 2008 r. na poziomie 3,20 zł, do 4,10 zł na początku
tego roku. We wrześniu ub.r. prognozowałem 4,70 zł i wtedy określano mnie jako
niepoprawnego pesymistę. Okazało się, że i tak zaniżyłem prognozę, bo mieliśmy
już 4,80 zł.

Na czym w takim razie polegało ustalanie tych prognoz  na
wróżeniu z fusów?

Wygląda na to, że właśnie tak było. Albo świadomie
próbowano wprowadzić polską opinię publiczną w błąd. Ale skoro dziś
specjalistami od gospodarki w Polsce są, jak widzimy w mediach, Janusz Palikot,
Paweł Poncyliusz, Stefan Niesiołowski, nawet Monika Olejnik, która stwierdziła,
że Donald Tusk osiągnął w Brukseli wielki sukces, ponieważ pożyczył 4 mld euro
od Europejskiego Banku Inwestycyjnego, to czego możemy oczekiwać? Dzień przed
wyjazdem do Brukseli rząd wydał oświadczenie, że zadłużanie kraju nie jest
metodą na rozwiązywanie kryzysu, po czym pojechał do Brukseli i& pożyczył 4 mld
euro.

Dziś nawet ci, którzy niedawno mówili, że kryzysu nie będzie, nie
kwestionują, że dotarł do Polski.

To dopiero początek zamieszania, nadchodzi
tajfun Vincent
Vincent?

Tak go nazwałem, bo Jan Vincent-Rostowski, obecny
minister finansów, jest jednym z architektów pogłębiającego się kryzysu. To nasz
Kaszpirowski od finansów  takie porównanie nasuwa mi się. To, co opowiada, woła
o pomstę do nieba. Twierdzi niezmiennie, że nasz kraj ma mocne fundamenty
ekonomiczne, stabilny system bankowy, że kryzys nas w znaczącym stopniu nie
dotknie. Tymczasem większość zagranicznych banków komercyjnych w Polsce ma już
straty za IV kwartał wynoszące średnio 40 proc., a jest dopiero początek marca.
Rok 2009 będzie dla nich dramatycznie ciężki, a to oznacza brak kredytów, drogie
usługi bankowe, wysokie marże, niskie oprocentowanie depozytów i lokat oraz
wyciąganie ręki do NBP i rządu po nowe środki.

Może na wyniki tych banków
wpłynęło błędne informowanie opinii publicznej o umacnianiu się
złotówki?

Oczywiście. Dlatego powinno się wymienić nie tylko analityków
ekonomicznych, ale także całą kadrę zarządzającą niektórych banków, funduszy
inwestycyjnych (właśnie pierwszy fundusz DWS Polska TFI ogłosił wstrzymanie
wypłat), funduszy emerytalnych. Jeśli OFE miały w ub.r. stratę 25 mld zł, a w
tym za styczeń i luty mają już 10 mld, to na koniec roku szykują się straty
rzędu 3540 mld zł. Pamiętajmy, że OFE obracają pieniędzmi przyszłych
emerytów.

A co będzie z bankami? Czy w obecnej trudnej sytuacji wszystkie się
utrzymają?

Czeka nas bardzo duże zamieszanie, które będzie polegało na
przejmowaniu niektórych banków przez instytucje mocniejsze finansowo. Część
zniknie z rynku. Właściciel banku Zachodniego WBK  irlandzki AIB  ma ogromne
problemy w Irlandii, być może zostanie znacjonalizowany, a bank BZ WBK w Polsce
udzielił kredytów ogółem na 36 mld zł, w tym 13 mld zł to kredyty dla
deweloperów, którzy teraz prawie nie sprzedają mieszkań. W podobnej sytuacji
jest bank Millennium, którego spółka-matka BCP w Portugalii ma olbrzymie
problemy. Bank City Group w Ameryce prawdopodobnie zostanie znacjonalizowany,
więc w Polsce City Handlowy pewnie będzie sprzedany. Każdy z tych banków miał
100, a niektóre nawet 1000 klientów na opcje, musiały więc odpisać olbrzymie
rezerwy bankowe, nawet po kilkaset milionów złotych na każde przedsiębiorstwo.
Tymczasem minister finansów mówi, że system bankowy w Polsce jest
stabilny.

Co oznacza takie zamieszanie na rynku bankowym?

Że nie będzie
kredytów dla przedsiębiorstw. Grozi nam krach, a rząd opowiada w Brukseli, że
nie jest źle, że damy sobie radę. To kompletnie niezrozumiałe i
nieodpowiedzialne. Ale czego możemy oczekiwać, skoro premier Tusk i minister
Rostowski wciąż korzystają z rad osób, które jeszcze trzy miesiące temu
twierdziły, że nie będzie w Polsce żadnego kryzysu, np. Ryszarda Petru, prof.
Witolda Orłowskiego czy Marka Zubera. W ostatnich latach establishment polskiej
gospodarki składał się w dużej mierze z ludzi niekompetentnych, oszustów,
przyjaciół królika, pupili Leszka Balcerowicza i ludzi ze służb specjalnych,
którzy chcieli się łatwo i szybko wzbogacić. Tych specjalistów powinien zmieść
tajfun Vincent.

To musiałoby oznaczać przyznanie się do totalnej klęski
całego układu powiązań polityczno-biznesowych III RP i spowodowałoby wymianę
elit. A w przyszłości  rozliczenia.

Z pewnością. Jeśli rozliczają byłego
szefa Rezerwy Federalnej USA Alana Greenspana, który przyznał, że mylił się w
swoich ocenach i decyzjach dotyczących rynku finansowego, Bernarda Madoffa,
który oszukał wiele renomowanych instytucji finansowych, czy prezesów czołowych
angielskich banków, dlaczego u nas są sami niewinni?

Układ nie podetnie
gałęzi, na której siedzi. To wymusić może tylko jakaś siła z zewnątrz.
Ulica?

Nie wykluczałbym tego. Natomiast bankowców winnych spekulacji na
złotówce i wytransferowania z Polski miliardów złotych za granicę powinna
rozliczyć Komisja Nadzoru Finansowego. Ale KNF jest na garnuszku zagranicznych
banków komercyjnych. W budżecie KNF na 2009 r. 137 mln zł pochodzi właśnie od
banków, 23 mln z rynku kapitałowego, 21 mln od firm ubezpieczeniowych, 13,7 mln
od OFE. Niektórzy pracownicy KNF wywodzą się z sektora bankowego, np. dyrektorem
pionu nadzoru bankowego jest Andrzej Stopczyński, który wcześniej pracował w
Kredyt Banku. Teraz w imieniu państwa polskiego, bo KNF podlega bezpośrednio
premierowi, kontrolują nasz system bankowy. Szef KNF Stanisław Kluza w grudniu
ub.r. powiedział: w oparciu o naszą wiedzę możemy potwierdzić, że sytuacja
polskiego sektora finansowego jest bezpieczna i stabilna. Ta wypowiedź
kompromituje go jako szefa KNF. Komisja nie dostrzegła w porę problemu opcji
walutowych i transferu walut za granice Polski oraz groźby bankructwa niektórych
TFI.

Niedawno powiedział pan GP, że ogromny wpływ na skutki kryzysu miała
wyprzedaż niemal całego sektora bankowego w Polsce.

Kto ma banki, ten ma
realną władzę nad państwem. Za skandaliczne prywatyzowanie polskiego sektora
bankowego dzisiaj płacimy rachunek. Niektórzy analitycy 20 lat temu ostrzegali,
że nie tędy droga. Wówczas określano nas oszołomami, ignorantami. Kryzys
najbardziej dotknął kraje, które w największym stopniu wyprzedały swój sektor
bankowy  Litwę, Łotwę, Estonię, Polskę, Węgry.
Najbogatsi czmychną. Ryszard
Krauze prawdopodobnie dawno wyczuł zbliżający się krach i wycofuje się z Polski.
Ale szara masa zostanie. Jak skończy się dla nas kryzys?

Na razie huragan
Vincent jeszcze nie nabrał prędkości. Stanie się piekłem, gdy osiągniemy
trzymilionowe bezrobocie, co według mnie może nastąpić już w końcu tego roku.
Oznaczać to będzie pogłębienie zapaści budżetowej o około 20 mld zł, gdyż
przybędzie 1,21,5 mln bezrobotnych (teraz jest 1,6 mln), a to spowoduje
zwiększenie wypłat z budżetu na świadczenia socjalne, fundusz pracy, fundusz
gwarantowanych świadczeń pracowniczych, fundusz alimentacyjny& Nie wystarczy
nawet na zasiłki dla bezrobotnych. Na razie nie przygniotły nas całkiem długi,
ale niebawem je odczujemy, jeśli euro osiągnie wartość 5 zł, a potem może być
5,5, a nawet 6 zł, co zmusi NBP do interwencji. Z powodu szkodliwej dla państwa
polityki kolejnych rządów III RP prawdopodobnie opóźniliśmy nasz marsz do
nowoczesności i dobrobytu o 10, a nawet 20 lat. Wielu z nas już tego nie
doczeka, zwłaszcza emeryci, którzy uwierzyli w OFE i tzw. II filar.

Co
powinien zrobić rząd, by zmniejszyć skutki tej katastrofy?

Mam wątpliwości,
czy zachowanie rządu się zmieni. Ale jeśli, załóżmy, tak by się stało, powinien
w pierwszej kolejności pozbyć się Kaszpirowskiego polskich finansów, czyli
ministra Rostowskiego, najgorszego ministra finansów od 20 lat. Po drugie,
powołać sztab antykryzysowy, który składałby się z osób wiarygodnych, a więc nie
takich jak Ryszard Petru czy prof. Witold Orłowski. Tacy ludzie u boku premiera
to recepta na murowany krach. Po trzecie, zwrócić się o pomoc do Banku
Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Po czwarte, trzeba zrobić
wszystko, by utrzymać miejsca pracy, a nawet tworzyć nowe. Sytuacja jest
poważna, ponieważ grozi nam utrata najlepszych przedsiębiorstw, które decydują o
bezpieczeństwie państwa polskiego. Orlen ma dzisiaj 13 mld zł długu, 3 mld strat
za 2008 r. i wiele miliardów dolarów kredytów. Nie lepiej jest w PGNiG, w
Lotosie, a LOT jest praktycznie bankrutem. Trzeba by znacząco dofinansować Bank
Gospodarstwa Krajowego, ale nie kwotą 2 mld, lecz 20 mld zł, podnieść
wynagrodzenia dobrym pracownikom, a nie je obniżać, stworzyć ułatwienia, a nie
utrudnienia w dostępie przedsiębiorstw do środków pomocowych w Unii, zwiększyć
nakłady na inwestycje, zwłaszcza infrastrukturalne. Trzeba zrobić dokładnie
odwrotnie, niż radzi prof. Leszek Balcerowicz.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.03.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.74583 Seconds