|
Jawna Tajemnica
Krzysztof Tomasik zebrał w swojej książce kilkanaście szkiców na temat
postaci z polskiego kanonu parających się piórem: w większości bardzo
znanych. Interesował go – nie ukrywajmy – głównie (pewny, bądź tylko
możliwy) homoseksualizm.
Istnieje różnica między tym, co prywatne, a tym, co intymne. Tomasik w
swojej książce – jak każdy autor biografii, co wynika z samej definicji
gatunku – zajmuje się życiem prywatnym swoich bohaterów. Co więcej – wykazuje dużo szacunku i zrozumienia wobec ich wyborów życiowych. A
jednak czytelnik znający „Homobiografie” wyłącznie z recenzji prasowych
mógłby podjąć (mylne) wrażenie, że autor zajmuje się kwestiami
intymno-łóżkowymi. Tych kilka „momentów” – a są to ze dwa cytaty w
których jeden znany pisarz obsmarowuje drugiego znanego pisarza – znalazło poczesne miejsce w tekstach Dariusza Nowackiego („GW”, 27
maja) i Jerzego Sosnowskiego („Przekrój”, 12 czerwca). Z perspektywy
psychoanalitycznej podejrzliwości są to zachowania symptomatyczne:
autorzy wybierają świadomie skandalizujący szczegół (który zapiekle
krytykują), nie zauważając wymowy całości. Pamiętajmy zatem, że
podniesiona przez Jerzego Sosnowskiego kwestia wyższości rozmów o
„Ziemi Ulro” nad rozmowami o seksie analnym – jest być może ciekawa,
ale nie ma zupełnie nic wspólnego z książką Krzysztofa Tomasika.
„Homobiografie” obrazują pewien paradoks. Autor nie korzystał z jakichś
tajnych źródeł, wykorzystał to co już dostępne (głównie opublikowane
dzienniki i listy). W jakimś sensie mówi to, co wszyscy i tak wiedzą. A
jednak „to” było kamuflowane. Dałoby się pewnie sporządzić słownikową
broszurkę strategii eufemizujących: jak powiedzieć, żeby nie
powiedzieć, albo nie powiedzieć do końca. W tym sensie książka Tomasika
nazywa „jawną tajemnicę” tożsamości homoseksualnej i pokazuje, że
funkcjonuje ona w samym centrum polskiej kultury. Jest jej istotną
częścią.
Odpowiedzmy teraz na powracające pytanie dotyczące znaczenia wiedzy o
orientacji seksualnej autora przy interpretacji ich tekstów. Bardzo
często ta wiedza nie ma żadnego znaczenia. Ale czasami może mieć – szczególnie wtedy, gdy autor próbuje się do homoseksualizmu jakoś
odnieść, zwłaszcza w czasach gdy jest on „niewypowiadalną tajemnicą”
(czyli niemal przez cały wiek XX). Ale książka Krzysztofa Tomasika
pozwala uświadomić sobie coś znacznie bardziej radykalnego. Mianowicie
specyfikę zasad homoseksualnego ukrycia w polskiej kulturze, a
jednocześnie jej silną heteronormatywność (która sprawia, że relacje
heteroseksualne są normalne i „przezroczyste”, a homoseksualne ukryte i
stabuizowane). Dopiero z tej perspektywy zaczyna się robić naprawdę
ciekawie. Można bowiem zadawać pytania o sposoby odnoszenia się do
heteronormy w działach literackich czy filmowych, bez względu na
orientację seksualną ich autorów. Spróbujmy na przykład pomyśleć z tej
perspektywy o „Seksmisji”…
Jednym słowem – książka Krzysztofa Tomasika zadaje ważne pytania
dotyczące kształtu polskiej kultury. I od nas zależy jak sobie na nie odpowiemy.
Błażej Warkocki – krytyk literacki, autor książki „Homo niewiadomo”, „Polska proza wobec odmienności”.
—
Inkwizycja Polonistyczna
Zacznę od wspomnienia. W połowie lat 80. obejrzałem w polskiej
telewizji fabularyzowany hiszpański dokument poświęcony Federico Garcii
Lorce. Został on zrobiony w konwencji edukacyjnej – młodzi uczniowie
opowiadali sobie o życiu i twórczości poety. W pewnym momencie jeden
z nich powiedział, że Lorca był homoseksualistą, co ilustrowała na
ekranie scena przedstawiającą trzech panów w miłosnych uściskach.
Zapamiętałem ten fragment nie dlatego, że zdradził mi wstrząsającą
tajemnicę z życia Lorki. Przeciwnie – nie było w tym nic wstrząsającego
ani wstydliwego. Jedynie rzeczowa konstatacja ważnego faktu z życia
artysty. Niestety, w Polsce rzeczowa rozmowa o życiu osobistym polskich
twórców wciąż nie jest możliwa. I reakcje na „Homobiografie” to
potwierdzają. Książkę zaatakowała formacja, którą ochrzciłbym mianem
Inkwizycji Polonistycznej. Ponieważ nie ma ona narzędzi, by
„Homobiografie” razem z Autorem spalić na stosie, zastosowała
protekcjonalny sposób przeciwstawienia „duperelom”, o których pisze
Tomasik, doniosłości Poetyki. Jednym słowem: cenimy Iwaszkiewicza, nie
dlatego, że był homoseksualistą. A właściwie – pomimo tego, że był
homoseksualistą.
Tymczasem za nawoływaniem do „dyskrecji” w mówieniu o życiu prywatnym
kryje się zarówno słabo maskowana homofobia, jak i typowo polski lęk,
który paraliżuje różne autorytety, gdy trzeba wejść w sferę uczuć,
erotyki, seksu… W efekcie, osławiona „dyskrecja” obejmuje jedynie
„nieprawomyślne” fragmenty życia prywatnego podręcznikowych postaci. O
fragmentach „prawomyślnych” (np. że Mickiewicz miał żonę Celinę, a w
młodości kochał się w Wereszczakównie) uczą się nawet dzieci w szkole
podstawowej i nikt w tym wypadku nie protestuje przeciwko mieszaniu
porządków życia i literatury.
„Prawomyślność” to zresztą nie jedyne kryterium stosowania „dyskrecji”.
Drugim jest… narodowość. Nasi inkwizytorzy jakoś nie palą się do
potępiania licznych biografii np. Virginii Woolf, panikę budzą w nich
wyłącznie niewygodne fakty z życia artystów rodzimych. Double standards?
A najzabawniejsze jest to, że „Homobiografie” Tomasika nie są wcale
książką literaturoznawczą. To książka o polskim społeczeństwie, którego
artyści są najbardziej spektakularnymi przedstawicielami. Tak, oni nie
żyją i nie tworzą w abstrakcjach poetyki stosowanej, ale w jakimś „tu i
teraz”, razem z resztą obywateli. Zestawiając opowieści o kolejnych
bohaterach i ich czasach, Tomasik pokazuje bolesną i ciągle, niestety,
żywą obłudę polskiej kultury.
Jerzy Sosnowski postuluje w swoim tekście o „Homobiografiach”, by
czytać pisarzy „poza całym tym kontekstem”. Panie Jerzy, by czytać
cokolwiek poza jakimkolwiek kontekstem, trzeba najpierw „ten kontekst”
poznać. Śmiem twierdzić, że po książce Tomasika wiemy trochę więcej o
„tym kontekście” w „tym kraju”.
Bartosz Żurawiecki - krytyk filmowy, pisarz. Pracuje w miesięczniku „Film”, jest również recenzentem „Przekroju”
—
Teksty ukazały się w tygodniku „Przekrój” z 7 lipca 2008.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...