|
Kiedy oglądaliśmy w redakcji „Krytyki Politycznej” okładkę książki Krzysztofa Tomasika „Homobiografie”, zastanowiła nas tworząca ją litera G. Skąd się tam mogła wziąć? Nie wiązała się dla nas ani z autorem, ani z tytułem. Może chodzi o gender? A może o punkt G Marii Konopnickiej? - zgadywaliśmy. Później zagadka ta znalazła swoje rozwiązanie: chodziło o pierwotny tytuł książki - „Głosy z szafy”. W każdym razie bardzo późno przyszło nam do głowy słowo „gej”, również artyści projektując okładkę nie o tym myśleli. Na pewno nie dlatego, że jest to dla nas słowo tabu. Po prostu było oczywiste, że dla autora tej wciągającej książki świat nie dzieli się na heteryków i homoseksualistów – chociaż dla jednych i dla drugich jest w nim równoprawne miejsce.
Szesnaście biografii znanych postaci z kręgu literatury i kultury polskiej XIX i XX wieku – od Marii Konopnickiej po Andrzejewskiego, Mycielskiego, Hertza – pokazuje nam, jak mogłaby wyglądać opowieść o polskiej kulturze, gdyby jej bohaterowie i ich biografowie nie żyli z zaklętym kręgu heteronormatywności. Dla tropicieli skandali „Homobiografie” może staną się donosem, dla środowisk gejowskich kolejnym zaciągiem na listę „naszych”, dla mnie natomiast ta książka to manifest prawdziwej normalności. Takiej, do której wszyscy powinniśmy dążyć. Na pytanie, czy Maria Konopnicka była lesbijką odpowiada się tu: miała męża, z którym się rozwiodła, kupę dzieciaków i kłopotów z nimi, odrzuciła zaloty dużo młodszego mężczyzny i spędziła ostatnie dwadzieścia lat swojego życia z kobietą. Co z nią robiła? Nie wiadomo. W wypadku innych postaci pytanie o orientację seksualną znajduje bardziej jednoznaczne odpowiedzi, ale zawsze najważniejsza jest indywidualna historia i wrażliwość. Na pierwszym miejscu stoi prawda o życiu, a nie szufladka z napisem: lesbijka, homoseksualista, bi. Jednocześnie dowiadujemy się, jak heteronorma kastruje naszą kulturę, przykrawa wszystko do jednego wzoru i upycha w szafie to, co do niego nie pasuje. Jak ją zubaża. Poznajemy także rozmaite strategie radzenia sobie ze swoją odmiennością – od ostentacji Gombrowicza po kamuflaż Lechonia, który uczynił z niego homofoba, rasistę i seksistę.
Pojawiły się już głosy, że opresja ta zaowocowała wspaniałą literaturą, wypowiadającą w artystycznym przebraniu to, czego nie wolno było powiedzieć. Książka Krzysztofa jest jednak dowodem na tezę zgoła przeciwną – naprawdę ciekawie robi się dopiero wtedy, kiedy możemy mówić pełnym głosem.
Tekst ukazał się w magazynie „Replika” nr 13 (2008).
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...