Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wojciechowska: Jak zmieniać świat, nie zmieniając go ani trochę Drukuj
Katarzyna Wojciechowska   
20.10.2005
Od kilku dni w kinach nowy film Feliksa Falka, film o trudach profesji komornika we współczesnej Polsce.


Komornik jest jak lekarz – nikt nie chciałby mieć z żadnym za wiele do czynienia, ale podczas gdy lekarz – przynajmniej teoretycznie - służy ludziom, komornik ma służyć państwu. Kryje się tu założenie, że państwo nie służy ludziom – to teza popularna w pewnych kręgach. Film Falka można traktować jako jej ilustrację.
Akcja dzieje się w Wałbrzychu, jednym z miast, w których po przemianach ustrojowych żyje się ludziom trudniej niż gdzie indziej. Główny bohater to człowiek, można powiedzieć, zaangażowany, człowiek, któremu nie są obojętne losy świata. „Po co to robisz?” – pyta aplikant na komornika swego mentora. „Jedna wyjaśniona sprawa i już świat jest trochę bardziej uporządkowany” – odpowiada Lucjan Bohme (Andrzej Chyra), komornik. Chciałoby się powiedzieć: „Komornik” to historia człowieka, który chciał posprzątać świat, bo sam wyrósł w brudzie – wybiera pierwszy z dwóch możliwych scenariuszy, w tym drugim Lucek mógłby pójść w ślady ojca i stać się jedną z osób odwiedzanych przez komorników. Wybiera więc wersję pierwszą, uczy się na komornika i zostaje porządnym człowiekiem, odnosi sukcesy i na sukcesach mu zależy – w końcu rzecz dzieje się w epoce kapitalizmu, nawet jeśli to Wałbrzych. I tylko czasem zapłaci małym Romom, żeby dokuczyli ojcu.
W pierwszej części filmu bohater zostaje przedstawiony w sposób dość jednowymiarowy: Lucek nie ma skrupułów w egzekwowaniu wyroków, jeśli nie zabierze - to chociaż nastraszy, a zabierze potem. Nawet szpitala nie oszczędzi, konsekwentnie robi porządek, a przy okazji karierę. W mniejszym mieście łatwiej niż w większym, mniej rywali do pokonania.
Widzimy też współpracowników komornika, którym, jak wiemy z innych filmów, sukces kolegi nie może się podobać – rzecz dzieje się przecież w Polsce. Komornik ma romans z żoną kolegi z pracy – widz może więc z zadowoleniem stwierdzić, że początkowe intuicje co do bohatera były słuszne: jego potrzeba porządkowania świata to instrumentalna, cyniczna postawa. Komornik to stróż prawa, prawo rzadko idzie w parze ze sprawiedliwością.
Lucek ma pewne słabości czy też nazwijmy to, ludzkie cechy: ceni piękno, na przykład uwielbia starą porcelanę. Bohme portretowany jest w taki sposób, że nawet pozytywne czy „ludzkie” cechy mają podkreślać jego faktyczną jednowymiarowość. Kocha porcelanę, a człowieka nie widzi. Z pewnością jest pracowity – po ciężkim dniu zasypia w domu na kanapie, znów przy pracy. Widz ma odczuwać współczucie – i odczuwa, ale zaraz przychodzi opamiętanie: przecież ta nocna praca komornika wiąże się niechybnie z ludzką krzywdą… Jest nieautentyczny, nawet jako produkt wałbrzyskich dzielnic nędzy i tzw. nowej rzeczywistości, jest przerysowany – pełen pogardy, arogancki, pozbawiony współczucia. Być może w zamierzeniu zabieg potrzebny do pokazania późniejszej przemiany, dość mętnej, która dzięki początkowej przejrzystości w przedstawieniu bohatera, może zyskać na sile.

Towarzysząc komornikowi podczas trudów dnia pracy, jesteśmy również świadkami spotkania bohatera z pierwszą miłością. To jedna z lepszych scen w filmie – oszczędna, pozbawiona patosu, Lucek odsłania cieplejsze oblicze, wspomina… Cały czas jednak czekamy na moment kulminacyjny, wszystkie te zabiegi przecież czemuś służą. I taki moment następuje: komornik próbuje zająć akordeon dziecka za długi ojca – tylko że dziecko okazuje się również mieć matkę, pierwszą miłość Lucka. Lucjan Bohme pierwszy raz w swojej karierze dostaje obuchem w głowę – na razie w przenośni. Chwilę potem – w biurze komornika wiesza się młody piłkarz, któremu ten zaprzepaścił karierę.
Od tego momentu obserwujemy wielką przemianę: komornik próbuje naprawić swoje winy, rozdaje pieniądze, oddaje zarekwirowane przedmioty, Matka Boska grozi mu palcem, ulica mści się na Lucku – zostaje pobity, okradziony, ale dla niego jest to oczywiście oczyszczające. Potem okazuje się, że wpadł w pułapkę – koledzy postanowili dać Luckowi nauczkę, żeby nie był taki święty, taki nieskalany. Żeby był człowiekiem, tak jak oni.
Film kończy się, gdy Lucek w demaskatorski sposób stara się odciąć od śmierdzącego świata kłamstw, pozbawionego idei.
Film ogląda się dobrze, zwłaszcza jak na polskie kino ostatnich lat: świetne zdjęcia, zwłaszcza zdjęcia miasta: nie przeestetyzowane, w większości kręcone z ręki, ale nie są nachalne. Mimo subtelnych nawiązań - udało się uniknąć konwencji teledysku. Dialogi bez zgrzytów, brak większych potknięć w zawiązaniu akcji, bardzo dobrzy Andrzej Chyra i Kinga Preiss w roli pierwszej miłości Lucjana Bohme.

Mimo to trudno chwilami oprzeć się uczuciu zażenowania. Pewnych scen naprawdę można było sobie oszczędzić: „Nie zabronicie mi być dobrym!” – wykrzykuje swój manifest Lucek. Na szczęście chwilę potem dostaje w głowę ­ – nie można bezkarnie wykrzykiwać takich żenujących banałów, nawet w filmach. Scena, w której Matka Boska „grozi palcem” – oczywiście dawno już dostrzeżono malowniczość figurek stojących w przydrożnych kapliczkach, ale wykorzystanie tego również w procesie wewnętrznej przemiany bohatera to już zbyt wiele. Dobra muzyka, dobre tempo, dobrzy aktorzy, reżyser też dobry – a jednak coś nie gra.
O czym właściwie jest ten film? Czy jest to przypowieść o sile dobra drzemiącej w każdym człowieku? Przemiana Lucjana Bohme, stróża prawa i jego egzekutora jest mało wiarygodna. Chyba że naprawdę uznamy komornika za człowieka z misją, który wierzy, że swoją pracą zmienia świat na lepsze. Za człowieka, który doznaje olśnienia wraz z widokiem wisielca i medalikiem w dziecięcej dłoni. Być może „przemiana” to chwilowe szaleństwo, przecież bohater nie dowiedział się chyba niczego, czego nie wiedziałby wcześniej. A może rzeczywiście jest bardziej płaski niż zostało to pokazane? Czy bohater staje się nagle dobrym człowiekiem? Nie jest to do końca jasno powiedziane i wolę wierzyć że nie takie było zamierzenie reżysera – znowu trąci banałem. Jeśli tak – to film jest jeszcze słabszy, jeszcze mniej wiarygodna jest przemiana, jeszcze bardziej jest to film o niczym. Bronić się może jedynie czarny scenariusz – że  było to tylko chwilowe szaleństwo, bohater dowiaduje się, że nie da się win odkupić jedną nocą, jednym gestem. Że wszyscy rzeczywiście śmierdzą, on sam równie mocno. Że jest uwikłany w system, którego nie da się zwalczyć bronią systemu, że dla odkupienia trzeba szukać innych metod. Że prawo to nie to samo co sprawiedliwość. Może jest to właśnie krytyka państwa jako systemu nie służącego ludziom, nie broniącego ich przed skutkami przemian społecznych – ale to chyba dość życzeniowa interpretacja.
Reżyser sam mówi o filmie, że starał się pokazać, że przemiany społeczne nie zlikwidowały konfliktów społecznych i biedy, nie wyeliminowały zawiści ludzkiej, pychy. A najważniejsze jest to, że bohater staje się w końcu dobry. Po raz kolejny mamy więc do czynienia z wypowiedzią artystyczną, która przekazuje trochę więcej niż chciał autor. Po raz kolejny, bo czytamy na przykład książkę Marty Dzido (Małż), która sama mówi co innego niż może wynikać z lektury – takich przykładów jest więcej. Widzimy system, widzimy jak działa, nie wiemy co z tym zrobić. Pomijając odpowiedź udzieloną przez reżysera…
Gdyby nie porównania z Wodzirejem, którego z tęsknotą widz raz po raz wspomina – film byłby lepszy. Komornika ratuje Andrzej Chyra, dobre tempo, kilka dobrych, pozbawionych patosu scen. Biorąc pod uwagę kilka ostatnio zrealizowanych, bardzo chwalonych filmów - lepsza już mała wiarygodność postaci niż nadmierna psychologizacja połączona z zadęciem. Jest lepiej, nie jest dobrze.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.75658 Seconds