Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Walecka-Rynduch: Baader-Meinhof - desperate housewives? Drukuj
Agnieszka Walecka-Rynduch   
22.05.2009

bader.jpgGdy władze niemieckie uznały, że po kilkunastoletniej walce sprawa RAF-u (Rote Armee Fraktion) jest już   zamknięta, temat niespodziewanie powrócił. Na stronach lewicowych ugrupowań młodzieżowych zaczęła się pojawiać charakterystycznie podniesiona pięść (znak RAF-u), a na niemieckim rynku wydawniczym ukazały się publikacje szeroko komentujące działalność niemieckich ugrupowań terrorystycznych i bojówek paramilitarnych, w tym również RAF-u. W końcu na podstawie książki Der Baader-Meinhof-Komplex Stefana Austa powstał film pod takim samym tytułem. Trudno odmówić racji Michałowi Sutowskiemu, że dla wielu widzów pozostanie on jedynym wiarygodnym źródłem wiedzy o tamtych czasach, choć żadnej historii w nim nie ma, a już na pewno nie ma historii prawdziwej. Polski rynek czytelniczy w tej materii jest nad wyraz ubogi; do wymienionych przez  Michała Sutowskiego publikacji dorzuciłabym jeszcze dwie: Czerwone życiorysy, szczególnie fragment Ulrike Meinhof i banda Baader-Meinhof, autorstwa Melvina Lasky’ego i 50 dni grozy Janusza Moszczeńskiego i Marii Wągrowskiej.

Jezus pierwszym socjalistą
Obraz Baader-Meinhof Komplex pojawił się na ekranach stosunkowo niedawno i wzbudził spore emocje. Nie, nie w Niemczech, gdzie ci, którzy tamte czasy pamiętają (rozumieją?), wypowiadali się o nim raczej sceptycznie (co, nie ukrywam, na samym początku mnie dziwiło), ale w Polsce. Myślę, że Emilia Walczak nie jest w swoim poczuciu rozczarowania z powodu wyczerpania się buntu odosobniona. Taki film jest więc dla wielu osób wizualizacją potrzeby zmiany rzeczywistości. Walczak pisze nawet, że „sytuacja się powtarza (…) i zatacza koło”. Zgadzam się, ale jest to zupełnie inne koło. Powracają do nas idee walki z bezmyślnym przemysłem konsumpcyjnym, który przekształca to, co kiedyś było kontrkulturowe, w doskonałe marketingowe produkty dla tych, którym się wydaje, że dzięki temu pokazują światu swoją „undergroundowość”. I nie mam tu na myśli bon motów z No logo Naomi Klein, które do tej problematyki nic ani ciekawego, ani nowego nie wniosło, a tylko kopiuje problemy sygnalizowane przez Theodora W. Adorno i Maksa Horkheimera w Dialektyce Oświecenia z 1947 r. Nie mogę się również zgodzić z inną opinią Emilii Walczak: że krytycznie myślący, lewicujący młodzi ludzie zmieniają się w filmie niemieckiego reżysera w męczenników: „Hippis krzyczący po ataku na wydawnictwo Springera: Wietnam! Wietnam! albo zmarły w więzieniu w Stuttgarcie po wycieńczającym strajku głodowym Holger Meins (Stipe Erceg) – obaj przypominają wyglądem Jezusa”. Jeśli każdy długowłosy i brodaty mężczyzna kojarzy się Emilii Walczak z Jezusem, to spacer po Parku Angielskim w Monachium w 1968 roku mógłby być dla niej iście mistycznym przeżyciem… Tak, wiem, „Jezus był pierwszym socjalistą”, ale to porównanie jest - moim zdaniem - nadużyciem. W filmie Hair w Central Parku hipisi raczą się LSD jak hostią – i co z tego?

Zabawy z bronią
Wracając jednak do samego filmu: podzielę się tym, czym dla mnie był „świetny komiks Edela”. Na Baader-Meinhof pobiegłam dzień po premierze i… naprawdę nie wiem, do kogo skierowany jest ten obraz. Bo przecież nie do tych, którzy chcą poznać historię tamtych czasów. Z krótkich sekwencji nie zorientują się, dlaczego przyjazd szacha Rezy Pahlawiego wywołał w Niemczech społeczną dyskusję, która w efekcie przyczyniła się do fali demonstracji. Nie dowiedzą, jakie konsekwencje wywołało śmiertelne postrzelenie podczas studenckiej demonstracji studenta Benna Ohnesorga przez policjanta Karla-Heinza Kurrasa i dlaczego data 2 czerwca przeszła do historii, a pewien paraterrorystyczny ruch przyjął ją za swoją nazwę. Przeciętnemu widzowi trudno będzie wyłapać drobny niuans – oko puszczone przez Rudiego Dutschkego i nieśmiały uśmiech Ulrike Meinhof (rzecz ma miejsce podczas kongresu antywietnamskiego na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie). A przecież to sygnał późniejszego mariażu czarnej i czerwonej linii terroru!* A może i początek niedoszłego romansu, jeśli przytoczyć słowa żony Dutschkego: „Gdyby nie zamach, Rudi Dutschke powstrzymałby Ulrike Meinhof od walki zbrojnej. Gdyby nie zamach, Rudi Dutschke sam poszedłby tą drogą…”** Równie nieudolnie pokazano zamach na Dutschkego czy Josefa Bachmanna (zamachowca) bezradnie łykającego jakieś proszki w ruinach. Bardzo natomiast wyraźnie pokazano Dutschkego z kulami w głowie, w plecach i w nodze, zdejmującego buta (chociaż gdyby się opierać na książce Austa, reżyser powinien pokazać upadający rower). Ale gdzie jest powiązanie tego wydarzenia z „Bildem” i artykułem Stoppt Dutschke jetzt, piętnującym Dutschkego i ruch opozycji pozaparlamentarnej? Z całą pewnością nie wyjaśnia tego problemu opakowana w „Bild” ciężarówka wyjeżdżająca z drukarni Springera. Zamach ten miał przecież wymiar symboliczny, pokazał,  jak dalece media manipulują opinią publiczną - trzymając jednostki w „jednowymiarowym społeczeństwie”, wystawionym na publiczny osąd przez Herberta Marcusego, o którym, swoją drogą, w filmie nie ma ani słowa.
Podobnie rzecz się ma ze sceną śmierci głodowej Holgera Meinsa i obrazem jego pogrzebu, w trakcie którego nagle, prawie jak duch, pojawia się postrzelony wcześniej tajemniczy Dutschke i wypowiada pamiętne słowa „Holger, walka trwa nadal”. Kolejny więc ważny moment dla Niemców, dla RAF-u, dla Ruchu Protestu, pozostał niedopowiedziany. A czyż nie było to jednoznaczne wskazanie, że tylko walka zbrojna, przy wykorzystaniu metod terroru, a nie tylko guerilli miejskiej, ma sens?

Ludzie jednowymiarowi?
Takich przykładów jest sporo. Chociaż, z drugiej strony, gdyby te momenty zupełnie wyciąć, z filmu pozostałoby niewiele: długie sceny walk ulicznych i misterium krwawiącej rany postrzałowej. Może więc Baader-Meinhof miał być próbą odbrązowienia ikon, pokazania zwolennikom przemocy i aktów terrorystycznych, że dawni bohaterowie byli zwyczajnymi ludźmi, którym część tzw. „akcji” wychodziła przypadkiem? Film pokazuje jednak coś zupełnie innego - momentami nawet zabawnego. Baader ze stratega zmienia się w lowelasa zainteresowanego nocnymi wyścigami porsche (swoją drogą ciekawe, dlaczego bohaterowie nie jeżdżą BMW, który był częściej używany przez RAF, po pierwsze dlatego, że był szybki i elegancki, po drugie ze względu na akronimiczną zbieżność nazwy Baader-Meinhof-Wagen = BMW) i strzelaniem do znaków drogowych. Ale pojawia się także coś niepokojącego – stereotypowość w podejściu do „kobiecego ramienia” ruchu. Otóż Meinhof i Ensslin ukazane są jako rozhisteryzowane nimfetki i kury domowe, które nie potrafią utrzymać na wodzy emocji, w spektakularny sposób kłócą się na więziennym dziedzińcu, opalają nago na dachu w Jordanii i bezmyślnie realizują „rewolucyjne” polecenia Baadera. Ten mało korzystny obraz bije przede wszystkim w Meinhof – jej ostry język i artykuły są ogólnie znane, tu jednak została przedstawiona jako niezbyt urodziwa działaczka, która ma trudności z wypowiadaniem własnego zdania i która „boczy się” na Gudrun o korekty tekstów, o czym prawie przez łzy informuje Andreasa. Melvin J. Lasky, analizując osobowość Ulrike Meinhof, stwierdził: „Więzienia powstają i znikają, ale rozszalały duch rewolucji trwa w walecznym uporze. W 1789 roku europejska lewica zaczęła od zburzenia Bastylii. Podobno ku więziennym murom poprowadziła tłum ognista paryżanka Theroinge de Mericourt, prawdziwa Ulrike Meinhof swoich czasów”***. 

Płaszczyk z Zary
Wracając jednak do relacji (jak to ładnie nazwał Michał Sutowski) „pierwszej samicy” – Gudrun i pełnej chmurnego wdzięku intelektualistki – Ulrike. Nie można oczywiście odebrać Ensslin tytułu „rewolucyjnej narzeczonej”, ale film, co mnie mocno zaskoczyło, maluje ją jako siłę sprawczą wydarzeń. Gdyby tak było, czyż banda nie nazywałaby się wtedy Baader-Ensslin? Meinhof i Ensslin początkowo połączyło coś, co trudno zapewne wyjaśnić w paru zdaniach. Ta kwestia nie jest też doprecyzowana ani w filmie, ani w książce. Jak to nazwać – fascynacja ideą rewolucji? Siłą? Przemocą? To na pewno ujęło Ulrike, która po kontaktach z Ensslin uświadomiła sobie, że wierząc w konieczność prowadzenia walki zbrojnej, wyjścia z propagowanego w tym czasie przez frakcję antyautorytarną biernego oporu, swoimi artykułami sprowadza to mimo wszystko do komercji, zarabiając na rosnącej w ten sposób swojej popularności. Ensslin z całą pewnością nie w smak była ta lekkość pióra i swoboda w precyzowaniu myśli Ulrike. Sama jako „krzykaczka” – jak o niej mówiła Meinhof - nie miała żadnej przenikliwości, powielała tylko frazesy. Na samym początku to one mogły stworzyć niebezpieczny tandem siostrzany, gdyby ciągle nie chodziło o to, aby pomóc Baaderowi. Cóż, może więc obraz nie jest do końca wiarygodny. Pamiętajmy, że autor książki Stefan Aust wprawdzie wiedział, o czym pisze, ale nie do końca pozostał w tym pisaniu bezstronny. W filmie, gdy Ulrike dowiaduje się, że jej dzieci zostały zabrane z kryjówki na Sycylii i przekazane ojcu, stwierdza: „Tylko ta świnia znała hasło”…
Po obejrzeniu filmu poczułam jednak niesmak - może przez szacunek, który żywię do samej Meinhof i jej tekstów, może przeraziła mnie unaoczniona tu wszechogarniająca stereotypowość, przypisująca wielkie czyny mężczyznom. Postąpię więc jak bohaterki Uli Edela i zapytam z czysto kobiecego punktu widzenia: dlaczego po zarysowaniu widzowi doniosłego problemu walki z monopolistami, konsumpcjonizmem, kapitalizmem i systemem, ubrał jedną z bohaterek – Petrę Schelm – w płaszczyk sieciowej firmy odzieżowej Zara (kolekcja jesienna 2007) – czy ktoś tu coś źle zrozumiał?


* Mianem „czerwonej linii” określano działania ruchu antyautorytarnego oparte na zasadach tzw. guerilii miejskiej; linia „czarna” oznaczała działalność terrorystyczną.

** F. Teufel, Rudi, der Kampf geht weiter!, „Die Tageszeitung”, 15. Januar 1980, [cyt. za:] W. Kraushaar, K. Wieland, J. P. Reemtsma, Rudi Dutschke, Andreas Baader und die RAF, Hamburg 2005, s. 19.

***  M. J. Lasky, Ulrike Meinhof i banda Baader-Meinhof, [w:] tegoż, Czerwone życiorysy, Warszawa 1990, s. 135.

Komentarze
Dodaj nowy
Boyszewik  - Meinhof nieatrakcyjna?   |23.05.2009 16:50:13
Akurat z tym passusem nie sposób się zgodzić. Meinhof dla większości osób nawet
zainteresowanych tematem to obcięta na krótko wychudzona kobieta, sprawiająca
wrażenie jakby była na głodzie (zdjęcie z procesu, prowadzona przez strażników).
W filmie jest natomiast bardzo kobieca, seksualna, atrakcyjna. Przede wszystkim
przed zejściem do podziemia, ale również w trakcie walki oraz - co warte
podkreślenia - podczas procesu. Film raczej ukobieca Meinhof niż odwrotnie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.05.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.45399 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273