Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni? Podwyżka cen
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Edward Stachura, Piosenka dla robotnika rannej zmiany
Advertisement
Pietrzak: Gry wojenne Quentina Tarantino Drukuj
Jarosław Pietrzak   
10.09.2009
Nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie, o co chodziło Quentinowi Tarantino, kiedy wymyślał Bękarty wojny (polski tytuł nie oddaje dowcipu oryginalnego Inglourious Basterds). Niezależnie jednak od intencji reżysera, film ten wydaje się  niezamierzenie ujawniać daremność wygibasów postmodernistycznej etyki, która wysługuje się nazizmem i Holocaustem, sprowadzając wszelką refleksję polityczną do jałowego moralizowania i rozmywając fundamentalne kwestie za pomocą emocjonalnego szantażu.

W kategoriach czysto filmowych Tarantino jest z całą pewnością znakomitym realizatorem – canneńskiej Złotej Palmy (Pulp Fiction) za darmo się nie dostaje. Świetnie obsadzone Bękarty wojny dowodzą po raz kolejny, że reżyser ma rękę do aktorów, z których większość, z wyjątkiem raczej nudzącego się na planie Tila Schweigera, może naprawdę poszaleć. Tarantino jak zwykle nie stroni od spektakularyzacji przemocy (jednocześnie podejmując problem spektakularyzacji przemocy) i  nadal zdradza zamiłowanie do dialogu, który zostaje u niego podniesiony do rangi sztuki samej w sobie.

Bękarty wojny podejmują problem redukcji starć, których areną była II wojna światowa, do logiki spektaklu: finałowa rzeź dokonuje się tu w kinie i przy użyciu kina. Tarantino ukazuje, do jakiego stopnia prezentacja zbrodni nazizmu staje się w naszej kulturze wehikułem dla snucia i zaspokajania sadystycznych fantazji. Jego odpowiedź brzmi jednak: trzeba pozwolić zaszaleć fantazji o równie sadystycznej zemście ofiar. Nie potrafi wyjść w sposób krytyczny poza ramy liberalnej/ponowoczesnej „refleksji” o nazizmie, tkwi uwięziony w niej.

Problematyzując figurę nazisty jako podmiotu, na który przenoszone są sadystyczne fantazje współczesnego człowieka, Tarantino nie porzuca właściwego myśli liberalnej założenia, że wszystko można sprowadzić do psychicznych aberracji jednostek oraz że, nieszczęśliwym trafem, z koncentracją takich właśnie jednostek mieliśmy do czynienia w Niemczech lat 30. i 40. XX wieku. Wielokrotnie dotykając motywu sztywnej i głęboko zinternalizowanej przez jednostki hierarchii społecznej, nieodłącznej od nazistowskiego projektu politycznego (np. gry prestiżu i pozycji pomiędzy różnej rangi wojskowymi), Tarantino nie zauważa w ogóle związku między tym hierarchicznym rysem a nazizmem jako projektem zachowania władzy klasowej przez wielką niemiecką burżuazję. Zagrożona strukturalnym kryzysem akumulacji i niepokojami w łonie klasy robotniczej widziała ona w polityce Hitlera skuteczny sposób na utrzymanie stanu posiadania, a także przejęcie przynajmniej części schedy po ustępującej z pozycji hegemona kapitalistycznego systemu-świata Wielkiej Brytanii. Nazizm posługiwał się starszymi od siebie, zrewitalizowanymi ideologiami (głównie rasizmem i antysemityzmem), ale przecież one również wywodziły się bezpośrednio ze stosunków kapitalistycznych.

Tarantino tymczasem nie wykracza poza logikę redukującą nazizm do problemu kulturowego, w typowy dla postmodernistów sposób odrywając kulturę od jakichkolwiek związków ze strukturą społeczną (w tym strukturą własności). Nazizm w Bękartach wojny to niemal wyłącznie nienawiść do Żydów i innych „ras”, tak jakby te zjawiska nie miały w III Rzeszy związku z żadnym rzeczywistym projektem politycznym, stanowiąc jedynie ekstremalną formę kulturowej „nietolerancji”. Ośrodki oporu kształtują się więc w filmie zgodnie z duchem ponowoczesnego multikulturalistycznego liberalizmu – wokół osób pochodzenia żydowskiego, artystek o „otwartych” poglądach i ludzi, którzy po prostu nienawidzą nazizmu (trudno się oprzeć wrażeniu, że czasem zupełnie bezrefleksyjnie: co tę nienawiść różni od nienawiści nazistów do Żydów?). Nie zabrakło nawet czarnoskórego pracownika kina. Żydówka Szoszana, ukrywająca się pod pseudonimem Mademoiselle Mimieux, która jest właścicielką kina, większość prac wykonuje w nim sama, a z zatrudnionym mężczyzną łączy ją miłość, a nie relacja pracownik najemny – właściciel środków produkcji. Zapobiega to jakimkolwiek skojarzeniom u widza, że nazizm – oprócz monstrualnie zinstytucjonalizowanych niechęci kulturowych – miał jednak również coś wspólnego ze stosunkami własności. Skoro jednak akcja toczy się we Francji, gdzie Ruch Oporu i Partia Komunistyczna miały ze sobą więcej niż „coś tam” wspólnego – to może nie tylko sukienka Szoszany powinna być czerwona?

W Bękartach wojny triumf nad nazizmem odnosi jednak amerykański liberalizm. Rytualny mord, jaki dyskurs ten dokonuje na figurze nazisty (w tym samym Adolfie Hitlerze), ma przepędzić całe zło i odsunąć konieczność podjęcia wysiłku poważnej, świadomej analizy, czym naprawdę był faszyzm i dlaczego wciąż nam grozi jego powrót.
Komentarze
Marcin Szymański   |11.09.2009 14:10:34
Wszystkie filmy Tarantino, włącznie z wyżej opisywanym, są robione przez niego
dla siebie samego. Myślę, że on kompletnie w dupie ma widzów i społeczeństwo. I
za to go cenię.
crystiano  - Czemu służy dorabianie filmom Tarantino   |12.09.2009 08:41:06
To po prostu kawał dobrego kina, o specyficznym czarnym humorze, genialnych
dialogach i litrach krwi na ekranie. To zabawa twórcy z widzami, obalanie
standardów filmowych z jednoczesnym odwołaniem do klasyki. To nie jest film
filozoficzny, czy mający pełnić rolę umoralniającą - faszyzm (nazizm) to w
filmie postać Landego, człowieka okrutnego a zarazem genialnego, który nie ma
oporów przed zdradą dla własnych korzyści. To postać Zollera, o którym powstał
film - będący zarazem krytyką Tarantino skierowaną przeciwko tradycyjnym,
chwalebnym historiom żołnierskim pokroju "Ryana". Naziści to zarazem
zwierzęta, zabijające kryjących się pod podłogą Żydów, jak i zwykli żołnierze
opijający urodziny syna.

O co chodziło Tarantino, gdy wymyślał Bękarty…A o
co chodziło mu, gdy wymyślał "Wściekłe psy" czy "Pulp Fiction"?
Jego filmy nie niosą ze sobą morałów czy jakiś lekcji, ale dobrą zabawę,
kapitalne dialogi, świetnie wykreowanych bohaterów i sporo akcji.
crystiano  - Powyżej miało być "dorabiane ideologii   |12.09.2009 08:43:12
oczywiście;)
Anus Dei   |12.09.2009 11:30:39
Stajecie się śmieszni i nudni z tym waszym doktrynerskim podejściem do zjawisk w
kulturze, które nie do końca dają się ująć w wasze schemaciki. Oto człowiek
wyprodukował tekst, w którym film zostaje skrytykowany za to, że nie okazał się
dogłębną refleksją na temat społeczno-ekonomicznych uwarunkowań nazizmu. Halo!
Tylko że ten film nie miał wcale być o tym! Tarantino przygląda się własnej
psychice (a przez to oczywiście szerzej - także psychice człowieka żyjącego
współcześnie w jego kręgu kulturowym). Przygląda się realnym potrzebom i
pragnieniom swojej wyobraźni ukształtowanej w części poprzez świadomość
holocaustu przenikającą naszą kulturę. Sposobom radzenia sobie z traumą. Jakby
to Gombrowicz ujął - idzie po linii napięć, idzie po linii podnieceń. Aby w ten
sposób powiedzieć coś prawdziwego. Ale jest to prawda, której nie da się ująć w
naukowy elaborat z tezą na temat ukrytych mechanizmów gry kapitałowej,
przenikania się różnorakich izmów i tym podobnych dyrdymałów socjologicznych. Ja
rozumiem, że czasem warto szukać ukrytego politycznego znaczenia różnych
artefaktów kultury i takie analizy mogą być ciekawe, ale wymaganie od dzieł aby
spełniały wymagania, których NIE MAJĄ z założenia spełniać jest cokolwiek
niepoważne.
arena  - annus dei   |13.09.2009 16:19:36
@Anus
Cytat:
Tarantino przygląda się własnej psychice (a przez to oczywiście szerzej -
także psychice człowieka żyjącego współcześnie w jego kręgu
kulturowym). Przygląda się realnym potrzebom i pragnieniom swojej
wyobraźni ukształtowanej w części poprzez świadomość holocaustu
przenikającą naszą kulturę. Sposobom radzenia sobie z traumą. Jakby
to Gombrowicz ujął - idzie po linii napięć, idzie po linii podnieceń.
Aby w ten sposób powiedzieć coś prawdziwego. Ale jest to prawda, której nie
da się ująć w naukowy elaborat z tezą na temat ukrytych mechanizmów
gry kapitałowej, przenikania się różnorakich izmów i tym podobnych
dyrdymałów socjologicznych.


Łoł chłopie, a mógłbyś to teraz wytłumaczyć swoimi słowami, bo mam
wrażenie że ten bełkot pochodzi z jakiegoś podręcznika
dla postmodernistów, którego sam do końca nie rozumiesz.
Anus Dei   |14.09.2009 04:34:18
Napisałem własnymi słowami. Postaraj się bardziej wysilić, wszystko jest tu
raczej klarowne, a jeżeli naprawdę Cię to przerasta to już trudno, nic Ci na to
nie poradzę. Ale może jednak daruj sobie te wieśniackie impertynencje, bo
mądrości Ci od nich nie przybędzie.
maciej   |14.09.2009 06:46:12
To liniki do wywiadów z Quentinem
Tarantino

http://film.onet.pl/0,0,1571168,1,596 ,artykul.html


http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura
/quentin-tarantino — dlaczego-zabilem-hitlera,43030
,1

http://www.stopklatka.pl/wywiady/wywiad.asp? wi=16676

W jego wywiadach
nie ma nic z tego, co jest w felietonie ani komentarzach.
arena  - łojejku   |14.09.2009 11:48:12
Czyli nie potrafisz wytłumaczyć. :)

Swoją drogą twój zmanierowany styl
przypomina mi, jak w morde strzelił, Gabriela d’Annunzio.
No to uważaj
chłopie, gdyż to właśnie dokładnie tacy znudzeni i pretensjonalni dekadenci z
przerośniętym ego stworzyli faszyzm.
wtret   |29.03.2010 08:57:57
Otóż bardzo łatwo powiedzieć o co chodziło Tarantino. O rozrywkę! Oczywiście, że
nie dokonuje żadnego rozrachunku z naszym myśleniem o WWII. Film nie wyzwala od
żadnej ideologii. Ale, u licha, nie każdy musi być rewolucjonistą! Jak ktoś robi
rozrywkę na tak nieprawdopodobnie wysokim poziomie - bo inteligentny człowiek
nienaburmuszony ideologicznie filmem tym może się bawić - to ja proszę o
odrobinę wyrozumiałości. Film nie mówi o WWII, nawet nie udaje, że to robi, ale
bawi się jej popkulturowym wizerunkiem.

A tak w ogóle infantylność
przedstawianie drugiej wojny światowej w starych filmach jest tu tak
przejaskrawiona, że ją przecież obnaża - bo "Parszywa dwunastka" jednak
rościła sobie pretensje do realizmu.

Co więcej, nabijanie się z nazistów może
być skuteczniejszym narzędziem rozprawiania się z tym demonem za pomocą
poważnych filmowych traktatów - jeżeli uczynimy z nich demona zła, to niektórych
to przestraszy, a niektóre ultraprawicowe pały właśnie będzie pociągać. Z
demonem zła można się utożsamić, trudno z Gargamelem.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »