Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Penkala: Przestawianie leżaków na Titanicu |
|
|
Michał Penkala
|
|
02.05.2010 |
Kiedy latem 2007 roku instytucje finansowe w Stanach Zjednoczonych i Europie zaczęły notować straty w związku z gwałtownym wyparowaniem płynności na rynku papierów wartościowych zabezpieczonych wierzytelnościami hipotecznymi, nikt nie przewidywał skali rozpoczynającego się właśnie kryzysu. Jeszcze w maju 2007 roku ekonomiści Goldmana Sachsa wspominali w raporcie jedynie o „wesołym spowolnieniu”.
Prawie trzy lata później politycy, decydenci, dziennikarze i ekonomiści wciąż mają problem z uświadomieniem sobie skali, głębokości i wielowymiarowości „Wielkiej Recesji”. Choć powstało mnóstwo artykułów, książek, raportów i filmów, które próbują zmierzyć się z kryzysem, wciąż nie doczekaliśmy opus magnum, w którym problem ten zostałby potraktowany naprawdę wyczerpująco. W większości przypadków autorzy koncentrują się na jednym, wybranym aspekcie kryzysu, w którym upatrują jego przyczyn. Czytamy więc o amerykańskich liberałach/socjaldemokratach, którzy zmuszali banki do rozdawania kredytów mniejszościom etnicznym. O szalonych naukowcach z dealing roomów, którzy przekroczyli wszelkie granice ryzyka. Podstępnych Chińczykach (albo Japończykach) manipulujących swoimi walutami, co doprowadzić miało do „globalnej nierównowagi”. Nieodpowiedzialnych bankierach centralnych (Greenspan, Bernanke), którzy niskimi stopami procentowymi wywołali inflację aktywową. Jako odpowiedzialnych wskazuje się wreszcie Roberta Rubina i korporacyjnych lobbystów demolujących cały reżim regulacji bankowych jeszcze z czasów New Dealu oraz George’a W. Busha tnącego podatki i wszczynającego kolejne wojny. Z tego zestawu czytelnik może wybrać sobie odpowiadające mu wyjaśnienie.
Jeśli ktokolwiek miał szansę naprawdę zmierzyć się z kryzysem, to był to Joseph Stiglitz. Co najmniej od czasu kryzysu wschodnioazjatyckiego z lat 1997 – 1998 Stiglitz ostrzegał przed kolejnym, jeszcze poważniejszym kryzysem gospodarki światowej. Kiedy więc bańka na amerykańskim rynku nieruchomości w końcu pękła, było jasne, że i tym razem zabierze głos. I tak powstała jego najnowsza książka Freefall. America, Free Markets, and the Sinking of the World Economy (W.W. Norton & Company 2010).
Stiglitz zajmuje dość nietypowe miejsce wśród współczesnych ekonomistów. W rankingu publikacji i cytowań naukowych od dawna pozostaje w ścisłej czołówce. W 2001 roku otrzymał Nagrodę Nobla za badania nad problematyką zawodności rynku w warunkach asymetrii informacji. Jego prace przyczyniły się znacznie do rozwoju nurtu neokeynesowskiego. Pomimo konsekwentnego krytykowania wielu aspektów ekonomii neoklasycznej i neoliberalnych recept gospodarczych, znanych pod nazwą „konsensusu waszyngtońskiego” (jako pozbawionych oparcia w teorii i empirii ekonomicznej), Stiglitz jest regularnie zapraszany do współpracy przez rządy wielu państw. Tak więc mamy do czynienia z ekonomistą, który doskonale odnajduje się we współczesnych debatach politycznych, a zarazem przyczynił się do wypracowania teorii niezbędnych do zrozumienia kryzysu. Wszystko to powinno gwarantować, że w swojej książce nie tylko dogłębnie przeanalizuje genezę i przebieg kryzysu, ale również zaproponuje kompleksową wizję świata po nim.
Freefall można podzielić na trzy części. W pierwszej Stiglitz wyjaśnia przyczyny kryzysu: „W ciągu kilku lat poprzedzających kryzys Rezerwa Federalna utrzymywała stopy procentowe na niskim poziomie. Tani pieniądz może prowadzić do boomu inwestycji w fabryki i sprzęt, do silnego wzrostu gospodarczego i długotrwałej prosperity. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych, jak również w wielu innych krajach, doprowadziło to do bańki na rynku nieruchomości. Tyle tylko, że rynki nie powinny działać w ten sposób. Rynki mają efektywnie alokować kapitał. Z historycznego punktu widzenia mieliśmy już do czynienia z przypadkami, kiedy to banki podejmują nadmierne ryzyko, obracając cudzymi pieniędzmi i pożyczają pieniądze osobom, które nie są w stanie spłacić tych kredytów. Wielokrotnie tego typu działalność prowadziła do powstania baniek na rynku nieruchomości. Jest to jeden z powodów, dla których potrzebujemy regulacji” (s. 80).
Tak więc źródła obecnych problemów Stiglitz upatruje jeszcze w latach 80., kiedy to doszło do odwrócenia dotychczasowego trendu politycznego. W 1987 roku Paula Volckera na stanowisku szefa Rezerwy Federalnej zastąpił Alan Greenspan, „awatar deregulacji” (Volcker był przeciwnikiem deregulacji sektora finansowego). Pomimo kryzysu kas oszczędnościowo-pożyczkowych oraz krachu giełdowego w 1987 roku systematycznie usuwa się kolejne filary reżimu regulacyjnego. Stiglitz wskazuje na trzy ważne decyzje deregulacyjne. Pierwszą z nich jest uchwalona przez Kongres i podpisana przez Clintona w 1999 roku ustawa o uchyleniu przyjętej jeszcze w 1933 roku ustawy Glass-Steagall Act, która doprowadziła do rozdziału towarzystw ubezpieczeniowych, banków inwestycyjnych i banków komercyjnych. W wyniku zniesienia tego rozdziału duże banki inwestycyjne mogły agresywnie wejść na rynek finansów detalicznych, m.in. nabywając instytucje zajmujące się udzielaniem kredytów hipotecznych. Druga decyzja dotyczyła nieuregulowania rynku instrumentów pochodnych. Już w 1998 roku wskazywano na zagrożenia związane z obrotem derywatami typu OTC (over-the-counter), przede wszystkim zaś ze swapami kredytowymi typu default (CDS), Kongres uchwalił jednak ustawę zakazującą regulacji takich instrumentów finansowych. Trzecią decyzją była zgoda udzielona przez amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (odpowiednik polskiej Komisji Nadzoru Finansowego) na zwiększenie maksymalnego poziomu dźwigni finansowej banków z 10:1 do 30:1 (wskaźnik zadłużenia do kapitału własnego). Była ona poprzedzona intensywną kampanią lobbingową banków, na której czele stał Henry Paulson – wówczas CEO Goldmana Sachsa, od 2006 roku zaś Sekretarz Skarbu USA i autor tzw. planu Paulsona ogłoszonego we wrześniu 2008 roku w odpowiedzi na bankructwa kolejnych instytucji finansowych.
Wszystkie te decyzje opierały się zdaniem Stiglitza na błędnych przesłankach. Innowacje finansowe bowiem, wbrew ortodoksyjnemu stanowisku, nie przyczyniły się do poprawy zarządzania ryzykiem w sektorze finansowym, lecz doprowadziły do sytuacji, w której sprzedający instrumenty finansowe pozbywali się najbardziej ryzykownych aktywów i przerzucali związane z tym ryzyko na gorzej poinformowane podmioty, z najmniejszymi możliwościami poradzenia sobie z nim. Zamiast zwiększać stabilność systemu i redukować ryzyko systemowe, instrumenty te tylko ryzyko zwiększały. Drugim błędnym założeniem było przekonanie, że interesy wielu podmiotów – sprzedawców kredytów hipotecznych, inżynierów finansowych i nadzorujących ich dyrektorów/kierowników – są zgodne z interesami instytucji, w których pracują. Greenspan i inni regulatorzy nie docenili tym samym problemów z przedstawicielstwem. Po części wiązało się to z faktem, że bardzo często w organach regulacyjnych pracowały osoby, które albo wywodziły się z Wall Street, albo też w pełni akceptowały przychylną Wall Street „deregulacyjną” filozofię.
Bliskie związki pomiędzy światem biznesu a sektorem rządowym to wątek, który we Freefall pojawia się bardzo często. Kontynuację tego trendu Stiglitz dostrzega także w polityce obecnej administracji, w związku z czym nie kryje swojego rozczarowania Obamą. Ben Bernanke, Timothy Geithner, Larry Summers – wszyscy związani byli ściśle z administracją albo Billa Clintona, albo George’a W. Busha. Politykę personalną Obamy Stiglitz nazywa „przestawianiem leżaków na Titanicu”. To właśnie ta ciągłość personalna, brak wizji, jak zmienić politykę gospodarczą, oraz reform w sektorze finansowym, a także otwarcie na lobby bankowe zaowocowały fatalnymi w skutkach programami ratowania sektora bankowego. W ich wyniku podatnika narażono na bardzo duże straty przy niewielkich korzyściach dla budżetu państwowego. Nie przeprowadzono też powtórnej regulacji tego sektora. Strategia „jakoś to będzie” nie rozwiązała żadnego z długoterminowych problemów Ameryki, a jedynie przyczyniła się do umocnienia pozycji banków przy jednoczesnym zmniejszeniu konkurencji w sektorze. Rząd rozciągnął nad bankami siatkę zabezpieczeń społecznych, nie wymagając żadnych zmian w ich działalności i wzmacniając tym samym „pokusę nadużycia”. Tymczasem pomoc udzielona tym gospodarstwom domowym, których kredyt hipoteczny nagle okazał się wart więcej niż dom stanowiący jego zabezpieczenie, była zdecydowanie zbyt skromna i sprowadzała się głównie do rozłożenia spłaty kredytu w czasie. Dla banków było to bardzo korzystne rozwiązanie, gdyż umożliwiało dodatkowe zarabianie na prowizjach. Stiglitz krytykuje również administrację Obamy za zbyt skromny pakiet fiskalny, który nie wystarczy do pobudzenia popytu i wzrostu gospodarczego w amerykańskiej gospodarce.
Omówienie możliwych kierunków zmian Stiglitz rozpoczyna od przedstawienia problemów nękających amerykańską gospodarkę: stagnacji konsumpcji prywatnej, chronicznego deficytu handlowego, niskiego poziomu inwestycji. Wszystko to zdaniem noblisty źle rokuje. Stiglitz wskazuje na konieczność przestawienia amerykańskiej gospodarki na mniej energochłonny tryb rozwoju i zainicjowanie „zielonej rewolucji” jako nowego etapu rewolucji technologicznej. Proponuje odejście od dolara jako międzynarodowej waluty rezerwowej i zastąpienie go nową, neutralną (tj. niebędącą pieniądzem emitowanym przez bank centralny konkretnego państwa) walutą międzynarodową. Taka reforma miałaby również ograniczyć skłonność Amerykanów do życia ponad stan poprzez nieustanne pożyczanie z zagranicy.
We Freefall pojawia się również wątek reformy samej ekonomii w świetle obecnego kryzysu. Joseph Stiglitz krytykuje m.in. hipotezę efektywnego rynku, w myśl której ceny aktywów odzwierciedlają wszystkie dostępne informacje. Stiglitz atakuje także kilka innych filarów współczesnej ekonomii, bardzo często wywodzących się bezpośrednio ze „szkoły chicagowskiej”: hipotezę racjonalnych oczekiwań i racjonalność rozumianą jako spójność i konsekwencję w zachowaniu jednostki; modele oparte na tzw. agencie reprezentatywnym oraz przekonanie, że niewielka asymetria informacji nie może prowadzić do dużej nierównowagi.
Jak ocenić propozycje wysuwane przez Stiglitza we Freefall? Paul Mason, brytyjski dziennikarz i autor innej książki na temat kryzysu, zwraca uwagę na ważny aspekt: „Dla Stiglitza – podobnie jak dla wszystkich ekonomistów i polityków spod znaku Trzeciej Drogi – podstawowy problem brzmi następująco: w jaki sposób przeprowadzić te zmiany i zrealizować tę wizję? W tym miejscu Stiglitz napotyka tę samą barierę, jaką jego nietuzinkowy umysł napotykał – i od której się odbijał – przez dwie ostatnie dekady: niepodważalne założenie, iż własność państwowa prowadzić musi do stagnacji i nigdy nie może działać lepiej niż regulowana gospodarka rynkowa” (1). W pułapkę tę wpadło przy okazji kryzysu wielu socjaldemokratów, którzy uznali, że źródłem kryzysu jest „błędna” ideologia neoliberalizmu, która zdominowała kręgi polityczne w Waszyngtonie.
Problem ten dobrze ujął Peter Gowan: „Za argumentacją taką kryje się iście wolnorynkowy pogląd. Sugeruje się bowiem, że problemem jest skrajny leseferyzm – czyli brak regulacji – podczas gdy potrzebujemy «myślenia wolnorynkowego», co implikuje jakąś formę regulacji. Efektem takiej wizji jest zazwyczaj raczej bezcelowa dyskusja na temat tego, jak wiele i jakiego rodzaju regulacji potrzebujemy. (…) Tymczasem prawdziwa debata na temat organizacji systemu finansowego w gospodarkach kapitalistycznych nie dotyczy metod i form regulacji. Debata dotyczy dwóch opcji systemowych, na dwóch różnych poziomach. A) System bankowy i kredytowy zorganizowany na zasadach instytucji użyteczności publicznej, który podporządkowany jest akumulacji kapitału w sektorze produktywnym, lub kapitalistyczny system kredytowy i bankowy, który maksymalizacji swoich zysków podporządkowuje wszystkie inne formy aktywności ekonomicznej. B) Międzynarodowy system finansowy i monetarny pod multilateralną, kooperatywną kontrolą państw narodowych lub system o charakterze imperialnym, w ramach którego dominują banki z krajów euroatlantyckich i współpracujące z nimi państwa” (2).
Argumenty na rzecz „uspołecznienia” sektora bankowego można czasami usłyszeć także od ekonomistów, dziennikarzy i publicystów głównego nurtu. Jesienią 2008 roku Willem Buiter, publicysta „Financial Times” i były ekonomista Banku Anglii, opowiedział się za podobnym rozwiązaniem: „Od dawna dobrze znane są argumenty, w myśl których tak naprawdę nie ma dobrych powodów uzasadniających prywatną własność bankowych instytucji depozytowych. Instytucje te nie mogą bezpiecznie funkcjonować bez systemu gwarancji depozytów i/lub mechanizmu «kredytodawcy ostatniej szansy», które z kolei zabezpieczane są pieniędzmi podatników. (…) Argument, w myśl którego pośrednictwo finansowe nie powinno być powierzane sektorowi prywatnemu, można obecnie rozciągnąć na nowe transakcyjne formy kapitalizmu finansowego opartego na rynkach kapitałowych. Ryzyko nagłego wyparowania zarówno rynkowej płynności systemowo istotnych klas aktywów, jak również płynności finansowej systemowo istotnych firm może być po prostu zbyt duże, by pozwolić na operowanie prywatnym przedsiębiorstwom. Nie ma wątpliwości, iż uspołecznienie lwiej części sektora pośrednictwa finansowego wiązałoby się z utratą dynamiki i innowacyjności. Jednakże ryzyko niestabilności jest zbyt wielkie, zaś koszt niestabilności – zbyt wysoki. Tak więc taka utrata dynamiki może być ceną, którą warto zapłacić. (…) Od finansjeryzacji gospodarki do uspołecznienia sektora finansowego. Mały krok dla prawników, wielki krok dla ludzkości” (3). W debacie publicznej podczas kryzysu dość szybko jednak podjęto wątek re-regulacji sektora finansowego, a dyskusja na temat opisanych „opcji systemowych” nie wypłynęła na pierwszy plan.
Kryzys pokazał, że stworzenie nowego globalnego systemu gospodarczo-finansowego jest absolutnym priorytetem. Politycy i decydenci wybrali jednak stare, sprawdzone formuły działania. Tymczasem stworzenie teoretycznych podstaw nowego ładu wymagać będzie zdecydowanie dalej idącej wizji. Do tego zaś potrzebna jest osoba dobrze rozumiejąca relacje władzy politycznej i mechanizmy działania instytucji; osoba, która nie rozumuje w kategoriach „wolnej od wartościowań” nauki i która będzie w stanie przekonać opinię publiczną, że czysto techniczne rozwiązania nie pomogą nam w wyjściu z kryzysu. John Kay, brytyjski ekonomista i publicysta „Financial Times”, stwierdził, że Freefall Stiglitza to „najlepsza książka na temat kryzysu finansowego, jaka dotychczas się ukazała” (4). Mam jednak nadzieję, że najlepsza książka na ten temat dopiero się ukaże.
Autor dziękuje prof. Tadeuszowi Kowalikowi za konsultację przy przygotowywaniu tekstu.
(1) Paul Mason, Say it ain’t so, Joe!, „New Statesman”, 21.01.2010.
(2) Peter Gowan, Crisis in the Heartland, „New Left Review”, January-February 2009, s. 20 – 21.
(3) Cyt. Leo Panitch, Martijn Konings, Sam Gindin, Scott Aquanno, The Political Economy of the Subprime Crisis (w:) Leo Panitch, Martijn Konings (red.), American Empire and the Political Economy of Global Finance, Palgrave MacMillan 2009, s. 283.
(4) John Kay, They asked for it, „Financial Times”, 30 I 2010.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 03.05.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...