Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kropiwnicki: Wygodny cynizm |
|
|
Maciej Kropiwnicki
|
|
30.12.2008 |
|
„Z ironią nie ma żartów. Potrafi działać niesłychanie długo”
Friedrich von Schlegel, O niezrozumiałości
Otwierając dziś opasły tom wydanej w oryginale całe ćwierć wieku temu Krytyki cynicznego rozumu[1] nie sposób powstrzymać się od wrażenia, że autor mówi bezpośrednio do nas, jak gdyby bez dystansu czasowego, a przedstawiony opis zjawisk jak ulał pasuje do naszej rzeczywistości. Sloterdijk jest bowiem sową wylatującą o zmierzchu, a u nas zmierzcha jakby nieco później. Biorąc pod uwagę przesłanie książki, konstatacje autora nie przyniosą nam jednak pokrzepienia.
W Krytyce nie brak efektownych popisów stylistycznych, bon motów i błyskotliwych skojarzeń, świetnie oddanych także w przekładzie. Myliłby się jednak ten, kto zbytnio przywiązywałby się do tej literackiej warstwy tekstu i zabiegów retorycznych, za które z ust niektórych krytyków dobywał się nierzadko zarzut efekciarstwa. To powierzchniowe oddziaływanie tekstu Sloterdijka kryje w sobie głębsze pokłady refleksji, które stanowią o jej faktycznej wartości. Nie sposób dotknąć w krótkim omówieniu ogromnej większości zawartych w książce wątków, każdy z nich bowiem może być przedmiotem osobnych analiz, warto też krytycznie przyjrzeć się stosowanemu przez Sloterdijka błyskowi myśli, krótkiemu spięciu czy też kreślonej szerokim, niekiedy bardzo szerokim, łukiem analogii. Przede wszystkim należy mieć jednak nadzieję, że Krytyka nie zostanie potraktowana przez polskiego czytelnika niczym zabytek, którego publikacja wypełnia po prostu kolejną dziurę na półkach polskiej humanistyki, lecz stanie się przedmiotem namysłu, a zwłaszcza inspiracją do dalszej refleksji nad stanem filozofii, kultury i społeczeństwa.
Tekst założycielski
Przy pobieżnej lekturze książki Sloterdijka zbyt łatwo można ją umieścić obok „przepracowanych” już pozycji ogłaszających koniec „wielkich narracji” i walki w imię wielkich Spraw czy też wyczerpania się subwersywnego potencjału sztuki i radykalnej wyobraźni w życiu codziennym. Krytyka może też wydać się jedynie kolejnym dziełem z gatunku mikrologii, zaglądającej podejrzliwie w szczeliny naszej codzienności. Jednak na poziomie refleksji filozoficznej warto dostrzegać w niej dyskurs założycielski, który dał początek nowej perspektywie intelektualnej.
Podobnie jak po publikacji choćby Kondycji ponowoczesnej Lyotarda czy Końca historii Fukuyamy wraz z ukazaniem się Krytyki cynicznego rozumu rozgorzały dyskusje dotykające nie tylko zawartych w niej tez i diagnoz, ale także podejmujące kwestię samego badawczego spojrzenia, które proponuje jej autor. „Oświecona fałszywa świadomość”, sedno definicji cynizmu w rozumieniu Sloterdijka, pozwala bowiem myśleć o naszych czasach, a także wstecz o przeszłości (vide zwłaszcza świetny rozdział o Republice Weimarskiej), w perspektywie bardziej złożonej problematyki świadomości społecznej i ideologii – pojęcie to daje nam, jak mówi sam autor, pewien model diagnostyczny, nie zaś wygodną nazwę historycznego epizodu (s. 22). Kilka lat po ukazaniu się Krytyki w samych Niemczech opublikowany został tom zawierający badania z rozmaitych dziedzin, które łączyło właśnie owo narzędzie diagnostyczne, a kolejne jego aplikacje miały wkrótce nadejść. Dość powiedzieć, że tezy Sloterdijka legły u podstaw systematycznych diagnoz stanu dzisiejszej przestrzeni ideologicznej, jakie od przeszło dwóch dekad formułuje tzw. słoweńska szkoła lacanowska, zwłaszcza Žižek, który, co ciekawe, w entuzjastycznej recenzji tego podówczas magnum opus Sloterdijka, opublikowanej w 1984 roku, konstatował już jej fundamentalne znaczenie dla myślenia o nowoczesności (rozwinięcie tej tezy dał oczywiście we Wzniosłym obiekcie ideologii i kolejnych książkach)[2]. Połączenie „postmarksowskiego” twierdzenia, że doskonale wiemy, co czynimy (tkwiąc w ideologii), a mimo to robimy to (w obrębie materialno-instytucjonalnego wymiaru ideologii) z psychoanalityczną maksymą wyrażającą w duchu lacanowskim istotę fetyszyzmu (je sais bien, mais quand même…) na stałe już wpisało się w zabiegi krytyki ideologii w naszej rzekomo „postideologicznej” epoce. Już choćby pod tym względem Krytyka cynicznego rozumu okazała się dziełem szczególnie inspirującym.
Granice oświecenia
W dobrze znanym tekście Kant w swoim czasie pisał: „Jeśli więc teraz kto zapyta: czy żyjemy w obecnie w oświeconej epoce? – odpowiedź brzmieć będzie: Nie! ale w epoce Oświecenia” (przeł. A. Landman). Według Sloterdijka bylibyśmy dziś w epoce całkiem oświeconej, a mimo to jeszcze nie (już nie?) epoce oświecenia. O oświecenie właśnie autor Krytyki (cynicznego rozumu) się jednak dopomina. Rozumie je wszakże we właściwy sobie sposób.
W tytułowym nawiązaniu do Kantowskiej trylogii upatrywać można sedna dzieła Sloterdijka. Spójrzmy zatem na tekst Sloterdijka przez pryzmat tych trzech pojęć: krytyka-cynizm-rozum, wyznaczających wewnętrzną logikę jego tekstu i imperatyw oświecenia.
Krytyka. Kant rozumiał krytykę w sposób nowatorski: miała pytać o warunki możliwości tego, co dane (doświadczenia empirycznego, działania moralnego, sądu estetycznego) i na tej podstawie określać granice odnośnej władzy (facultas) ludzkiego podmiotu. Nie chodziło tu zatem o proste pojęcie krytyki jako czysto negatywnego odnoszenia się do pewnej treści czy rzeczywistości. Analogiczny sposób postępowania odnajdujemy u Sloterdijka: stawia pytanie o to, jak możliwe jest nasze dzisiejsze spontaniczne doświadczanie i przeżywanie świata, orientowanie się w nim i podejmowanie decyzji, biorąc pod uwagę, że zgodnie z jego diagnozą, wszystkie te aktywności przenika postawa cyniczna („doskonale wiem, co czynię, a jednak…”)? Innymi słowy, jest to pytanie o warunki możliwości życia człowieka w czasach nowoczesnych. W skrócie: jak jest możliwy rozum cyniczny (będący, zdaniem Sloterdijka, faktem)?
Nie zrozumiawszy tego punktu wyjścia, nie sposób uchwycić zamysłu autora, co było zresztą udziałem niektórych krytyków książki, zarzucających Sloterdijkowi, że Krytyka bynajmniej nie jest krytyczna, co najwyżej satyryczna[3]. Książka Sloterdijka, pisana już po dokonaniach choćby Hegla, Nietzschego czy Foucaulta, nie daje nam rzecz jasna wykładni warunków możliwości w postaci ahistorycznej, lecz pieczołowicie rozpisaną, wielogłosową genealogię rozumu cynicznego widzianą w perspektywie pojęcia wiedzy/władzy, poza którą – to również krytyczny postulat samego autora – chcielibyśmy wyjść. Trzeba jednak dostrzec, po jak wielu rozmaitych, czasami nieoczywistych, czasami zaś krętych ścieżkach każe nam kroczyć autor Pogardy mas, zanim zrozumiemy, że cynizm nie jest dziś ani czymś czysto pozytywnym, ani czysto negatywnym, lecz samym warunkiem wartościowania, wydawania sądów, doświadczania świata. Tytułowa krytyka jest zatem całkiem rozmyślnie dwuznaczna: jest to wprawdzie gest (dość letniej) subwersji, ale podbudowany badaniem o rysie kantowskim i foucaultowskim, które wskazuje cynizm u podstaw nowoczesnego rozumu oraz jego genealogię.
Cynizm. Wspomniana unowocześniona „oświecona fałszywa świadomość” nie poddaje się już krytyce – wie, że jest fałszywa i tą właśnie fałszywością jest silna. W jej paradoksalnym statusie, paradoksalnym z punktu widzenia klasycznych oświeceniowych instrumentów krytyki ideologii, tkwi według Sloterdijka istota człowieka współczesnego: jest ideologiczny nie tylko w teorii, świadomości („bo nie wiedzą, co czynią…”), lecz w swojej praktyce.
Zmodernizowana i uelastyczniona fałszywa świadomość dopasowuje się do istniejących warunków: całkiem dobrze wie bowiem o swoim fałszu i całkiem jej z tym dobrze („doskonale wiedzą, co czynią…”). Ujawniające się w tym granice dyskursu oświeceniowego, z definicji „wiedzącego lepiej” niż krytykowana przez niego świadomość, nie napawają optymizmem, ale sam Sloterdijk zdaje się na stronach książki raz po raz pokazywać jednocześnie ogłupiający, ale i wesoły korowód owej fałszywej świadomości: przenika ją kłamstwo, błąd, ideologia i perwersyjne w istocie na to przyzwolenie – tak, tak, tak… Oświecenie chciało zniszczyć ideologiczną niewinność, tak by wytworzyć w nas postawę refleksyjnego spojrzenia na własną „spontaniczną” aktywność. Ostatecznym rezultatem tych zabiegów („demaskacji”) jest jednak urefleksyjnienie świadomości jako już cynicznej: ideologicznej i zarazem zadowolonej z siebie jako takiej. Lekarstwem zdaniem Sloterdijka może być tu jedynie gromki śmiech i bezczelny gest, który niczym dadaistyczne „akcje” niczego nie chce traktować poważnie („gryzie, gdy ma na to ochotę”).
Rozum. Dzisiejszy rozum jest oświecony, a jakże, odrobił lekcję oświecenia, ale i jego dialektyki. Nie wierzy już nawet sam w siebie, wie bowiem dobrze, że nie dość że opresyjny, to na domiar złego jest tylko jedną z metanarracji, które niedawno ostatecznie upadły. Figury tego rozumu to Mefistofeles, realista-antymetafizyk-pozytywista, i Wielki Inkwizytor, totalny „instrumentalista” (s. 195, 211). Niczym Kant Sloterdijk pokazuje jednak granicę obowiązywania rozumu, tym razem cynicznego i ideologicznego – jest to właśnie śmiech: zdrowy, niemal zwierzęcy i niepohamowany. Śmiejmy się tym „totalnym, nieskrępowanym śmiechem demaskującym iluzje i pozy” (s. 162), a uda się nam powrócić do źródeł oświecenia: radosnego, bezpośredniego „nie” wobec wszelkiej iluzji i władzy oraz „tak” wobec „zdumionej afirmacji” życia. A zatem powinniśmy oddalić od siebie tę cyniczną „nieczułą i właściwą porze zmierzchu mądrość odsuwającą od siebie odwagę […], która chce tylko przebrnąć przez życie” (s. 569) i nie bać się wyzwalającej kynicznej bezczelności. A zatem po raz kolejny: sapere aude…
Granice bezczelności
Zgodnie z intencjami Sloterdijka książka ma więc wykonać nad nami pewną „pracę rozweselającą” (s. 14). Nie da się ukryć, że napisany z dużą dawką humoru i ironii tekst rozwesela. Jest to jednak śmiech przez łzy, w tle kryje się bowiem, by znów odwołać się do określenia samego autora, przenikająca nas cyniczna „apatia małych egoizmów”. Trudno dziś w coś wierzyć, dziś, kiedy większość spraw okazała się i nadal okazuje przegrana. Sama Krytyka cynicznego rozumu nie proponuje w istocie wiele więcej poza diagnozą owej „mentalności prywatnej” jako kondycji dzisiejszego świata. Na poziomie diagnozy nie ma tutaj, podobnie jak np. u Rorty’ego czy Lyotarda, miejsca dla „metafizyków”, wierzących w coś, co ich przekracza – pozostaje pozycja „ironistki”, wiecznie zdystansowanej i przepełnionej sarkazmem, a w relacjach społeczeństwo-polityka koniec końców skazanej na cyniczne puszczanie oka. Można się bowiem zastanawiać, czy aby ów postulowany przez Sloterdijka bezpośredni śmiech to nie ironia podniesiona do kwadratu. Zawarty w książce program pozytywny wprawdzie zachęca nas do afirmacji, swobody, emancypacji, która streszcza się w wizji powrotu do swego rodzaju złotego wieku, kiedy nieskrępowany Diogenes w najlepsze spełniał czynności „należące do dziedzin Demetry i Afrodyty” na ateńskim rynku. Sloterdijk, wpisując się w nurt myśli oświeceniowej, pragnie jednocześnie pogłębiać zawarty w nim dotychczas namysł, wzbogacając autorefleksję oświecenia już nie tylko o jego wewnętrzną dialektykę, lecz o figurę postawy cynicznej, tak by w punkcie dojścia odnowić szanse na udane życie wyzwolone z ułudy i spod opresji: „Pod znakiem krytyki cynicznego rozumu oświecenie może odnowić swoje szanse i pozostać wierne swojemu najbardziej autentycznemu projektowi – zmiany bytu przez świadomość” (s. 98). Jednakże, jak pokazuje dalszy rozwój autorefleksji oświecenia, owa postulowana zmiana nadal pozostaje bezsilna wobec coraz bardziej złożonych mechanizmów rządzących współczesną ideologią, których naświetlenie wymagało silniejszych, choć wypracowanych w oparciu m.in. o dokonania Sloterdijka, narzędzi krytyki ideologii.
To bowiem Slavoj Žižek, w oryginalny sposób łączący wglądy Sloterdijka z Gramsciańsko-Althusserowską nauką o materialności ideologii oraz pojęciowością Lacanowską, wskazuje, że, po pierwsze, nie sposób wykroczyć poza ideologię, ponieważ jest ona samym warunkiem możliwości życia i działania w przestrzeni, której nadaje już z góry ideologiczną strukturę – krótko mówiąc, już sama materialność tego, co nas otacza, jest ideologiczna, np. w postaci instytucji, które stoją u podstaw naszego społecznego bytu. Co więcej jednak, po drugie, zdaniem Žižka śmiech, bezczelność i ironia na niewiele się tu zdadzą – są bowiem już góry wpisane w dystans ideologii wobec siebie samej: ideologia wie, że jest ideologiczna i wie, że my to wiemy, a mimo to trwa w swojej ideologiczności. „Cynizm, który »nie wierzy«” – pisze Žižek – „przeocza tym samym fantazmat, który strukturuje samą »rzeczywistość« społeczną”[4]. Oto ideologiczny korowód, którego nie sposób przeciąć nawet zdrową dawką rozbrajającego – w terminologii Sloterdijka: kynicznego – śmiechu. O ile ten ostatni stwierdza, że „władza z istoty lubi śmiać się jedynie z własnych dowcipów” (s. 120), to dziś możemy za Žižkiem dodać: i z naszych też – „we współczesnych demokratycznych lub totalitarnych społeczeństwach ów cyniczny dystans, śmiech, ironia są, by tak rzec, częścią gry. Panującej ideologii nie należy brać na serio czy dosłownie. Być może największym zagrożeniem dla totalitaryzmu są ludzie, którzy traktują jego ideologię dosłownie”[5]. Wolno sądzić zatem, że nie tylko cynizm, ale także kyniczny gest, który miałby umożliwić nam wyjście z pola ideologii, sytuowałby się w istocie nadal w jej obrębie, dając nam jedynie złudne poczucie wreszcie osiągniętej pozycji „poza”, w istocie zaś nie naruszając ideologicznej sceny, na której żyjemy.
Skuteczną bronią przeciwko cyniczno-pragmatycznej postawie opierającej się na np. na wzajemnym mruganiu do siebie okiem, gdzie jeden na niby za dużo obiecuje, drugi na niby za bardzo w to wierzy, jest być może właśnie radykalnie „postcyniczny” mechanizm nadidentyfikacji, w praktyce realizowany niegdyś na przykład przez słoweński kolektyw artystyczny Neue Slowenische Kunst (m.in. Laibach, IRWIN, Novi Kolectivizem), pokazujący fałsz ideologii faszystowskiej i komunistycznej przez branie ich „na serio”. Taki zabieg „»frustruje« system (panującą ideologię) dokładnie o tyle, o ile nie jest ironicznym naśladownictwem, lecz stanowi nadidentyfikację z nim – wyprowadzając na światło dzienne obsceniczne nad-ja stojące u podstaw systemu, nadidentyfikacja zawiesza jego skuteczność”[6]. Skoro odrobiliśmy już lekcję krytyki kostycznej powagi za pomocą rozbrajającego i bezczelnego śmiechu, to bierzmy teraz, uzbrojeni już w tę wiedzę, wszystko zbyt poważnie, do bólu poważnie, by przeciwdziałać w ten sposób skutkom zabezpieczającego samodystansowania się ideologii. Kiedy natrafi ona w naszej osobie na ścianę dosłowności, będzie może musiała w końcu nie tylko wyłożyć karty na stół, ale i zachwieje się w swoich posadach.
Tekst ukazał się w „Le Monde Dipliomatique” 12 (34), grudzień 2008.
[1] Peter Sloterdijk, Krytyka cynicznego rozumu, przeł. Piotr Dehnel, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2008, s. 116 (dalsze odwołania do książki umieszczam w tekście głównym).
[2] Slavoj Žižek, Critique de la raison cynique de Peter Sloterdijk, „L’Ane” nr 18, wrzesień-październik 1984.
[3] Np. Neil Wilson w artykule opublikowanym w prestiżowym piśmie poświęconym kulturze i myśli niemieckiej (Punching Out the Enlightenment: A Discussion of Peter Sloterdijk’s Kritik der zynischen Vernunft, „New German Critique” 1987, nr 41, s. 59, 66).
[4] Slavoj Žižek, Critique de la raison cynique de Peter Sloterdijk, dz. cyt., s. 30.
[5] Slavoj Žižek, Wzniosły obiekt ideologii, przeł. Joanna Bator, Paweł Dybel, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2001, s. 42.
[6] Slavoj Žižek, Why are Laibach and the Neue Slowenische Kunst not Fascists?, w: tenże, Universal Exception, red. Rex Butler, Scott Stephens, Continuum, London 2006, s. 65.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 30.12.2008 )
|
|
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...