NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kozek: Amerykańska lekcja ekonomii Drukuj
Bartłomiej Kozek   
21.02.2008

stiglitz okladka
Niedawne spadki na giełdach pokazują, jak gospodarcze sztuczki ekipy George’a W. Busha ponoszą klęskę. Pod płaszczykiem wojny z terroryzmem siły i zasoby inwestowano w ekspansjonistyczną politykę międzynarodową, kosztem osób w złej sytuacji materialnej. Terapia, jaką prezydent Stanów Zjednoczonych pragnie zaaplikować gospodarce na progu recesji, pozostaje niezmienna: ciąć podatki najbogatszym i rozdymać deficyt budżetowy do rekordowych rozmiarów.

Pierwsze symptomy tego, co dziś możemy obserwować na rynkach, Joseph Stiglitz, szef rady doradców ekonomicznych prezydenta Clintona i laureat nagrody Nobla w 2001 roku, przewidział już w 2003 roku. Wtedy to na rynku amerykańskim ukazała się jego książka Szalone lata dziewięćdziesiąte, w której pokazuje źródła pierwszej po kadencji Clintona recesji oraz długofalowe zagrożenia. Nie brakuje w niej wzmianek o tym, że amerykański rynek hipoteczny nie należy do najbardziej stabilnych - a właśnie od nieruchomości i działalności spekulacyjnych funduszy inwestycyjnych rozpoczął się w zeszłym roku proces powolnego końca ożywienia ostatnich lat. Porażki funduszy inwestycyjnych na rynku domów i mieszkań wpłynęły na odpływ kapitału z amerykańskiej giełdy.

Jednak to nie prognozy - jak się okazuje, trafne - są osią książki. Stiglitz opisuje przede wszystkim kulisy reform gospodarczych, które umożliwiły po 1992 roku wyjście z zaklętego kręgu neokonserwatywnej wizji gospodarczej Reagana i Busha seniora. 12 lat republikańskich rządów wpłynęło również na zmianę pozycji politycznej Partii Demokratycznej, która atakowana za rzekome „rozrastanie państwa” i swą antybiznesową postawę przyjęła kurs w kierunku centrum, wyprzedzając podobną przemianę brytyjskiej Partii Pracy i niemieckiej SPD.

Bill Clinton odziedziczył gospodarkę obciążoną olbrzymim deficytem budżetowym. Ronald Reagan zdecydował się na rozpoczęcie szeroko zakrojonej deregulacji rynku, połączonej z obniżką podatków dla najbogatszych. Efekty gospodarcze tych decyzji były tak opłakane, że nawet Bush senior nazwał je „szamańskimi sztuczkami”. Nowo wybrany Demokrata początkowo chciał przede wszystkim doprowadzić do zapewnienia wszystkim dobrze płatnych miejsc pracy, co obiecywał w kampanii wyborczej. Jednak mając przeciwko sobie republikańską większość w Kongresie, bardzo szybko zdecydował się skupić na zmniejszaniu deficytu budżetowego i deregulacji. Udało mu się nawet wypracować nadwyżkę budżetową i jednocześnie obronić wzrost gospodarczy, jednak koszty tego ponieśli najubożsi. Ucierpieli w wyniku reformy pomocy społecznej, która ograniczyła państwowe wydatki na ten cel.

Chwaląc się 16 milionami nowych miejsc pracy stworzonymi za Clintona, Stiglitz zapomina, że większość z nich należała do sektora nisko płatnych „junk jobs”, z których trudno się utrzymać przy życiu, o czym przypomina Barbara Ehrenreich w książce Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć. Nic to, że osoby pobierające tego typu wynagrodzenia najczęściej stołują się w barach szybkiej obsługi, co wpływa na wzrost otyłości i kosztów opieki zdrowotnej. Cóż z tego, skoro większość z nich nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, za to opieka społeczna nie wydaje na nich pieniędzy? Ważne, żeby nie powiększać deficytu.

Słowo „deregulacja” robiło w latach 90. XX wieku oszałamiającą karierę. Środowiska konserwatywne przedstawiały ją jako lek na całe zło, lek, który ma doprowadzić do obniżki cen i poprawy jakości usług. Wydarzenia związane z rynkiem energetycznym w Kalifornii pokazały jednak, że jest to reguła równie dyskusyjna, co krzywa Laffera (przychody budżetu wzrastają, gdy zmniejsza się obciążenia podatkowe, do dziś nie potwierdzono tego empirycznie). Po wprowadzeniu deregulacji do systemu energetycznego Kalifornii ceny energii w ciągu trzech lat wzrosły ośmiokrotnie, a przerwy w dostawach prądu na Zachodnim Wybrzeżu były coraz częstsze. Ta lekcja ekonomii mocno uderzyła po kieszeniach mieszkanki i mieszkańców stanu.

Mimo nieznacznych podwyżek podatków dla bogatych administracja Clintona przyklasnęła pomysłowi likwidacji obciążeń fiskalnych od zysków kapitałowych. Jak pisze Stiglitz, „była to najbardziej regresywna obniżka podatków jaką można sobie wyobrazić — przynosząca pożytek jedynie tym, którym już i tak dobrze się powodziło” (s. 170). Premiowała ona spekulacje giełdowe i nadymanie wysokich kursów spółek internetowych, których kurs raptownie spadł, gdy przyszedł czas rynkowej korekty. Nie sprzyjała także zmniejszaniu rosnących dysproporcji zarobkowych między szefostwem a pracownikami — o ile w Japonii różnica w zarobkach jest „jedynie” dziesięciokrotna, o tyle w Stanach szef zarabia średnio aż 500 razy więcej od zwykłego pracownika tej samej firmy.

Wszystkim tym zjawiskom towarzyszyła niefortunna polityka międzynarodowa - najbardziej jaskrawym przykładem jest wspieranie niepodzielności praw intelektualnych międzynarodowych koncernów do leków ratujących życie i oporu wobec produkowanych przez uboższe państwa odtwórczych leków geriatrycznych [leki odtwórcze, czyli generyki to tańsze odpowiedniki leków oryginalnych, które mogą być wprowadzane na rynek po wygaśnięciu ochrony patentowej]. USA stworzyły NAFTĘ, organizację swobodnego przepływu kapitału i umożliwiającą drenowanie go z Meksyku, a jednocześnie zaczęły proces uszczelniania granicy z tym krajem. Szermowanie hasłami wolnorynkowymi nie przeszkadzało Amerykanom w zabójczym dla krajów Globalnego Południa dotowaniu bogatych, rodzimych farmerów czy innych gałęzi przemysłu. W USA interes narodowy w cudowny sposób zawieszał stosowanie tych samych reguł, które globalne instytucje finansowe aplikowały krajom rozwijającym się.

Książka Stiglitza pozwala zajrzeć za kulisy i zobaczyć proces podejmowania decyzji, które miały wpływ na jakość życia milionów ludzi, nie tylko w Ameryce. Stiglitz nie ukrywa, że należy do nurtu liberalnej lewicy „trzeciej drogi”, jest ona jednak inna od tej, którą znamy z deklaracji Blaira czy Schroedera. Nie poddaje się presji rynku, traktuje go jako środek do osiągnięcia celu (lepszej redystrybucji, większej równości). Wierzy, że istnieją takie dziedziny funkcjonowania społeczeństwa, w których państwo nie jest już potrzebne bezpośrednio, ale powinno aktywnie uczestniczyć w tworzeniu nowych gałęzi gospodarki i odgrywać w nich kluczową rolę. Stiglitz podaje także przykłady obalające tezę, jakoby przedsiębiorstwa państwowe były mnie wydajne od prywatnych. Jako wzór pokazuje chilijskie kopalnie miedzi, profesjonalnie zarządzane przez powołanych przez państwo menedżerów, ich przeciwieństwem są kierujące się rzekomą racjonalnością prywatne spółki fałszujące księgowość.

Wiele przypadków opisanych w książce mogliśmy obserwować także na polskim podwórku. Tak jak w Stanach Zjednoczonych, tak i u nas planowano dokonać regulacji rynku medialnego, co miało zapobiec nadmiernej koncentracji kapitału i umożliwić obywatelkom i obywatelom dostęp do pluralistycznego rynku. Skończyło się tak jak za oceanem — wielkim larum spółek medialnych i wycofaniem się z pomysłu. Efektem jest zdominowanie rynku amerykańskiego przez sześć głównych koncernów medialnych, a nad Wisłą przez trzy na rynku telewizyjnym i pięć — na radiowym. Gdy z kolei PSL i UP planowały znowelizować ustawę o NBP i dopisać do jego obowiązków dbanie nie tylko o niską inflację, ale też o rozwój gospodarczy, poczytano to za atak na niezależność banku centralnego. W głównym dyskursie zabrakło wzmianki o tym, że takie też są cele amerykańskiego Fed.

Książka Stiglitza pokazuje jak na dłoni efekty wiary w dogmaty gospodarcze narzucane przez konserwatywne środowiska. To chwalący się „odpowiedzialnością fiskalną” Republikanie stosowali interwencjonizm w przemyśle i zwiększali deficyt. Sprzeczność? Autor Szalonych lat dziewięćdziesiątych uważa, że nie - takie działania mają wymusić cięcia budżetowe na kolejnych ekipach, które wpiszą się w projekt „państwa minimum” i ograniczą poziom redystrybucji dochodu narodowego. Patrząc na aktualne zawirowania na parkietach i proponowane środki zaradcze, trudno oprzeć się wrażeniu, że Stiglitz ma rację. Proponowana przez Busha juniora polityka obcinania podatków bogatym kontynuuje proces wzrostu rozwarstwienia społecznego, które będzie zagrażać stabilnemu, długofalowemu i zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu. Nie zapobiega ona spekulacjom giełdowym i dalszym spadkom. Warto uwierzyć także w to, że istnieją alternatywy dla tego typu polityki, które zresztą Stiglitz opisuje.

Autor jest współprzewodniczącym warszawskiego koła Zielonych 2004. Prowadzi bloga Zielona Warszawa .

  

Joseph E. Stiglitz, Szalone lata dziewięćdziesiąte. Nowa historia najświetniejszej dekady w dziejach świata, przeł. Hanna Simbierowicz, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006

Komentarze
Dodaj nowy
shemyaza  - KOMPROMITACJA STIGLITZA   |25.02.2008 08:37:47
absolutna i automatyczna to akapit w książeczce o globalizacji gdzie stiglitz
podaje kołodkę jako
a) wybitnego
b) polskiego
c) ekonomistę
całej sprawie
dodaje pokanterii fakt że kołodko jest jedynym polskim "specjalista" od
ekonomii wymienionym w tejże publikacji a traktującej w dużym stopniu o
ekonomiach takich miejsc jak polska.
można to czytać na trzy sposoby
a)
balcerowicz jest szkodliwym kretynem
b) stiglitz jest szkodliwym kretynem
c)
ekonmia jako nauka nie istnieje jest post factum reprezentacja sympati i
antypatii autora oraz generalnej możliwości nabywczej tegoż.
thomas   |25.02.2008 09:53:11
Shemyaza, prawdziwa jest odpowiedź:

a) Balcerowicz jest szkodliwym
kretynem

Gdybyś czytał książki laureatów Nobla z ekonomii, to przekonałbyś
się, że to powszechnie podzielana opinia (np. Herbert Simon, ten od
instytucjonalizmu i współtwórca sztucznej inteligencji, ostro krytykował terapię
szokową jako kompletny bezsens). Kołodko cieszy się zasłużenie opinią lepszą -
być może na zasadzie "na bezrybiu", ale po Oskarze Langem naprawdę
niewielu mieliśmy sensownych ekonomistów.

Co do naukowości ekonomii, to można
mieć wątpliwości - zwykle modele matematyczne są na razie tak uproszczone, że
nie mają praktycznie żadnej porządnej mocy predykcyjnej i niekiedy tylko miewają
moc eksplanacyjną. Nie mówię o pseudonaukowej ekonomii neoliberalnej, w której
nawet nie pojawia się próba matematyzacji.
shemyaza  - Oskar Lange? no to nieźle:)   |26.02.2008 03:40:24
Możesz mi nieco podpowiedzieć powody swojej do niego sypatii?
thomas   |26.02.2008 04:17:51
Mogę:

http://en.wikipedia.org/wiki/Oskar_Lange
shemyaza   |26.02.2008 04:34:16
no ok, obsmialem sie
Sekstus_Empiryk   |26.02.2008 18:46:30
Witaj Bartku, gratuluję zdobywania szlifów w publicystyce
a Balcerowicz nie
jest kretynem, ale szkodliwy jest na pewno
ale_akcja   |22.03.2009 12:27:12
Przyzwoity artykuł. Dobrze jest wypunktować Clintona, który rzeczywiście uległ
magii słowa "deregulacja".
Chciałem jednak przyczepić się do jednego.
Po raz kolejny nie rozumiem, dlaczego tak wiele osób o lewicowych poglądach na
gospodarkę (sam się za taką uważam), uznających potrzebę nadzoru oraz stawiające
na pierwszym miejscu społeczeństwo a nie kult bogactwa, krytykują krzywą
Laffera? Uważam, że to niepoważne. Zdaje mi się, że to reakcja na fakt, iż do
pomysłu Laffera odwołują się liberałowie gospodarczy. I to wtedy, gdy np. chcą
obniżyć podatki przedsiębiorstw, albo podatki najbogatszych z 20 do 15 procent.

Tymczasem każdy, kto widział krzywą Laffera wie, że optymalną wartością jest
50%. Wpływy spadają po przekroczeniu tej granicy. Punkt równowagi wyznacza
zdrowy rozsądek i osobiście nie widzę w tym nic zdrożnego. Zgoda - bogaci nie są
wynagradzani wyłącznie za swoją pracę, ale zbierają nadwyżki od wielu osób i
niektórzy chcieliby zabierać im 90% albo i wszystko. Starając się jednak
utrzymać premię za innowacyjność, połowa wydaje się całkiem w porządku.

Zresztą - w jakim kraju obowiązuje 50% podatek dochodowy dla najbogatszych?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.82265 Seconds