Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wyborcza czyta Żuławskiego Drukuj
Jacek Szczerba   
12.08.2008
kp_zulawski_okladka_s.jpgReżyser i pisarz Andrzej Żuławski udzielił wywiadu rzeki. Jest w nim megalomański i wulgarny, analizuje istotę sztuki, obraża ludzi i nie zawsze przekonująco filozofuje. Czy to znaczy, że te ponad 500 stron rozmowy nadaje się do kosza? Nic takiego. Intelektualna prowokacja Żuławskiego jest inspirująca także wówczas, gdy czytelnik się z nią nie zgadza.

Andrzej Żuławski ma w Polsce status outsidera. Nakręcił 14 filmów, z czego sześć w kraju, a resztę na Zachodzie. Te zachodnie są w Polsce mało znane. Z rodzimych najgłośniejsza była chyba skandalizująca i obśmiana przez krytykę „Szamanka” z 1996 r. Kino Żuławskiego jest nerwowe, w pewien sposób manieryczne. Nawet jego mistrz Andrzej Wajda obejrzawszy debiutancką „Trzecią część nocy” (1971), domagał się, by Żuławski ją przemontował, uczynił klarowniejszą. Żuławski odmówił.

O swoich filmach Żuławski powiada rezonersko: „Wymyśliłem sobie, że będę specjalnie popędzał, pobudzał i wszystkich denerwował, po to, żeby dać nadekspresję, która się sprawdzi w dziesięć lat potem”.

Nie rozsądzę tu, czy jego rachuby się sprawdziły, ale jednego jestem pewien - warsztatowo jest to fachura dużej klasy.

Książek wydał Żuławski w Polsce aż 24, głównie powieści przyjmujących najchętniej formę galopującego słowotoku. Traktują o szeroko pojętej polskości - od Piłsudskiego po porwanie syna Bolesława Piaseckiego. Jednak recenzji z nich nie uświadczysz w opiniotwórczych periodykach (pamiętam tylko, że przed laty schlastał tę prozę Krzysztof Mętrak). Jak to ujmuje Żuławski: „Książki te programowo nie znajdują żadnego odzewu oficjalnego. A proszę mi wierzyć i przejść się po Warszawie: tak zwani Wszyscy, przez duże » W «- jest takie określenie - je czytali. Tylko nie powiedzą i nie napiszą”.

Dlaczego tak się dzieje? Czym Żuławski naraził się tzw. Księstwu Warszawskiemu? To pewnie on jeden wie.

Tu skoncentrujmy się na czym innym. Żuławski ma 67 lat. Mieszka pod Warszawą. Filmów nie kręci już nigdzie, a jego książki idą w próżnię. Jak może więc zaistnieć? Np. udzielając skandalizującego wywiadu. Ponoć sam zabiegał o niego w środowisku „Krytyki Politycznej”.

Żuławski wie, że ktoś taki jak on, trochę na wariackich papierach, może sobie na wiele pozwolić. I z tego korzysta.

Służę przykładami: „Michnik podpisujący się pod listem, że nie należy tykać świętego Wałęsy, jest kretynem. Dlatego, że należy się tykać wszystkiego i wszystkich, tylko w sposób cywilizowany, a nie bandycki”. Albo o późnych filmach Kieślowskiego: „Bardzo, bardzo błahe treści ubrane w cudowny celofan, opakowany ze wstążką, co się bardzo podoba”. Teraz o niechęci do Kościoła katolickiego: „Ja nie mogę znieść zapachu kadzidła i tych kretyńskich ruchów panów, co tam machają rękoma przy ołtarzu w stroju bizantyńsko-asyryjskim”. I jeszcze o tym, że Żuławski dowiedział się od ludzi, że „Pszoniak podczas wydarzeń marca 1968 roku zachował się jak świnia”.

Czy ktoś wytoczy Żuławskiemu proces? Pewnie nie. Żuławskiego się przecież przemilcza, bagatelizuje. Ale czy Żuławski to wyłącznie sfrustrowany oszołom?

To byłoby zbyt proste. Żuławski jest na taką łatkę i za inteligentny, i za dobrze wykształcony, i za bardzo w świecie bywały. Nawet jeśli kogoś kopie, to się nad nim zastanawia, stara się delikwenta zrozumieć. Ogląda ludzi i sprawy z różnych stron.

Potrafi np. skrobnąć megalomańsko (bo siebie to on kocha najbardziej): „W » Popiołach «połowę dialogów musiałem pisać w przeddzień zdjęć, bo były marne”, by niedługo potem przyznać szczerze: „Z Jurkiem Andrzejewskim napisaliśmy dwa scenariusze. Znaczy ja pisałem, on był pijany, a potem wstawał i mówił: » Coś ty tu kurwa napisał, to jest do dupy. I tak to napiszę jeszcze raz «. I pewnie miał rację”.

Szczególnie czuły jest Żuławski na wątpliwości rodzinne. Obsesyjnie analizuje np. figurę swego ojca - pisarza Mirosława Żuławskiego, który z PPS-u i AK doszedł aż do służby dyplomatycznej u komunistów. Żuławski powiada, co mu się w postawie ojca podoba (choćby to, że z decydenta nie przefarbował się nigdy na dysydenta), a co nie (choćby to, że napisał propagandową książkę „Czerwone morze”).

Roztrząsa także powody, dla których francuska aktorka Sophie Marceau rzuciła go po 17 latach bycia razem. Zajmował się już tym w swych książkach, a teraz mówi: „Ja już się tego więcej nie dotknę, bo jedno zrozumiałem, że ja tego nie zrozumiem nigdy”.

Opisywana tu rozmowa z Żuławskim odbyła się w jego domu w Starej Miłosnej, w dniach 25-29 maja tego roku. Rozmawiali Piotr Kletowski (ten lepiej zna się na filmie) i Piotr Marecki. Zostało to spisane i wydrukowane w stanie półsurowym, bez wygładzającej redaktorskiej obróbki.

Kletowski i Marecki podchodzą do Żuławskiego z namaszczeniem, padają tu zwroty typu: „Film ten pokazuje w sposób genialny mechanizm historiozoficzny”. Żuławski niby-dowcipnie dystansuje się od ich czołobitności, ale mu ona chyba nie przeszkadza. Kletowski i Marecki czasem się z nim nie zgadzają, jednak zawsze traktują go jak Mistrza.

Jak to często bywa w rozmowach mających duże aspiracje intelektualne zdarzają się tu głupie, drobne błędy. Mowa jest np. o „Komediantach” Marcela Carné jako o filmie „z genialnym Jeanem-Louisem Barrault i Brassensem” (zamiast, oczywiście, z Brasseurem).

Albo Żuławski, wspominając „Zezowate szczęście” (bo nie znosi Munka), twierdzi, że „Piszczyk myje nogi, a nad nim wyjeżdża czołg”. Tymczasem ta scena to przecież „Eroica”.

Bywa, że rozmówcy wyraźnie nie nadążają za Żuławskim - np. gdy ten odrzuca pewien platoński koncept, podpierając się sformułowaniem z Teilharda de Chardin, albo gdy przejeżdża się walcem po dorobku panów Artauda i Bataille’a (w obu przypadkach jest zresztą cokolwiek powierzchowny). Może gdyby Kletowski i Marecki mieli więcej czasu między spotkaniami, mogliby się podszkolić w wywołanych przez Żuławskiego kwestiach.

Najbardziej nie podoba mi się jednak to, że nie dają mu odporu w miejscach, gdzie aż się o to prosi. Choćby gdy stwierdza autorytatywnie, że dwa najważniejsze pytania w filozofii to: dlaczego jest raczej coś niż nic? I - skąd zło? No dobrze, ale dlaczego akurat te? Gdzie indziej Żuławski mówi: „Nigdy się nie dowiemy, cóż to za dziwna część naszego mózgu działa tak silnie, że jeżeli się skupię, to za 15 minut wpadniecie w trans i zaczniecie się turlać po podłodze, nie wiedząc, że to robicie”. I co jego rozmówcy na to? Nic.

A co powiadają na jego tezę, że „nie ma stosunku miłosnego bez stosunku pedagogicznego (…), w każdym prawdziwym stosunku miłosnym osoba musi być albo wychowawcą, albo wychowywanym”? Też nic.

To jest wywiad wielokrotnie puszczony, co nie znaczy wcale, że niepotrzebny.

Bo Żuławski ma wiele do zaoferowania. Np. swą artystyczną samoświadomość. Mówi, że „reżyser filmowy to jest ktoś, kto musi okłamać absolutnie wszystkich dookoła, prócz samego siebie. Jak siebie zacznie okłamywać, to jest koniec”. Lubię też jego definicję kina francuskiego - „seks i stół, a w międzyczasie jest rozmowa. Zawsze jest jakieś pieprzenie o niczym”, i nabijanie się (z logicznym uzasadnieniem) z trzęsącej się kamery w sekwencji lądowania w Normandii w „Szeregowcu Ryanie” Spielberga.

Ciekawe są zwłaszcza passusy o aktorstwie, choć Żuławski nie chce zdradzić swego sekretu „otwierania” aktorów. A pamiętamy wszak, że dzięki jego filmom laury zbierały zwłaszcza aktorki - Romy Schneider i Isabelle Adjani.

O świetnej i ostro pijącej Schneider Żuławski mówi zresztą: „Romka miała to do siebie, że zawsze z kimś z ekipy - przeważnie z reżyserem albo z głównym partnerem - od razu szła do łóżka, bo uważała, że to jest jedyny sposób, żeby się naprawdę skomunikować”. Wzięło się to ponoć stąd, że mamusia Schneider od początku jej kariery pchała ją w lepkie łapy producentów.

Celowo wtrącam tu ten niby plotkarski motyw, bo gdy skończyłem czytać wywiad z Żuławskim, okazało się, że akurat głośno jest w tabloidach o jego związku z młodą aktorką Weroniką Rosati. Ukazały się jakieś rzekomo kompromitujące zdjęcia, potem jakieś dementi rodziny Rosatich. Po prostu szopka.

I wtedy pomyślałem, że Żuławski, który tak bardzo chciał być tu wreszcie poważnie traktowany, znów strzelił sobie samobója.

Recenzja ukazała się w „Gazecie Wyborczej” z 12 sierpania 2008.

Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.08.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.37287 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273