Zaczyna się trzeci tydzień izraelskiej operacji militarnej „Płynny Ołów” w Gazie. Media z uporem nazywają ją „wojną”, choć w tej sytuacji nie mamy do czynienia z „wojną”, bo Izraelczycy nie mają przeciwnika. Asymetria sił jest tak wielka, że należy raczej mówić o planowym niszczeniu celów w Gazie i eksterminacji jej ludności – w zasadzie bez znaczącego oporu ze strony palestyńskich formacji zbrojnych. Zawsze, gdy słyszę eksponowane przez media opinie zachodniego świata o wojnie z terroryzmem, o państwach bandyckich, gdy słyszę izraelskie media nazywające Hamas organizacją terrorystyczną i gdy widzę skalę zniszczenia i śmierci powodowanych przez np. izraelskie „działania obronne” – pytam siebie: kto naprawdę jest terrorystą i zbrodniarzem?
Naprawdę niebezpieczny jest Izrael i wspierający go świat zachodni. To Izrael ma czołgi, myśliwce, inteligentne bomby, siatkę donosicieli, wyszkoloną armię. Jego „wrogiem” jest półtora miliona Palestyńczyków z Gazy, tych stłoczonych za murem nędzarzy, którzy nie mają nowoczesnej broni, czołgów, myśliwców, bombowców, helikopterów. Nie mają nawet lotniska. To nie armia walczy przeciw drugiej armii. Strefa Gazy to niemal jedno miasto, z miejscami bardzo gęstą siecią zabudowy. Nie ma tam schronów z żelbetu. Granice są otoczone murem lub „barierą ochronną”. Egipt nie przyjmuje uchodźców (choć przygotowuje się ponoć do ich przyjęcia). W tak gęsto zaludnionym terenie, jak Gaza nie ma mowy o precyzyjnych bombardowaniach, o jakich wciąż mówi Izrael. Samo przyjęcie terminologii „precyzyjnych ataków” jest przyjęciem izraelskiej logiki wojny i uznaniem tej praktyki za uprawnioną. Jest uznaniem nadużywanego w mediach podziału ludzi na „niewinnych” (niesłusznie zabijanych cywilów) i „winnych” (słusznie zabijanych terrorystów, bojowników, partyzantów). Hamas, który Izrael i świat zachodni nazywają organizacją terrorystyczną, jest demokratycznie wybraną polityczną reprezentacją Palestyńczyków w Gazie. Propaganda wojenna Izraela stawia tą organizację na skrajnie ekstremistycznej pozycji. Owszem, jest to radykalna islamska organizacja, ale legalny, uznawany przez zachód rząd Izraela jest organizacją zdecydowanie bardziej niebezpieczną. Jeśli nawet Hamas fantazjuje o wymazaniu Izraela z mapy świata, to nie ma żadnych środków, by to zrobić. Zaś Izrael nie tylko fantazjuje o wymazaniu członków i zwolenników Hamasu ze wspólnoty ludzkiej, ale robi to oszałamiająco skutecznie. Najpierw symbolicznie – medialną propagandą, a później fizycznie – czołgami, bombami, masową śmiercią zadawaną mieszkańcom Gazy. Czy chcemy, czy nie, my także jesteśmy częścią tej maszyny zniszczenia – dajemy jej ideologiczne wsparcie, godzimy się bowiem na uznanie za wroga świata arabskiego i na kojarzenie Arabów wyłącznie z terroryzmem.
Koronny argument zwolenników wojny, to ostrzał południa Izraela, miast: Aszkelon, Szderot, Netiwot, Ber Szewa rakietami Hamasu. Ale trzeba zapytać, dlaczego Hamas strzela? Czy Izrael jest przyjaznym sąsiadem, który prowadzi z Gazą korzystną dla obu stron wymianę handlową? Czy Hamas to jedynie obłąkani fundamentaliści, którzy sprowadzają nieszczęście na swych zwolenników, prowokując ostrzałem izraelski odwet? Może ich absurdalne – a w istocie samobójcze ataki – bo odwet Izraela jest zwykle przeraźliwy i krwawy w skutkach – mają racjonalną motywację? Rakiety Hamasu też zabijają, ale częściej po prostu wyrąbują dziury w chodnikach i murach. Rakiety Hamasu są odpowiedzią na politykę izraelskiego terroru, zastraszania i fizycznej eliminacji Palestyńczyków.
Czym zatem jest Izrael? Znacie? To posłuchajcie. To właśnie Izrael jest autorem systemu represji i programu „depopulacji” Palestyńczyków. Izrael wybudował mur wokół Gazy i Zachodniego Brzegu. Zorganizował system stałych i ruchomych checkpointów, utrudniających lub uniemożliwiających Palestyńczykom poruszanie się po Zachodnim Brzegu, oraz wyjazd i wjazd do Gazy. Izrael blokuje również przepływ informacji i utrudnia dziennikarzom (zagranicznym i izraelskim) wstęp do Gazy. Wymownym świadectwem stosunku Izraela do mediów, było ostrzelanie oznakowanego literami „TV”, samochodu reporterów Reutersa. Jeden z nich zginął. Po tym incydencie na żądanie Reutersa, IDF wydało oświadczenie, że załoga czołgu, która ostrzelała samochód dziennikarzy, działała zgodnie z procedurami. Pełna zgoda – zadaniem armii jest przecież zabijanie i niszczenie, to najważniejsza procedura, której się trzyma – zatem IDF powiedziało nam tym razem całą prawdę. Izrael nie dotrzymał postanowień z Oslo i buduje na Zachodnim Brzegu osiedla wraz z systemem dróg dojazdowych. Poruszanie się po tych drogach jest zakazane dla Palestyńczyków. Osiedla na Zachodnim Brzegu i drogi dojazdowe są zwykle ogrodzone i strzeżone przez wojsko. Izrael kontroluje militarnie miasta na Zachodnim Brzegu, aresztuje, przetrzymuje bez wyroków i torturuje aktywistów politycznych. Morduje ludzi uznanych przez siebie za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Szantażem wymusza na Palestyńczykach kolaborację i donoszenie na członków własnej społeczności. W większości przypadków żołnierze izraelscy nie ponoszą odpowiedzialności karnej za przestępstwa wojenne na Terytoriach Okupowanych. Palestyńczyków spotykają codzienne szykany i upokorzenia na checkpointach. Nieliczne wyroki skazujące dla żołnierzy IDF (za zabójstwo Palestyńczyka na kilka miesięcy więzienia) są uznawane przez zachodnie media za dowód na istnienie demokracji w Izraelu. Izrael uzależnił Gazę i Terytoria Okupowane od izraelskich towarów: przede wszystkim paliw, energii i wody. Uzależnił mieszkańców Gazy, a także Zachodniego Brzegu od ekonomii izraelskiej. Ograniczył, zwłaszcza Palestyńczykom w Gazie, dostęp do pracy, edukacji, kultury i podróżowania. Wobec polityki izraelskiej prowadzonej od 1948 roku wobec jego arabskich sąsiadów, mają moim zdaniem zastosowanie paragrafy „prawa norymberskiego”, które definiuje rozmaite metody programowej eksterminacji. Izraelski reżyser Avi Mograbi w swoim ostatnim filmie dokumentalnym „Z32” z 2008 roku, przeprowadził wywiady z byłymi izraelskimi żołnierzami, ludźmi w wieku dwudziestu kilku lat. Opowiadają – żołnierze i żołnierki – o pewnej akcji odwetowej armii izraelskiej – dowództwo poinformowało żołnierzy, że pojadą zabić czterech palestyńskich policjantów w odwecie za zastrzelenie sześciu Izraelczyków. Pojechali bez protestu i zabili kilku nieuzbrojonych policjantów palestyńskich. Ci właśnie byli żołnierze nie pokazują w filmie swoich twarzy. Jeden z nich mówi: „Boję się, że rozpoznają mnie rodziny tych, których zabijałem. Boję się, że gdy pojadę do Londynu, czy Berlina, zostanę aresztowany i postawiony przed Trybunałem Haskim”. Izraelczycy wiedzą, że posunęli się za daleko, że przyczynili się do wyprodukowania palestyńskiego oporu i radykalizują islamistów, że ich państwo legalizuje i uprawomocnia przestępstwa izraelskiej armii.
Podczas demonstracji, jakie Palestyńczycy organizują przeciw zawłaszczaniu ich terytoriów, np. w Nil’in, Bil’in, Um Salmuna, etc., żołnierze IDF używają ostrej amunicji przeciw ludziom uzbrojonych w proce lub wymachującym flagami. Każdy tydzień to kolejni zabici po stronie palestyńskiej. W tej sytuacji Palestyńczycy żądają od zachodniego świata i od Izraela uznania swojego prawa do oporu, także do zbrojnego oporu. Żądają, by zatrzymania żołnierzy izraelskich nazywać „aresztowaniami”, a nie „porwaniami”. Żądają, by formacje militarne Hamasu nazywać „wojskiem”, a nie „terrorystami”. Żądają, by ich interesów nie reprezentował ugodowy i posłuszny Fatah z Mahmudem Abbasem na czele, lecz by zabiegał o nie Hamas – żądający, by skończyło się wyniszczanie palestyńskiego społeczeństwa. Fatah jest bierny, nie sprzeciwia się kolonizacyjnej polityce Izraela wobec Zachodniego Brzegu. Siłowe rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego istnieje i właśnie oglądamy jego kolejny etap. Ale nasze dobrotliwe, poczciwe umysły nie są w stanie pojąć, że to naprawdę możliwe. Z używania przemocy przez Izrael wynika postępująca degradacja wspólnot arabskich w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu i w Izraelu. Powtarzane przez Izrael ataki, to nie jest dobrze znany rytuał, który nic nie zmienia – zmienia, ponieważ niszczy skutecznie tkankę społeczną Palestyńczykow i izraelskich Arabów, fragmentuje te społeczności, pozbawia siły i woli istnienia – pozbawia woli życia.
Izraelczycy to społeczeństwo, w którym propaganda wojenna jest częścią codziennego życia. Siła, przemoc, kontrola nad nagim życiem, jest sposobem rozwiązywania konfliktów. Każdy Izraelczyk i każda Izraelka od małego przechodzą prowojenne pranie mózgu. W efekcie większość bezkrytycznie akceptuje wojnę i militarne „rozwiązywanie” konfliktów z arabskimi sąsiadami. Izrael to obóz wojskowy, w którym nazwanie czynu „słusznym” (choćby był zbrodnią) należy do tego, kto nosi karabin. Dziś trzeba opowiadać się przeciw izraelskim zbrodniom w Gazie, trzeba w ten sposób wspierać tych Izraelczyków, którzy chcą radykalnej zmiany polityki ich państwa. Którzy ze zgrozą myślą o kontynuowaniu „polityki generałów” i wstydzą się być Izraelczykami. Wspieram też samego siebie, bym przestał uznawać Arabów za wrogów i by przestała to robić moja wspólnota. Czas pożegnać się z wojenną terminologią USA, która wiele państw nazywa „terrorystycznymi”. Rozwiązanie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie jest tylko sprawą Izraela. Jest też naszą sprawą. Wiąże się ze sposobem w jaki widzimy, opisujemy i w jaki odnosimy się do naszych arabskich sąsiadów i arabskich współobywateli. Nasze myślenie do dziś zatrute jest eksterminacyjną terminologią europejskiego kolonializmu, a Izrael ostatnim miejmy nadzieję, jego kontynuatorem. Palestyńczycy są świadomi losu, jaki spotkał amerykańskich Indian, i nie chcą nimi być. Wiedzą i wypominają Europejczykom, że syjonizm jest wynalazkiem europejskim – jego autorem jest przecież urodzony w Peszcie (dzisiejszy Budapeszt) Teodor Herzl. Syjonizm spełnił już swoje zadanie – Izrael powstał, a jego istnienie jest w pełni uznane w zachodnim świecie. Syjonizm powinien więc odejść, ale nie odchodzi – infekuje nawet izraelską lewicę. Eskalowanie przemocy, gwałtów i zbrodni jest codziennością izraelskiego społeczeństwa, które tym samym występuje przeciw sobie – każdy Izraelczyk, czy chce, czy nie, jest częścią wojennej maszyny państwa. To ludzie, którzy pójdą do armii, są w armii albo byli w armii. To społeczeństwo rezerwistów. Pośród nich są ci, którzy nie chcą umierać za Izrael i wolą żyć w spokoju i w pokojowych stosunkach z sąsiadami. Naprawdę są tacy tam i właśnie oni chcą zmiany wizerunku państwa. Chcą, by Izrael dołączył do państw, które akceptują i faktycznie przestrzegają praw człowieka. Ci szukają naszej pomocy i wsparcia – chcą byśmy skutecznie odebrali im licencję na zabijanie. To jest zmiana – nie wprost w polityce państwa, bo ta skutecznie degraduje i palestyńskie i izraelskie społeczeństwo – to zmiana na zapleczu polityki izraelskiej. Sami Izraelczycy buntują się przeciw swojemu państwu, co w tym nadmiernie posłusznym społeczeństwie jest nowością i zapowiada faktyczną zmianę w przyszłości. Ale wymaga zauważenia i wsparcia. Niektórzy Izraelczycy – to na razie lewacka mniejszość – chcą stanąć za tym, który jest bity i schować go w szafie. Dobrze, że tacy tu są – że zaczynają być widoczni w kraju, gdzie skrajnie radykalnym lewicowym postulatem, skandowanym w demonstracjach na ulicach Tel Awiwu jest „dość zabijania”. I naprawdę trzeba mieć odwagę, by w Izraelu głosić takie hasła.
Tel Awiw, 14 stycznia 2009
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...