Žižek: Cnota i terror [fragment]

,
+A -A

Być może nadszedł czas, by sproblematyzować standardowe tropy
podzielane przez praktycznie całą „ponowoczesną” lewicę, zgodnie z
którymi polityczny „totalitaryzm” wynika z dominacji produkcji
materialnej i technologii nad intersubiektywną komunikacją i/lub
praktyką symboliczną...

Być może nadszedł czas, by sproblematyzować standardowe tropy podzielane przez praktycznie całą „ponowoczesną” lewicę, zgodnie z którymi polityczny „totalitaryzm” wynika z dominacji produkcji materialnej i technologii nad intersubiektywną komunikacją i/lub praktyką symboliczną, tak jakby korzenie politycznego terroru leżały w fakcie, że „zasada” rozumu instrumentalnego, technologicznej eksploatacji natury, była rozciągana na społeczeństwo a w związku z tym ludzie byli traktowani jako surowiec do transformacji w Nowego Człowieka. Co jeśli jest dokładnie odwrotnie? Co jeśli „terror” polityczny świadczy właśnie o tym, że sfera produkcji (materialnej) została pozbawiona własnej autonomii i podporządkowana logice politycznej? Czyż każdy polityczny „terror”, od jakobinów do maoistycznej rewolucji kulturalnej, nie zakładał wykluczenia samej produkcji, jej redukcji do terenu politycznej bitwy? Innymi słowy, oznacza to nic innego jak porzucenie kluczowego spostrzeżenia Marksa, że walka polityczna jest spektaklem, którego rozszyfrowanie wymaga odniesienia do sfery ekonomii („jeśli marksizm posiadał jakąkolwiek wartość analityczną dla teorii politycznej, to czyż właśnie nie w swoim uporze, że problem wolności zawiera się w relacjach społecznych niejawnie uznawanych za «niepolityczne» – to znaczy znaturalizowane – w dyskursie liberalnym”).[1]  Jeśli chodzi o filozoficzne korzenie tego ograniczenia egalitarnego terroru  to względnie łatwo dostrzec podstawy tego, co poszło nie tak z jakobińskim terrorem u Rousseau, który był gotów pociągnąć paradoks woli powszechnej aż do „stalinowskiego” ekstremum:

Poza tą umową pierwotną zdanie większości obowiązuje zawsze wszystkich.; jest to następstwo samej umowy. Można jednak zapytać, jak człowiek może być wolnym i zarazem zmuszonym stosować się do woli cudzej, nie będącej jego własną wolą. W jaki sposób oponenci mogą być wolni, a równocześnie podlegać ustawom, na które nie dali swego przyzwolenia?
Odpowiadam, że pytanie jest źle postawione. Obywatel zgadza się na wszystkie prawa, nawet na te, które przeszły wbrew jego woli, a nawet na te, które go karzą,  gdy ośmieli się któreś z nich naruszyć. Stałą wolą wszystkich członków Państwa jest wola powszechna; przez nią wszyscy są oni obywatelami i ludźmi wolnymi. Gdy proponuje się ustawę na zgromadzeniu ludowym, obecni są pytani nie o to właściwie, czy pochwalają lub odrzucają wniosek, ale tylko, czy jest on zgodny z wolą powszechną, która jest ich wolą; każdy oddając głos, wyraża swoje zdanie w tej sprawie i z obrachunku głosów wynika deklaracja woli powszechnej. Gdy więc przeważy zdanie przeciwne mojemu, dowodzi to jedynie, że się omyliłem, i że to, co brałem za wolę powszechną, nią nie było. Gdyby przeważyła moja prywatna opinia, zrobiłbym coś innego niż chciałem; wtedy właśnie nie byłbym wolny.
[2]

Totalitarny haczyk polega tu na tym, że istnieje krótkie spięcie pomiędzy konstatacją a performatywem: czytając procedurę głosowania nie jako performatywny akt decyzji, ale jako konstatację, jako wyraz opinii na temat (zgadywania) tego, czym jest wola powszechna (którą tym samym substancjalizuje się jako coś, co ISTNIEJE PRZED głosowaniem), Rousseau unika pułapki praw tych pozostających w mniejszości (powinni być posłuszni decyzji większości ponieważ w rezultacie głosowania dowiedzieli się czym naprawdę jest wola powszechna). Innymi słowy, ci którzy pozostają w mniejszości, nie są po prostu mniejszością: dowiadując się o rezultatach głosowania (które stoją w sprzeczności z ich indywidualnym głosem), nie dowiadują się jedynie tego, że są w mniejszości – dowiadują się również, że się POMYLILI co do woli powszechnej. Uderzająca jest paralela pomiędzy tą substancjalizacją woli powszechnej a religijnym pojęciem „predestynacji”: w przypadku predestynacji los również ulega substancjalizacji w decyzję poprzedzającą proces, a zatem stawką aktywności jednostek nie jest performatywne wykucie ich losu, ale odkrycie (albo odgadnięcie) istniejącego już wcześniej przeznaczenia. W obu przypadkach zostaje zamazane dialektyczne odwrócenie przygodności w konieczność, np. sposób w jaki wynik przygodnego procesu jest pozornie konieczny: rzeczy retroaktywnie „musiały tak się potoczyć”. To odwrócenie opisał Jean-Pierre Dupuy:

Katastrofa zostaje wpisana w przyszłość jako przeznaczenie, coś pewnego, ale zarazem przygodny wypadek: mogła się nie wydarzyć, nawet jeśli, w czasie futur anterieur, wydaje się konieczna. (...) Jeśli ma miejsce niespotykane wydarzenie, na przykład katastrofa, nie może ono nie mieć miejsca; niemniej, o ile nie zaszło, nie jest ono nieuniknione. A zatem urzeczywistnienie wydarzenia – fakt, że miało ono miejsce – retroaktywnie tworzy jego konieczność.
[3]

Dupuy podaje przykład francuskich wyborów prezydenckich w maju 1995. Oto styczniowa prognoza jednego z głównych instytutów badania opinii: „Jeśli 8 maja zostanie wybrany Balladur, można będzie powiedzieć, że wybory prezydenckie zostały rozstrzygnięte zanim się odbyły”.  Jeśli – przypadkiem – coś się wydarza, tworzy wcześniejszy ciąg wydarzeń tworzący pozór tego, że nie dało się tego uniknąć: TO WŁAŚNIE – a nie zwykłe wskazywanie jak konieczność wyraża się w przypadkowej grze pozorów i poprzez nią – jest heglowska dialektyka przygodności i konieczności in nuce. To samo dotyczy rewolucji październikowej (kiedy już bolszewicy wygrali i ustabilizowali swoją władzę, ich zwycięstwo jawiło się jako wynik i wyraz głębszej historycznej konieczności), a nawet pierwszego bardzo mocno kontestowanego zwycięstwa Busha w wyborach prezydenckich (po tym jak dość przypadkowo i w kontrowersyjny sposób wygrał na Florydzie, jego zwycięstwo retroaktywnie jawi się jako wyraz głębszego politycznego trendu w Stanach Zjednoczonych). W tym sensie, mimo że determinuje nas przeznaczenie, możemy jednak swobodnie je wybierać. Tak właśnie, zdaniem Dupuy, powinniśmy podchodzić do kryzysu ekologicznego: akceptować możliwość katastrofy nie w sposób „realistyczny”, ale jako Przeznaczenie w ściśle heglowskim sensie (podobnie jak wybór Balladura). „Jeśli wydarzy się katastrofa, można powiedzieć, że jej pojawienie się było zadecydowane zanim jeszcze zaszła sama katastrofa”. Przeznaczenie i swobodne działanie (zablokowanie „jeśli”) idą zatem ręka w rękę: wolność w najbardziej radykalnej postaci jest wolnością zmiany swojego Przeznaczenia.[4] To prowadzi nas z powrotem do naszej centralnej kwestii: jak wyglądałaby polityka jakobinów, która brała by pod uwagę owo retroaktywnie przygodne wyłonienie się uniwersalności? W jaki sposób mamy wymyślić na nowo jakobiński terror?

przeł. Julian Kutyła

Tekst ten będący komentarzem Žižka do pism Maksymiliana Robespierre’a ukaże się w całości w kolejnym numerze "Krytyki Politycznej".

--

[1] Wendy Brown, States of Injury, Princeton University Press, Princeton 1995, s. 14.
[2] Jean Jacques Rousseau, Umowa społeczna, opracował wstępem i przypisami opatrzył Bronisław Baczko, PWN, Warszawa 1966, księga IV, rozdz. 2, „O głosowaniach”, s. 126-127.
[3] Jean-Pierre Dupuy, Petite métaphysique des tsunami, Seuil, Paris 2005, s. 19.
[4] Powinniśmy pamiętać, że Predestynacja jest absolutnie obca swojemu wschodniemu odpowiednikowi, reinkarnacji. Obie one podzielają ideę, że moja teraźniejszość jest uprzednio zdeterminowana – jednak w przypadku pierwszej z nich, chodzi o nieobliczalną i przygodną boską decyzję poprzedzającą moją egzystencję i tym bez żadnego związku z moimi uczynkami, podczas gdy w przypadku drugiej, chodzi właśnie o moje uczynki w poprzednich wcieleniach, co tym samym czyni moje teraźniejsze położenie zależnym ode mnie. W pojęciu reinkarnacji gubi się nieredukowalną lukę pomiędzy cnotą a łaską, pomiędzy moim charakterem a moim losem, dogłębną przygodność i zewnętrzność mojego losu względem mojego charakteru.


Polub Dziennik Opinii na FB   

.

a czy wstęp Żiżka do \"Praktyki i sprzeczności\" Mao Tse Tunga też macie zamiar wydać?

w imieniu redakcji

Tak, mamy zamiar wydać wszystkie nowe prace Žižka.

Multimedia

Michał R. Wiśniewski

Jetlag - premiera książki

Premiera książki Michała R. Wiśniewskiego „Jetlag”. Spotkanie z autorem prowadziła Marta Konarzewska.

Artyści w sieci

Joanna Rajkowska

„Zmiana społeczna następuje systemowo, to znaczy we wszystkich obszarach jednocześnie” - opowiada Joanna Rajkowska

Festiwal im. Jacka Kuronia

Ukraina w oblężeniu, Europa na rozdrożu

Czy Zachód będzie w stanie odpowiedzieć na europejskie aspiracje Ukrainy? Sławomir Sierakowski rozmawia z Radosławem Sikorskim.

Artyści w sieci

Artur Żmijewski

„Partnerem, który może wykorzystać sztukę i kulturę do jakiejś zmiany może być dobrze zdefiniowane środowisko polityczne” – mówi Artur Żmijewski