Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Żakowski: Sojusznicy Izraela muszą zareagować Drukuj
Jacek Żakowski   
12.01.2009
George Bush miał rację, gdy po ataku na WTC podjął radykalną walkę z terroryzmem. Metody, jakie zastosował, spowodowały jednak, że tę wojnę przegrał. Tysiące niewinnych ofiar, łamanie praw człowieka, arogancja wobec zagranicznych partnerów sprawiły, że większość świata zobaczyła w Ameryce raczej zagrożenie niż źródło nadziei na pokój i bezpieczeństwo.
Bush stworzył irackich islamistów, wzmocnił rządy irańskich ajatollahów, oddając władzę w Bagdadzie szyitom, zdestabilizował atomowy Pakistan, zradykalizował muzułmanów w Indiach, Turcji, Egipcie. Wywołał gigantyczną falę antyamerykanizmu. Zmiana, którą spowodował, jest dokładnie przeciwna do tego, co chciał osiągnąć. A na dodatek zrujnował Amerykę.

Można powiedzieć, że to nic nowego. Historia pełna jest pyrrusowych zwycięstw, przeciwskuteczności i efektów odwrócenia. Polityka jest sferą zbyt skomplikowaną, by można było uniknąć ryzyka kontrproduktywności. Są jednak sytuacje, gdy kontrproduktywność jest niemal oczywista. Wtedy ważni są przyjaciele, którzy powinni chwytać błądzących za rękaw. Tak było w przypadku „wojny z terroryzmem”. Bushowi takich przyjaciół zabrakło. Jednym nie starczyło rozumu, drugim siły przekonywania, a trzecim determinacji. Dziś Ameryka płaci za to cenę. A przyjaciele, którzy się nie sprawdzili, płacą razem z nią.

Dziś znów przyjaciele zawodzą. Tym razem zawodzą premiera Olmerta, który miał rację, atakując Hamas, ale robi to przeciwskutecznie. Powtarzają banały o prawie każdego kraju do obrony i słusznie potępiają Hamas za terroryzm. Nie mają jednak odwagi wyraźnie powiedzieć izraelskim władzom, że zabijając setki przypadkowych cywilów, ryzykują nie tylko potępienie opinii międzynarodowej, ale też przyszłość swojego kraju. Dziś Izrael jest regionalnym mocarstwem i ma poparcie większości Zachodu, a zwłaszcza mocarstwa globalnego, więc chwilowo nic jego istnieniu nie grozi. Ale sytuacja się zmienia. Prognozy demograficzne i surowcowe oraz radykalizacja islamu przemawiają przeciw Izraelowi, a prognozy geopolityczne zapowiadają słabnięcie Ameryki. Złe dla Izraela i całego Zachodu procesy globalne toczą się dużo szybciej, niż jeszcze niedawno można było sądzić. Bardzo wiele wskazuje, że może dwie dekady dzielą nas od momentu, gdy skończy się militarna dominacja Izraela w regionie i Zachodu w świecie. Produkowanie mścicieli i męczenników jest więc dziś bardziej nieroztropne niż dziesięć lat temu.

Jeszcze bardziej nieroztropne jest jednak podkopywanie poparcia, jakim Izrael cieszy się w krajach NATO. A to poparcie musi erodować, gdy Amerykanie i Europejczycy dzień po dniu oglądają dziesiątki bezkarnie zabijanych palestyńskich dzieci, bombardowanie placówek ONZ i strzelanie do konwojów humanitarnych. W USA i Europie wszyscy rozumieją, że podczas wojny domowej również takie nieszczęścia są nie do uniknięcia. Ale obowiązkiem walczącego cywilizowanego państwa jest robić co w jego mocy, by takim nieszczęściom zapobiec. A jeśli już się zdarzą, państwo cywilizowane sądzi i karze winnych. Takie są dziś zachodnie standardy. Przestrzegają ich (chociaż z oporami) Stany Zjednoczone. NATO domaga się przestrzegania ich przez inne kraje, a w miarę możliwości stawia przed trybunałami międzynarodowymi sprawców niehumanitarnych ataków. Jeśli Izrael chce na dłuższą metę cieszyć się poparciem Zachodu, też musi tych standardów przestrzegać. Musi - jak Amerykanie - stawiać przed sądem i karać swoich własnych żołnierzy, którzy dopuścili się niehumanitarnych ataków.

Przyjaciele Izraela, którzy mają komfort obserwowania sytuacji z daleka, muszą to premierowi Olmertowi otwarcie powtarzać. Bo będąc - jak on - w ogniu walki, łatwo jest zgubić proporcje. A wygrywając wojnę z terrorystami w Gazie i nawet rozbijając Hamas, można ściągnąć na siebie dużo większe nieszczęścia i przegrać coś dużo ważniejszego.

Artykuł ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 12 stycznia 2009 roku.

Niedługo na naszej witrynie ukażą się kolejne opinie na temat konfliktu w Gazie.
Komentarze
Dodaj nowy
m_v_m   |13.01.2009 01:33:23
Dlaczego ten głos rozsądku stanowi głos tak cichy i zakrzykiwany przez stada
pędzących w swej retoryce dziennikarzy, powtarzających jak mantrę, że Polska ma
moralny obowiązek stanąć po stronie Izraela? …
Czekam na kolejne rozsądne
wypowiedzi. Czy to znaczy, że czekam na Godota?
shemyaza  - co bylo nie tak z moim komentarzem poprz   |20.01.2009 06:51:29
:?
shemyaza  - aha a tak na marginesie   |20.01.2009 06:53:54
to izrael sam sobie stworzył tego wroga i sam go kontroluje.
Hamas jest
dzieckiem Mossadu, pomysłodawczynią byla pracownica mossadu córka żydowskiej
komunistki z francji oraz oficera SS. ciekawe że prawda bywa dziwniejsza do
fikcji
(usuńcie to jeszcze raz)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92387 Seconds