Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Warczok: Dlaczego się godzimy na religię w szkołach? Drukuj
Tomasz Warczok*   
06.09.2010

katecheza_w_szkolach.jpgDo publicznej dyskusji wraca problem szkolnej katechezy. Z jednej strony żąda się otwarcie usunięcia lekcji religii ze szkoły, z drugiej - część księży i katolickich intelektualistów ostrożnie przyznaje, że lekcje te nie spełniają swojej roli.

Słychać zatem tu i ówdzie lamenty nad nieefektywnością katechezy szkolnej. Przyczyn szuka się w słabym przygotowaniu nauczycieli tego przedmiotu i nieatrakcyjnej formie. To wszystko prawda. Sam, prowadząc zajęcia na uczelni z zakresu historii myśli społecznej i omawiając myśl św. Augustyna czy religijne źródła kapitalizmu, zderzałem się z murem ignorancji w przedmiocie wiedzy teologicznej na poziomie dziecka z pierwszych klas szkoły podstawowej. Nie to jest jednak najistotniejsze. Koncentrując się na tak rozumianych treściach katechezy, wpisujemy się w rytualne narzekania dawnego „kościoła otwartego” nad pustką religijnego rytuału i koniecznością wypełnienia go przez głębszą refleksję. Pomińmy fakt, iż owa troska katolików bardziej „otwartych” wyraża jedynie chęć budowania społecznego dystansu między religijną „refleksyjną” elitą a masą zanurzoną w „pusty” rytuał. Ważne jest – czego sami „katolicy otwarci” nie chcą zauważać – że rytuał nie musi być zrozumiały, aby spełniał swoją ideologiczną rolę. Rytuał bowiem wykorzystywany bywa jako narzędzie dominacji, może być aksamitnym środkiem służącym mało aksamitnej władzy, co widać wyraźnie w polskiej szkole.

Na kolana!

Rytuał katechezy szkolnej uczy szczególnego pojmowania miejsca Kościoła w życiu codziennym i jego relacji z państwem nie tyle przez swą treść, ile raczej przez formę. Ideologiczny przekaz nie musi być wyrażany wprost, ale „komunikowany” bywa poprzez odpowiednią manipulację przestrzenią i czasem.

  

Czego zatem dowiaduje się uczeń już od pierwszych dni swoje edukacji? Że w instytucji państwowej, będącym dla dziecka Państwem samym (bo nie ma bezpośredniego kontaktu z innymi jego instytucjami) Kościół i religia są „naturalnym” elementem, wpisanym w niekwestionowany porządek rzeczy. Nieusuwalne i trwale zakorzenione dwie godziny lekcyjne w szkole - kontrolowanej przez państwo przestrzeni publicznej – zajmuje katecheza, a więc sama instytucja Kościoła. W ten sposób - dzień po dniu - niewyrażony  komunikat mówi, że Państwo i Kościół to instytucje zrośnięte do tego stopnia, że nie sposób wyobrazić sobie nawet ich rozdziału. Do tego dochodzą pomniejsze, lecz istotne elementy, takie jak kolonizacja szkoły przez Kościół za sprawą swych symboli (krzyże w każdej klasie). Znowu dziecko widzi, że nie tylko porządek czasu, ale i przestrzeni publicznej jest w dużej mierze porządkiem religii i Kościoła. Porządek ten wzmacniany jest przez obecność samego księdza, odgrywającego w tym przedstawieniu rolę nauczyciela, a więc osoby, za którą stoi i która wyraża autorytet Państwa.

Siła katechezy szkolnej, jako części aparatu ideologicznego Kościoła, opiera się dość prostym, ale nie zawsze zauważanym mechanizmie – świata uczymy się nie tylko przez umysł, ale i przez ciało. Idee można przemyśleć, zakwestionować i odrzucić, jednak kiedy ideologia jest ukryta w odpowiedniej aranżacji czasu i przestrzeni, w których porusza się jednostka, to o refleksję niezwykle trudno. Kościół od swych początków skutecznie stosował ten mechanizm. Klęczące i zginające się przed ołtarzem ciało wiernego szybko uczy się, bez żadnych słów, gdzie umiejscowiona jest władza. A konieczność modlitwy i uczestnictwa w mszy (a w więc fizycznego przemieszczenia ciała) przypomina, że w rytmie czasu codziennego Kościół jest elementem równie naturalnym, jak zmienność dnia i nocy. Podobnie jest z umiejscowieniem katechezy z szkole.

  

Kościelna podświadomość

  

Tak rozumiana społeczna moc katechezy szkolnej pozwala wyjaśnić, przynajmniej po części, dlaczego mimo pojawiających się na początku lat dziewięćdziesiątych zapowiedzi, wraz z modernizacją nie nadeszła fala sekularyzacji. Szkolna katecheza, mimo nędzy przekazywanych tam treści, utwierdziła przekonanie, że Kościół i religia pozostają „naturalną” częścią ich życia. Przekonanie, które na początku polskiej transformacji wcale oczywiste nie było (wystarczy przypomnieć masowe wówczas protesty przeciw ustawie antyaborcyjnej).

  

Wątpliwości jednak i wszelkie deliberacje zostały niedeliberatywnie rozwiane, przez samo funkcjonowanie szkolnej - i nie tylko szkolnej - maszyny. Sam moment ustanowienia nowego porządku, jak sprytny zabieg wprowadzenia katechezy szkolnej tylnymi drzwiami, zostały stopniowo bezgłośnie wyrugowane z pamięci zbiorowej. Żyjąc w skonstruowanym przed dwudziestu laty ładzie, nie pamiętająmy o problematycznym fakcie jego konstruowania. Dla dużej części społeczeństwa - a z pewnością dla tych, którzy urodzili się już po roku 1989 - ład ten wypływać musi z samego porządku natury.

I niewiele zmienia tu fakt, iż lekcje religii traktowane są  przez wielu młodych ludzi jako zajęcia nudne i pozbawione sensu. Z pewnością lekcje te faktycznie nie angażują  zbytnio uczniów, a więc nie wiążą emocjonalnie z wyrażanymi tam symbolami, dogmatami i ideami. Poza tym mają oni do dyspozycji inne rytuały (szczególnie w sferze popkultury), które wiążą realnie z konkurencyjnymi systemami wartości. Skutkuje to odległym od nauczania Kościoła życiem prywatnym. Jednak za sprawą wspomnianej branej za oczywistość aranżacji czasowo-przestrzennej, w kluczowych momentach życia i w funkcjonowaniu sfery publicznej bezrefleksyjnie akceptuje się dominację tej instytucji. Dobrze widać to w sytuacji „oczywistego” uznania, iż potrzebujemy ślubu kościelnego, nawet  kiedy prywatnie jesteśmy wysoce krytyczni wobec działalności Kościoła w Polsce. Można nazywać to konformizmem, jednak źródeł szukać należy w mrokach nieświadomości, w niezauważalnej cielesnej tresurze - tak skutecznie realizowanej w szkolnej obecności katechezy.

  

Rzecz jest bliska temu, o czym pisał Slavoj Žižek we Wzniosłym obiekcie ideologii, a co wyraża się w formule: „Wiem o tym bardzo dobrze, ale mimo to…”. Jak pokazują przeprowadzone dwa lata temu ogólnopolskie badania, Polacy są niechętni katechezie szkolnej. 51% respondentów oczekiwało powrotu lekcji religii do sal kościelnych, a za ich pozostawieniem w szkole opowiadało się 35% badanych (ARC Rynek i Opinia dla dziennika „Polska” z dnia 21 września 2008)

  

A zatem większość z nas „wie, że” religia w szkole to nie jest dobry pomysł, „ale mimo to”, praktykę tę realizuje. Czym innym jest bowiem „świadomość” i głęboka, często krytyczna refleksja, a czym innym praktyka oparta na zespole niekwestionowanych, dosłownie wdrukowanych w ciało, nigdy nie wypowiedzianych założeń.

  

Dlaczego się z tym godzimy?

Pojawia się tu jednak pytanie, jak cała ta maszyneria dominacji działa i reprodukuje się pomimo - potencjalnego przynajmniej - istnienia lokalnych ognisk oporu. Trudno bowiem przyjąć, że rzecz dzieje się gładko, zawsze znajdą się przecież wyłomy w systemie, ludzie nie tylko niezadowoleni z istniejącego stanu rzeczy, ale skłonni, przynajmniej na swoim podwórku, tę rzeczywistość zmieniać. Wydaje się, że całkiem spora grupa rodziców jest w stanie przejść od deklaracji do praktyki i faktycznie zrezygnować z lekcji religii lub zastąpić je innymi zajęciami. Tak się jednak nie dzieje.

Kiedy rodzic zapisuje dziecko do szkoły, otrzymuje kartkę na której ma zakreślić odpowiednią rubrykę: religia katolicka, religie inne i etyka. Jest w swym wyborze całkowicie sam, a ma przed sobą ogromną biurokratyczną organizację. Mimo że, jak pokazują wyżej przytoczone badania, ludzi którzy woleliby zrezygnować z lekcji religii mogłoby być całkiem niemało, to nie są oni w żaden sposób zorganizowani. Nie istnieją konieczne w taki sytuacjach kanały interakcji i komunikacji w potencjalnej grupie, która gotowa byłaby do odmowy. Trudno nawet uzyskać  informacje o możliwości zastąpienia lekcji religii etyką. Ponadto – o czym pisał już ponad dwadzieścia lat temu krakowski socjolog Janusz Mucha – rezygnacja z katechezy opierać się musi w istniejącej przestrzeni dominujących wartości w Polsce jedynie na sprzeciwie. Nie ma społecznie uznanych wartości, które niosłyby w tak rozumianej odmowie coś pozytywnego; nie ma kulturowej bazy, dzięki której osoby odmawiające mogłyby wytworzyć prawomocną grupę o czytelnej i uznanej tożsamości.

Zatem zarówno niewierzący, jak i ci wierzący, którzy nie życzą sobie szkolnej katechezy (bo tacy też są) pozostają jedynie zbiorem jednostek. Wobec takiej niezorganizowanej grupy przemoc symboliczna - państwowo-szkolno-kościelny nacisk - jest zawsze niezwykle efektywna.

Rodzicielska paranoja

Kapitulacja osób, które gotowe byłyby do odmowy, jest wzmacniana przez szeroko rozpowszechniony dyskurs pop-psychologii, traktujący dziecko jako niebywale kruchy skarb. Ta terapeutyczna Wulgata nieustannie wznieca zaniepokojenie rodziców, budząc w nich ciągłe poczucie winy, iż nie są rodzicami wystarczają dobrymi. Stale wisi nad nimi zagrożenie bycia rodzicem „toksycznym”, a rzekome zaniedbania dotyczyć mają każdego niemal aspektu życia: cielesnego, psychicznego czy społecznego. Taka – jak to określił kiedyś Frank Furedi – „rodzicielska paranoja” jest wielkim sprzymierzeńcem Kościoła. Perspektywa wyobcowania dziecka, samotnie czytającego książki w bibliotece czy świetlicy, podczas gdy jego koledzy biorą udział w katechezie, musi się wydać rodzicom czymś przerażającym. Przed oczami rysują się im przyszłe nieprawidłowości rozwojowe i skrzywienia osobowości. Nie trzeba dodawać, że niezauważona rezygnacja z obiecywanej niegdyś zasady umieszczania religii w planie lekcji na pierwszej bądź ostatniej godzinie doskonale z owymi lękami współgra.

  

Sekularyzacja została w Polsce skutecznie zahamowana nie przez jakąś szczególną „wrodzoną” cechę Polaków (wyrażaną w zbitce „Polak-katolik”), ale w dużej mierze za sprawą przemyślanej i skutecznie realizowanej polityki, w której katecheza szkolna zajmuje pozycję fundamentalną. Pozostawienie religii w kościelnych salkach - o które toczyła się batalia na początku transformacji - skutkowałoby nie tylko zupełnie innym kształtem polskiej religijności, ale też większą akceptacją rozdziału państwa od Kościoła. Hierarchowie doskonale o tym wiedzieli, dlatego też zajadle walczyli o obecność religii w szkole, nie przejmując się potem zbytnio treścią samych katechez.

  

  

*Tomasz Warczok - doktor socjologii, członek Klubu KP na Śląsku

  

Komentarze
Dodaj nowy
pawelpawel  - druga strona medalu   |06.09.2010 09:26:44
czy ktokolwiek zauwaza role wentyla bezpieczenstwa, ktora w przyszlosci odegrac
moga ta okropna, opisywana w artykule indoktrynacja mlodziezy przez kosciol,
krzyze w szkolach, radiomaryjne babcie i poslowie LPR w sejmie czy radach
miejskich (chocby w zupelnej mniejszosci)?
Polska staje sie, powoli ale w
sposob nieunikniony, atrakcyjnym celem dla imigrantow z Afryki, Azji. Nie dalej
jak tydzien temu GW donosila o kontyngencie imigrantow somalijskich, ktory w
ramach bratniej pomocy (???) poludniowoeuropejskim krajom EU zgodzila sie
przyjac Polska. Doswiadczenia Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Holandii
etc. dosc chyba jednoznacznie pokazuja, ze idea panstwa multi-kulti, w
szczegolnosci z duzym odsetkiem muzulmanow, po prostu nie sprawdza sie
(Przyjalbym to stwierdzenie za oczywistosc, ale z pewnoscia ktos tutaj bedzie
innego zdania, prosze wiec o konkretne przyklady udanych "eksperymentow"
tego typu).
Tak sie niestety sklada, ze wiekszosc wystepujacych o azyl, czy po
prostu chcacych wyemigrowac do EU z powodow czysto ekonomicznych pochodzi z
krajow muzulmanskich: polnocnej Afryki, Somalii, Bliskiego Wschodu, Pakistanu.

Sytuacje taka, jak opisywana w artykule, podobnie jak obecnosc LPR i im
podobnych w zyciu publicznym, czy propozycje konstytucyjnych zapisow o
Jezusie-Krolu Polski, wszystko to brzmi wprawdzie dosc egzotycznie i czasem
wprost odrzucajaco, ale traktowalbym to raczej jako konieczna nieprzyjemnosc i
ekscentryczna mniejszosc opinii, ktora jednak spelnia swoja role przeciwwagi dla
ultra-lewicowych opinii, ktore wciaz promuja skompromitowana idee panstwa
multi-kulti, i moga kiedys doprowadzic do powstania polskich banlieu czy gett
typu Elephant&Castle.
Inż.Karwowski   |06.09.2010 10:01:01
A jest jakieś getto na Elephant&Castle? Znam to miejsce i nic mi nie wiadomo o
żadnym gettcie. Ślepota?
Cercamon   |07.09.2010 12:02:40
Pisałem, pisałem a potem wszystko i tak poszło się jebać… Więc spróbuję
jeszcze raz.

Nie jestem historykiem, ale myślę, że państw wielokulturowych
istniało w historii bardzo wiele. Pierwszy z brzegu przykład - królestwo
Kastylii i Leonu, XIII wiek (!), panowanie nieprawdopodobnie tolerancyjnego jak
na tamte czasy Alfonsa X Mądrego gdzie twórczo współżyją przedstawiciele trzech
kultur - chrześcijan, muzułmanów i żydów. Czy, bliżej nam, Rzeczpospolita Obojga
Narodów - ‘państwo bez stosów’ i Zamość, miasto na skrzyżowaniu szlaków
handlowych gdzie byli Polacy, Żydzi (sefardyjscy i aszkenazyjscy), Persowie,
Ormianie, Włosi, Szkoci i wiele innych narodowości…
Wnioski z doświadczeń
państw Europy Zachodniej są, moim zdaniem, zupełnie inne. Nie można najpierw
zaprosić muzułmanów, kusząc socjalem, dać im zasiłek żeby broń boże nie wzięli
się do uczciwej roboty a potem próbować pozbawić tożsamości religijnej i
kulturowej, np przez zakazywanie kobietom noszenia czadorów. Europa która sama
wyparła się swoich korzeni próbuje zmusić do tego samego imigrantów. Niestety,
tak się nie da prowadzić równorzędnego dialogu. Żeby zrozumieć i zaakceptować
inną kulturę trzeba być najpierw świadomym własnej tożsamości i docenić ją.
Inaczej wobec bardzo mocno przywiązanych do swojej tradycji muzułmanów będziemy
jak dzieci zapędzone w kozi róg, które nie bardzo wiedzą skąd się tu wzięły i
nie mają od siebie nic do zaproponowania w sensie kulturowym.
tommek   |06.09.2010 10:11:08
Kolejny raz zabrakło w artykułach KP perspektywy historycznej. Nie jestem
zwolennikiem religii w szkole ani w państwie, proszę mnie dobrze zrozumieć, ale
jeszcze przed 1989 rokiem szkoła uczyła czegoś dokładnie przeciwnego i znowu
Autor, tym razem pan doktor socjologii, nie zająknął się na ten temat. Proszę o
uczciwość historyczną. Jeszcze nie tak dawno przyjmowaliśmy to jako efekt
wygrania wojny, że religia może być w szkole i że możemy w klasie powiesić
krzyż, bo już było WOLNO… to było jak zatknięcie flagi zwycięstwa. Mnie się to
nie podobało, ale nie protestowałem.
Slawczan  - Perspektywa historyczna?   |06.09.2010 13:25:57
1989 POZAPRAWNE wprowadzenie religii do szkół publicznych
1993 wynegocjowanie W
TAJEMNICY i podpisanie ,gdy Sejm był rozwiązany konkordatu
1997 Powieszenie
krzyża w sali obrad Sejmu NOCĄ bez rzadnej uprzedniej dyskusji.
Zainstalowanie
aparatu kapelańskiego (ze stosownym wynagrodzeniem) przy prawie każdej
instytucji państwowej w NEUTRALNYM światopoglądowo (wg. konstytucji)kraju

Zwolnienia z ceł i podatków (pospolite pogwałcenie zasady równości wobec
prawa)
Działalnośc komisji majątkowej bazującej na wycenach dostarczanych
przez strone kościelną i działającą bez możliwości odwołania sie od jej
decyzji
Pozyskiwanie atrakcyjnych terenów za przsłowiową złotówkę.
Powolne
zanikanie możliwości zorganizowania jakiejkolwiek uroczystości państwowej bez
elementu religijnego(rozumianego wyłącznie jako katolicki). Czy jest to
inauguracja prezydenta czy otwarcie kojców dla psów policyjnych.
Konsultowanie
ustaw z KK traktowanym jako przedstawiciel (jedyny?) tzw .
społeczeństwa.
Umieszczanie praktycznie nieusuwalnych,symboli religijnych w
zasadzie wszędzie gdzie fantazja im podpowie.

Było to naturalne BO JUŻ BYŁO
WOLNO.
Kościolowi chyba wszystko…
tommek   |06.09.2010 22:01:23
No właśnie chodzi mi o tę historię sprzed 1989 roku, ale trudno… Jak
najbardziej się zgadzam z Tobą. Kościół ma za dużo przywilejów, a religia
powinna być od państwa oddzielona. Chodzi mi tylko o zwrócenie uwagi na to, że
ateizacja i świeckość państwa obecne w doktrynie PRL były dokładnie tym samym,
co indoktrynacja religijna.
Jak już gdzieś pisałem, nie mogę się nazwać
Katolikiem, bo mi na to sumienie nie pozwala. Przestałem chodzić do Kościoła i
nikt mi tego nie wypomina, nikt mnie nie ‘nawraca,’ ani nie indoktrynuje. Po
prostu można sobie przestać być Katolikiem, jak komuś nie pasuje. Nikt nikomu
nie każe słuchać Radia Maryja. Ja chciałbym tak samo np. przestać być zmuszanym
do utrzymywania państwa socjalnego, ale tu już niestety wyboru żadnego nie mam.
Nie chcę płacić ubezpieczeń społecznych i nie chcę żadnej marnej renty, ani
emerytury, nie chcę płacić składek na służbę zdrowia, czy opłacać miernych
nauczycieli w państwowych szkołach, ale niestety nie mogę. Ja podzielam Twoje
dążenia do wolności od religii, czy Ty podzielisz moje dążenia do wolności od
przymusu państwa socjalnego?
Slawczan  - Socjalne?   |07.09.2010 11:10:38
Podejrzewam ,że mylisz państwo socjalne z państwem półfeudalnym jakim jet
Polska.Pólfeudalne czyli takie w którym pewna grupa obywateli żeruje na tych co
nie mają innego wyjścia. Używają do tego przywlejów (dlatego nazywam to
półfeudalnym). Grupa pasożytów jest zrónicowana (urzędnicy,mndurowi,tzw.
rolnicy) ale na tyle liczna by móc pilnować porządku socjalnego panującego na
terytorium pasożytowania. Co ważniejsza dysponuje strukturą organizującą (tzw.
związki zawodowe + niektóre partie polityczne). To trochę przypomina mi
Rzeczpospolitą szlachecką gdzie grupa pasożytująca była na tyle liczna by
udaremnić jakiekolwiek zmiany i wystarczająco żarłoczna by ten kraj
uśmiercić.Takie to państwo socjalne u nas - zdrowy jak byk
związkowiec,lifestylowiec (czyli tzw. rolnik),siłownik (wg. rosyjskiej
terminologi) albo cwany lump-degenerat to głowni odbiorcy pomocy. Gdy moi
znajomi stracili pracę( to on, ona akurat urodziła dziecko),poszli po pomoc
socjalna to powiedziano im ,że to rodzice mają na nich łożyć a jeżeli nie chcą
to mają im założyć sprawę w sądzie.Tak wygląda państwo socjalne po polsku.Też
bym się wypisał z płacenia na taki syf.Moje pojmowanie państwa socjalnego
obejmuje pomoc dla tych ,którym zdrowie pracować nie pozwala,wspieranie
dzietności(bo to inwestycja w przyszłość),pomoc w nabywaniu kwalifikacji (i
szerzej pojmowana edukcja).Owszem jeżli nic NIE OCZEKUJESZ państwa i chcesz
płacić za siebie, to zakładając ,że deklarujesz się NA CAŁE ŻYCIE (nie tylko gdy
jesteś piękny młody i ZDROWY) to uważam ,że powinieneś mieć możliwość
wyboru.Podstawa,że przyszłości nie przyjdziesz po prośbie,gdy będziesz w
potrzebie.Bo dla mnie państwo socjalne pojmowane w sposób taki jak je ufundowano
po II wojnie jest jak ubezpieczalnia płacisz i nie wiesz czy warto dopóki nie
będziesz go potrzebował.
tommek   |07.09.2010 13:07:27
Przekonują mnie Twoje argumenty i spokojnie można przejść dalej w kwestii
nazewnictwa, bo czy ‘socjalne’ czy ‘półfeudalne’ -takie jak obecnie ani mnie ani
Tobie się nie podoba i to jest bardzo podnosząca na duchu konkluzja.
Slawczan   |06.09.2010 13:03:51
Zabawne są dywagacje na temat roli katechezy w szkole (ale i roli Kościoła w
ogóle) w Polsce.W artykule poruszono problem nieefektywności pedagogicznej tak
prowadzonej katechezy. Wydawać się by mogło ,że problem ten powinien martwić
samych organizatorów akcji indoktrynacyjnej czyli KK.PL ale….Sprawa byłaby
prosta gdyby Kościół był zainteresowany efektami duchwymi swojej działalności
ale uważam ,że nie jest. W zasadzie korzystną dla niego sytuacją byłoby
wychowanie nieświadomych swojej wiary(?)wyznawców ale z odpowiednio zakodowaną
pamięcią mięśniową(?) na wykonywanie określonych rytuałów. Niewierzący (bądź
nieświadomi) byliby korzystni o tyle ,że nie zadawali by pewnych niewygodnych
pytań (przykładem tego do czego prowadzi nadmierna świadomość,myślenie, o swojej
wierze są odstępstwa ks. Węcławskiego bądź Bartosia). Istotnym jest tylko
quorum fizyczne podczas rytuałów lub katechezy :sam miałem w szkole średniej
propozycje-naciski ze strony mojej wychowawczyni i katechety, bym chodził bo w
sumie co mi stanowi-do domu wcześniej i tak nie pójdę bo katecheza w środku
lekcji.Dlaczego tak jest?Moim zdaniem Kościół to przede wszystkim korporacja.I
jako taka podlega regułom rządzącym tego typu tworami - maksymalizacja zysków,
mninimalizacja kosztów ( w tym przypadku -przerzucenie ich na państwo-pensje dla
funkcjonariuszy), gromadzenie majątku i zapewnienie wygodnego i dostatniego
życia kadrze zarządzającej.Wzorem korporacji uprawiających banany w Ameryce
Środkowej potrafi czasem brutalnie wymusić swoje cele na słabym
państwie.Stosując przy tym korupcję (możliwość zmobilizowania zwolenników do
określonego głosowania), szantaż (w tym wypadku moralny - znowu używając swoich
zwolenników).Efektem jest przerośnięcie niczym nowotwór wszystkich strutur
państwa, czasem ustanowienie jego protezy na obszarach gdzie ono absolutnie
zawodzi np. na obszarze samoorganizacji obywateli.Przykład : mieszkam w małym
mieście gdzie chorzy na SM chcieli zrganizować stowarzyszenie. Niestety jedyną
instytucją mogącą udzielić im pomieszczenia w czasie weekendu( o tyle to
ważne,że niektórzy pracują a inni polegać muszą na transporcie zapewnianym przez
innych) był lokalny Kościól katolicki.
Wracając do katechezy w szkole -
dlaczego rodzice nie prostestują: z jednej strony konformizm, a z drugiej
konieczność samotnego stanięcia twarzą w twarz z największą korporacją w tym
kraju - dysponującą w zasadzie nieograniczonymi narzędziami nacisku takimi jak
możliwość nakręcenia agresji tzw. wiernych wobec oponenta (często są to
sąsiedzi).Pouczającym przykładem są reakcje Kościoła w Polsce wobec ujawnianych
przypadków pdeofilii duchownych - zwykle to ujawniający są winnymi a nie
rzeczywisty winowajaca - funkcjonariusz Kościoła.Metoda ta jest powielana wobec
WSZYSTKICH oponentów Kościoła.Zwykle przedstawia się ich jako amoralnych
(nieomal degeneratów),zwolenników pedofili,pederasti ,mordowania
staruszków,narkomanów.Czyli przedstawicieli tzw. cywilizacji śmierci.Jest to
zrozumiałe skoro ideą tej korporacji jest bycie JEDYNYM depozytariuszem
moralnośći wobec tego oponenci posiadać moralości nie mogą.
A rodzice? Są ich
miliony ale brak im aparatu samoorganizacji. Kościól w jedną niedzielę może
zorganizować milion podpisów bo ma po temu aparat wykonawczy.Dlatego godzimy się
z nadużyciami tej korporacji. Nawet aparat wyborów demokratycznych nic nam nie
daje.Nie możemy ukarać serwilizmu(wywołanego skorumpowaniem przez Kościół-walutą
możliwość zmobilizowania wiernych do określonego głosowania,bez respektowania
ciszy wyborczej) polityków. Przypominam,że lewicowiec Kwaśniewski Aleksander
szedł do wyborów 1995 z hasłem odrzucenia podyktowanego i podpisanego w
konspiracji konkordatu. Podobnie jak SLD broniące świeckiego charakteru państwa.
SLD przez 4 lata konkordatu odrzucić nie miało odwagi, Kwaśniewski grzecznie go
podpisał gdy chłopaki z UW/AWS(nieomal komplet PO z tamtąd się wywodzi) w
prezencie papieżowi go uchwalili.W nagrodę nasz najlepszy lewicowiec made in SLD
dostąpił zaszczytu przejeżdżki papamobile, że o innym lewicowcu pełzającym przed
świętym obrazem na Jasnej Górze nie wspomnę.
Swojski  - a co z nudnymi lekcjami matematyki i polskiego?   |06.09.2010 14:05:51
lekcje matematyki tez sa nudna, pomijajac juz nudne zajecia z jezyka polskiego.


Skoro sa nudne, to tez je zniesmy, bo kto potem w doroslym/zawodowym zyciu
rozklada wiersze, czy liczy pochodne?

Znowu wracamy do puntktu wyjscia
fenomenu polskiego szkolnictwa przedmaturalnego: lekcje nudne, nauczyciele
nieszanowani, a poziom wyniesionej z polskiej szkoly - znacznie wyzszy niz u
zagranicznych braci.
Slawczan   |07.09.2010 10:26:32
Kol. Swojski - w artykule nie nuda jest problemem lecz bezsens pedagogiczny
całej katechezy.Problem w tym ,że matematyka czy polski są przydatne w naszym
dalszym życiu ale nie wiem jakie praktyczne zastosowanie może mieć w naszym
przyszłym (rzeczywistym a nie wyimaginowanym) życiu katecheza
mergiel   |06.09.2010 15:35:58
Ad Slawczan
W pełni się z tobą zgadzam, niestety nie da się tego odciąć jednym
ruchem. Potrzeba wymiany pokoleń i niezależnie myślących polityków. Niestety u
nas w mediach to problem tabu.
Pozdrowienia Mergiel
Slawczan  - Wierzę w zmianę   |07.09.2010 10:36:36
Wierzę ,że da się to zmienić ale nie rewolucyjnymi metodami tylko małymi
krokami. Do nie dawna dyskusja na takim poziomie krytycyzmu wobec dominującej
korporacji była możliwa na kilku portalach.Dziś główne gazety podejmują temat i
wyrażają WĄTPLIWOŚCI. Pojawili się ludzie niebojący się oskarżenia o
agenturalność moskiewską lub telawiwską (ba traktująca to jako element
folkloru).Myślę ,że nie pokolenia ale max. 10 lat działalności biznesowej tej
korporacji + odejście biskupów pamiętających jak było za tzw. komuny. Dojdą do
pełnego głosu ci nie przywykli do układania się z państwem ale do załatwiania
spraw butem i problem sam zacznie się rozwiązywać. Na razie jest tylko Palikot
jeżeli uda mu się odnieść sukces na koniku antyklerykalizmu zaraz znajdzie się
więcej politykierów by go naśladować.Wszystko zależy od grzywki Palikota :-)
tommek   |06.09.2010 22:06:38
Zgadzam się z większością Twoich uwag. Kościół to korporacja i do świetnie na
nasze warunki zorganizowana, mająca i wpływ i środki przekazu, ale nadal się
upieram przy swoim, że można w Polsce spokojnie przestać być ‘wierzącym’, bez
większych problemów, natomiast nijak nie mogę się pozbyć ‘przymusowego
członkostwa’ w państwie socjalnym.
wejder1   |06.09.2010 22:59:34
Może słabość jakości religii w szkole to jak piractwo z Windowsem, z jednej
strony się z nim walczy, bo dochód jakiś musi być, z drugiej nie do końca, bo to
gwarantuje, że ludzie będą korzystać w większości przypadków, właśnie z tego
oprogramowania.
Cercamon   |07.09.2010 12:52:35
Jak mawiał Kisiel: ‘Socjalizm to ustrój w którym bohatersko pokonuje się
trudności nie znane w żadnym innym ustroju’. Dopóki to jakiś minister tudzież
inny urzędas decydować będzie czego uczą się WSZYSTKIE dzieci, o tym czy w
szkole będzie religia, jakie będą lektury, czy będzie Gombrowicz czy nie, czy
będzie plastyka, czy zmieniać kapcie i czy na wf grać w nogę czy w kosza dopóty
jakaś grupa będzie niezadowolona. Jeśli ktoś chce posłać swoje dziecko do szkoły
z 3 godzinami klepania paciorków dziennie to powinien mieć taką możliwość,
podobnie jak ateista powinien mieć możliwość do posłania dziecka do szkoły gdzie
religii nie ma w ogóle. Ale do tego żeby tak było trzeba skończyć z ‘centralnym
planowaniem’ edukacji.
A co do religii - z tego co pamiętam z liceum, a nie
chodziłem tam tak dawno, to lekcje religii raczej młodych ludzi od religii
odstraszały i były pretekstem do kpin i żartów, a większość i tak chodziła na
wagary, więc lewicy powinny być bardzo na rękę!

Ja jestem osobiście przeciwny
lekcjom religii w formie klepania paciorków. Ale uważam, że człowiek
wykształcony powinien znać podstawy religii którą wyznaje większość ludzi w tym
kraju, niezależnie od jego przyszłego do tej religii stosunku. Więc może
bardziej ‘religioznawstwo’ niż ‘religia’.
Swojski  - ja znowu niepopularnie   |07.09.2010 11:36:58
ej no, juz w drugim akapicie jeden z pierwszych powodow dla ktorego religia
powinna byc zniesiona dotyczy nieatrakcyjnej formy lekcji.

Wiadomo, ze
nieatrakcyjne prowadzenie zajec nawet z informatyki, czy WF prowadzi do wypaczen
jesl chodzi o wyniki nauczania.

Popatrzmy na te kraje europejskie, w ktorych
religijnosc wlasnego spoleczenstwa skundlono… z jednej strony propaguja
‘wolnosc’ wliczajac w to malzenstwa gejow i lesbijek, a z drugiej strony
deportuja Romow, czy kobiety w chustach.

swiat nie znosi prozni, w miejsce
pielgrzymek np. do…do Fatimy, nawet znani i bogaci zasuwaja w Tybet lub do
wrozki.
MOSCARDI  - Więc..   |07.09.2010 23:20:28
Slawczan: Kościół to nie tylko hierarchia, ale także wierni. Jak twoim zdaniem
ludzie inteligentni mogą się przyznawać do wiary, skoro Twoim zdaniem jest ona
warta tylko "odruchów mięśniowych"? Poza tym nikt nie ma lepszego
mandatu moralnego, by uczyć moralności dzieci. Nikt nie ma lepszego planu na
życie niż Chrześcijaństwo: 2 Przykazania Miłości i 10 Bożych przykazań.
Przestudiuj je i się nad nimi zastanów. Ja płacę podatki na państwo, więc
wymagam żeby moje dzieci uczyły się religii także w tak z sekularyzowanym (nie
wchodząc głębiej w dywagacje natury językowej) środowisku, jakim jest szkoła.
poza tym na religii nikt mi nie kazał chodzić do kościoła - pani katechetka
jasno stawiała plusy bycia wiernym Kościołowi Katolickiemu i minusy bycia
nieposłusznym Chrystusowi.
Co do agresji wobec ujawniających pedofilię.. Jakbym
ujawnił pańskie życiowe błędy w taki sposób, to przyjął by go pan z lewicową
miłością.. Ciekawe jak łatwo zapomnieć, że ksiądz to też człowiek.. A
piosenkarze, reżyserzy itd? Też pedofile! To wygnać swołocz na koniec sojuza!

Katecheza się przydaje, o ile się na nią uczęszcza, do tego, żeby nie siedzieć
za kradzież, żeby nie łykać tabletek na choroby weneryczne po "małym skoku w
bok" itd.
Cecylia  - re: Więc..   |08.09.2010 08:29:40
Jak twoim zdaniem
ludzie inteligentni mogą się przyznawać do wiary, skoro Twoim
zdaniem jest ona
warta tylko "odruchów
mięśniowych"
 —  —  —  —  —  — -
Ludzie inteligentni powinni całym swym
jestestwem protestować przeciwko zakłamanej do granic przywoitości instytucji,
która nie ma nic wspólnego z wiarą i duchowością.

Poza tym nikt nie ma
lepszego
mandatu moralnego, by uczyć moralności
dzieci
 —  —  —  —  —  —  —  — 
Kościół może nauczać czego chce, ale nie w państwowej
szkole. Poza tym, czy wie Pan, czego uczy przeciętny
katecheta/ksiądz/zakonnica?
Ja też płacę podatki i chętnie widziałabym
dodatkową lekcję matematyki albo języka, w miejsce religii. Nie mówiąc o tym, że
księża pobierają regularną państwową pensję za gawędzenie dwa razy w tygodniu
nie wiadomo o czym (nikt nie ma kontroli na programem religii). Nie mówiąc też o
absurdalnym pomyśle wliczania oceny z religii do średniej.


Co do agresji
wobec ujawniających pedofilię
 —  —  —  —  —  —  — 
Skoro uważa Pan, że kościół
(katolicki na dodatek) posiada patent (czy nawet monopol, jak wynika z Pana
postu) na nauczanie moralności, to dobrze byłoby żeby był konsekwentny. W
hipotetycznej sytuacji równie dobrze matematyk mógłby wpierać dzieciom, że
2+2=5, bo przecież tak jak kościół nie musiałby być konsekwentny oraz nie
ponosiłby żadnej odpowiedzialności za to co robi. Dowód na to (2+2=5)jakiś by
się znalazł. W przypadku kościoła i religii sprawa jest poważniejsza, bo właśnie
chodzi o moralność.
Nie jestem przekonana do tego, czy religia w szkole ma
służyć uczeniu moralności. Dobry nauczyciel j. polskiego czy historii (zresztą,
każdy dobry nauczyciel) też potrafi wpajać zasady bycia przyzwoitym człowiekiem.
Najlepszym pomysłem jest (ktoś wyżej to poruszył) uczenie teorii religii,
religioznawstwa, ale nie tylko jedynie słusznej religii. Ale do tego potrzeba
ludzi o nieco szerszych umysłach, no i wykształceniu, niż przeciętny katecheta.
Slawczan   |08.09.2010 09:14:58
Ad Moscardi.
Odnośnie agresji wobec ujawniaczy: Któż to głosi hasła typu
PRAWDA NAS WYZWOLI?
Odnośnie namiętnego gromadzenia majątku: NIE PODĄŻAJCIE ZA
DOBRAMI DOCZESNYMI BO TO WSZYSTKO MARNOŚĆ
Odnosnie przykazania miłości BÓG
,HONOR OJCZYZNA ale co jak trzeba tamtych zabić w imię Honoru lub Ojczyzny.
Pamiętaj ,że w te imiona każda wojna jest toczona a każdy agresor znajduje
równie dobre mniemania by napaść jak broniący się by się bronić. A kapelani w
tym uczestniczą.Że nie wspomnę o wspieraniu ugrupowań nacjonalistycznych (ze
silną domieszką antysemityzmu) przez Kościół w Polsce.
Powiadasz ,że :Nikt nie
ma lepszego planu na
życie niż Chrześcijaństwo: 2 Przykazania Miłości i 10
Bożych przykazań. To jest typowe katolickie mniemanie ,że tylko oni wiedzą jak
ma być dobrze. Jako niekatolik zgodnie z twoimi konkluzjami powinienem być
amoralnym pedofilem(a nie jestem) złodziejem (a nie kradnę) mordercą (jak na
razie nikogo nie zabiłem) ,leczyć się na chrobę weneryczną. Otóż też nie. Jak
uważasz ,że życie na katolicką modłę jest OK to sobie żyj.Ja jako niekatolik nie
oczekuję od ciebie ,że zaczniesz być pedofilem,pederastą,zoofilem(jednym słowem
bzykał co się rusza aż do złapania syfa albo HIVa) czyli zaczniesz wyróżniać się
atrybutami które przypisujesz niekatolikom (ta fraza o łykaniu proszków na syfa
po skoku w bo jest extra) .Zgodnie z twoją teorią ,że
,,… nikt nie ma
lepszego
mandatu moralnego, by uczyć moralności dzieci".Myślałem,że rodzice
takowy mandat mają (moi posiadali-chyba ,że uznasz bycie niekatolikiem za brak
moralności) ale skoro uważasz ,że TYLKO Kościół zdolność moralnościową posiada
(biskup Petz? ojciec Rydzyk?) to może rzeczywiście sceduj wychowanie SWOICH
dzieci na tą instytucję.W Irlandii Kościól pokazał co potrafi na polu moralności
gdy władza nie patrzy mu na rąsie. Zważywszy ,że nie ma spacjalnych różnic
między krajami ateistycznymi (Czechy i Holandia) a bogobojną Polską jeżeli
chodzi o wskaźniki przestępczości, uczciwości(korupcja) to raczej twoja teoria o
zbawiennej roli Kościoła dla współżycia społecznego bierze w łeb.W Polsce (95%
katolików-każdy uczęszczał na katechezę) więzienia ,zgodnie z twoją teorią( o
Kościele dawcy moralności) powinny być puste, małżeństwa trwać po grób (a co
drugie-trzecie rozpada się), korupcja winna być marginesem,opieka społeczna
rozwiązana,bo 95% społeczeństwa winno kierować się nakazami miłosierdzia
chrześcijańskiego.
Podatki płacą też NIEKATOLICY ale rozumiem ,że jako
niepełnowartościowe jednostki (braki w moralności+choroby weneryczne) wiele do
gadania mieć nie powinni.
Odnośnie ,,pamięci mięśniowej"-zadaj pytanie
przeciętnemu katolikowi na temat jego wiary,rozumienia kazań duszpasterzy (sam
słyszałem kilka bardzo mądrych) ,sensu uczestniczenia w nabożeństwach.Obawiam
się ,że nie bardzo będzie to zbieżne z górnolotnymi założeniami doktryny. Że
doktryna piękna…bolszewicka też zapowiadała Arkadię a wyszło co wyszło
MOSCARDI  - Więc cz.2   |07.09.2010 23:21:07
Do autora: czy jedyną machiną biurokratyczną, jaką rodzice muszą przejść jest
naprawdę tylko zakreślenie jednej odpowiedzi na kartce papieru?
Krytykuje pan
metody Kościoła (niesłusznie z resztą) widząc w nich programowanie
podświadomości. Dlaczego więc nie jest pan konsekwentny i nie potępia za to samo
lewicy? Ta akurat nie kryje się już prawie w ogóle z tym, że manipuluje
ludźmi.

ogólnie: z kilkoma zawartymi nieścisłościami polemizuje Gość Niedzielny
z 5 września br., artykuł: "Szkoła wiary". Zapraszam do lektury tych,
którzy chcą doprowadzić tą dyskusję do konkretnych wniosków.
MOSCARDI  - Więc cz.3   |07.09.2010 23:24:28
Nie było w historii i nie ma wzorca polaka - komunisty z jednej przyczyny:
komunizm odrzuca trzy podstawowe dla Polaka Wartości: Boga, Honor i Ojczyznę.
Slawczan   |08.09.2010 09:41:35
Coż to za mniemanie ,że dla Polaka podstawą Bóg Honor Ojczyzna.Może dla pana.
Jestem Polakiem (ale zapewne po moich postach tego miana mi pan odmówi-trudno)
ale dla mnie wartością są Ludzkość ,Rodzina,Szczęście.I dobrze mi z tym.I jestem
niezmiernie szczęśliwy w swoim niekatolickim życiu.Jestem szczęśliwy ,że nie
muszę zabijać ludzi mówiących innym językiem niż ja w imię ww. podstawowych
polskich wartości.Ani moich mniemań nikomu narzucać.Życzę sobie tylko by nikt
swoich mniemań mi nie narzucał.
Kiedyś rozmawiałem pewną bardzo religijną
katoliczką na temat aborcji. W końcu nauka sama nie wie kiedy zygota to
człowiek(autorytety Kościoła też nie wiedziały). Papież to roztrzygnął na
podstawie swojego uważania. Dla niej to był MORD, tłumaczyłem jej ,że sprawa nie
jest taka jednoznaczna jak Kościól twierdzi ale…dla niej było to
niepodlegające dyskusji i wszyscy mają się temu podporządkować bo tak ma być.
Otóż na pytanie o urodzenie dziecka z wadą genetyczną odparła - Urodziłabym. A
zapaytałem się jakby się czuła gdyby do władzy doszli tacy jak katolicy tylko na
wspak czyli np by NAKAZALI jej usunąć to uszkodzone genetycznie dziecko?
Odpowiedź to niemożliwe by taka sytuacja miała miejsce. Otóż miała miejsce
:naziści byli miłośnikami eugeniki tylko nie mieli możliwości technicznych by
swoje ( i w swoim mniemaniu słuszne) idee wprowadzić w życie.Jaby się czuła pod
okupacją ideologiczną strony przeciwnej?
Wielokrotnie powiedziano mi w tym
kraju w różnych dyskusjach ,że jako niekatolik (czyli mniejszość)nie mam nic do
gadania.Tylko ,że Kościól nigdy nie poddał swoich mniemań pod osąd
demokratyczny.Czyżby nie był pewien swojej większości?
VikingLine  - Darmozjady   |08.09.2010 00:14:41
Duzo prawdy w tym artykule. Chodzi o prosty rachunek, gdyby katecheza byla przy
kosciele to by na nia chodzilo 20%, z tego zostaloby 10% katolikow. W szkole
panstwowej chodzi 80-90%, zostanie katolikami 30%. Reszta i tak bedzie miala
umysl spaprany bajkami o galaktycznych bytach, i nawet jesli w to nie uwierzy to
i tak bedzie widziec miejsce w swoim swiecie dla sukienkowych darmozjadow.
ImreKiss  - Dlaczego godzimy się na religię w szkołach?   |08.09.2010 10:34:43
Odpowiedź jest prosta. Od samego początku swego istnienia Polacy są narodem
katolickim. Nie muzułmańskim, buddyjskim czy ateistycznym, lecz katolickim
właśnie. Zachowanie tego elementu naszej narodowej tożsamości jest naszą racją
stanu. Uczenie wiary jest więc równie ważne jak uczenie historii czy literatury.

Wyprowadzenie lekcji religii do salek parafialnych zwiększyłoby liczbę uczniów,
którzy rezygnują z katechezy i tym samym tracą szansę na odkrycie piękna i głębi
katolickiej wiary. Dlatego lepiej by katecheza pozostała w szkole.
Slawczan  - Tożsamość?   |08.09.2010 12:18:17
Nie jestem katolikiem ale czuję sie Polakiem? Widocznie nie rozumiesz znaczenia
słowa ,,katolicki" oznacza powszechny czyli polski,niemicki rosyjski=
ogólnoludzki.To u nas ubzdurało się łączyc katolicyzm z nacjonalizmem.
Odnośnie
zalet katechezy w szkole,w moim wypadku miała pewne zalety (musiałem uczęszczać
do 18 roku życia) pozwoliła mi dostrzec miałkość (wręcz prymitywizm
intelektualny),pustotę duchową i hipokryzję tej korporacji Kościołem się
mieniącej.
PS. ateistą bynajmniej nie jestem,po prostu uznaję ,że moje
mniemania są tylko moje i nikt nie musi w nich uczestniczyć
MOSCARDI  - +To nie prywatne zdanie.   |08.09.2010 15:39:33
Slawczan: Nie poddał swoich "mniemań", bo Kościół to nie państwo. Życie
ludzkie to nie kwestia "widzi mi się" pana Józka, Krzysia i pani
Dorotki. O tym, że początkiem życia jest zapłodnienie mówią lekarze (więcej na
http://www.pro-life.pl/ i tu w którejś zakładce jest napisane). Są sprawy, które
nie podlegają osądowi ludzi, a jeżeli zaczynają, to wtedy coś się psuje.
Nakaz
urodzenia nie jest równorzędny z nakazem zabijania. Dlatego lepiej urodzić
dziecko, niż je zabić.
MOSCARDI  - +Bóg, Honor, Ojczyzna.   |08.09.2010 15:45:04
Zgadzam się z ImreKiss.
Słusznie, katolicki znaczy powszechny. Ale tak się
składa, że ideał Polaka najlepiej spełnia się właśnie w Kościele Katolickim.
Postawa "ja nie mam nic do nikogo, więc nikt nic do mnie mieć nie może"
jest złudna, przekonaliśmy się o tym już wielokrotnie w historii.
Ludzkość
,Rodzina,Szczęście - nie znał byś tych pojęć, gdyby nie ludzie żyjący po
katolicku. A tak swoją drogą, to Katolicyzm daje wiele radości i człowiek się
tak nie frustruje z byle powodu.. :)
Slawczan  - Ideał Polaka?   |08.09.2010 16:18:32
Jaki ideał Polaka? tak się
składa, że ideał Polaka najlepiej spełnia się
właśnie w Kościele Katolickim - chodzi ci o działalność oszukanczej komisji
majatkowej? Owszem wypełnia ona doskonale ideał Polaka-cwaniaka.Czy może
działalności ojca Rydzyka - wypełnia on doskonale ideał
Polaka-nacjonalisty/antysemity.
Rozumiem ,że nie znający katolicyzmu nie maja
pojęcia co to rodzina szczęście i ludzkość? Jeżeli tak to chyba musisz byc
księdzem bo nikt inny takich rzeczy głosić nie może
Slawczan   |08.09.2010 16:26:22
Odnosnie frustracji:moje życie jest pełne satysfakcji (i to bynajmniej nie
zawsze materialnej) mam żonę,sporo przyjaciół,dużo zainteresowań.Tylko czasu mi
trochę brak.Zwyczajnie jestem szczęśliwy i osiągam to bez dominującej
korporacji. Nie wiem też co to znaczy przyznawć sobie medale za bycie Polakiem -
bo gdy czytam twoje posty to wydaje mi się ,że u ciebie kilka pobrzękuje
cursorium  - Jak to dlaczego ?   |09.09.2010 12:55:18
Bo mamy wolny wybór!!
Ostatnio jak byłem na zebraniu to padło sakramentalne
coroczne pytanie kto za religią a kto za etyką ? Proszę napisać na kartce i
wrzucić do koszyka./anonimowo i demokratycznie/ Wynik 27 do 2 za religią. Jak
ludzie mają wybór to wybieraja to co dla nich dobre. Bo inaczej to trzeba na
siłę ich zmuszać żeby ich dzieci uczyły się podłej literatury, wybranych teorii
fizycznych czy przyrodniczych.
Socjaliści nigdy nie namówili ludzi i nie
przekonali do niczego inaczej jak siłą.
MOSCARDI  - re: Ideał Polaka?   |10.09.2010 16:50:42
Slawczan napisa?:
Jaki ideał Polaka? tak się
składa, że ideał Polaka najlepiej spełnia się
właśnie w Kościele Katolickim - chodzi ci o działalność
oszukanczej komisji majatkowej? Owszem wypełnia ona doskonale ideał
Polaka-cwaniaka.Czy może działalności ojca Rydzyka - wypełnia on doskonale
ideał Polaka-nacjonalisty/antysemity.

1: Czy szanowny pan może przypomnieć po co powstała i z jakiego powodu
komisja?
2: O jakich wypowiedziach o. Rydzyka pan mówi? Nie
słucham Radia Maryja, pan zapewne tak, więc może mnie pan oświeci?
Oj,
oj, panie Slawczan.. Ile mowy nienawiści:)
MOSCARDI  - re:   |10.09.2010 16:56:50
Slawczan napisa?:
Odnosnie frustracji:moje życie jest pełne satysfakcji (i to bynajmniej nie
zawsze materialnej) mam żonę,sporo przyjaciół,dużo zainteresowań.Tylko
czasu mi trochę brak.Zwyczajnie jestem szczęśliwy i osiągam to
bez dominującej korporacji. Nie wiem też co to znaczy przyznawć sobie
medale za bycie Polakiem - bo gdy czytam twoje posty to wydaje mi się ,że u
ciebie kilka pobrzękuje

1: Nic mi nie pobrzękuje, nawet kasa. Mam dziewczynę, księdzem nie jestem.
Myli pan "Dominujące korporacje". Kościół to nie PZPR. Także
zasada działania Kościoła nie jest taka, jak np. Krytyki Politycznej.
2:
Jest pan zadowolony. Szczęście to coś głębszego, coś, co potrafi
przetrwać paraliż czy śmierć. Szczęście ma w sobie nadzieję na lepsze
jutro. I dlatego my bronimy Katolicyzmu. Nie, nie dlatego, że nam
się wydaje, że to ułuda, że musimy sobie oszukiwać mózg. Bronimy, bo
poznaliśmy coś wspaniałego. Oglądał pan film "K-PAX"?
MarK  - Szkole nie wolno uczyc bzdur!   |05.11.2010 06:47:49
Jak mozna w publicznej szkole w XXI wieku konfundowac dziecko religijnymi
bajkami (na ocene!) obok niekwestionowanych praw przyrody?
To skandal, a ocena
z religii obok stopnia z fizyki i biologii to paranoja (scislej
schizofrenia).
Szkoly w Polsce obowiazuja chyba jakies wymogi programowe, a
kuratoria zobowiazane sa do egzekwowania ich przestrzegania, czyz nie? Skoro
programy "lekcji" religii nie podlegaja ocenie wladz oswiatowych, nie
wolno ich tolerowac w podleglym im placowkach. Ponadto przypomne, ze zgodnie z
prawem szkoly maja zapewnic dostepnosc "lekcji" religii, gdy rodzice
tego zazadaja, a nie, gdy sie im nie sprzeciwia.
Jesli wiec tak wielkim
problemem politycznym jest usuniecie religii ze szkol ze wzgledow
merytorycznych, niech przynajmniej dyrekcje placowek placowek pedagogicznych
zostana zobowiazane do przestrzegania obowiazujacego prawa.
Gdy rodzice chcacy,
by ich dzieci mialy katecheze w szkole beda sie musieli organizowac i domagac
jej tak, jak musza to dzis robic Ci, ktorzy zamiast niej chca lekcji innej
religii lub etyki, to zobaczymy w ilu szkolach naprawde trzeba bedzie zatrudniac
katechete.
Osobnym zagadnieniem jest kwestia wynagradzenia katechetow. Tu
rowniez trudno sie pogodzic z faktem, ze kontrolowana przez panstwo instytucja
zmuszona jest placic za "wyklady" niezgodne z obowiazujacymi programami
nauczania, przez to panstwo formulowanymi. Znow schizofrenia, ktorej
niezwlocznie nalezy polozyc kres.
Co ciekawe, wystarczyloby prawdopodobnie
wylacznie egzekwowanie istniejacych przepisow o nadzorze pedagogicznym, aby juz
na poziomie kuratoriow rozstrzygnac, ze za pogadanki (bo przeciez nie lekcje
zgodne z zatwierdzonym programem) nie nalezy placic nauczycielskich
pensji.
Tylko kto sie na to odwazy w panstwie zdominowanym przez Kosciol i
katolickich integrystow okopanych na wszystkich frontach dzieki jego
potedze?
Racje ma autor artykulu, niestety, spostrzegajac iz wieloletnie
dzialanie maszynerii koscielnej dominacji "wdrukowalo" w swiadomosc
spoleczna przeswiadcznie, ze Kościół i religia są
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.23874 Seconds