|
Nie jestem fanem ulicznych ruchawek i konfrontacji. Nigdy nie byłem zadymiarzem. Od prawie dwudziestu lat trenuję karate i potrafię się obronić, ale jakoś nigdy nie miałem ochoty kopać się z debilami. W latach 80-tych moje uczestnictwo polityczne ograniczyło się do rozlepiania plakatów, nawołujących do bojkotu wyborów (w lipcu 1985) i do trzydniowego strajku na Uniwersytecie Gdańskim (w kwietniu 1988). Pojechałem wziąć udział w „Kolorowej Niepodległej“, bo uważam, że czasem trzeba wykazać się cywilną odwagą. Ktoś przecież musi – naziole robią się niebezpieczni. W latach 30. nikt przeciwko nim masowo nie zareagował, więc szybko urośli w siłę. Przemoc rodzi przemoc, więc żadna walka nie ma sensu. Ale reagować trzeba. Brać udział w protestach, mówić swoje, nie chować głowy w piasek.
Owszem – kiedy szedłem z gitarą na Wilczą, czułem adrenalinę. Wokół mnie zbierało się coraz więcej zakazanych gąb z biało-czerwonymi flagami. Jakiś sympatyczny fan powiedział mi, że parę metrów dalej kilkunastu głąbów skopało kolesia, podczas gdy policja nie interweniowała. Gdy doszedłem do Wilczej, zobaczyłem kilkutysięczny tłum ludzi. Za chwilę wyszły do mnie dwie dziewczyny, które przeprowadziły mnie przez kordon policji. Znalazłem się w samym środku kolorowej ciżby. Miałem na sobie t-shirt i skórę; wymarzłem, idąc na Marszałkowską. Wdrapałem się na Drzymałowy wóz organizatorów, z którego do tłumu przemawiali m.in. Kazia Szczuka, Mikołaj Lizut i Krzychu Krauze. Z marszu zagrałem parę numerów, począwszy od prowokacyjnego „Dymać Orła Białego“ – od razu zrobiło mi się cieplej. Mam nadzieję, że całej reszcie również. Pozostałem na wozie i obserwowałem sytuację. DJ-e serwowali zacną muzę – reggae, soul, funky, jazz big bandowy, wszystko, co dało się tańczyć.
Obserwowałem bawiący się tłum i przez chwilę poczułem coś na kształt wzruszenia. Ci młodzi ludzie, zgodnie pląsający nawet w rytm głupiego charlestona, zgromadzili się tu, żeby świętować 22 lata wolności. Dowolności, różnorodności, otwartości, tolerancji – dla cudzoziemców, dla ludzi innych ras i wyznań, dla gejów i lesbijek. Maszerował na nas tłum twardogłowych narodowców, otoczonych kibolami i naziolami. Tłum ludzi, których ideologia to konfrontacja, święta wojna, Bóg, honor, ojczyzna i czystość rasowa. Było nas dwa tysiące, ich – około pięciu. Gdyby nie policja oraz ludzie z polskiej i międzynarodowej Antify, rozpieprzyliby nas w drobny mak.
Oglądałem kolorowy tłum i zamieszki, dumając nad tym, że Polska jest głęboko podzielona. Po 22 latach wolności widać to coraz wyraźniej – dzielimy się na element postępowy i wsteczny. Czy jest na to jakieś remedium? Rozmawiać, jeśli tylko da się rozmawiać. Ale jeśli w tłumie narodowców obok moich kolegów – Janka Pospieszalskiego, Pawła Kukiza i wielu, wielu innych – dziarsko maszerują grupy kiboli i neonazistów, sprawa się komplikuje. Jak tu rozmawiać i o czym? O pladze żydowstwa, Polsce dla Polaków i potrzebie trzeciej wojny światowej?
Żródło: bloog Tymona Tymańskiego
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...