Tomiałojć: Czarnobyl po 23 latach

,
+A -A

Nasza wiedza o skutkach tej katastrofy jest wciąż nikła.

Czarnobyl, największa katastrofa w krótkiej historii energetyki jądrowej, wciąż nie jest obiektem poważnych międzynarodowych badań. Na badania związane z atakiem na World Trade Center wydano wiele miliardów dolarów, na Czarnobyl podobno tysiące razy mniej i to mimo iż od katastrofy na Ukrainie upłynęło cztery razy więcej czasu (Moeller i Mousseau 2006). Jest to miażdżący zarzut pod adresem polityków i biznesu, których nie interesuje los ludzi już poszkodowanych ani przyszłych ofiar podobnych – możliwych – wydarzeń. Słabo znamy wpływ tego wypadku na organizmy żywe; naszą skąpą wiedzę zawdzięczamy tylko determinacji nielicznych niezależnych badaczy. A przecież niektóre ze skutków Czarnobyla dotyczą całego kontynentu, a więc wszystkich Europejczyków; wiedza o skutkach skażenia radioaktywnego w oczywisty sposób ma ogromne znaczenie dla przyszłości, w przypadku następnych awarii, użycia broni jądrowej przez terrorystów (w tym „brudnych bomb”) czy lokalnych wojen jądrowych.

Dlaczego przez niemal ćwierć wieku niezależne gremia w rodzaju ONZ czy władze UE nie powołały multidyscyplinarnych zespołów badawczych, tylko co najwyżej zespoły biurowe (Chernobyl Forum), przepisujące z jednego raportu do drugiego wygładzone  opinie (Anonymus 2006)? Można odnieść wrażenie, że nie zależy im, żeby społeczeństwa poznały prawdziwy rozmiar i skutki napromieniowania radioaktywnego. Znamienny jest też fakt, że (jak można wyczytać między wierszami w Wikipedii) szereg grup oceniających zza biurka przypadek Czarnobyla było finansowanych przez potężne lobby militarno-przemysłowe. Czy nie mamy tutaj do czynienia z konfliktem interesów? Zapewne z tego właśnie powodu część wyników badań jest ukrywana. Nie słyszałem na przykład nigdy o ujawnieniu wyników okrutnych eksperymentów, polegających na celowym napromieniowaniu w 1949 roku swoich żołnierzy w rejonie fortu Hanford w USA czy mieszkańców osady Muslimowo na Syberii.
 
Jakie są negatywne skutki katastrofy w Czarnobylu?

Nie wiemy, co jest w tym zakresie prawdą, a co nie. Nie mogą jednak być prawdziwe wszystkie sprzeczne doniesienia na temat liczby ofiar katastrofy w Czarnobylu: że było to tylko 31 osób (Jaworowski 2006, 2009 i Andrzejewski 2009); albo ok. 66 osób, w tym 15 dzieci, plus ok. 4000 spodziewanych śmiertelnych skutków raka tarczycy (raport agend międzynarodowych – Anonymus 2006); albo już zmarłych 4056 osób (Sovacool 2008), bądź od 24 000 do 50 000 ludzi (według wielu świadków: M. Gorbaczowa, generałów i akademików rosyjskich prowadzących akcję likwidacji skutków awarii, wypowiadających się w dokumentalnym filmie The Battle of Chernobyl, oraz Międzynarodowej Organizacji Lekarzy Przeciw Broni Atomowej – IPPNW 2006). Możliwe również, że spośród 5 mln silniej napromieniowanych zmarło już ok. 60 000 ludzi (według Związku Czarnobylców), a nawet wielokrotnie więcej (prof. Jabłokow w książce publikowanej obecnie przez New York Academy of Sciences).

Zastanówmy się nad opracowaniami, do których mamy pełniejszy dostęp. Przez ćwierć wieku rozpowszechniana jest wersja MAEA, jakoby w wyniku owego wydarzenia zmarło tylko 31 osób. W Polsce wersję tę powtarzają prof. Z. Jaworowski (2006, 2009), a  ostatnio dr K. Andrzejewski (2009). Powołują się oni na „staranne badania” Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego, gremium współdziałającego z MAEA, organizacji żywotnie zainteresowanej pomniejszaniem negatywnych skutków katastrofy, co uwidoczniło się podczas konferencji w Wiedniu w roku 1988. Wtedy to zachodni atomiści zakrzyczeli i wyśmiali prof. W. Legasowa, który przewidywał śmierć ok. 40 000 osób, a będąc sam napromieniowany, popełnił potem samobójstwo (uczynił to też I sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy Szczerbicki). Notabene obu tych ofiar Czarnobyla też nie uwzględnia się w rachunkach. Stosuje się tu prosty trik: tylko zmarli bezpośrednio po katastrofie są jej ofiarami, a nie są nimi ludzie, którzy zmarli kilka lat później bądź ci, którzy umierają do dziś. Nawet jeśli ich śmierć jest zdecydowanie przedwczesna, podobno nie da udowodnić, że zmarli od napromieniowania.

Diametralnie inaczej skutki Czarnobyla (nie tylko wybuchu, ale i napromieniowania) oceniają Międzynarodowa Organizacji Lekarzy przeciw Energii Jądrowej (IPPNW 2006) oraz dwa filmy dokumentalne poważnych stacji telewizyjnych, Discovery oraz BBC: The Battle of Chernobyl oraz The Tears of Chernobyl. Początkowo prawdę ukrywały też władze radzieckie, ale po decyzji Gorbaczowa rozmiar i prawdziwe skutki katastrofy ujawniono podczas konferencji wiedeńskiej oraz w filmie The Battle of Chernobyl. Oczywiście relacje te mogą być obarczone błędem przeszacowania. Za ich wiarygodnością przemawia jednak fakt, że opracowywali je: a) ludzie przebywający w miejscu katastrofy; b) osoby mające dostęp do najtajniejszych dokumentów (jak sam Gorbaczow); c) generałowie osobiście kierujący akcją ok. półmilionowej armii, która opanowywała bezpośrednie skutki katastrofy, d) uczeni rosyjscy, z prof. W. Legasowem na czele, e) bezpośredni poszkodowani spośród półmilionowej rzeszy likwidatorów skutków Czarnobyla (żołnierze, piloci, górnicy i cywile), którzy utworzyli Związek Czarnobylców, by walczyć o prawdę i prawa poszkodowanych; f) lekarze radzieccy leczący ofiary bezpośrednio po wypadku i później; g) anglosascy lekarze woluntariusze, którzy w szpitalach Białorusi i Ukrainy leczyli tysiące napromieniowanych ludzi lub dzieci urodzonych z wadami rozwojowymi. Według tych licznych, mniej lub bardziej bezpośrednich świadków, liczba ofiar śmiertelnych to dziesiątki tysięcy, liczba ludzi na zawsze wypędzonych z domów – od 330 do 360 tys., a liczba ofiar klęski ekonomiczno-społecznej – miliony. Jeśli zatem ktoś głosi coś innego (Anonymus 2006), i to nie podpisując się pod tym nazwiskiem, to zarzuca kłamstwo wszystkim wspomnianym osobom.

Według filmów dokumentalnych oraz Stowarzyszenia Lekarzy (IPPNW 2006) zmarli prawie wszyscy piloci zasypujący z helikopterów piaskiem i ołowiem krater bloku nr IV oraz ok. 2000 spośród 10-tysięcznej grupy górników spod Tuły wykonujących podkop pod reaktor, a także co dziesiąty z kilkusettysięcznej napromieniowanej armii innych likwidatorów. Ponieważ szacunki te bardzo odbiegają od liczby 31, musiałyby być zafałszowane celowo. Czy jednak władze radzieckie albo lekarze z Zachodu mieli powód, by szerzyć nieprawdę? Ich relacje wspierają liczne ujęcia dowodowe w filmie The Tears of Chernobyl, ukazujące setki młodych ludzi z rakiem tarczycy i dziesiątki dzieci potworków (np. z mózgiem poza czaszką, jednoocznych, bez rąk i stóp, z trzykomorowym „sercem czarnobylskim” itd.), sfilmowanych w szpitalach na Białorusi. Łączna ocena zawarta w raporcie światowej organizacji lekarzy (IPPNW 2006) mówi o 24–50 tys. ofiar śmiertelnych oraz ok. 5000 zmarłych noworodków z wadami rozwojowymi i ok. 10 000 żyjących zdeformowanych dzieci (por. też: Weinberg i inni 2001).

Oceny te są tak nieprecyzyjne, ponieważ mieszkańcy okolic Czarnobyla i likwidatorzy skutków katastrofy rozproszyli się po całym ZSRR, który następnie rozpadł się na kilkanaście państw, objętych zapaścią ekonomiczną i organizacyjną. Nie stworzono zatem kartoteki dla wszystkich potencjalnych ofiar, co teraz zmusza do posługiwania się jedynie niepewnymi szacunkami

Różnica pomiędzy 31 a 24–50 tys. ofiar szokuje i nie daje się wytłumaczyć błędem nieścisłości. Ktoś tu kłamie. Także polskie władze od ćwierć wieku pozwalają rozpowszechniać tylko ocenę lobby atomowego, nie starając się zaprezentować społeczeństwu ani dokumentalnych filmów, ani raportu opracowanego przez bezpośrednich świadków i niezależnych anglosaskich lekarzy. Wspomniane filmy emitowano w polskiej wersji tylko dwa-trzy razy na kanale Discovery, i to po północy. Możemy więc mówić o blokowaniu rozpowszechniania informacji (por. Tomiałojć 2001). Wprawdzie nie posunięto się tak daleko, jak władze Białorusi, które więziły lekarza J. Bandażewskiego (w latach 2001–2005) za prowadzenie eksperymentów nad wpływem promieniowania na deformacje u płodów chomików syryjskich, podobne do deformacji widocznych u dzieci ludzkich.

Ci, którzy zaprzeczają poważnym stratom ludzkim, powinni też wyjaśnić, dlaczego na Białorusi wystąpił w niektórych miejscach 59-krotny wzrost liczby przypadków raka tarczycy u młodych ludzi (największy na świecie szpital w Homlu zajmuje się ich operowaniem i leczeniem), w sąsiednich Czechach – 7–15 krotny, podczas gdy w Polsce nic o tym nie słychać? Nieobecność tak ważnej informacji w polskich serwisach informacyjnych sugeruje uzależnienie naszych mediów od grup interesu chcących ukryć prawdę o Czarnobylu.

Jaka jest prawda?

Leży ona gdzieś pomiędzy plotką i niedoinformowaniem a celowym kłamstwem. Nikt nie wie na pewno, ilu ludzi już zmarło z powodu tej katastrofy. Z pewnością jednak nie 31 (Jaworowski 2006, Andrzejewski 2009). Zauważmy, że pierwszy z autorów wiedział już zaraz po eksplozji, że „więcej promieniowania dostajemy z telewizora niż wskutek tej awarii”. Tak mówił w TV w kwietniu 1986 roku. Skąd miał tę pewność? Czy już wtedy realizował zadanie uspokajania ludzi? Do dziś tamto twierdzenie jest powtarzane mimo wielu odmiennych oświadczeń bezpośrednich świadków. Przeczy mu choćby oświadczenie silnie napromieniowanego dr W. Czernuszenki (1991), dyrektora czarnobylskiej strefy wyłączonej, który już w 1991 roku przekazał brytyjskiemu pismu ocenę, że zmarło kilka tysięcy likwidatorów. MAEA żadnych przypadków śmierci w wyniku napromieniowania nie uwzględnia, skupiając się tylko o tych ofiarach, które zginęły w wyniku wybuchu, ewentualnie jeszcze kilkunastu dzieciach.

Mamy więc tu problem zaufania. Komu wierzyć? Tym, którzy bezpośrednio lub pośrednio byli uczestnikami bądź świadkami działań prowadzonych w Czarnobylu i ZSRR po katastrofie? Czy też uznać tych ludzi za kłamców, i to bezinteresownych, bo za alarmowanie o skutkach katastrofy zapewne nikt im nie płacił? A może jednak powinniśmy zwątpić w prawdziwość raportu ONZ, wydanego razem z MAEA? Osobiście skłaniam się do tej ostatniej opcji, pomimo tych jakoby „żelaznych argumentów” zawartych w raporcie (Anonymus 2006) i w artykułach prof. Z. Jaworowskiego (2006, 2009). Dla mnie znamienne jest, czego w tych opracowaniach brak: śladu współczucia dla milionów ludzi, w różny sposób poszkodowanych w wyniku awarii czarnobylskiej. Zamiast tego mamy w nich absurdalnie rozbudowane optymistyczne informacje i radosną wizję przyszłości, a wszystko wsparte kolorowymi zdjęciami roześmianych ludzi, tak rażąco kontrastującymi z obrazami zdeformowanych dzieci i ran popromiennych u młodych inwalidów, zademonstrowanymi w filmach dokumentalnych. Analizując konkretne elementy tej upiększonej bajki, można dostrzec poważne sprzeczności. Na przykład prof. Jaworowski (2006, 2009) twierdzi, że „tzw. czarnobylskie raki tarczycy są skutkiem dobrego skriningu”, co oznacza, że przypadki te występowały na Białorusi i Ukrainie równie często także dawniej. Mówiąc inaczej – prof. Jaworowski sugeruje, że wzrost ich częstotliwości jest tylko pozorny, wynikający z lepszego wykrywania. To zaskakujące, że lekarz nie dostrzega, iż zwiększona wykrywalność dziwnym trafem ma miejsce akurat w strefach silnie skażonych, podczas gdy podobnego wzrostu nie widać w kontrolnych próbkach pochodzących z nieskażonej części Ukrainy (dokumentują to wykresy i w Raporcie Anonymus 2006, i w raporcie europejskich ministrów środowiska – Anonymus 2003). Tymczasem zagraniczni lekarze twierdzą zgodnie, że po Czarnobylu nastąpił kilkunasto- bądź nawet 59-krotny wzrost częstości takich przypadków, a w północno-wschodniej Polsce podobno ok. 10-krotny. Zaprzeczanie temu jest podważaniem prawdomówności lekarzy diagnozujących lub leczących raka tarczycy w kilkunastu krajach, od Skandynawii, Rosji, przez Białoruś, Czechy, Niemcy, po Prowansję i Korsykę we Francji. Trzeba dodać, że według materiałów z konferencji zdrowotnej w Kijowie (UNSCEAR 2001) kilkanaście lat po katastrofie w krajach poradzieckich stwierdzono nasilające się pogorszenie zdrowia i wzrost przypadków inwalidztwa u 40–50-letnich likwidatorów, coraz gorsze wskaźniki zdrowia u noworodków, zwiększenie komplikacji ciążowych oraz pogorszenie zdrowia populacji dziecięcej. W tym świetle opinie prof. Jaworowskiego wyglądają raczej na politycznie motywowaną półprawdę niż obiektywną ocenę medyczną tego skomplikowanego zjawiska.

Odpowiedzi, których nie ma w raportach MAEA i ONZ

Report MAEA (Anonymus 2006) i podobne mu opracowania Forum Czarnobylskiego podają pewne „fakty” bez uzasadnienia. Tymczasem obiektywny raport w tak kontrowersyjnej sprawie powinien operować konkretnymi wyjaśnieniami istniejących rozbieżności i podjąć otwartą dyskusję z odmiennymi szacunkami innych gremiów. Dokument MAEA odmienne oceny po prostu przemilcza. Brakuje w nim także:
a) jasnej odpowiedzi na pytanie, co się stało z młodymi pilotami helikopterów, którzy według autorów i bohaterów filmu The Battle of Chernobyl już nie żyją; dlaczego raport nie podaje ani ich liczby, ani oceny stanu ich zdrowia?
b) informacji, jaki jest los paru tysięcy ludzi dowodzonych przez gen. Tarakanowa, którzy m.in. własnoręcznie zrzucali silnie radioaktywne szczątki z dachu reaktora nr IV, mdlejąc i wymiotując. Czy wszyscy nadal żyją i w jakim stanie?
c) danych na temat kilkudziesięciu zdeformowanych dzieci pokazanych w filmie The Tears of Chernobyl;
d) informacji, czy wszystkie dzieci z „sercem czarnobylskim” przeżyły ciężkie operacje wykonywane na sercu przez anglosaskich lekarzy woluntariuszy w białoruskim szpitalu, bodajże w Homlu;
e) informacji, czy historia setki ewidentnie chorych dzieci, których zdjęcia pokazywano w muzeum w Kijowie w roku 2000, to tylko nieodpowiedzialna ukraińska manipulacja (choć zgodna z oceną w UNSCEAR 2001);
f) sprawdzenia, czy wszyscy chorzy na raka tarczycy w krajach europejskich z mniej wydolną służbą zdrowia przeżyli tę chorobę;
g) oświadczeń dyrektorów wielkich szpitali w Kijowie, Mińsku, Homlu itd., czy wszyscy chorzy w wyniku Czarnobyla przeżyli u nich leczenie;
h) ustosunkowania do opinii European Environment (2003), że wśród dzieci napromieniowanych na Ukrainie 59,3% uznano w roku 1987 za zdrowe, podczas gdy w roku 2000 już tylko 23,9%, oraz że liczba dzieci z rakiem wzrosła w latach 1993–2000 aż o 55% (Anonymus 2002, UNSCEAR 2001).

Skutki dla przyrody

Równie mało wiemy o dalekosiężnym wpływie katastrofy na dziką przyrodę. Prof. Jaworowski (2009) pisze dziś, jakoby tylko obszar o wielkości 0,5 km2 „niezamieszkany” (przez ludzi) był naprawdę niebezpieczny. Tymczasem wkrótce po katastrofie w poważnym piśmie naukowym „The Trends in Ecology and Evolution” podano (Medvedev 1994), że strefa, na której wyginęły nawet drzewa i wszelkie drobne ssaki wzrosła ok. roku 1991 do 38 km2, a niższy – średni – stopień uszkodzenia lasów odnotowano na 120 km2. Potwierdzają to liczne ujęcia z helikoptera pokazane w filmie The Battle of Chernobyl, ilustrujące rozległe połacie zamarłego lasu. Oczywiście do roku 2009 roślinność w znacznej części zdołała się odbudować, choć stwierdzono silne rozchwianie jej genetycznego przekazu. Nie jest jednak tak, jak twierdzi dr K. Andrzejewski (2009), fizyk jądrowy a nie biolog, kreślący optymistyczny obraz stanu przyrody wokół Czarnobyla. Przyroda tam ponoć rozkwitła, a dowodem na to jest pojawienie się w owej strefie żubrów, łosi, wilków, niedźwiedzi czy orłów bielików. Jest to argumentacja naiwna, typowa dla laików. To oczywiście prawda (Jaworowski 2006, 2009), że organizmy żywe, łącznie z człowiekiem, okazały się bardziej odporne na promieniowanie radioaktywne, niż dawniej sądzono. Jednak, po pierwsze, nic w tym dziwnego, że zwierzęta przenikają do strefy skażonej (nie umieją przecież czytać ostrzeżeń), ani że się w niej zatrzymują jako swoistym „rezerwacie przyrody”, nie będąc tam niepokojone przez ludzi, w tym myśliwych. Po drugie i ważniejsze, ssaki i ptaki niekoniecznie są zdolne do rejestrowania poziomu promieniotwórczości; to zagrożenie może być słabo odczuwalne. Choć z drugiej strony wiemy już, że dla wielu gatunków ptaków zdaje się ono być wyczuwalne, bo preferują gniazdowanie w miejscach o niższej radioaktywności (Moeller i Mousseau 2007, 2007a).

Prawdziwie interesujące byłoby dopiero udowodnienie, że w strefie skażonej zwierzęta są zdrowsze, dłużej żyją i skuteczniej  rozmnażają. Tyle że badań takich lobby atomowe nikomu nie zleciło. Nieliczne wyniki, jakimi dysponujemy dzięki pojedynczym niepokornym uczonym, mówią coś zupełnie innego (Sokolov i inni 1994, Jackson i inni 2005, Moeller i inni 2006). Najpierw odnotowano wyginięcie roślinności i wszystkich gryzoni wokół elektrowni, potem lekarz J. Bandażewski udowodnił eksperymentalnie, że karmione napromieniowaną roślinnością chomiki syryjskie Mesocricetus auratus rodzą dziesiątkami potworkowato zniekształcone potomstwo, z deformacjami podobnymi do tych stwierdzonych u ludzi. Następnie ujawniono, że jaskółki dymówki Hirundo rustica z rejonu Czarnobyla wykazują 5–10-krotnie zwiększoną częstość mutacji powodujących częściowo albinotyczne upierzenie lub niesymetryczność piór w upierzeniu (Moeller 1993). Zmiany te zmniejszają przeżywalność takich osobników (Ellengren i inni 1997). Podsumowując, ponad 25 niezależnych badań przeprowadzonych na różnych grupach organizmów, od roślin, poprzez muszki owocowe, po ptaki, ssaki i człowieka, wykazało (Moeller i Mousseau 2006), że promieniowanie radioaktywne powoduje bardzo wyraźne zmiany cytogenetyczne, w genetycznej zmienności i w częstości mutacji u różnych organizmów żywych. Tylko z powodu niedostatku bardziej wnikliwych, długotrwałych badań nie wiemy jeszcze, jakie to może mieć skutki dla tych organizmów, ani jakie trudności czy cierpienia zmiany te powodują.

Obecnie dysponujemy mocnymi podstawami teoretycznymi (source-sink population model) oraz pierwszymi empirycznymi danymi wskazującymi, że rejon Czarnobyla jest obszarem populacji ptasich reprodukcyjnie niesamodzielnych (Moeller i inni. 2006), egzystujących tam głównie dzięki napływowi imigrantów spoza strefy skażonej, wykazujących potem skróconą średnią długość życia oraz/albo obniżoną rozrodczość. Podobnie silny negatywny wpływ napromieniowania wykazano w przypadku stanu zwierząt bezkręgowych, z których wiele żyje w glebie, której górna warstwa jest obecnie najsilniej skażonym substratem. Nawet jednak żyjące w powietrzu i na roślinach owady oraz pająki wykazują wyraźne obniżenie liczebności wraz z rosnącym gradientem promieniowania (Sokolov i inni 1994, Jackson i inni, 2005, Moeller i Mousseau 2008).

Przewiduje się, że selekcja naturalna będzie eliminowała gorzej przystosowane (mniej odporne) osobniki, dopasowując populacje gatunkowe do obecnego, podniesionego poziomu promieniowania. Dla przetrwania całej przyrody może to nie mieć poważniejszego skutku negatywnego, tyle że są to tylko przypuszczenia, które należałoby zastąpić konkretną wiedzą. Na pewno jednak nie ma dziś podstaw, by odpowiedzialnie stwierdzić coś odwrotnego: że promieniowanie radioaktywne nie miało poważnego wpływu na przyrodę okolic Czarnobyla.

Wyniki uzyskane w badaniach nad zwierzętami udowodniły niezbicie (J. Bandażewski; Moller et al. 2007), że zwiększone dawki promieniowania wywołują u nich liczne deformacje i zwiększoną śmiertelność potomstwa, podobnie jak u ludzi (Feshchenko i inni 2002, Lazjuk et al. 2003). Ponieważ napromieniowane zwierzęta, nie wiedząc o tym fakcie, nie mogły doświadczać stresu psychicznego, podważa to próbę przerzucenia odpowiedzialności za pojawienie się u ludzi w rejonie Czarnobyla podobnych wad na same tylko „psychiczne stany stresowe i złe warunki życiowe” (Chernobyl Forum 2005). Nie wydaje się też możliwe, by ludzie byli znacznie bardziej odporni na promieniowanie od innych ssaków i od ptaków.

Niezbędne są dalsze wnikliwe badania terenowe, zanim będziemy mogli obiektywnie ocenić warunki życia zwierząt w strefie wysokiego i umiarkowanego promieniowania. Nawet dziś nie byłoby za późno, aby rozpocząć tam poważne badania naukowe.

Manipulacja: rzekomo ekologiczne organizacje

Od katastrofy czarnobylskiej minęły 23 lata. Powstaje pytanie, jaką wiedzę o niedawnej przeszłości, którą my jeszcze przecież pamiętamy, będą mieli nasi następcy? Propagując energetykę jądrową, Andrzejewski (2009) wymienia kilka międzynarodowych i krajowych organizacji ekologicznych, zrzeszających ponoć ekologów będących jej zwolennikami. Rzekomo są to już liczne gremia. Twierdzenie to naciągane, ponieważ np. w jednej z wymienianych krajowych organizacji nie znajdujemy nazwisk znanych uczonych o ekologicznym przygotowaniu. O podobnych amerykańskich i niektórych międzynarodowych gremiach tego typu można się dowiedzieć wiele niechlubnych rzeczy z książki prof. prof. Anny i Paula Ehrlichów (Uniwersytet Stanforda) pt. Betrayal of Science and Reason (Zdrada nauki i rozumu) z 1996 roku, jak i pracy Australijczyka T. Flannery’ego Twórcy pogody (2007). Podają oni przykłady tworzenia w USA wywrotowych organizacji posługujących się ekologicznie brzmiącymi nazwami w celu zmylenia opinii publicznej. Organizacje te były finansowane przez wielkie korporacje paliwowo-przemysłowe, których aż 50 utworzyło Koalicję Klimatu Światowego. Formacja ta rozpadła się po roku 2000, kiedy to firma naftowa British Petroleum w obliczu nowych faktów zmieniła zdanie i zredukowawszy emisję gazów cieplarnianych o 20%, rozpoczęła inwestowanie w energetykę słoneczną. Inny wywrotowy dokument antyociepleniowy, stworzony przez F.S. (członka Kościoła Zjednoczonego założonego przez Sun Myung Moona), znany pod nazwą Deklaracji Lipskiej i podpisany przez 79 uczonych, po dochodzeniu okazał się oszustwem, gdyż większość sygnatariuszy była osobami podstawionymi lub nie była naukowcami (Flannery 2007). Ten sam człowiek założył stowarzyszenie Ekolodzy dla Energii Atomowej, mające już członków w Polsce. Był on opłacany przez cztery koncerny paliwowe, co ujawnili działacze rzeczywiście proekologicznej Earth First!. Z kolei stanowisko dr. J. Lovelocka jest dość odosobnione wśród przyrodników i nie wiem, na jakiej wiedzy opiera on swój sąd o skutkach Czarnobyla. Może uwierzył w dane z omawianego wyżej raportu międzynarodowego?

Warto tu zastanowić się nad ogólniejszą kwestią: Dlaczego wszyscy za wszelką cenę chcą wprowadzić u siebie technologię nuklearną? „Otóż prawdziwa przyczyna tkwi w obsesyjnej potrzebie panowania. Spośród wszystkich dostępnych sposobów wytwarzania energii energia jądrowa gwarantuje najwyższą koncentrację władzy politycznej w rękach wąskiej elity. […] Z uwagi na związane z tym aspekty militarne produkcja podlega ścisłej tajemnicy, chronionej przez rozbudowany system policyjny. […] Koncerny naftowe opanowały wszystkie gałęzie przemysłu energetycznego, łącznie z produkcją uranu i plutonu”. Tak wyjaśniał to proroczo amerykański fizyk F. Capra (1982). Pójdźmy więc tym tropem. Produktem ubocznym reakcji rozszczepienia uranu jest pluton wykorzystywany m.in. do produkcji bomb atomowych. Do wyprodukowania jednej potrzeba 4,5–9 kg plutonu, czyli każdy reaktor jądrowy wytwarza ilość wystarczającą do produkcji wielu bomb. „Pluton jest właśnie tym czynnikiem, z powodu którego pokojowe wykorzystanie energii jądrowej wiąże się nierozerwalnie z produkcją broni jądrowej” (F. Capra 1982). To dlatego aspirująca do bycia mocarstwem Francja tak bardzo rozbudowała swoją energetykę jądrową. To dlatego USA tak bardzo obawiają się obecnie rozwoju potencjału atomowego Iranu. I może właśnie dlatego niektórzy nasi „chłopcy w krótkich portkach” chcieliby móc postraszyć sąsiadów polską bombką atomową. Najwyraźniej jednak pozbawieni są choćby krzty wyobraźni, do czego mogłoby to doprowadzić nie tylko Polskę.


Piśmiennictwo
Andrzejewski K., 2009, "Nie straszmy atomem", „Przegląd” 12: 28–30.
Anonymus, 2003, Europe’s environment: the third assessment, European Environm. Agency, Copenhagen (raport z konferencji ministrów środowiska Unii Europejskiej), s. 260–261.
Anonymus, 2006, Chernobyl’s legacy: Health, Environmental and Socio-Economic Impacts, published by Internet, Atom Energy Agency, Austria, s.1–44.
Capra F., 1982, Punkt zwrotny, PIW, Warszawa.
Czernuszenko W., 1991, [wywiad w:] „Independent on Sunday”, 16.04.1991.
Ehrlich A.H., Ehrlich P. R., 1996, Betrayal of Science and Reason. How Anti-environmental Rhetoric Threatens Our Future, Island Press, Washington D.C.
Ellengren H. i inni, 1997, "Fitness loss and germline mutations in barn swallows breeding in Chernobyl", „Nature” 389: 593–596.
Feshchenko S.P., Schroder H.C., Muller W.E., Lazjuk G.I., 2002, "Congenital malformations among newborns and developmental abnormalities among human embryos in Belarus after Chernobyl accident", Cell. Mol. Biol. 48: 423–426.
IPPNW 2006, Health Effects of Chernobyl. International Physicians for Prevention of Nuclear Warfare, Report April 2006.
Jackson D., Copplestone D., Stone D.M, Smith G.M., 2005, "Terrestrial invertebrate population studies in the Chernobyl exclusion zone, Ukraine", „Radioprotection” 40: 857–863.
Jaworowski Z, 2006, "Demony Czarnobyla", „Świat Nauki” 4/176: 46–55.
Jaworowski Z, 2009, "Mity Czarnobyla", „Przegląd” 17: 30-31.
Lazjuk G., Verger P., Gagniere B., Kravchuk Z., Zatsepin I., Robert-Gnansia E., 2003, "The congenital anomalies registry in Belarus: a tool for assessing the public health impact of the Chernobyl accident", Reprod. Toxicol. 17: 659–666.
Medvedev Z.A. 1994. Chernobyl: eight years after. Trends in Ecology and Evolution 9: 369-371.
Moeller A.P., 1993, "Morphology and sexual selection in the barn swallow Hirundo rustica in Chernobyl, Ukraine", Proc. Royal Soc. B, 252: 51–57.
Moeller A.P., Mousseau T.A., 2006, "Biological consequences of Chernobyl: 20 years on",  „Trends in Ecology and Evolution” 21: 200–207.
Moeller A.P., Mousseau T.A., 2007, "Birds prefer to breed in sites with low radioactivity at Chernobyl", Proc. Royal Soc. B, 274: 1443–1448.
Moeller A.P., Mousseau T.A., 2007a, "Species richness and abundance of forest birds in relation to radiation at Chernobyl", „Biology Letters” 3 (5): 483–486.
Moeller A.P., Mousseau T.A., 2008, "Reduced abundance of insects and spiders linked to radiation at Chernobyl 20 years after the accident", „Biology Letters”, 4: 1-5.
Moeller A.P., Hobson K.A., Mousseau T.A., Peklo A.M., 2006, "Chernobyl as a population sink for barn swallows: Tracking dispersal using stable-isotope profiles". Biol. Applications 16: 515–525.
Sokolov V.E., Ryabov I.N., Ryabtsev I.A., Kulikov A.O., Tichomirov F.A., Sheheglov A.I., 1994, "Effects of radioactive contamination on the flora and fauna in the vicinity of Chernobyl nuclear power plant", Sov. Sci, Rev. F Physiol. Gen. Biol. Rev. 8: 1–124.
Sovacool K., 2008, "The costs of failure: preliminary assessment of major energy accidents", 1907–2007, „Energy Policy”, Elsevier Ltd. (w druku).
Tomiałojć L., 2001, "Lobby atomowe w natarciu", AURA 5: 6–8.
UNSCEAR 2001, "Raport of UN Scientific Committee on the Effects of Atomic Radiation": www.unscear.org/chernobyl.html.
Weinberg H.S. i inni, 2001, "Very high mutation rate in offspring of Chernobyl accident liquidators", Proc. Royal Soc. B 268: 1001–1005.
International Atomic Energy Agency, 2006, In Focus: Chernobyl Twenty Years Later, IAEA, Paris, France.

---
Prof. dr hab. Ludwik Tomiałojć, Uniwersytet Wrocławski, biolog, wykładowca podstaw rozwoju zrównoważonego, członek Rady Krajowej partii Zieloni 2004.
Polub Dziennik Opinii na FB   

Multimedia

Jaś Kapela

Jak zostałem poetą klimatycznym?

„Największa katastrofa przed jaką stoimy jest w Polsce tematem, o którym nikt nie mówi” - Jaś Kapela w rozmowie z Jakubem Dymkiem

Instytut Studiów Zaawansowanych

It's the final countdown

Dyskutują: prof. Shalini Randerii, Timothy Snyder, Ivan Krastev, Aleksander Kwaśniewski oraz Sławomir Sierakowski

Igor Stokfiszewski

8. Offeliada w Gnieźnie

Interesuje mnie do jakiego stopnia kino mierzy się z ważnymi obszarami życia - mówi Igor Stokfiszewski podczas 8. Offeliady w Gnieźnie.

Reklama społeczna

Mięso

To jest fikcyjny film, z udziałem aktorów. Prawdziwy horror rozgrywa się codziennie na farmach hodowli przemysłowej