I po co ci te dzieci?

,
+A -A

Czytaj także

Z Jeanette Winterson rozmawia Jakub Majmurek
Jakub Bożek

Często w mediach słyszymy wezwania do posiadania dzieci. Osoby, które dzieci mieć nie zamierzają, muszą się z tego gęsto tłumaczyć. Christine Overall dowodzi, że tłumaczyć się powinni raczej ci, którzy dzieci mieć chcą.

Jestem po trzydziestce i często ktoś z rodziny bezpośrednio, a martwiące się o przyszłe emerytury państwo pośrednio, czyni mi wyrzut, że jeszcze nie mam dzieci. Na przykład dowiaduję się, że odkładając macierzyństwo na później, a nie daj Boże w ogóle nie planując dzieci, postępuję egoistycznie. Dziecko z mojego ciała należy się państwu i przyszłym pokoleniom, należy się moim kolegom, na których emerytury nie będzie miał kto pracować, należy się też moim rodzicom, żeby mieli na starość pociechę. Odmawiam im wszystkim zapewne dlatego, że chcę sama cieszyć się życiem, wydawać zarobione pieniądze tylko na siebie i tylko oszukuję siebie i innych mówiąc, że jeszcze nie jestem na macierzyństwo gotowa.


Wytłumacz się ze swoich dzieci

 

Książka Why have children? nie tylko pomoże mi odtąd lepiej odpierać podobne oskarżenia o karygodne samolubstwo. Christine Overall, filozofka-feministka, proponuje w niej bowiem odpowiedzi na wiele innych moralnych wątpliwości związanych z prokreacją. Robi to przy założeniu, że to kobieta ponosi główny ciężar rodzicielstwa ze względu choćby na naturę, która każe jej nosić ciążę, rodzić, karmić itd. Ta asymetria ról, choć tak oczywista, często bywa lekceważona. Na przykład wtedy, gdy ojciec uważa, że jest pokrzywdzony, bo to kobieta ma prawo decydować o utrzymaniu ciąży lub jej przerwaniu.


Co ciekawe, przez 9 z 10 rozdziałów książki dowiadujemy się, dlaczego, zdaniem autorki, to raczej ci, którzy chcą mieć dzieci, powinni się z tego tłumaczyć.
Człowiek ma moralne prawo do prokreacji (każdy, bez względu na orientację seksualną czy społeczną tożsamość), ale ma też takie samo prawo do tego, by dzieci nie mieć. Gdyby nie to drugie prawo, można by uznać, że dopuszczalne jest zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci. „Bez moralnego uznania i prawnej ochrony autonomii i wolności kobiecego ciała kobiety byłyby co najwyżej prokreacyjnymi niewolnicami” – pisze Overall. Nic – żaden instynkt, żadne prawo – nie „każe” nam mieć dzieci, przy czym istotne jest, by zrozumieć, że realizując swoje prawo do prokreacji, dokonujemy moralnego wyboru, który wpłynie na życie istoty, którą powołamy na świat.


Czy można uzasadniać rodzicielstwo chęcią przedłużenia rodu, przekazania potomkom majątku, poczuciem obowiązku przekazania dalej „dobrych” genów? Ten ostatni argument oznaczałby uznanie, że czyjeś geny są lepsze a czyjeś gorsze, a to otwiera drogę do eugeniki. Te pierwsze natomiast oznaczają między innymi, że swe przyszłe dziecko określamy w kategoriach narzędzia, które ma nam służyć do zrealizowania jakiegoś innego celu – na przykład do tego, żeby nie „zmarnowały się” wypracowane przez nas przez całe życie pieniądze. 


Twoje dziecko i inni

 

A może jestem zobowiązana wobec innych, by mieć dzieci? Wywieranie takiej presji na kobiety jest, zdaniem autorki, moralnie naganne. Jeśli ulegnę presji rodziców, którzy pragną wnuka, znów „posłużę się” własnym dzieckiem jako środkiem do celu – na przykład zadowolenia przyszłych dziadków. Również obietnica złożona partnerowi nie może być wystarczającym powodem – bo jaki będzie los dziecka, które urodziło się tylko dlatego, by ktoś mógł dotrzymać obietnicy?


Nie da się też obronić argumentu o moralnym patriotycznym zobowiązaniu do rodzenia dzieci – uznanie go oznaczałoby bowiem, że ciało kobiety staje się jedynie instrumentem działania na rzecz dobra państwa. 

 

Zamiast psychoterapii?

 

Dziecko może być też dla rodziców wsparciem psychicznym. Pytani o to, odpowiadają często, że kochają dzieci, że dzięki nim osiągnęli w życiu spełnienie, że chcą jeszcze raz przeżyć własne dzieciństwo czy uniknąć samotnej starości. Albo chcą patrzeć, jak dorasta mały ktoś podobny do nich samych, nie tylko fizycznie. To jednak nieprawda. Overall, powołując się na dane statystyczne, tłumaczy, że rodzicielstwo nie czyni ludźmi szczęśliwszymi, bo w naszych czasach wychowanie dziecka wymaga wielkiego wysiłku (również psychicznego). Wiecznie będziemy się martwić o jego zdrowie, przyszłość itd. Założenie, że rodzicielstwo w czymkolwiek pomoże nam, naszemu związkowi, naszej przyszłości, jest więc złudne. A psychoterapeutyczne powody decyzji o rodzicielstwie są jeszcze na dodatek moralnie dyskusyjne (znów dziecko staje się narzędziem do innego celu).


„Czasem mówi się, że bezdzietni ludzie są samolubni, ale to raczej zwyczajowe powody podawane przez tych, którzy chcą mieć dzieci, brzmią dość samolubnie”. W centrum stawia się tu rodziców, nie ma mowy o dobru dzieci. „Trudno powiedzieć, żeby wykorzystanie zależnej od nas osoby do rozwiązywania naszych problemów było fair”. Czy jesteśmy pewni, że jeśli dziecko nie spełni pokładanych z jego przyjściem na świat nadziei, nadal będziemy w stanie zapewnić mu szczęśliwe życie? Decydując się na to, że zostaniemy rodzicami, powinniśmy zdać moralny test w zakresie tego, jak ma się ta decyzja do dobra kobiety i dziecka, czy szanuje autonomię kobiecego ciała, czy na pewno nie oznacza chęci użycia dziecka lub matki jako środka do osiągnięcia jakiegoś celu.


Czy mamy obowiązek nie mieć dzieci?

 

Istnieje też taki oto pogląd. Poród jest koszmarem, dzieci to okropne małe kreatury, konformistyczne, trzeba je zabawiać, kosztują fortunę, rujnują życie rodzicom, których młodość kończy się wraz z początkiem rodzicielstwa. I po któreś, „rodzice nie próbują zmienić świata, bo zbyt są zajęci zmienianiem pieluch”. Odpowiedź Overall brzmi: jeśli masz tak złe zdanie o rodzicielstwie, to po prostu odpuść sobie – bo prawdopodobnie będziesz nieszczęśliwą matką. Jeśli jesteś odpowiedzialna, to świadomie podejmiesz decyzję o tym, żeby nie mieć dzieci, również dlatego, że możliwe, że twoje dziecko będzie nieszczęśliwe. A co z osobami starszymi, które często krytykuje się za to, że chęć posiadania dziecka „w ich wieku” to zwykła fanaberia? Zdaniem Overall nie ma moralnych przeszkód dla posiadania dzieci w późnym wieku, o ile kobieta nie musi przechodzić bardzo kosztownych i ryzykownych procedur medycznych, które mają sprawić, że będzie nosiła dziecko poczęte przy pomocy innej kobiety.

 

Do tego dochodzi problem przeludnienia naszej planety. Skoro w ogóle wciąż rodzi się zbyt wiele dzieci, to my w naszym świecie z dostępem do antykoncepcji, świadomi zagrożeń, jakie niesie ze sobą przeludnienie, powinniśmy wziąć na siebie większy ciężar odpowiedzialności za ten problem. Po prostu. Czy uważamy, że to my powinniśmy rodzić, bo nasze dzieci są jakieś lepsze? Bo białe? Bo mają bogatszych i wykształconych rodziców? Co więcej, ponieważ jesteśmy bogatsi, nasze dzieci o wiele więcej skonsumują przez swoje życie i będą dla planety wielokrotnie większym obciążeniem niż dzieci urodzone w krajach rozwijających się.


Mieć czy nie mieć

 

Jak więc najlepiej postąpić? Overall proponuje, by każdy miał tylko jedno dziecko – na głowę. Jeśli nie mamy do czynienia z rodzicielstwem samotnym, niech będzie to dwoje dzieci na rodzinę. Nie można odbierać ludziom prawa do prokreacji, można jednak przekonywać ich, że jeśli chcą mieć więcej niż jedno dziecko na głowę, mogą zająć się już istniejącymi, adoptując je i w ten sposób nie obciążając dodatkowo środowiska.


Wiem już, że decyzja w każdym wypadku musi być poprzedzona poważną oceną stanu emocjonalnego rodziców. Muszę też odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na pewno jestem w stanie dzieckiem dobrze się zaopiekować (w każdym sensie) i czy na pewno decyzja o jego urodzeniu nie jest podejmowana dlatego, że ta nowa istota ma czemuś albo komuś potem służyć.


Rodzicielstwo może być czymś dobrym – twierdzi w końcu autorka. Dla niektórych naprawdę jest dopełnieniem ich własnej tożsamości. O ile więc dziecko jest celem samym w sobie, decyzja o jego urodzeniu może być czymś dobrym, może też pozytywnie nas zmienić. Drugim najważniejszym dobrym powodem, by mieć dzieci, jest stworzenie nowej relacji z nowym człowiekiem. To relacja rodzicielskiej miłości. Nie miłości bezwarunkowej, ale i nie symetrycznej. Jeśli wiemy, że będziemy w stanie kochać je, dbać o nie, rozumieć je, wybaczać mu, sprawiać, że będzie „kwitło” – możemy uznać, że nasza decyzja o sprowadzeniu go na świat jest moralnie dobra.
Dopóki więc nie będę pewna, że chcę sprowadzić kogoś na świat, że jest mi to niezbędne do osiągnięcia pełni życia, że mojemu dziecku zapewnię miłość i bezpieczeństwo, dopóty nie zdecyduję się na macierzyństwo. I nie będę czuła się winna, gdy ktoś będzie mnie nazywał pasożytem. Czy mam urodzić dziecko na poczet przyszłych emerytur? Po lekturze tej książki pytanie to wydaje mi się już tylko śmieszne. 

Christine Overall, Why Have Children?: The Ethical Debate, MIT Press 2012.

Polub Dziennik Opinii na FB   

...

Nie ze wszystkim się zgadzam, ale pójdźmy dalej - nie tylko inni ludzie nie powinni interesować się tym, czy mam dziecko czy nie, ale mnie tyle samo powinny obchodzić dzieci cudze i cudze zamiary. Dlatego tak samo moralnie naganne jest zmuszanie mnie do płacenia za czyjeś potomstwo. Usługi oferowane przez żłobki, przedszkola i szkoły powinny być opłacane przez samych zainteresowanych, a status podatnika bezdzietnego być równym ze statusem podatnika dzietnego tj. zlikwidować ulgi na dzieci a stawkę podatku obniżyć (bo podatki trzeba oczywiście obniżać, a nie podwyższać). No i skoro pojawia się tutaj krytyka odpowiedzialności pokoleniowej w zakresie emerytur, to może trzeba by system oparty na tejże odpowiedzialności zdemontować, a nie bronić?

...

Pani Overall walczy z jakimkolwiek społecznym wpływem na decyzje kobiet odnośnie ciąży. Oczywiście tylko, jeżeli wpływ ten miałby doprowadzić do rozwiązania pozytywnego. Poza tą, absolutnie tragiczną, sytuacją, pani Overall nic przeciwko \"wpływowi\" nie ma. Mówi nawet kobietom, ILE mają urodzić dzieci. Coś jak Terlikowski i Jurek, z tą różnicą, że tamci wolą wyższe liczby a pani Overall niższe. Pani Szelewa natomiast, nie widzi w takiej arytmetyce ciąży problemu. Boli ją wpływ partnera, rodziny i ekonomistów (z tym ostatnim się akurat zgadzam). Jednak wpływ pod tytułem: \"jedno dziecko to maksimum\", zupełnie jej nie przeszkadza. To trochę jak z tą książką o aborcji, Bratkowskiej i Szczuki. Jest tam taki fragment o tym, co zrobić, kiedy mężczyzna \"zmusza Cię do rodzenia\". Wprawdzie opowieści pań, które mają złe doświadczenia z panami oraz głoszony przy innych okazjach feministyczny dogmat wskazują na to, że mężczyźni raczej częściej unikają odpowiedzialności, niż się do niej garną. Mimo to faceci \"zmuszający\" kobiety do zrezygnowania z dzieci czy ciąży, niemal w ogóle nie występują w feministycznej felietonistyce. Trzeba więc sobie jasno powiedzieć, co tu jest problemem. Otóż nie jest nim \"wpływ\", tylko jest nim ciąża jako taka. I decyzja: mieć dzieci czy ich nie mieć? Mieć teraz czy mieć później? Powiedziałbym, że powinna ona być podjęta przez mężczyznę i kobietę. Wspólnie, racjonalnie. Ponieważ jednak pani Szelewa i pani Overall uważają, że mężczyźni nie mają nic do gadania z powodu biologii (to nie oni rodzą), ja jako wygodnicki samiec, postanawiam się z nią zgodzić. Właśnie! Skoro \"nasz brzuch, nasza sprawa\", to ta decyzja powinna należeć wyłącznie do pań. Mężczyzna może płodzić dzieci jeszcze nawet w \"zaawansowanym\" wieku średnim, bez większego ryzyka dla zdrowia dziecka i z zerowym dla siebie samego. Problemem w realizowaniu prokreacyjnych pragnień jest de facto jedynie kobieca biologia. Skoro więc panie chcą na jej podstawie decydować same, to bardzo proszę. Niech decydują, biorąc wyłączną za tę decyzję odpowiedzialność! \"My\" mamy, na szczęście, czas.

...

Zawsze oburza mnie argument jeśli nie będziesz miała/mieli dziecka to nie będzie miał kto płacić na twoją emeryturę?!? Dużo dzieci rodzi się w rodzinach \"dysfunkcyjnych\" gdzie rodzice nie pracują, korzystają z opieki społecznej często wykorzystując fakt posiadania dziecka. Dużo dzieci rodzi się w polskich rodzinach ale poza granicami Polski (UK, Irl). Dużo osób które urodziło się niedawno i nie pracowało jeszcze (było zbyt młode) już wyemigrowało... Z drugiej strony jest mnóstwo dzieci niechcianych, porzuconych w domach dziecka. Emigrantów (właściwie imigrantów przyjeżdżających do Polski) traktuje się jak obywateli drugiej kategorii, albo w ogóle się ich nie traktuje... więc koniec biadolenia panowie księża i panowie politycy o konieczności posiadania potomka dla dobra najświętszej, umiłowanej ojczyzny...

...

Cytat < Dziecko z mojego ciała należy się państwu i przyszłym pokoleniom . I już w tym momencie zaczyna się chora myśl . Przecież najpierw byli ludzie a państwo stworzyli dla swego bezpieczeństwa . A z tego zdania wynika że najpierw Pan stworzył państwo a później ludzi . Czy nie szkoda czasu na takie filozofowanie ? Przecież od takiej myśli ( jak w cytacie ) tylko krok do pretensji do Rządu że obce dziecko zabrało mi pracę , albo że nie pracuje i nie pożycza w banku , przez co tam odkładają się derywaty , przez co moje oszczędności się zatracą wraz z bankructwem banku . ITD .

Bravo!

Dzieciofobiczna postawa propagowana w ten sposób oczywiście przyczyni się do normalizacji stosunków ekonomicznych tego kraju. Rewelacja

...

Ciekawostka dla austriaka: w Austrii władze zamierzają właśnie znieść opłaty za studia.

ważne przełamanie tabu

Wydźwięk tekstu nie do końca mi się podoba, zazwyczaj tak mam z tekstami feministycznymi, które odrzucają możliwość włączania głosu mężczyzn do jakichkolwiek decyzji. Ale rzadko ktoś odważa się zwrócić uwagę na egoistyczne motywy, jakimi nieraz kierują się ludzie decydujący się na dzieci. I że prawie nigdy nie myśli się o odpowiedzialności za tę nową istotę, jaką sprowadzi się na świat, lecz raczej jak to wpłynie na rodziców, dziadków, społeczeństwo. Czy potencjalni rodzice akurat mają ochotę rodzicami zostać itp. Myślę, że to temat, który powinien częściej być przez etyków podejmowany. Niekoniecznie feministycznych.

...

Pomysł, żeby na każdą parę przypadało jedno dziecko jest równoważny pomysłowi, żeby jedno dziecko przypadało na każdą kobietę. To jest matematycznie dosyć zabawne, bo wtedy w każdym następnym pokoleniu liczba ludzi będzie równa liczbie kobiet pokolenia poprzedniego. Ponieważ liczba kobiet to mniej więcej 50% każde kolejne pokolenie będzie mniejsze o połowę. Czyli mamy na przykład - 50 milionów Polaków - 25 milionów - 12,5 - 6,25 - 3,125 - 1,5 miliona - 750 tysięcy - 375 tysięcy - 187 tysięcy - 93 tysiące - 46 tysięcy - 23 tysiące - 11 tysięcy - 5,5 tysiąca.. czyli potrzeba mniej więcej dwudziestu pięciu pokoleń, żeby uzyskać trójkąt doskonały, bo będzie nas Polaków troje i nie da się tak mieć kogoś na boku, żeby się druga strona nie dowiedziała. Najgorzej, jak to wyjdzie trzech facetów to nie wiem co byśmy zrobili. Jedno pokolenie przyjmuje się że trwa 25 lat, czyli 25 pokoleń to będzie 625 lat. Tyle trzeba czekać żeby doprowadzić ten model do doskonałości. No więc może jedno dziecko na dwie kobiety byłoby lepsze? Matka pracująca i płatna opiekunka na przykład? Wtedy uwiniemy się w jakieś 300 lat, będzie sprawniej.

...

@Spokojny \"Overall proponuje, by każdy miał tylko jedno dziecko – na głowę. Jeśli nie mamy do czynienia z rodzicielstwem samotnym, niech będzie to dwoje dzieci na rodzinę.\"

mgr

znamienne, że głos w tej sprawie zabierają głównie mężczyźni. i że czują się w tym temacie \"równouprawnieni\".

Multimedia

TVKP

Kinga Dunin: Marsz w obronie resztek godności kobiet #Sterniczki

"Lata religii w szkole, propagandy i zawstydzania kobiet zrobiły swoje. (...) Może czas powiedzieć, że aborcja jest czasami dobra, dla kobiety, dla społeczeństwa, więc jest dobra."

Rewolucja 1905

Obchody rocznicy Powstania Łódzkiego - przygotowania

Klip przedstawia pracę Teatru CHOREA nad spektaklem, który odbędzie się w ramach obchodów 111. rocznicy Powstania Łódzkiego – Rewolucji 1905 roku.

Rewolucja 1905

Zaproszenie na 111. rocznicę Powstania Łódzkiego

Zapraszamy na obchody 111. rocznicy Powstania Łódzkiego – Rewolucji 1905 roku. Obchody odbędą się 18 czerwca 2016 roku w Łodzi.

TVKP

Pielęgniarki z Centrum Zdrowia Dziecka tuż po podpisaniu porozumienia z dyrekcją CZD #Sterniczki

W środę, 8 czerwca zawarte zostało porozumienie między pielęgniarkami a dyrekcją Centrum Zdrowia Dziecka. W specjalnym odcinku "Sterniczek" z pielęgniarkami rozmawia Robert Kowalski.