Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stańczuk: Nie wybieram Drukuj
Kinga Stańczuk   
06.08.2009

Przyznam, że wstrząsnął mną tekst Bartosza Machalicy o Powstaniu Warszawskim. O Powstaniu można myśleć jako o zbrodni, katastrofie, przyczynku do polskiego vicarious victimhood, czy jako o bohaterstwie zwykłych ludzi. Fakt, że Powstanie Warszawskie (PW), podobnie jak wiele innych spraw, stało się po roku 1989 figurą w polityce historycznej prawicy, nie oznacza bynajmniej, że samo Powstanie można traktować po prostu jako element prawicowej mitologii. Przeciwnie, polityczny podział w tej kwestii się na naszych oczach zdezaktualizował. Określenie przez władze peerelowskie Powstania Warszawskiego jako zbrodni zrodziło potrzebę obrony tego mitu po 1989. Ten ruch, z różnych względów, zainicjowała prawica. Obrona ta miała na celu na nowo wpisać narrację Powstańców w historię Polski.  

Dowódców Powstania oskarża się przede wszystkim o wydanie wyroku śmierci na ludność cywilną  Warszawy, o bezsens walki. Jednak próba takiej oceny wymaga naprawdę ogromnej wiedzy historycznej i wnikliwości badawczej, dlatego że formułując ją, zajmuje się stanowisko w opozycji choćby wobec Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Twierdził on, że gdyby nie było Powstania, Polska stałaby się kolejną republiką ZSRR. Również znany polski socjalista Adam Ciołkosz pisał o Powstaniu: „Konsekwencją [powstania] jest świadomość, przeświadczenie całego narodu, że nawet tę ograniczoną i skoślawioną wolność, jaką ma Polska obecnie, zawdzięcza naród polski sam sobie. To jest konsekwencja o kolosalnym znaczeniu”. W obliczu wyboru o tak tragicznym wymiarze kategorie sensu i bezsensu stają się siłą rzeczy ideologiczne, bo każda strona jest w stanie przeprowadzić logiczną obronę swojego stanowiska, lecz opiera się na innych przesłankach niż oponent.  

Pisząc o Powstaniu trzeba sobie zadawać szereg pytań. Czym było Powstanie dla „większości” warszawiaków w tamtym czasie? Kto wówczas stanowił tę większość i dlaczego? I jakie to ma znaczenie dla oceny PW? Kto i na ile wpływał na decyzję dowództwa? Na ile wynikała ona z „woli mieszkańców?” Ile i czyjej propagandy kryje się w dzisiejszym sposobie postrzegania PW? Jeśli unikamy odpowiedzi na te pytania, ocena Powstania staje się niemożliwa.


W ostatnim numerze „Przeglądu”( nr 30/2009) pojawia się wypowiedź Jana Ciechanowskiego: „Mit powstał już w czasie powstania, stworzony został przez tych, którzy chcieli usprawiedliwić swoje tragiczne w konsekwencjach błędy”. Jest to zdanie historyka, aczkolwiek z wyraźną antymikołajczykowską tezą. Opowiadanie historii polega na wysłuchaniu wszystkich głosów i spleceniu ich w jedną opowieść. Nie można ignorować głosu tych, którzy wtedy mieli nadzieję. Jan Ciechanowski jest uczonym z Oxfordu, piszącym po angielsku. Przy lekturze należy pamiętać o nienawiści znakomitej większości Emigracji londyńskiej do Bora-Komorowskiego i całej tej formacji. W Londynie przebywał Anders i kiedy dziś odwiedza się jego emigracyjne biuro, (gdzie po dziś dzień znajduje się również sekretariat archiwów emigracyjnych) nadal można spotkać jego współpracowników, którzy wspominają go z nabożeństwem.

Najlepsze obrazy dotyczące Powstania są dialektyczne: nawet Kanał Wajdy, tak negatywny w wydźwięku, pokazuje bardzo ważną dla wybuchu PW wiarę w to, że coś uda się odzyskać. Nie udało się. Jednak mówienie o dowódcach powstania, że doprowadzili do śmierci 200 tysięcy osób i zniszczenia miasta, jest przyjęciem deterministycznej wersji historii, w której nie trzeba już było zastanawiać, jaka będzie hitlerowska odpowiedź na PW, bo „i tak było wiadomo”. Oznacza traktowanie wojska hitlerowskiego jako danej zastanej, elementu oczywistego. Tekst dotyczący Powstania powinien w każdym wypadku pokazywać istnienie drugiej strony, nawet jeśli opowiada się kategorycznie po stronie rachunku ofiar.  

W debacie o PW powraca wątek romantyzmu politycznego. Określenie „romantyzm” w tym kontekście rozumiane jest pejoratywnie, jako nierealistyczna, głupia wiara w powodzenie powstania. „Realizmem” jest liczenie ofiar. Tak wąskie rozumienie romantyzmu politycznego łatwo przekreśla ważny dla etosu lewicy rys romantyczny, który można opisać za pomocą mainheimowskiego ujęcia utopii: należy odnosić się w myśleniu także do rzeczy niemożliwych, ponieważ tylko dzięki dążeniu ku nim może rodzić się zmiana społecznego status quo. Bartosz Machalica pisze, że porażka Powstania doprowadziła do tego, że „Polacy na kilkadziesiąt lat zostali zaszczepieni szczepionką na polityczny romantyzm”. Czyżby? Jeśli bowiem romantyzm polityczny miałby umrzeć wraz z pokoleniem Kolumbów, jak inaczej nazywać późniejszych „romantyków”: Adama Ciołkosza, czy Jacka Kuronia?

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77204 Seconds