|
SPEC S.A. dostarcza ciepło 80 proc. mieszkańców Warszawy. Według danych z 2009 roku zatrudnia ponad 1,8 tys. osób. Jest największą firmą zajmującą się energetyką cieplną w Unii Europejskiej. Wielkość SPEC-u wynika z jego historii – powstałe w 1960 roku przedsiębiorstwo zaopatrywało całe miasto. W 2003 roku SPEC przekształcił się w jednoosobową spółkę akcyjną, której stuprocentowym właścicielem są władze miasta.
Spółka ma świetne wyniki finansowe i dostarcza usługi wysokiej jakości. W 2009 roku zysk netto wyniósł 36 mln złotych. W tym samym czasie inwestycje, m.in. w infrastrukturę, od stanu której zależy jakość usług spółki, wynosiły 140-150 mln złotych. Dzięki nim w Warszawie niemal nie zdarzają się przerwy w dostawie ciepła. Ceny ciepła są jednymi z najniższych w Polsce. Działająca w spółce „Solidarność” przekonuje, że to właśnie dlatego, że SPEC jest przedsiębiorstwem publicznym. Z przygotowanego przez związek zestawienia wynika, że w miastach, gdzie zakłady ciepłownicze zostały sprywatyzowane, w ostatnich latach doszło do znacznego wzrostu cen ciepła. W latach 2008 – 2010 cena za gigadżul ciepła we Wrocławiu wzrosła o 7,25 zł, w Szczecinie o ponad 13 zł, a w Warszawie – o 4,21 zł. Związek przypomina też, że wszelkie inwestycje SPEC wykonuje ze środków własnych, np. gdy w związku z naprawą ulic sieć ciepłownicza wymaga przebudowy.
Sprzedaż na siłę?
Decyzję o rozpisaniu przetargu podjęto na początku tego roku, choć faktycznie myślano o tym już dużo wcześniej. W 2009 roku została przyjęta uchwała o rozpoczęciu prac przygotowawczych do prywatyzacji SPEC. Radni PO – wtedy w koalicji z SLD – przekonywali, że nie chodzi wcale o sprzedaż spółki, ale o wycenę jej wartości. 31 grudnia 2010 roku władze miasta odebrały zamówione analizy – wśród nich była strategia prywatyzacji SPEC. Władze planują sprzedać 85 proc. akcji spółki, 15 proc. zostawiając pracownikom.
Z decyzją o sprzedaży nie zgadzają się działające w SPEC-u związki zawodowe. Zwracają również uwagę, że na rynku ciepła w Warszawie może wyrosnąć monopolista. „Vattenfall sprzedaje swoje elektrociepłownie, które są jedynym wytwórcą ciepła sieciowego na rynku warszawskim. Może być tak, że nowy właściciel przejmie SPEC i Elektrociepłownie Warszawskie. Gdy prywatyzowano Elektrociepłownie Warszawskie, mówiono, że trzeba zdywersyfikować działalność na rynku ciepłowniczym w Warszawie. Teraz może dojść do powstania monopolu, ponieważ źródło i dystrybutor ciepła będą w jednym ręku” - mówi Grażyna Świerczyńska, przewodnicząca „Solidarności” w SPEC-u.
Dlaczego miasto zdecydowało się na sprzedaż dochodowej spółki o strategicznym znaczeniu? Na początku twierdzono, że SPEC wcale nie jest w dobrej kondycji finansowej. Gdy okazało się, że to nieprawda, plany sprzedaży zaczęto tłumaczyć koniecznością zdobycia pieniędzy na inwestycje. Problem w tym, że przewidywane dochody ze sprzedaży SPEC -u nie pokryją kosztów budowy Mostu Północnego – ma on kosztować miliard złotych, a dochody z prywatyzacji (ujęte w planie budżetowym, bo władze miasta nie chcą mówić o niczym wprost) mają wynieść 750 mln zł. Związkowcy zwracają uwagę, że jest to mniej niż 85 proc. wartości spółki, którą szacują na 1,5 mld złotych. Niepokoi również fakt, że w ramach prywatyzacji brani są pod uwagę również inwestorzy finansowi, którzy z reguły nie są zainteresowani długoterminowymi inwestycjami, tylko szybkimi zwrotami.
Władze miasta przekonują, że na prywatyzacji SPEC warszawiacy tylko zyskają, ponieważ „prywatny zarząd z reguły działa sprawniej od publicznego” (cokolwiek ta reguła w przypadku monopolisty będzie oznaczać). Zarzucają przy tym związkowcom, że manipulują danymi i bezzasadnie straszą prywatyzacją. „Przykłady podawane przez pracowników są oderwane od realiów. Nie wynika z nich, jaka część wzrostu cen leży po stronie dystrybutora, a jaka po stronie producenta” – mówi wiceprezydent Warszawy Jarosław Kochaniak. Dodaje, że ceny ciepła są regulowane przez Urząd Regulacji Energetyki, więc po prywatyzacji nie wzrosną. Związkowcy odpowiadają, że w praktyce jednak URE zajmuje się „przyklepywaniem” cen podanych przez przedsiębiorstwa. Radni SLD twierdzą, że kary nakładane na podmioty zawyżające ceny są na tyle niskie, że opłaca się łamać ograniczenia. „Solidarność” przekonuje, że w taki lub inny sposób konsumenci odczują zmianę właściciela: prywatny inwestor, nastawiony na zysk, będzie chciał odbić sobie koszta zakupu, więc albo podniesie ceny ciepła, albo ograniczy inwestycje.
Według „Solidarności” publiczny właściciel jest najlepszy dla SPEC-u. Związek ma też wiele przykładów na to, że prywatyzacja sieci ciepłowniczych przyczynia się do pogorszenia jakości usług. W Bydgoszczy miasto musiało wykupić wcześniej sprywatyzowane ciepłownictwo, ponieważ nowy właściciel doprowadził do degradacji sieci. W Częstochowie 80 tys. ludzi przez kilka dni nie miało ciepła, ponieważ, jak twierdzą związkowcy, prywatyzacja tamtejszego ciepłownictwa doprowadziła do zwolnień i nie miał kto doglądać sieci. Inwestor – fińska firma publiczna Fortum – była co prawda zobowiązana do tego, żeby przeznaczać pewną sumę na inwestycje, ale nikt nie sprecyzował, czego mają one dotyczyć. Nowy właściciel zamiast zainwestować w już istniejącą infrastrukturę, zbudował nową ciepłownię.
Bez referendum, bez informacji, bez kontroli
PO, która ma większość w Radzie Miasta, zamierza doprowadzić transakcję do końca jeszcze w tym roku. Nie pomagają wyliczenia zagrożeń związanych ze sprzedażą ani przykłady z innych miast – Wiednia, Monachium czy Kopenhagi. Do 28 marca inwestorzy mieli złożyć oferty niewiążące. Wiceprezydent Kochaniak zapowiedział, że już niedługo dostaną wgląd w dokumenty firmy i rozpocznie się drugi etap prywatyzacji. Odmawia również rozpisania referendum, czego domaga się opozycja.
Obywatelom trudno byłoby jednak podjąć jakąkolwiek decyzję bez odpowiednich informacji na temat prywatyzacji. A władze Warszawy odmawiają ich udzielania. Związki nie wiedzą, co mówić swoim członkom. „Nie dostaliśmy informacji na temat wyceny spółki. O firmach zgłaszających się do przetargu dowiadujemy się mediów” – wylicza Świerczyńska. Nie wiedzą też, jak będzie wyglądała przyszłość pracowników, bo miasto odmawia złożenia obietnicy, że do sprzedaży dojdzie dopiero po wynegocjowaniu pakietu socjalnego. „W takich warunkach związek nie może wykonywać jednego ze swoich podstawowych zadań, jakim jest uspokajanie nastrojów w załodze” – mówi przewodniczący regionu Mazowsze Andrzej Kropiwnicki.
Problem jednak jest dużo poważniejszy, dotyczy bowiem interesu publicznego, i to nie tylko ceny i jakości usług, ale też ekologii i wyboru polityki rozwojowej. W swojej interpelacji do prezydent Warszawy radny Zielonych Krystian Legierski pytał między innymi, czy w umowie prywatyzacyjnej znajdą sie przepisy zabezpieczające interes mieszkańców w przypadku nienależytego wykonywania usług przez SPEC po prywatyzacji i czy zostana w niej określone maksymalne ceny ciepła oraz warunki i ceny przyłączania kolejnych węzłów. Zarząd miasta odmówił udzielenia odpowiedzi na wszystkie jego pytania, zasłaniając się tajemnicą przetargu.
Ten brak odpowiedzi to nie tylko arogancja partii, która ma większość. To odmawianie obywatelom prawa do wiedzy i ewentualnego protestu przeciwko rozwiązaniom, które dotyczą nas wszystkich. Z formalnego punktu widzenia prywatyzacja nie jest jeszcze przesądzona, ponieważ nie zatwierdziła jej Rada Miasta. Warszawski SLD zbiera podpisy pod protestem (miejsca i terminy zbierania podpisów są ogłaszane m.in. na odpowiedniej stronie na Facebooku). A decyzja o tym, czy w ogóle prywatyzować, czy nie, wcale nie jest drugorzędna. Prywatyzacja oznacza bowiem, że miasto, a pośrednio również i obywatele, straci kontrolę nad infrastrukturą i możliwością kształtowania polityki energetycznej. Opowieści o głosowaniu nogami, czy – w tym wypadku – wyborem źródła ciepła w domu, można włożyć między bajki. Indywidualne wybory rynkowe nie tworzą wartości dodanej w postaci inwestycji w dobro wspólne. Dobro wspólne buduje się politycznie.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...