Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sadura: Gra w klasy. O polskiej szkole Drukuj
Przemysław Sadura   
01.09.2010

Liberalni krytycy szkoły koncentrują swoją uwagę na indoktrynacji politycznej lub religijnej stanowiącej zwykle element „ukrytego programu nauczania”. Podejście takie jest nie tyle niepełne, co szkodliwe: ostentacyjne odrzucenie funkcji indoktrynacji samo może bowiem spełniać funkcję ideologiczną. Ukrywa się w ten sposób funkcję uprawomocniania porządku społecznego, czego przykładem może być choćby francuska tradycja laickiego uniwersytetu. Jej neutralność lub wrogość wobec władzy i jej etycznych i politycznych postulatów redukuje podejrzenia co do wkładu systemu nauczania w podtrzymywanie ustalonego porządku. Inaczej w Polsce, gdzie skoncentrowanie ognia krytyki na treściach politycznych – jawnie wprowadzanych do programu nauczania przez skrajnie prawicowych ministrów edukacji (Giertych, Legutko) – lub religijnych – obecnych w polskiej szkole stale od czasu wprowadzenia religii – skutecznie odwraca uwagę publiczną od podstawowego problemu polskiej szkoły, jaką jest narastająca selekcja.


Podobny charakter ma krytyka, której źródła lokują się pomiędzy myślą liberalną a lewicową, koncentruje się ona na dyskryminacji poszczególnych grup społecznych, takich jak kobiety, niepełnosprawni, mniejszości etniczne lub seksualne. W tym przypadku błąd polega na niedostrzeganiu większego problemu: nakładania się różnych wykluczeń oraz istnienia podstawowej „matrycy reprodukcji” wpisanej w system szkolny. Poprzestawanie na motywowanej „poprawnością polityczną” analizie dyskryminacji ze względu na  dającą się wyodrębnić określoną cechę społeczną (płeć, pochodzenie etniczne lub społeczne) jest błędem, jeśli gubi uwikłanie poszczególnych wykluczeń w całą ich strukturę. Coraz bardziej powszechną formą krytyki systemu oświatowego i selekcji szkolnej jest walka o „demokratyzację dostępu do szkoły i kultury”, posługuje się ona argumentami zaczerpniętymi z języka racjonalności ekonomicznej: krytyki „marnowania talentów”, troski o niską efektywność lub produktywność systemu oświatowego, mierzoną między innymi wielkością tzw. odpadu edukacyjnego. Krytyka ta ma w gruncie rzeczy charakter neoliberalny. Zakłada uproszczony model systemu edukacyjnego, który optymalnie, a więc przy najniższych możliwych kosztach, odpowiada na techniczne zapotrzebowanie na wykształcenie i potrzeby rynku pracy. Dodatkowym skutkiem takiego technokratycznego podejścia jest wykluczenie analizy nieekonomicznych funkcji systemu nauczania. W Polsce badania empiryczne utrzymane w tym nurcie realizował m.in. Instytut Spraw Publicznych.


Od klasy społecznej do klasy szkolnej


Przełomem w socjologii edukacji okazała się opublikowana w 1970 roku Reprodukcja Pierre’a Bourdieu i Jean-Claude’a Passerona. Ta krytyka systemu szkolnego ma charakter totalny, całościowy i systemowy, a zarazem jest silnie zakorzeniona w badaniach empirycznych. Jej zalety są szczególnie widoczne, gdy skonfrontujemy ją z omówionymi powyżej kierunkami krytyki systemu szkolnego. Centralna teza książki Bourdieu i Passerona brzmi: system nauczania przyczynia się do reprodukcji struktury społecznej, a w społeczeństwie nowoczesnym reprodukcja typu szkolnego stopniowo wypiera reprodukcję typu rodzinnego. Ogromne znaczenie ma przy tym przekaz i gromadzenie kapitału kulturowego, przyczyniającego się w coraz większej mierze do określania pozycji w społeczeństwie oraz dystrybucji szans dostępu do dóbr i usług. Nierówności społeczne są utrwalane, reprodukowane oraz legitymizowane m.in. poprzez nierówny dostęp przedstawicieli różnych klas społecznych do poszczególnych szczebli edukacji, a także przekaz treści składający się na ukryty program szkolny.


Banałem jest stwierdzenie, że członkowie klas wyższych poziomem posiadanej wiedzy oraz ilością uzyskanych dyplomów uniwersyteckie, dystansują członków klas niższych. Jednak odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, wcale nie musi być banalna. Bourdieu pokazał, że przynależność do odpowiednich kategorii społecznych – skutkująca nabywaniem odpowiedniego habitusu klasowego (względnie sztywnego systemu myślenia i działania, który jest kalką atmosfery kulturalnej w rodzinie i kompetencji kulturowych rodziców) – skłania jednostki do zdobywania wykształcenia na miarę aspiracji zgodnych z ich etosem klasowym. Teoria habitusu, tzn. miejsca uwewnętrzniania tego, co zewnętrzne (np. etosu klasowego) i uzewnętrzniania tego, co wewnętrzne (np. dyspozycji do określonego sposobu działania), pozwala ujawnić społeczne warunki uprawomocnienia panującego porządku społecznego. Tradycyjny system nauczania przyczynia się do utrwalania struktury stosunków klasowych i tym samym do jej uprawomocnienia – ukrywając fakt, że produkowane przezeń hierarchie szkolne reprodukują hierarchie społeczne. Dopasowanie się nierówności szkolnych i nierówności społecznych zapewnia struktura szans osiągnięć szkolnych, utrwalana przez odpowiednie dyspozycje do wykorzystywania szkoły i predyspozycje do osiągnięć szkolnych. W przypadku klas wyższych są one pozytywne, w przypadku niższych – negatywne i prowadzą do autoeliminacji: „deprecjacji siebie, dewaloryzacji szkoły, pełnego rezygnacji zaakceptowania niepowodzenia szkolnego lub wyrzucenia ze szkoły”.

  

Jednocześnie warstwy wyższe kontrolują sfery symboliczne, na których oparty jest system szkolny. W ten sposób narzucają mu swoje wartości, schematy postrzegania, myślenia oraz kody językowe. Uczniowie z warstw uprzywilejowanych mają więc ułatwiony odbiór przekazywanych treści i w związku z tym osiągnięcie sukcesów szkolnych. Co więcej, szkoła przekazując wiedzę i ucząc języka, nie daje tego, co jest najbardziej cenione przy selekcji do najbardziej prestiżowych placówek  –  dystansu do języka i wiedzy szkolnej. W ten sposób nawet ci, którzy – często dzięki ogromnemu wysiłkowi – w najwyższym stopniu opanują wiedzę szkolną, w przyszłości narażą się na zarzut posiadania właśnie zbyt „szkolnej” wiedzy. 

  

Mechanizmy reprodukcji w polskiej szkole 

  

Selekcja uniwersytecka stanowi zaledwie wierzchołek góry lodowej. Tylko ujawnia skumulowane efekty selekcji na wszystkich niższych szczeblach edukacji: od przedszkola po szkołę średnią. Dlatego nie da się mówić o selekcji na poziomie studiów wyższych bez uprzedniej analizy roli szkoły i jej programu w odtwarzaniu różnić klasowych. Przyjrzyjmy się zatem kilku najważniejszym mechanizmom, które powodują, że polski system oświatowy od przedszkola po maturę służy selekcji, która swój ostateczny wyraz znajduje w nierównym dostępie do kształcenia wyższego.

  

Opieka przedszkolna 

  

Największe nierówności pojawiają się na samym początku, gdyż każda rodzina wyposaża dziecko w jakiś habitus. Im bardziej zróżnicowane społecznie, kulturowo i materialnie społeczeństwo, tym większe różnice w kompetencjach, jakie dzieci otrzymują jeszcze w domu. W Polsce nierówności społeczne są bardzo duże, dlatego jak najwcześniej powinny pojawiać się: edukacja przedszkolna i szkolna. 

Dostęp do opieki przedszkolnej nie jest równy: w mniejszym stopniu mają go mieszkańcy wsi oraz przedstawiciele środowisk marginalizowanych. Tymczasem edukacja przedszkolna kształtuje umysł dziecka, ukierunkowuje jego myślenie, uczy komunikowania się z innymi ludźmi i innymi światami społecznymi. Badania prowadzone na całym świecie pokazują, że im wcześniej dziecko rozpocznie edukację przedszkolną, tym większe są jego szanse na uzyskiwanie wyższych ocen w przyszłości. Związek ten jest tym silniejszy, im niżej zejdziemy na drabinie hierarchii społecznych. Tymczasem edukacja przedszkolna jest jedynym elementem polskiego systemu edukacyjnego, który nie znalazł zainteresowania reformatorów. Zmiany zaczęto od tworzenia gimnazjów, które powstały między innymi po to aby wyrównywać szanse życiowe młodzieży, nie dotykając niczego poniżej tego szczebla. Uczestnictwo polskich dzieci w wieku 3 – 6 lat w systemie przedszkolnym jest bardzo niskie tak w porównaniu z innymi krajami, jak w stosunku do czasów sprzed transformacji. Obecnie zaledwie połowa dzieci w tym wieku chodzi do przedszkola, co w największym stopniu przyczynia się do wzrostu nierówności.


Egzamin szkolny: eliminacja i selekcja 

  

Jednym z najważniejszych mechanizmów selekcji był i jest egzamin szkolny. Historia tego wynalazku jest zbyt długa, aby ją tu omawiać. W swojej tradycyjnej – ustnej lub pisemnej – formie służył rozpoznaniu „stylu” ucznia i stwierdzeniu, czy dobrze rokuje. Obecnie dominującym trendem jest standaryzacja egzaminów w postaci testów zewnętrznych. Twórcami tego instrumentu byli angielscy neokonserwatyści, jednak nie brakuje zwolenników tego rozwiązania wśród przedstawicieli innych opcji politycznych. Nierzadko osoby popierające standaryzację oceny wiedzy uczniów uważają, że pozwala on zniwelować przewagę, jaką uczniom „lepiej urodzonym” daje kapitał kulturowy rodziny. Badania przeprowadzone w pierwszych latach funkcjonowania „egzaminów zewnętrznych” na zakończenie szkoły podstawowej w Polsce przeczą tym nadziejom. Wyniki testów wykazały silniejszy związek ze statusem ekonomiczno-społecznym (SES) rodziny ucznia, choć i w przypadku „zwykłych” ocen szkolnych SES jest najważniejszym czynnikiem wyjaśniającym ich wysokość. Badania pokazały, że wynik testowania poprawia pozycję chłopców względem dziewczynek oraz pozycję uczniów z klas wyższych kosztem uczniów z warstw niższych.

  

Można więc powiedzieć, że kosztowne narzędzie w postaci egzaminów zewnętrznych działa nadzwyczaj dobrze, ale jego potencjał jest marnowany. Gdyby testy tego typu były przeprowadzone po trzeciej klasie szkoły podstawowej, mogłyby motywować nauczycieli do podniesienia jakości pracy i dawać możliwość indywidualnej diagnozy każdego dziecka na wczesnym etapie edukacji. Egzaminy przeprowadzane na koniec szkoły podstawowej mogą tylko wzmagać selekcję.

  

Nawet jednak tam, gdzie różnice społeczne ujawniane przez wyniki testów zewnętrznych wydają się mniejsze niż można by się spodziewać (np. pomiędzy miastem a wsią), socjologowie edukacji są dalecy od optymizmu. Wynik testów nie zdają sprawy z rzeczywistych dystansów cywilizacyjnych, lecz ze szczególnego rodzaju umiejętności szkolnych, na których z roku na rok coraz bardziej koncentrują się nauczyciele. Jeżeli przez kilka lat dzieci w szkole nie robią nic oprócz szkolenia umiejętności wypełniania testów, to wypadają w nich coraz lepiej. Funkcją wczesnej edukacji staje się przygotowanie do egzaminów i testów. Różnice ujawniają się jednak wówczas, kiedy bada się wybory życiowe młodzieży: widać wyraźnie, że dystanse wcale się nie zmniejszają. Młodzież wywodząca się z rodzin z klas ludowych – chłopskich, robotniczych – wybiera zwykle gorszy typ szkoły (dający mniejsze szanse dostania się na studia niż liceum ogólnokształcące), a w obrębie tego samego typu – placówki przyjmujące bez konkursów i dodatkowych kryteriów selekcyjnych. Tak więc nawet jeśli efekt selekcji i eliminacji egzaminacyjnej nie jest wyraźnie widoczny, silnie działa zjawisko autoselekcji i autoeliminacji.

  

 Drugoroczność 

  

W latach 90. i na początku lat 2000 każdego roku około 2% polskich uczniów nie uzyskiwało promocji do następnej klasy. Tylko co czwarty z nich miał już taki epizod w swojej biografii szkolnej. Oznacza to więc, że z danego rocznika, w ciągu 12 lat kariery szkolnej, drugoroczności mogło doświadczyć nawet kilkanaście procent uczniów. Badania od lat niezmiennie wykazują, że epizod drugoroczności ma dla dziecka poważne konsekwencje negatywne – powoduje niedostosowanie społeczne, ponieważ uczniowie drugoroczni nie są akceptowani w nowych klasach – i praktycznie żadnych pozytywnych – w powtarzanym roku nauki uczniowie nie są aktywni na zajęciach, niechętnie uczęszczają do szkoły, a ich oceny poprawiają się w niewielkim stopniu. Już w latach 60. Jan Konopnicki przekonywał, że „drugoroczność jest dziewiętnastowiecznym przeżytkiem organizacyjnym, szkodliwym z każdego punktu widzenia, politycznie wstecznym, a ekonomicznie bezsensownym”. Dlatego w niektórych krajach – np. w Danii i Szkocji – zlikwidowano instytucję powtarzania klas w całym systemie szkolnictwa obowiązkowego.


Segregacja szkolna i wewnątrzszkolna 

  

Podobnie jak w przypadku programu szkolnego, procedury segregacji szkolnej pełnią funkcje jawne i ukryte. Jawną funkcją ma być zwiększenie efektywności kształcenia poprzez zredukowanie zróżnicowania uczniów w szkołach czy klasach szkolnych i lepsze dopasowanie oferty edukacyjnej do możliwości wychowanków. Funkcją ukrytą jest oczywiście wspomaganie reprodukcji struktury społecznej i nasilanie nierówności społecznych w oświacie. Klasyczne badania Jamesa Samuela Colemana wykazały, że procedury segregacji w niewielkim stopniu przyczyniają się do wypełniania funkcji jawnych. Największy wpływ na osiągnięcia ucznia o słabszych możliwościach ma właśnie poziom innych uczniów. Na wymieszaniu młodzieży o wysokim i niskim statusie społecznym bardzo dużo zyskują słabsi, natomiast mocniejsi tracą bardzo niewiele. W Polsce taki sam rezultat przyniosły badania kompetencji szkolnych piętnastolatków prowadzone przez Ireneusza Białeckiego.

  

W przypadku szkół segregacja może się odbywać na dwa sposoby: po pierwsze w wyniku rekrutacji do szkoły, po drugie w efekcie dzielenia uczniów na klasy. Selekcja związana z rekrutacją jest najsilniejsza w przypadku szkół średnich, gdzie nie obowiązuje rejonizacja: decydują wyniki egzaminów oraz dodatkowe rozmowy kwalifikacyjne. Wszystkie wyniki badań nad związkiem selekcji z pochodzeniem społecznym uczniów na progu przejścia do szkoły średniej pozwalają twierdzić, że efekt segregacji ze względu na status ekonomiczno-społeczny rodziny na poziomie szkoły średniej jest zdecydowanie silniejszy niż na poziomie dawnej szkoły podstawowej i obecnego gimnazjum. W przypadku gimnazjów i szkół podstawowych segregacja odbywa się przede wszystkim w momencie podziału uczniów na klasy szkolne: klasy dla uczniów „zdolnych” i klasy „wyrównawcze”. 

  

Segregacja przestrzenna 

  

Reprodukcji różnic wyniesionych z domu najbardziej sprzyja selekcja dokonująca się na wejściu do szkoły średniej. W przypadku szkół podstawowych i gimnazjów obowiązuje zasada rejonizacji, jednak i tu pojawia się segregacja. Po pierwsze, rejonizacja działa wybiórczo. Samorządy starają się tworzyć coraz więcej szkół nie objętych rejonizacją, a same szkoły (przy wsparciu rodziców) na szereg sposobów obchodzić obowiązujące przepisy. Po drugie, rejonizacja również opiera się na segregacji. Szkoły na warszawskiej Pradze i Mokotowie, w mieście i na wsi, funkcjonują w różnych kontekstach społecznych. Zróżnicowanie przestrzenne ma charakter klasowy: powstanie gimnazjów i motywowana oszczędnościami budżetowymi likwidacja wielu szkół podstawowych na wsi oddaliły dzieci wiejskie od szkoły. Tymczasem negatywna zależność między odległością miejsca zamieszkania dziecka od szkoły i wynikami szkolnymi jest bardzo wyraźna.

  

Autoselekcja i autoeliminacja

  

Wszystkie omówione powyżej mechanizmy warunkują najtrudniej uchwytny i najrzadziej badany – a zarazem w największym stopniu odpowiadający za reprodukcję struktury społecznej – proces autoselekcji szkolnej. Dzieci z klas niższych nie chodzą do przedszkola lub spędzają w nim mniej czasu, w związku z czym gorzej radzą sobie z przyswojeniem programu nauczania w szkole podstawowej. Gorzej wypadają na testach, mają niższe oceny, jeśli mieszkają na wsi i muszą dojeżdżać do szkoły (co wyklucza je z zajęć dodatkowych), często chodzą do osobnych klas. W ten sposób spada ich motywacja do nauki. Jeśli zaczynają wagarować lub dostają najniższe oceny, muszą powtarzać klasę. To w jeszcze większym stopniu obniża ich motywację i zwiększa poczucie wyobcowania w społeczności szkolnej. Zarazem jednak uczniowie ci nabywają przekonania, że „sami są sobie winni”.

  

Cały personel szkolny od dyrektora przez nauczycieli i pedagogów pracuje na to, aby upewnić ich (i siebie) w przekonaniu o słuszności zasady merytokracji (skrywającej jedynie askrypcję - tzn. regułę przypisującą określonemu pochodzeniu społecznemu stosowne szanse edukacyjne).  Obniżona motywacja i aspiracje oraz gorsze wyniki szkolne powodują, że uczniowie z klas niższych trafiają do innych szkół niż dzieci klasy średniej. W liceach profilowanych (tak zwanych nibyliceach) wytwarza się specyficzna kultura szkolna zbudowana na odrzuceniu kultury wyższej i całej oferty edukacyjnej, którą starają się przekazać nauczyciele. W tym czasie młodzież startująca w lepszych warunkach, wyrastająca w innym klimacie domowym, towarzyskim i szkolnym, dobrze władająca kilkoma językami, wybiera szkoły gwarantujące dobre studia na przyszłościowych kierunkach. Syn robotnika woli wstąpić do szkoły dającej dyplom technika, a syn lekarza – podjąć naukę w liceum, przygotowującym do studiów wyższych. 

  

Kierunki zmian 

  

Z całą pewnością nie sposób w kilku zdaniach zaproponować programu naprawiającego system oświaty, którego kompleksowość przypominałaby kompleksowość krytyki systemu edukacyjnego w stylu Bourdieu. Na przeszkodzie skutecznej reformie stoją mechanizmy obronne konserwujące strukturę społeczną. Jak pisał w połowie lat 70. Neville Bennett, powszechne jest przekonanie, że łatwiej jest wysłać człowieka na księżyc niż zmienić coś w praktyce szkolnej. Jednak wbrew dominującym poglądom można i należy oddziaływać na system edukacyjny, wyrównując dostęp do oświaty, zmniejszając selekcję i segregacje szkolną i ograniczając proces reprodukcji struktury społecznej. Wiadomo, że zmiany polskiego systemu oświatowego nie uda się osiągnąć bez zmian w finansowaniu oświaty oraz kształceniu nauczycieli.


Trzeba zwiększyć wydatki publiczne na cele edukacyjne, aby zapewnić podwyżki nauczycielom i skończyć z motywowanym finansowo, a nie merytorycznie, likwidowaniem szkół na wsiach. Modelem powinny być małe przedszkola i małe szkoły, niezależnie od tego, z jakimi kosztami wiąże się ich utrzymanie. System oświatowy należy przeprogramować, tak aby służył zmniejszaniu różnic społecznych, co w dłuższym okresie może okazać się również opłacalne ekonomicznie: badania pokazują, że tam, gdzie różnice są zbyt duże, trudniej utrzymać zrównoważony rozwój społeczny i wzrost gospodarczego. Należy całkowicie wyeliminować segregację wewnątrz- i międzyszkolną w oświacie publicznej. Instrument selekcji, jakim są egzaminy zewnętrzne w obecnej postaci, należy przekuć w narzędzie umożliwiające diagnozowanie możliwości dziecka na wszystkich etapach jego kariery edukacyjnej. 

  

  

Artykuł jest skróconą wersją tekstu opublikowanego w książce Uniwersytet zaangażowany. Przewodnik KP

  

Komentarze
Dodaj nowy
ubik   |02.09.2010 15:52:36
Są i inne problemy. Tylko te dzieci, którym rodzice są w stanie zapewnić
korepetycje mają szanse na dalszą edukację na przyzwoitym poziomie, bo szkoła
tego nie zapewnia. Powoduje to segregację warunkowaną dochodami rodziców i
tradycjami edukacyjnymi (wspomniany habitus) w rodzinie. Rodziny inteligienckie
nawet uboższe kosztem wielu wyrzeczeń starają się zapewnić dziecku edukację.
Osmin  - Możliwości intelektualne   |02.09.2010 14:50:23
Czemu autor nie zauważa słonia w tym składzie porcelany? Czy w zapale
urawniłowkowym nie zauważa, że istnieje coś takiego jak (genetycznie
uwarunkowane) możliwości intelektualne?

Predyspozycje intelektualne do
studiów wyższych (przynajmniej z czasów przed ich całkowitym umasowieniem) ma
ok. 10% społeczeństwa. Jak zatem widzi autor możliwość "rozpłynięcia"
się słabszych dzieci wśród tych 10% (skoro takie korzystne jest lokowanie
słabszych uczniów w bardziej ambitnym środowisku)?
Nawet jeśli istnieje efekt
ciągnięcia w górę, to możliwe jest jedynie rozpłynięcie inteligencji wśród
słabszych, a nie na odwrót. Wówczas inteligencja straci, a dzieci o niższym
statusie nie zyskają. Dlatego nie rozumiem sprzeciwu wobec elitaryzacji
szkolnictwa średniego.
To nie są czasy pofeudalne, w których 75% społeczeństwa
żyje na wsi i trzeba tam szukać diamentów intelektualnych. "Komuna"
inteligencję ze wsi w większości wyciągnęła do miast. Dziwić się teraz, że
dzieci wiejskie rzadziej dostają się na studia to jakaś aberracja.
Nie twierdzę
oczywiście, że jest super-hiper, ale ze swojego doświadczenia wiem, jak
obniżająca aspiracje intelektualne jest nauka wśród głąbów (a zwłaszcza
"elementu").
otokacper  - opieka przedszkolna   |02.09.2010 14:57:47
Przepraszam za brak polskich znakow.

Dziekuje za zwrocenie uwagi na wage
opieki przedszkolnej. Konserwatywna, ,,polsko-katolicka” wizja opieki nad
malymi dziecmi to troskliwa matka, ktora pracuje jako gospodyni domowa i
opiekunka gniazda domowego. Zapomina sie, ze przedszkole nie tylko bawi i
odciaza matke, ktora moze zajac sie dzialalnoscia zawodowa, ale przede wszystkim
uczy rzeczy, ktore trudno przeliczyc na zlotowki. Przedszkole uczy zycia w
spoleczenstwie, pracy w grupie i umiejetnosci komunikacji. Przedszkole jest
pierwszym etapem ksztaltowania spoleczenstwa obywatelskiego.

Kacper
tommek   |02.09.2010 15:18:41
Wyrażenie klucz -‘trzeba zwiększyć wydatki publiczne’ ma być odtrutką na ciągle
spadającą jakość kształcenia w Polsce?
Autor wyciąga zupełnie nieuzasadniony
wniosek jakoby to Bourdieu postulował cokolwiek- jak łatwo pracę naukową
opisującą jakiś wycinek rzeczywistości przekuć na lewicowe postulaty. Na
szczęście w pracach Bourdieu nie pada pomysł ‘zwiększenia wydatków publicznych’.
Druga sprawa, że krytyka systemu edukacyjnego w pierwszej części artykułu
wygląda jakby była skądś przepisana. Nie wiadomo do końca kto i co krytykuje po
przeczytaniu tych kilkudziesięciu zdań. ‘Reprodukcja struktury społecznej’ jest
postrzegana przez autora jako pejoratywna. Rozumiem, że wnioskuje Pan o to aby
‘reprodukcji’ nie było. Ja w tym nie widzę nic złego, ale wnioskować Pan może
oczywiście. Selekcja, segregacja i egzaminy- nie wiadomo- dobre czy złe. Złe jak
się objawiają jako ‘neokonserwatywne’ a dobre jak służą ‘diagnozie
możliwości’… dialektyka, dialektyka, dialektyka. No ale dla takich ‘artykułów’
nie ma alternatywy, albo pisać tak, albo wcale. Pozdrawiam
ubik   |02.09.2010 16:31:37
Osmin: chodzi o to, aby zdolne dzieci z warstw niższych pozbawione odpowiedniego
habitusu miały szanse dalszej edukacji, a nie o to, aby mniej zdolne podciągać
do bardziej zdolnych. Ja tu widzę porażająco anachroniczne myślenie: biedny to
głupi i: bogaci mają zdolne dzieci. To jest jakiś pieprzony feudalizm,
wyjaśniający dlaczego szlachta jest lepsza od chłopów i jakiś pieprzony rasizm z
opowieściami o murzynach nadających się tylko do uprawiania sportu.
Osmin   |02.09.2010 22:02:07
Cytat:
bogaci mają zdolne dzieci

Często tak jest (choć pewnie więcej jest bogatych geszefciarzy, niż
inteligentów). Zwłaszcza po komunie, która jakośtam łowiła zdolnych z
"dołów" społecznych (więc nie za dużo ich w tych "dołach"
zostało). Genów się nie przeskoczy. Podobnież sprawa ma się z
murzynami; nie wiem, czy murzyni są mniej inteligentni, ale to jest sprawa
empirycznie sprawdzalna. I jestem w stanie sobie wyobrazić, że np.
prześladowania kolonializmu wytępiły inteligencję murzyńską - i np. przez
to teraz średnio są mniej inteligentni niż biali.
mergiel   |02.09.2010 23:36:35
Ad Osmin "prześladowania kolonializmu wytępiły inteligencję murzyńską - i
np. przez
to teraz średnio są mniej inteligentni niż biali." To co można
powiedzieć o nas, te powstania, wywózki i emigracje. Odbiło się to na
inteligencji narodu?
Oczywiście dobrze by było, aby wykształcenie i pozycja
każdego obywatela odpowiadała dokładnie jego predyspozycjom.
I to wszystko ma
się udać poprzez centralnie sterowaną edukację. Jeszcze bez powiązania wyników
pracy nauczycieli z ich wynagrodzeniem.
Efekty będą takie same jak w centralnie
sterowanej gospodarce, czyli żałosne.
Najlepsze to: "Instrument selekcji,
jakim są egzaminy zewnętrzne w obecnej postaci, należy przekuć w narzędzie
umożliwiające diagnozowanie możliwości dziecka na wszystkich etapach jego
kariery edukacyjnej." Tylko jak to zrobić w trzydziestoosobowej klasie?
I
kiedy to diagnozowanie ma się zakończyć? Na studiach? To jest możliwe jedynie
gdyby każdy uczeń miał swojego osobistego nauczyciela.
Czy wszyscy inteligentni
ludzie muszą studiować? Czy nie są potrzebni inteligentni mechanicy, hydraulicy
czy elektrycy? Jaki jest sens trwonienia pieniędzy na byle jakie studia dla
większości? Czy koszty kształcenia tysięcy psychologów, marketingowców,
socjologów, historyków kiedykolwiek się zwrócą? Czy studiowanie dla samego
studiowania, tylko dla kwitu ma sens i powinno być sponsorowane z państwowej
kasy? I wreszcie czy ilość przechodzi w jakość?
Moim zdaniem selekcja,
segregacja była, jest i będzie bo tego się nie da uniknąć, a autor tego tekstu
oprócz pobożnych życzeń nie przedstawił żadnego sposobu aby ten problem
rozwiązać.
Pozdrowienia Mergiel
ubik   |03.09.2010 10:22:15
mergiel: Jestem przekonany, że nawet jeżeli nie pracuje się potem w zawodzie, to
studia mają sens, bo usprawniają mózgownicę, uczą bardziej abstrakcyjnego
myślenia, dają pewną ogładę myślową. Lepiej się przy tym również myśli o
polityce i jest się sprawniejszym obywatelem. Tylko, że sfrustrowanym.
Osmin  - re:   |03.09.2010 11:28:01
mergiel napisa?:
To co można powiedzieć o nas, te powstania, wywózki i emigracje. Odbiło się
to na inteligencji narodu?

1. Nie wykluczam tego. Choć znajmy też proporcje - nie wywożono nas jak
bydło za ocean. A i inteligencja zwykle zastanowiła się zanim
w jakiejś rozpierdusze wzięła udział. Nie dotykały nas prześladowania
jako Polaków, a jedynie tych którzy się stawiali.
2. Nie twierdzę, że
w sprawie murzynów wiem, jaki jest stan faktyczny (i ewentualna jego
przyczyna; równie dobrze inteligencję mogła tępić sama kultura przez
nich wytworzona; być może oddzielenie Saharą od innych cywilizacji
powodowało konserwowanie się kulturowej i genetycznej struktury tych
narodów; nie wiem; zasadniczo o wszystkim decydują geny i nie jest
tak, że murzyni są z zasady niezdolni do posiadania dobrych genów).
Cytat:
Oczywiście dobrze by było, aby wykształcenie i pozycja każdego obywatela
odpowiadała dokładnie jego predyspozycjom.
I to wszystko ma się
udać poprzez centralnie sterowaną edukację. Jeszcze bez powiązania
wyników pracy nauczycieli z ich wynagrodzeniem.

Jakoś to powiązanie mnie nie przekonuje. Wyniki w dużej mierze zależą od
uczniów.
Cytat:
Efekty będą takie same jak w centralnie sterowanej gospodarce, czyli
żałosne.

Nauka jest jedna. Nie widzę więc przeszkód, by centralnie ustalać
programy nauczania. Przynajmniej nie powstanie wówczas
problem nauczania kreacjonizmu.
Cytat:
Czy wszyscy inteligentni ludzie muszą studiować? Czy nie są potrzebni
inteligentni mechanicy, hydraulicy czy elektrycy? Jaki jest
sens trwonienia pieniędzy na byle jakie studia dla większości?

Znowu nie jest tak, że ci, którzy na studia się nie nadają są od razu
głupi. Ale może np. za słabi z matematyki? Wówczas masz w miarę
inteligentnego mechanika/hydraulika itp.
Cytat:
Czy studiowanie dla samego studiowania, tylko dla kwitu ma sens i powinno
być sponsorowane z państwowej kasy?

Akurat studiowanie "dla studiowania" nie (zawsze) jest
sponsorowane. To zwykle na uczelnie państwowe jest sensowna selekcja.
Cytat:
I wreszcie czy ilość przechodzi w jakość?

W żadnym razie. Tylko że w Stanach nie doprowadziło to do upadku
znaczenia wyższego wykształcenia. Jest Ivy League, są
porządne uczelnie stanowe, są słabsze uczelnie stanowe i są jakieśtam
prywatne koledżyki.
mergiel   |03.09.2010 16:02:45
Ad Ubik
Każde studia rozwijają towarzysko, natomiast jest udowodnione, że
wiedza powierzchowna, lub niepełna raczej utrudnia podejmowanie
racjonalnych decyzji niż pomaga (Gigerenzer "Intuicja")
Ad
Osmin
Rozumiem, że w-g Ciebie fakt, że kiepski lub olewający
pracę nauczyciel zarabia tyle co dobry jest OK? A to, że szkoły dobre
i złe dostają tyle samo pieniędzy również jest w porządku? Czy się stoi,
czy się leży to wypłata się należy.
Cytat:
Nauka jest jedna.

Czyżby? Samych szkół ekonomii jest ze cztery, nie mówiąc o filozofii i
etyce. Oczywiście lepiej pod tym względem jest w naukach ścisłych ale i
tak rozległość tych przedmiotów stawia pytanie: czego tu w zasadzie
uczyć? Kreacjonizm ma się dobrze na lekcjach religii(to też patologia).
Selekcja na uczelnie państwowe może i jest ale i tak jest tam nadmiar
studentów ze względu, na to że uczelnie są zainteresowane w
maksymalizowaniu ich liczby.
Czy to jest w porządku, że załóżmy mechanik,
kończy szkołę średnią,kupuje narzędzia, maszyny, pracuje i płaci
podatki, z których są opłacane studia takiego np. prawnika, ale później za
usługi pana mecenasa, ów mechanik i tak musi słono zapłacić? Albo, gdy
doktorzy lub inżynierowie pokazują gest Kozakiewicza i jadą do GB??
Stać
nas na kształcenie kadr dla UE?
Czy stać nas aby kształcić magistrów,
którzy potem zasilają obsługę sklepów z warzywami?
Czy studia to nie
jest inwestycja taka sama jak warsztat dla mechanika?
Czy przez to nie
powinny być płatne i obarczone takim samym ryzykiem, jak
zwykły biznes?
Pozdrowienia Mergiel
ubik   |03.09.2010 17:51:35
Mergiel: bardzo ciekawa analogia. Dawna szlachta też nie chciała, żeby chłopi
się uczyli, bo mieli być potem tylko powierzchownie nauczeni, a za to
przemądrzali i nieposłuszni wobec szlachty. Kościół nauczał, że podstawowa cnota
chłopa wobec Pana to jest POKORA. W czwartym przykazaniu pouczano: czcij króla
swego, pana swego i ojca swego. Rzeczywiście, ludem głupim da się łatwiej
sterować.
mergiel   |04.09.2010 09:00:40
Ad Ubik sorry ale piszesz bzdury.
KGB robiło z francuskimi i włoskimi
studenciakami co chciało, nie mówiąc o słynnych szpiegach w brytyjskim
wywiadzie, wszyscy po prestiżowych uczelniach. Trudniej jest manipulować ludźmi
niezależnymi, świadomymi swojej wartości i to nic nie ma do wyższego
wykształcenia. Pierwszy lepszy majster na budowie jest bardziej niezależny i
trudniej sterowalny od tłumu studentów. Słyszałem też o pewnym elektryku co
narobił dużo bałaganu.
Po za tym głupota to cecha wrodzona, nie
nabyta.
Statystycznie rzecz biorąc osoby z wyższym wykształceniem i tak stanowią
w Polsce i w krajach eu mniejszość i w wyborach decyduje świadomość posiadającej
wykształcenie średnie większości.
Mamy w tej chwili kiepskie przepełnione szkoły
podstawowe, takie same gimnazja i licea oraz uczelnie wyższe będące na szarym
końcu światowych rankingów.
Z powyższego artykułu i cytowanych w nim badań
również wynika, że kluczem do wykształconego społeczeństwa, a mam tu na myśli
nie papier ale faktyczną wiedzę i umiejętności, jest szkoła podstawowa i
średnia, a nie studia wyższe.
Mamy teraz jedną niewielką sumkę pieniędzy na
edukację i rozsądny gospodarz powinien skierować te środki przede wszystkim tam
gdzie to da najlepsze rezultaty. Nie da się korygować,zapóźnień i różnic
edukacyjnych w 30 osobowej klasie,o żadnej antyselekcji czy antysegregacji nie
może być mowy. Zamiast płacić porządnie nauczycielom, skrócono im czas pracy.
Jednocześnie zamiast jasnego powiązania efektów pracy z wynagrodzeniem stwarza
się centralnie zarządzaną strukturę biurokratyczną, której się wydaje, że nad
czymkolwiek panuje. Obecnie o dostaniu się na studia decydują korki, to jest w
tej chwili wielki rynek usług w szarej strefie. Czyli są moce przerobowe, tylko
państwo w swej dobroci woli tak zwaną sprawiedliwość społeczną i zamiast to
konkretnie wykorzystać daje pozory równych szans. Niech wszyscy studiują byle
jak i byle gdzie, grunt, że za darmo, jeden kierunek czy pięć, to świetnie brzmi
w hasłach wyborczych.
I najważniejsze, że w konstytucji mamy zapisaną darmową
edukację. A co dają za darmo to trzeba brać, przyda się czy nie to nie ma
znaczenia, najważniejsze, że za darmo. Państwo jest bogate i dodatkowo jeszcze
sponsoruje prywatną instytucję szerzącą własną ideologię w szkołach, a nie jest
to nawet teologia tylko odmawianie paciorków w stylu Rydzyka. W szkole średniej
nie ma podstaw ekonomii, absolwenci z maturami nie wiedzą skąd się biorą
pieniądze, nie ma filozofii, etyka najczęściej jest prowadzona przez katechetkę
itd. Za to są darmowe studia. To ma być przygotowanie odpowiedzialnego,
niezależnego obywatela? Mamy edukację podstawową i średnią jak w PRL,a nawet
gorszą(wprowadzenie gimnazjów), tylko zmieniły się lektury.
Pozdrowienia Mergiel
ubik   |04.09.2010 11:24:05
Mergiel: czyli człowiek po zawodówce jest mądrzejszy, bardziej samodzielny, etc.
niż człowiek po studiach :D. Niczego nie ujmując ludziom po zawodówce - szkoda,
że wielu z nich nie zrobiło matury i nie poszło na studia. Na przykład Wałęsa,
który dokonał czego dokonał, ale luki w wykształceniu biją po oczach mimo wieku.
ubik   |04.09.2010 12:06:22
Mergiel: Jestem zdecydowanie przeciwko wprowadzeniu płatnych studiów dziennych
na uczelniach państwowych. To uderzy przede wszystkim w średnio sytuowanych
rodziców, którzy nie mają za dużo kasy, a ich dzieci nie załapią się na
stypendium. Stypendium będzie dla tych, którzy najczęściej i tak nie wybierają
się na studia. Skąd te podejrzenia? U nas na naukę i szkolnictwo wyższe wydaje
się 0,6% PKB, gdy w krajach cywilizowanych 3-4%, więc jakie stypendia!?
mergiel   |04.09.2010 17:59:21
Ad Ubik
Cytat:
czyli człowiek po zawodówce jest mądrzejszy, bardziej samodzielny, etc.
niż
człowiek po studiach

Lubię dyskutować, ale wtedy gdy ktoś czyta to co piszę. Nie wiem jak
wysnułeś takie wnioski na podstawie mojego tekstu. Podatność na
manipulację tak jak inteligencja to cechy głównie wrodzone
i podlegające kształtowaniu we wczesnych latach dzieciństwa. Wyższe
wykształcenie ma na to wpływ niewielki albo żaden. Natomiast
powierzchowna niepełna wiedza sprzyja manipulacjom, np. Norman Davies
jakie miał problemy z prostowaniem historii Europy Środkowej na uczelniach
w GB.
Cytat:
Jestem zdecydowanie przeciwko wprowadzeniu płatnych studiów dziennych
na
uczelniach państwowych. To uderzy przede wszystkim w
średnio sytuowanych
rodziców, którzy nie mają za dużo kasy, a ich
dzieci nie załapią się na
stypendium.
Tylko czy to jest powód, żeby z darmowych studiów korzystali również
ludzie bogaci? Z kolei rodzice tych dzieci, które studiują odpłatnie
w rzeczywistości płacą dwa razy. A co z tymi którzy po studiach
opuszczają kraj?
Pomagać i sponsorować należy selektywnie. Obecnie
polska edukacja stoi korepetycjami, dzieci tych, których na nie stać
mają zdecydowanie większe szanse na darmowe studia. Drugą równie ważną
rzeczą jest utrzymanie się na studiach w innym mieście. To często jest
barierą nie do pokonania dla wielu.
Państwo powinno zorganizować
system stypendiów i kredytów na płatne studia, a skupić się na szkole
podstawowej i średniej bo to jak wynika również z dyskutowanego tekstu
faktycznie może wyrównywać start życiowy.
Pozdrowienia Mergiel
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09764 Seconds