|
Raport Polska 2030 opracowany przez zespół doradców strategicznych premiera RP kierowanych przez ministra Michała Boni jest przedsięwzięciem w swym zamyśle ambitnym i – jak na polskie realia – nowatorskim. Minister rządu, którego działania stały się czystym pozorowaniem polityki podporządkowanym efektowi piarowemu, postanowił wykroczyć poza perspektywę kadencyjną, myśleć długofalowo i strategicznie. Jego celem stało się zarysowanie wizji rozwoju Polski, mogącej być podstawą sporów, polemik, debat. Jak jednak jawi się autorom ekspertyzy reforma edukacji w Polsce? Jakie są główne wady diagnozy i wizji reformy edukacji przedstawione w raporcie Polska 2030? Oto krótki katalog grzechów głównych.
Złe przesłanki: produktywizm uzasadnieniem i miernikiem rozwoju edukacji
Dominująca w raporcie ideologia naiwnego produktywizmu sprawia, że rozdział poświęcony edukacji nosi tytuł: Gospodarka oparta na wiedzy i rozwój kapitału intelektualnego. Produktywizm opiera się na przekonaniu, że rozwój wiedzy ma sens tylko, gdy służy wzrostowi polskiej konkurencyjności i ma się opierać na synergii systemów innowacji i edukacji. Polska 2030 czerpie swój specyficzny język z argumentacji opartej na racjonalności ekonomicznej i w gruncie rzeczy ma charakter neoliberalny. Zakłada uproszczony model systemu edukacyjnego, który optymalnie, a więc przy najniższych możliwych kosztach, odpowiada na techniczne zapotrzebowanie na wykształcenie i potrzeby rynku pracy, martwiąc się jedynie niską efektywnością systemu oświatowego, mierzoną m.in. wielkością tzw. „odpadu edukacyjnego”. Omawiając polski system oświatowy raport koncentruje się w zasadzie jedynie na badaniu wyników szkolnych PISA oraz miejscu polskich uczniów w rankingu. Skutkiem takiego technokratycznego podejścia jest wykluczenie analizy nieekonomicznej, na przykład: krytycznych funkcji nauczania i treści przekazu edukacyjnego.
Nieroztropność: rozpoczynanie budowy domu od dachu
Polska 2030 nie pomija wprawdzie problematyki opieki przedszkolnej, jednak na system edukacyjny patrzy od góry: najważniejsze są zmiany na uniwersytetach, w jednostkach badawczo-rozwojowych, przedsiębiorstwach, a nie w przedszkolach i szkołach. Świadczy o tym kolejność omawianych spraw, a także ilościowy udział rekomendacji dotyczących zmian w systemie edukacji wobec systemu innowacji. Tymczasem, jeśli zgodzimy się, że problemem polskiego systemu edukacyjnego jest utrwalanie i zwiększanie nierówności społecznych, to musimy także pamiętać, że selekcja uniwersytecka stanowi zaledwie wierzchołek góry lodowej, ujawniając skumulowane efekty selekcji na wszystkich niższych szczeblach edukacji: od przedszkola po szkołę średnią. Największe nierówności pojawiają się na samym początku. Im bardziej zróżnicowane społecznie, kulturowo i materialnie społeczeństwo, tym większe różnice w kompetencjach, jakie dzieci otrzymują jeszcze w domu. W Polsce nierówności społeczne są bardzo duże, dlatego jak najwcześniej powinny pojawiać się: edukacja przedszkolna i szkolna. Badania prowadzone na całym świecie pokazują, że im wcześniej dziecko rozpocznie edukację przedszkolną, tym większe są jego szanse na uzyskiwanie wyższych ocen w przyszłości. Związek ten jest tym silniejszy, im niżej zejdziemy po drabinie hierarchii społecznych. Tymczasem edukacja przedszkolna jest jedynym elementem polskiego systemu edukacyjnego, który nie znalazł dotąd uznania wśród licznych reformatorów polskiego systemu edukacji. Uczestnictwo polskich dzieci w wieku 3-6 lat w systemie przedszkolnym jest bardzo niskie tak w porównaniu z innymi krajami, jak w stosunku do czasów sprzed transformacji. W okresie PRL-u współczynnik uprzedszkolnienia (odsetek dzieci w wieku 3-5 chodzących do przedszkola) był kilkukrotnie wyższy niż współczynnik scholaryzacji (odsetek osób w wieku 18-25 lat kontynuujących edukację), obecnie odsetek studiujących przewyższa odsetek chodzących do przedszkola. Za kilka lat może się okazać, że mamy ścisłą zależność między doświadczeniem edukacji przedszkolnej, a szansą podjęcia studiów wyższych. Osoby, które nie chodziły do przedszkola, będę raz na zawsze klasą pariasów wykluczoną ze „społeczeństwa opartego na wiedzy”.
Pycha: nieuzasadniona duma ze stanu szkolnictwa wyższego
Autorzy raportu są bardzo dumni ze wzrostu odsetka osób studiujących w Polsce. Zapominają, że to publiczna oferta studiów wyższych cieszy się największym pożądaniem. Rozwój prywatnej oferty studiów powoduje jedynie dewaluację wykształcenia obserwowaną m.in. w słabnięciu związku między wyższym wykształceniem i wyższymi zarobkami. Boom edukacyjny – największy wyznacznik sukcesu polskiej edukacji, tzn. wielokrotny wzrost liczby studiujących – okazał się w dużej mierze fikcyjny. Studia, które przez lata stanowiły ucieczkę przed służbą wojskową, teraz stały się ucieczką przed bezrobociem, czego dowodem było to, ze wskaźnik bezrobocia rósł najszybciej wśród absolwentów szkół wyższych. Boom był więc jedynie jednym z buforów osłaniających kosztowną społecznie transformację ekonomiczną. Bombę rozbroiło otwarcie rynków pracy Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwecji, co oznaczało jednoczesną deprofesjonalizację (marnowanie kompetencji rozwiniętych za własne środki przez uczniów słabszych szkół prywatnych) i drenaż mózgów (przejmowanie kompetencji rozwiniętych z środków publicznych przez kraje stanowiące rdzeń UE).
Idolatria: kult konkurencji i fetyszyzowanie talentu
XIX-wieczni uczeni głowili się nad tym, co jest siłą sprawczą ewolucji w świecie ożywionym: konkurencyjna walka o byt, jak chciał Darwin, czy kooperacja, jak przekonywał Kropotkin. Dziś naukowcy są zgodni, że rację mieli obaj uczeni. Jednak autorzy raportu Polska 2030 pozostali darwinistami. Świadczy o tym fetyszyzowanie talentu (samo słowo „talent” pojawia się w raporcie kilkanaście razy) wiążące się z silnym naciskiem na wprowadzenie do szkół i uczelni presji na zwiększenie konkurencji. Tymczasem nawet dane przywołane w raporcie świadczą o tym, że polska szkoła dobrze radzi sobie z kształceniem indywidualności i wyławianiem tzw. „dzieci wybitnie uzdolnionych” (dobre wyniki polskich uczniów w międzynarodowych olimpiadach i konkursach), a znacznie gorzej z uczeniem współpracy (kluczowej dla współczesnej gospodarki, w której innowacyjne wynalazki są dziełem pracy dużych zespołów ludzkich) i zmniejszaniem nierówności edukacyjnych.
Marnotrawstwo: zły użytek z egzaminów zewnętrznych
Jednym z najważniejszych mechanizmów selekcji szkolnej był i jest egzamin, obecnie występujący pod postacią wystandaryzowanych testów zewnętrznych użytych po raz pierwszy przez neokonserwatystów w Wielkiej Brytanii. Badania przeprowadzone w pierwszych latach funkcjonowania „egzaminów zewnętrznych” w Polsce wykazały silniejszy związek wyników ze statusem ekonomiczno-społecznym i płcią (poprawiały pozycję chłopców i uczniów z wyższych klas społecznych). Kosztowne narzędzie w postaci egzaminów zewnętrznych działa dobrze, ale niesłusznie. Testy realizowane w środku kariery w danym typie szkoły mogłyby motywować nauczycieli do podniesienia jakości pracy i dawać możliwość indywidualnej diagnozy każdego dziecka. Egzaminy przeprowadzane na koniec szkoły mogą tylko wzmagać selekcję.
Lenistwo: komercjalizacja kluczem do wszystkich drzwi
Polska 2030 ma wiele wad obciążających raport jako „gatunku literackiego”, nie mając jego zalet. W rekomendacjach dominują postulaty niekontrowersyjne i nieprecyzyjne, brakuje zaś propozycji zwiększenia nakładów budżetowych na edukację (zwłaszcza na bezpłatne przedszkola i żłobki, choć Polska to jeden z nielicznych krajów UE, gdzie wczesna edukacja nie jest współfinansowana przez administrację rządową). Pojawiają się stwierdzenia, które są wprost sprzeczne w postanowieniami konstytucyjnymi, np.: dostrzeżono konieczność „rozważenia nowych zasad finansowania studiów wyższych przez odejście od założenia darmowych studiów przy jednoczesnym wprowadzeniu kredytu studenckiego lub bonu edukacyjnego, który zniesie obecne nierówności w dostępie do dobrej edukacji wyższej”.
Oczywiście wiadomo, że bon żadnych nierówności nie zniesie, bo nie sprawdził się nigdzie na świecie, a w Chile i USA, gdzie był najczęściej stosowany, jedynie zwiększył nierówności edukacyjne. Jednak nie w tym rzecz. Chodzi o to, aby edukacja przestała być prawem i stała się towarem takim jak inne. Towar wymaga kupców, jednak tych nie zabraknie. Ostatnio handlowym refleksem wykazali się rektorzy z KRASP (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich), którzy podchwycili propozycję minister Kudryckiej wprowadzenia obowiązkowych opłat za studiowanie na drugim kierunku. Dlaczego tylko na drugim, skomercjalizujmy wszystko – odpowiedzieli rektorzy, dowodząc jednocześnie, że godni są zaufania autorów raportu Polska 2030, proponujących m.in. „wprowadzenie deregulacji prawnych zwiększających kompetencje rektora i dziekanów w zakresie polityki zatrudniania i wynagradzania pracowników oraz dysponowania majątkiem uczelni wyższej”, a także „profesjonalizacji zarządzania uczelniami przez zmianę zasad doboru osób na kluczowe stanowiska (zastąpienie procedur demokratycznych (…) przez procedury merytokratyczne)”. Kto zagwarantuje, że w ramach ogólnej komodyfikacji edukacji takie skomercjalizowane uczelnie będą miały jeszcze coś wspólnego z misją Akademii?
Przyszłość edukacji
Czy dobre intencje rozgrzeszają autorów raportu? Nie bardzo. Obiegowa mądrość – znajdująca swoje powtórzenie w filozofii egzystencjalistów – głosi, że dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło i powinniśmy oceniać po skutkach, a nie intencjach. Jednak nie zbawienie autorów Polski 2030 powinno nas interesować, lecz szanse na awans cywilizacyjny całego polskiego społeczeństwa. To wymaga zaproponowania nowej wizji edukacji w społeczeństwie, wiedzy i zaproponowania kierunku reformy.
Przedstawienie programu naprawczego systemów edukacji i innowacji wymaga osobnego tekstu. Chodzi jednak o to, aby przygotowując go pamiętać, że można i należy oddziaływać na system edukacyjny wyrównując dostęp do oświaty, zmniejszając selekcję i segregacje szkolną, ograniczając proces reprodukcji struktury społecznej. Zmiany polskiego systemu oświatowego nie uda się osiągnąć bez zmian w finansowaniu oświaty oraz kształceniu nauczycieli. Nowoczesna edukacja nie jest zamkniętym w salach i klasach procesem dydaktycznym służącym przekazaniu pewnej ilości użytecznej wiedzy w optymalnie określonym czasie. To wielość działań zmierzających do ukształtowania w pełni samodzielnego, potrafiącego rozwiązywać problemy i wyszukiwać niezbędne informacje, świadomego swoich praw i obowiązków człowieka/obywatela. Dlatego rozwój edukacji musi się opierać na inwestowaniu w to, co Marks nazwałby bazą, a Gates hardwarem (infrastruktura edukacyjna) oraz w to, co odpowiednio określiliby nadbudową i softwarem (kształtowanie treści przekazu edukacyjnego).W takiej postaci sprzyja ona powstawaniu nowoczesnego społeczeństwa informacyjnego i gospodarki opartej na wiedzy. Edukacja w Polsce ma sprzyjać ich budowie, a jednocześnie zabezpieczać przed związanymi z tym zagrożeniami dla różnorodności kulturowej i wolności jednostki.
Artykuł jest skróconą i zmienioną wersją ekspertyzy nt. raportu Polska
2030 napisanej na zamówienie Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a
we Wrocławiu, która ukaże się w końcu lutego br. Tekst ukazał się w najnowszym numerze „Głosu Nauczycielskiego” (nr 3 z 20 stycznia 2010).
Na podobny temat
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...