NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Polemika: W odpowiedzi profesjonalistom Drukuj
Piotr Ciżkowicz, Stefan Jackowski, Magdalena Krawczyk-Radwan, Jerzy Thieme   
10.01.2011

kapitalizm_120.jpgZ zainteresowaniem zapoznaliśmy się z dokumentem pt. Główne grzechy druzgocącego raportu o stanie polskiej Akademii odnoszącym się do produktów projektu, w którego realizacji braliśmy udział. Dodajmy, że ocena iż raport jest „druzgocący” pochodzi od Krytyków, bowiem jego autorzy unikali używania mocnych słów, koncentrując się na faktach, danych i konkretnych propozycjach. Wbrew zapewnieniom Krytycy w małym stopniu odnoszą się merytorycznie do Diagnozy stanu szkolnictwa wyższego w Polsce i Strategii rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do roku 2020. Ich metoda polemiczna to raczej „kąsanie po kostkach” i stwierdzenia mijające się z prawdą, obliczone na efekt retoryczny i oddziaływanie na emocje czytelnika.


Wymownym przykładem jest twierdzenie, iż: „(a)utorzy [Diagnozy, Strategii] popełnili kolejny błąd, wskazując na wiodące uniwersytety amerykańskie i brytyjskie (Harvard, Stanford, Cambridge i Oxford) jako na model dla polskich uniwersytetów państwowych w których nauka jest dla studentów stacjonarnych bezpłatna.”  Nic dziwnego, że Krytycy skrupulatni w podawaniu odsyłaczy do tabel i wykresów tym razem nie opatrzyli zarzutu odpowiednim odsyłaczem: w Strategii słowo „Harvard” pojawia się dwukrotnie, w kontekście historycznym jako przykład uczelni, która realizuje model liberal arts education. Słowa  „Stanford”, „Cambridge” i „Oxford”  nie występują w Strategii, co każdy może sprawdzić przy pomocy wyszukiwarki.  

Zupełnie nieuzasadniony jest zarzut fetyszyzowania rankingów uczelni w Strategii i Diagnozie. Krytycy pomylili adresatów: to inne strategie i dokumenty programowe stawiają w tym zakresie polskim uczelniom konkretne cele. O naszym stosunku do rankingów najlepiej świadczy pierwsze zdanie rozdziału Diagnozy, w którym są one omawiane: „Pozycja uczelni w najważniejszych rankingach globalnych jest nośnym medialnie wskaźnikiem umożliwiającym szybkie porównania międzynarodowe. Oczywiście, rankingi mają swoje ograniczenia, które wyraźnie formułujemy poniżej, ale najważniejsze rankingi międzynarodowe charakteryzują się rzetelną metodologią, troską o pozyskiwanie rzetelnych danych i, co najważniejsze, zaistniały w publicznej świadomości na tyle, że stały się punktem odniesienia w strategicznym planowaniu wielu krajów (m. in. Francja – raport Bourdina, Niemcy – tzw. Exzellenzinitiative)”. W naszych opracowaniach rankingi pojawiają się przede wszystkim w komentarzach diagnostycznych, a podniesienie pozycji polskich uczelni w rankingach nie jest formułowane jako cel sam w sobie. 

Innym źródłem znacznej części argumentów Krytyków jest niezrozumienie eksperckiego charakteru opracowania, podpisanego przez osoby legitymujące się określonym doświadczeniem, i pomylenie go z pracą badawczą, w której wszelkie twierdzenia powinny być podparte konkretnymi wynikami badań.  Raporty, chociaż udostępnione publicznie, były adresowane do konkretnego zamawiającego, któremu zespół udzielał wszelkich dodatkowych wyjaśnień. Dotyczy to choćby przykładów opinii zawartych w Diagnozie odnośnie do strategii uczelni oraz procesów inwestycyjnych. Były one oparte na szczegółowej wiedzy i analizach członków zespołu, a nie  - jak twierdzą Krytycy - gołosłowne. Konkretne przykłady nie zostały przedstawione w opracowaniu, zdecydowano bowiem nie stawiać nikogo pod pręgierzem ani na piedestale.

Większość sformułowanych pod adresem Diagnozy i Strategii zarzutów wynika z dwóch wymienionych powyżej podstawowych błędów lub, posługując się retoryką Krytyków, ich grzechów pierworodnych. Poniżej skomentujemy więc tylko kilka tez, odkładając dyskusję o szczegółach na bardziej właściwe ku temu seminaryjne forum.

Znaczna część zarzutów dotyczy braku dostatecznie głębokiej analizy kadry nauczycieli akademickich, doktorantów i studentów. Są to oczywiście tematy bardzo ważne i ciekawe, jednak Strategia koncentruje się na zmianach instytucjonalnych. Zamiast koncentrować się na poszczególnych grupach dąży się w niej do stworzenia systemu bodźców, w którym uczelnie będą zainteresowane godziwym opłacaniem produktywnej kadry, opieką nad zdolnymi doktorantami i zapewnieniu wysokiej jakości studiów.  Bardzo dobrze znane są nam doświadczenia Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Krytycy zapomnieli wszak dodać, że autor reform, prof. Lucjan Piela, pomimo lub, jeśli ktoś woli, ze względu na przeprowadzone reformy, nie miał szans wyboru na następną kadencję dziekańską, a jego doświadczenia i osobiste kwalifikacje nie zostały nijak wykorzystane w zarządzaniu Uniwersytetem Warszawskim.  Moglibyśmy przytoczyć wiele innych przykładów dobrych praktyk z UW i innych uczelni, ale jak wspomnieliśmy, nie chcieliśmy wskazywać w raporcie konkretnych przykładów. Ponadto w naszej ocenie te dobre praktyki opierały się raczej na wybitnych indywidualnościach, a nie na dobrze działającym systemie.

Przedstawione przez Krytyków dane i własne doświadczenia są dobrym materiałem dla związku zawodowego lub organizacji doktorantów i studentów. Z dwoma wszak zastrzeżeniami: przytoczone dane z badań dochodów przeprowadzonych przez firmę Sadlak&Sadlak agregują nauczycieli w systemie oświaty i w systemie szkolnictwa wyższego - ponieważ nauczycieli jest znacznie więcej niż nauczycieli akademickich, niewiele mówi to o dochodach tej drugiej grupy.  Ponadto traktowanie doktorantów jako studentów studiów III stopnia wymyślili nie autorzy Diagnozy i Strategii, a architekci procesu bolońskiego.

Ciekawe, że Krytycy starają się usprawiedliwiać wieloetatowość rozpowszechnioną wśród nauczycieli akademickich (formułują kuriozalny argument, że jeżeli uznać wysoką wartość wykładów pracowników naukowych, to należy uznać za zjawisko wartościowe pracę w wielu uczelniach, bo sprzyja to szerszemu upowszechnianiu wartościowej wiedzy), a nawet nazywają piętnowanie jej jednym z „grzechów” Diagnozy i Strategii.  Naszym zdaniem to jest rzeczywiście grzech: osób, które lekceważąc obowiązki u podstawowego pracodawcy, wykorzystując przywilej nienormowanego czasu pracy, podejmują dodatkowe zatrudnienie, często w instytucjach konkurencyjnych wobec macierzystej. Warto zwrócić przy tym uwagę, że  wielozatrudnienie dotyczy w bardzo różnym stopniu poszczególnych dziedzin nauki, a w tych dziedzinach nauki, w których Polska liczy się w świecie, jest marginalne. 

Krytycy nic nie mówią o ich własnych przemyśleniach dotyczących niezbędnych reform szkolnictwa wyższego. Z komentarzy można jednak wywnioskować, że uważają za zasadniczą sprawę podniesienie nakładów, a szczególnie wynagrodzeń i stypendiów doktoranckich. Nie kwestionując tego, uważamy, że bez głębokich zmian instytucjonalnych, podwyższenie nakładów nie spowoduje znaczącej poprawy jakości szkolnictwa wyższego. 

Krytycy uporczywie przeszacowują kwotę kontraktu, stwierdzając, że „(p)rojekt realizowany przez E&Y oraz IBnGR kosztował niemal 2 mln zł”.  Zacznijmy więc od rzetelnej, dostępnej publicznie, informacji, że kontrakt między konsorcjum Ernst&Young Advisory i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową a Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego opiewał na kwotę 1.647.000 zł brutto (w tym 297.000 zł VAT) i był niższy od kwoty przewidzianej przez Ministerstwo na ten cel. Zleceniodawca otrzymał łącznie 655 stron raportów, a  nie 307 stron - jak twierdzą Krytycy. Lektura niedostrzeżonych przez Krytyków 350 stron pozwoliłaby pewnie rozwiać część z ich wątpliwości. W ramach projektu prowadzono też portal internetowy, przygotowano trzy konferencje, wykonano kilkanaście prezentacji, przeprowadzono konsultacje instytucjonalne i indywidualne, a Strategię poddano ewaluacji dokonanej przez ekspertów polskich i zagranicznych. 

  

Odnosząc się do podnoszonego przez Krytyków grzechu chciwości warto wspomnieć, że Ernst&Young od lat prowadzi pro bono program „Sprawne państwo „, w którego ramach w trybie konkursowym funduje naukowcom granty na badania poświęcone metodom usprawniania kluczowych obszarów funkcjonowania państwa, w tym szkolnictwa wyższego. Do tej porty granty otrzymało kilkadziesiąt osób, a powstałe w ramach programu raporty są przyczynkiem do dyskusji o kluczowych dla kraju reformach.


Wbrew wrażeniu polemistów MNiSW korzysta obecnie z opracowania EY i IBnGR w trwających pracach Forum Ekspertów przygotowujących strategię szkolnictwa wyższego jako element strategii ogólnokrajowej.  Propozycje EY i IBnGR były przedmiotem wielogodzinnej, konstruktywnej dyskusji na posiedzeniu Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego. W uchwale z dnia 15 kwietnia 2010 roku w sprawie strategii rozwoju szkolnictwa wyższego przygotowanych przez Fundację Rektorów Polskich oraz EY i IBnGR Rada Główna stwierdziła, że „uznaje przedstawione strategie rozwoju szkolnictwa wyższego za wartościowe i postuluje, aby zostały bezzwłocznie wykorzystane do opracowania strategii narodowej.” 

Mamy nadzieję, że redakcja „Krytyki Politycznej” zechce kontynuować poważniejszą dyskusję o wyzwaniach istotnych dla polskiego szkolnictwa wyższego, nie ulegając pokusie sprowadzenia jej do czegoś w rodzaju walki klasowej z kapitalistycznymi instytucjami, które ośmieliły się podjąć realizacji kontraktu przyznanego im w ramach konkurencyjnej procedury przetargowej. 

  

 Autorzy:

  

dr Piotr Ciżkowicz - główny ekonomista Ernst&Young, adiunkt w Katedrze Międzynarodowych Studiów Porównawczych SGH

  

prof. dr hab. Stefan Jackowski - matematyk, pracownik Instytutu Matematyki na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, koordynator Strategii rozwoju szkolnictwa wyższego do roku 2020, opracowanej przez E&Y i IBnGR.

  

Magdalena Krawczyk-Radwan - socjolożka, doktorantka w Instytucie Studiów Społecznych UW, prowadzi badania na temat związków między szkolnictwem wyższym a rynkiem pracy 

  

dr Jerzy K. Thieme - przewodniczący Komitetu Unii Europejskiej w Polsko- Amerykańskiej Izbie Handlowej oraz wiceprzewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich, autor książki Szkolnictwo Wyższe, Wyzwania XXI Wieku, Polska, Europa, USA  

  

Czytaj na ten temat:

  

Produkt nie wart swojej ceny. Odpowiedź na polemikę 

  

10 grzechów głównych raportu Ernst&Young o stanie polskiej nauki i szkolnictwa wyższego

  

10 grzechów głównych. Krytyka prac E&Y i IBnGR - streszczenie   

  

Ernst&Young - oddaj moje 2 miliony - felieton Jasia Kapeli

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy   |12.01.2011 17:12:22
To, w jaki sposób dyskutuje się tutaj o szkolnictwie wyższym w Polsce, nie tylko
na tej stronie ale w innych mediach, jest częścią tej katastrofy w jakiej
znalazła się polska nauka.
Aktualnie największe kraje świata reformują systemy
publicznego szkolnictwa z dwóch powodów - pierwszy ekonomiczny. Jak nauczać aby
absolwenci zajęli jak najwyższą pozycję w globalnej gospodarce? Mimo, że nie
wiemy czy za rok, za miesiąc, ba za tydzień, nie dojdzie do załamania
gospodarczego. Drugi powód to chęć państw narodowych zaistnienia na światowej
mapie nauki. Każdy z nas byłby dumny z Polaka noblisty. Czyż nie?
Problem polega
na tym, że zaproponowane rozwiązania idą tą samą drogą, która zaprowadziła nas
do dzisiejszego stanu. W społeczeństwie płynnej nowoczesności nie ma klasycznej
drogi do zawodowego sukcesu, którą można opisać w skrócie szkoła - ciężka praca
- studia - dobrze płatna praca. Wykształcenie nie jest gwarantem zatrudnienia,
ba w dzisiejszym systemie nie jest nawet gwarantem tego, że indywiduum potrafi
to, co opisano na jego dyplomie. Odpowiedzią na indywidualne, można powiedzieć
społeczno-psychologiczne zaniedbania systemu, jest podniesienie standardów na
wyższych uczelniach. A czy ktoś je obniżył? W dzisiejszych czasach wymaga się
ciągłego podnoszenia standardów, ciągłego wzrostu - tym sposobem w język tej
debaty wdarł się irracjonalny czynnik ciągłego wzrostu znany nie tylko z
kapitalistycznej teorii gospodarczej. Drugim problemem jest cały system
edukacyjny sam w sobie, jego struktura i sub-systemy dostosowane są do
nowoczesnego, a nie post-nowoczesnego, społeczeństwa. Co to oznacza? System
edukacji oparty jest na zasadach uprzemysłowienia. Szkoła podstawowa uczy nas,
że są ludzie którzy mogą iść na studia i ci którzy będą wykonywać inne zawody.
Ale od samego początku, aż do matury, lub nie, wpaja nam reguły "pracy"
znane z wczesnego kapitalizmu. Szkoła zorganizowana jest jak fabryka - dzwonek
na przerwę, drugie śniadanie, oddzielne pomieszczenia dla chłopców, dziewczynek,
oddzielne przedmioty, klasy podzielone są nie wg zainteresowań a wieku,
samodzielne klasy-pomieszczenia - biologia, matematyka, fizyka, nawet hierarchia
klas jak w przedsiębiorstwie - najwyższe klasy zajmują najwyższe piętra a na
końcu są nauczyciele. (jeżeli nie jest to budynek z serii 1000 szkół na 1000
lecie) Celem tego jest stworzenie pracownika-rzemieślnika wykonującego jedną
czynność. Pojęciem opisującym to zjawisko (także ekonomiczne i odpowiedzialne za
sukces sieci jak McDonalds) jest standaryzacja (produktu). Wraz z procesem
bolońskim ideologia ta dotarła do szkolnictwa wyższego.
Studiować oznacza
"dążyć do czegoś" i ma autodydaktyczny charakter. Problem polega na tym,
że wcześniejsze stadia edukacji zniszczyły to autodydaktyczne dążenie do
poznania czegoś. Dowodem na to są badania kreatywności (divergent thinking).
Jeżeli spytamy 6 letnie dziecko o ilość zastosować dla patyczka od loda, wymieni
oni więcej możliwości niż 16 latek, gdyż nie jest ono ukształtowane przez system
edukacji, który wpoił nam standaryzację w postaci myślenia - to jest patyczek od
loda!
Studia w nowym systemie (nawet te II i III stopnia) mają ten sam, jeden
cel - wyprodukować naukowego rzemieślnika w jak najkrótszym czasie, za jak
najmniejsze pieniądze (niech sam płaci) i najlepiej tak samo jak robią to inni.
Dokonać standaryzacji produktu, móc porównać między fizyką w Olsztynie a
sinologią w Krakowie. Tylko po co?
kot   |13.01.2011 14:29:02
Odpowiedź ekspertów beznadziejna. Nie daje zaczepienia dla myśli.
Komentarz
natomiast ciekawy.
Liudprand  - wiedza ekspercka, czyli wróżenie z fusów   |17.01.2011 21:34:10
Drodzy Państwo. Pełno tu koturnowego pustosłowia, a mało konkretów, zupełnie
inaczej niż w tekście Waszych Krytyków.
To tylko potwierdza słuszność
postawionych Wam zarzutów, wśród których jednym z ważniejszych jest ten, że nie
przeprowadziliście wyraźnej liniii podziału pomiędzy dwoma sferami funcjonowania
szkolnictwa wyższego - nauką i dydaktyką. A jest to przecież rzecz zupełnie
elementarna.
Chcecie "stworzenia systemu bodźców, w którym uczelnie będą
zainteresowane godziwym opłacaniem produktywnej kadry, opieką nad zdolnymi
doktorantami i zapewnieniu wysokiej jakości studiów", ale nie interesuje was
rzeczywista sytuacja kadry akademickiej. Doprawdy przepyszne!

No i jeszcze
to: "Naszym zdaniem to jest rzeczywiście grzech: osób, które lekceważąc
obowiązki u podstawowego pracodawcy, wykorzystując przywilej nienormowanego
czasu pracy, podejmują dodatkowe zatrudnienie, często w instytucjach
konkurencyjnych wobec macierzystej." - doktorze Ciżkowicz, profesorze
Jackowski, Pani mgr Krawczyk-Radwan! Czy odbywają już Państwo pokutę?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03322 Seconds