Katarzyna Hall jest jednym z bardziej aktywnych polityków w rządzie Donalda Tuska i – wbrew pozorom – jednym z najbardziej aktywnych ministrów edukacji w III RP. W przeciwieństwie do działań Romana Giertycha, proponowane przez minister Hall przekształcenia w modelu edukacji humanistycznej przechodzą w mediach głównego nurtu w zasadzie bez większego echa. Tymczasem są to zmiany zasługujące na szeroką, publiczną debatę. W ramach reform proponowanych przez obecną szefową resortu oświaty ulega bowiem likwidacji obowiązkowe nauczanie historii na poziomie szkoły średniej (kończy się w pierwszej klasie liceum), a także znacznie okrojony zostaje kanon lektur. Celem reformy jest ograniczenie wiedzy humanistycznej, z jaką przeciętny absolwent ma opuszczać szkołę.
Przeciw działaniom resortu edukacji protestują przede wszystkim prawicowi intelektualiści. Chciałbym tu przedstawić z kolei lewicowe argumenty na rzecz obrony edukacji humanistycznej w szkole, wychodzące poza logikę konserwatywnego narzekania na „niszczenie kanonu”. Jest to o tyle istotne, że sprzeciw konserwatystów wobec reform minister Hall posługuje się niespójną argumentacją, zupełnie pomijającą kontekst działań obecnej szefowej resortu edukacji. Działania minister Hall nie biorą się bowiem znikąd, są kontynuacją neoliberalnej koncepcji edukacji, która została przyjęta w Polsce już w latach 90.
Neoliberalne myślenie o edukacji opiera się na dwóch głównych założeniach: po pierwsze, że podstawowym celem istnienia systemu edukacji jest przygotowanie absolwentów do konkurencji na rynku, edukacja ma zatem pomóc im w zdobyciu na nim jak najsilniejszej pozycji; po drugie zaś, że „rynek edukacji” jest rynkiem takim samym, jak wszystkie inne i to mechanizmy rynkowe gwarantują oświacie najwyższą efektywność – stosuję tu cudzysłów, ponieważ bynajmniej nie jest oczywiste, że system edukacyjny ma działać w sposób rynkowy. Zmiany oparte na pierwszym z tych założeń zaczęto wprowadzać w życie w okresie rządów Jerzego Buzka. Ówczesna reforma edukacji przebiegała pod hasłami walki z „przerostem niepotrzebnej, encyklopedycznej wiedzy”, w wyniku reformy szkoła miała uczyć „umiejętności”, a nie „suchych formułek”, nieprzydatnych przecież młodym ludziom na rynku pracy. To, co dziś robi minister Hall, ostatecznie dobijając na wpół martwą erudycyjną edukację humanistyczną, jest już tylko stawianiem kropki nad i.
Neoliberalizm, mylnie utożsamiając wolność przede wszystkim z „wolnością gospodarczą”, stwarza szereg zagrożeń dla realizacji właśnie tych wartości, które wprowadził do europejskiej myśli klasyczny i nowoczesny liberalizm polityczny. Podobnie w dziedzinie oświaty neoliberalna koncepcja edukacji jest największym chyba we współczesnym świecie zagrożeniem dla wypracowanego przez klasyczny liberalizm ideału edukacji liberalnej. Celem edukacji liberalnej są nie tyle konkretne umiejętności, co zakorzenienie jednostki w kulturze, z której wyrasta, zapoznanie z jej najważniejszymi tekstami i debatami, ale również nauczenie człowieka tego, w jaki sposób krytykować zastane normy i poglądy. Takie nauczanie ma pokazywać nie tylko, jak słuchać wielkich autorytetów, ale także, jak mądrze się z nimi nie zgadzać. Edukacja liberalna jest przygotowaniem jednostki do bycia obywatelką i obywatelem, do swobodnego i kompetentnego poruszania się w kulturze. Bez edukacji liberalnej trudno w pełni brać udział w życiu nowoczesnej, demokratycznej wspólnoty. W myśl ideałów klasycznego liberalizmu edukacja ta miała odbywać się przede wszystkim przez lekturę „wielkich książek”, klasyków filozofii, pisarstwa politycznego, czy literatury pięknej.
W przeszłości lewica wielokrotnie krytykowała koncepcję edukacji liberalnej. Wskazywała na jej elitaryzm, klasowy charakter (na bezinteresowną, krytyczną lekturę klasyków potrzeba czasu, który są w stanie na to poświęcić jedynie ci, którzy nie są zmuszeni do zaspokajania w tym czasie podstawowych potrzeb), na uwikłanie tego ideału w tworzenie systemu społecznych nierówności i rozwarstwień. Sama idea lektury „wielkich książek” krytykowana była za to, że ich kanon wyklucza doświadczenia grup podporządkowanych: klas ludowych, ludów skolonizowanych, czy kobiet. Choć wszystkie te zarzuty pozostają ciągle w mocy, to w obliczu dzisiejszej neoliberalnej ofensywy na edukację humanistyczną należy je wziąć w nawias. Podkopywanie edukacji liberalnej w Polsce destrukcyjnie wpływa na jakość naszej demokracji. Gdy z edukacji liberalnej wycofuje się państwo, zmienia się ona albo w towar luksusowy (do nabycia jedynie w najbardziej elitarnych szkołach), albo staje się przywilejem dziedzicznym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie, jak rodowe srebra w rodzinach, którym wcześniej udało się zgromadzić odpowiedni kapitał kulturowy.
Nie znaczy to, że lewica ma godzić się przy tym na konserwatywną wizję kultury. Kultura to nie tylko zbiór wielkich i mniej wielkich książek, ale także obszar działania ideologii, konstruowania stereotypów, kształtowania postaw. Uczniowie powinni zatem zapoznać się z tym, jak mechanizmy te działają na poziomie poszczególnych tekstów. Dlatego szkoła powinna zająć się nie tylko klasyką, ale także tym, „co uczniowie czytają”. Nie po to, by hołdować ich gustom i sprawiać im przyjemność, ale by pokazywać im, w jaki sposób ideologia funkcjonuje w pozornie wolnych od niej dziełach współczesnej kultury popularnej. Współczesny kanon lektur powinien zatem pozostawiać miejsce na lekturę, dla przykładu, polskiej literatury fantasy, w trakcie której uczniowie krytycznie przyglądaliby się temu, w jaki sposób gatunek ten konstruuje wzorce płci, a także na analizę książek Grocholi pod kątem tego, jak zostaje w nich przedstawiona rzeczywistość społeczno-ekonomiczną i jak przekłada się to na problemy życiowe bohaterów i bohaterek.
Lewica przywiązuje wagę do edukacji liberalnej, ponieważ przekłada się ona na jakość życia demokratycznej wspólnoty. Gdy wiedza i umiejętności, jakie edukacja humanistyczna daje każdemu obywatelowi i obywatelce, stają się przywilejami elit, możemy stwierdzić, że demokracja nie ma się dobrze. Obywatelstwo nie ogranicza się do umiejętności wypełnienia formularza PIT – pełny udział w życiu demokratycznej wspólnoty stawia trochę większe wymagania. Konserwatywna prawica z kolei broni edukacji humanistycznej rozumianej jako narzędzie budowania spójności narodowej wspólnoty.
Te dwie różne wizje celów humanistycznej oświaty przekładają się także na różnice w docelowym modelu kształcenia humanistycznego. Trzeba wyraźnie uświadamiać sobie te różnice. W myśl konserwatywnej koncepcji edukacji humanistycznej oświata ma pełnić przede wszystkim funkcję zakorzeniającą jednostkę w narodowej wspólnocie. Dla lewicy edukacja liberalna jest z kolei w pierwszym rzędzie nastawiona na coś przeciwnego, coś, co można by nazwać „edukacją do nieposłuszeństwa” – do refleksyjnego kwestionowania zastanych norm i autorytetów. Celem edukacji humanistycznej powinno być dostarczenie jednostkom (i wspólnocie, którą tworzą) narzędzi umożliwiających krytyczne przemyślenie zastanych opinii i sposobów myślenia. Tak rozumiana edukacja humanistyczna powinna prowadzić poza porządek doksy.
Na edukację liberalną, czy to w wersji bardziej konserwatywnej, czy bardziej lewicowej, nie ma miejsca w szkole, jakiej pragnie obecna szefowa resortu edukacji. Nie chodzi tylko o to, że zgodnie z założeniami, jakimi kieruje się w swojej polityce rząd PO, usuwa się z programów nauczania wszystko to, co nie służy zarabianiu pieniędzy. Idzie o sposób, w jaki wszyscy (od uczniów, przez nauczycieli, po władze oświatowe) postrzegają dziś edukację: nie jako bezinteresowne zgłębianie wiedzy, ale jako wyścig, konkurencję, zdobywanie kolejnych wpisów w CV, pokonywanie kolejnych szczebli na drabinie, na której końcu ma czekać jednostkę obiecana gratyfikacja, jeśli nie materialna, to przynajmniej symboliczna. Wyrazem tego jest powszechna obsesja na punkcie ocen, konkursów przedmiotowych, rankingów szkół. W takiej atmosferze po prostu nie da się czytać klasyków tak, jak na to zasługują – nie sposób wsłuchać się uważnie w ich głos.
Ta neoliberalna obsesja efektywności nie bierze się jednak z powietrza. Wynika bowiem z warunków społeczno-ekonomicznych, w jakich żyjemy, z niskiego poziomu bezpieczeństwa socjalnego i wysokiego poziomu nierówności. Bez uporania się z tymi dwoma problemami nie może być mowy o powszechnej edukacji humanistycznej na wysokim poziomie. Dlatego konserwatywne żale i łzy wylewane za utraconym kanonem, pomijające zupełnie społeczny kontekst edukacji, brzmią tak nieprzekonująco.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...