NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Pieniążek, Szadkowski: Jak odbić się od dna? Drukuj
Paweł Pieniążek, Krystian Szadkowski   
01.04.2011

education_s.jpgNa jednym z serwisów społecznościowych otrzymaliśmy zaproszenie do uczestnictwa w wydarzeniu pod tytułem „Nam wcale nie jest do śmiechu! Chcemy weta! – 1 kwietnia pokażemy Prezydentowi nasze SMUTNE MINKI”. Organizatorzy proponują, by poprzez założenie papierowych masek z wizerunkiem smutnej twarzy zaapelować do prezydenta o zawetowanie kontrowersyjnej ustawy o szkolnictwie wyższym. Sugerując się datą, pomyśleliśmy, że mamy do czynienia z primaaprilisowym żartem w bardzo kiepskim stylu. Byliśmy jednak w błędzie. Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie, bo o nim będzie tu mowa, wydaje się nie wyciągać żadnych wniosków ze swoich dotychczasowych porażek w mobilizowaniu studentów. Piszemy ten tekst, by zakomunikować (posługując się tytułami ostatnich akcji DZS), że „my to wszystko widzimy i wcale nie jest nam do śmiechu”.

17 lutego odbył się ogólnopolski protest przeciwko reformie minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej. Mimo szumnych zapowiedzi w akcji wzięło udział łącznie około dwustu osób. Opinie na temat przyczyny tej beznadziejnej frekwencji są podzielone. Jedni, przeważnie związani z organizatorami, doszukują się jej w bierności samych studentów, drudzy – w słabej organizacji. Komentarze w internecie nie pozostawiają na proteście suchej nitki: „Spóźniłem się piętnaście minut na manifestację w Poznaniu. Zostało tam około dziesięciu osób, które zrobiły sobie zdjęcie i poszły. To jest porażka”; „Dobrze się stało, że przyszło tylko dwadzieścia osób. Gdyby przyszło dwieście, to na następnej demonstracji zostałoby z nich tylko 10 procent, czyli bezwzględna liczba zniechęconych do czegokolwiek byłaby większa”. Dramat polega na tym, że obie strony sporu mają rację.

Sięgnięcie dna

Jak trudna jest w Polsce sytuacja organizacji studenckiej, która z założenia chciałaby być aktywna i progresywna, wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę. Reforma szkolnictwa wprowadza w formie zalążkowej niebezpieczne mechanizmy, takie jak możliwość ubiegania się o środki publiczne również przez uczelnie prywatne, pobieranie opłat za drugi kierunek studiów czy zezwolenie na odsunięcie od władzy ciała kolegialnego i zastąpienie rektora menadżerem, jeśli uczelnia publiczna boryka się z problemami finansowymi, i wiele innych. Ze względu na feudalno-oligarchiczny charakter polskiej nauki i szkolnictwa wyższego liberalne zmiany proponowane przez minister Barbarę Kudrycką, posiadają jednak pewien emancypacyjny charakter. Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie w stosowanej do tej pory argumentacji nie chce tego uwzględnić. Dzięki temu potencjałowi reformy te zdobywają rzesze zwolenników. Dlatego przyjęta przez DZS strategia otwartej konfrontacji raczej nie przyniesie żadnych wyraźnych pozytywnych efektów. Ponieważ brakuje alternatywnego projektu i języka do opisu zmian w polskim szkolnictwie wyższym, jakikolwiek sprzeciw wobec reformy utożsamiany jest przez większość studentów z próbą obrony status quo przed modernizacją. A przecież nic takiego nie jest naszym zamiarem.

Nie trzeba aktywnie śledzić ruchu studenckiego, aby po frekwencji i przebiegu protestów zorientować się, że potrzebna jest zmiana strategii. Nawet przygodny obserwator dostrzeże, że opieranie działań na happeningach – jak robi to DZS – nie przynosi pożądanych rezultatów. Podobnie jak propozycja rozpoczęcia „studenckich konsultacji społecznych”, gdy ustawa jest już po poprawkach Senatu. Pomińmy jednak oderwanie od realiów takiego działania. Organizatorzy powinni pamiętać, że każda osoba przychodząca na jakieś wydarzenie poświęca swój czas, a gdy za którymś razem zobaczy, że go marnuje, to po prostu przestanie przychodzić. Obawiamy się, że „smutne minki” przyniosą zalążkom ruchu studenckiego w Polsce więcej strat niż korzyści.

Przykłady ze wschodu i południa Europy

Walka o wolną, emancypacyjną i darmową edukację nie musi się wcale odbywać w utartej formie listów, petycji czy manifestacji. Oddolne i autonomiczne inicjatywy edukacyjne mogą być narzędziem w walce o rozsądny system edukacji publicznej. Jak może wyglądać protest czy happening studencki wykorzystujący tego typu środki, członkowie i członkinie DZS mogą się przekonać, śledząc codziennie doniesienia Międzynarodowego Ruchu Studenckiego czy przeglądając strony Edu-Factory. Dziesiątki podobnych akcji dzieją się każdego miesiąca na całym świecie. Dwa poniżej wymienione przykłady są tylko instruktywnym wyimkiem z ogromu politycznej działalności studentów w Europie. Uważamy, że punktem wyjścia dla DZS powinno być gruntowne przemyślenie tego typu działań, odbywających się przy małej liczbie potencjalnie zainteresowanych uczestników i przy zaangażowaniu niewielkich nakładów sił i kosztów.

W lutym 2008 roku Uniwersytet Europejski w Petersburgu został zamknięty z powodu braku odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych w jednym z budynków. Studenci i doktoranci związani z tą uczelnią, wiedząc, że był to tylko pretekst do politycznej zemsty, postanowili wyprowadzić uczelnię na ulicę. Blisko siedemdziesięcioro studentów i studentek wzięło udział w pierwszych zajęciach Ulicznego Uniwersytetu (jak nazwali swoją inicjatywę) poświęconych historii studenckiego aktywizmu. Wydarzenia powtarzano następnie mniej więcej co dwa tygodnie. Z każdym spotkaniem liczba słuchaczy – jak i spontanicznych akcji towarzyszących – rosła. Do ruchu przyłączyła się kadra z zamkniętego uniwersytetu. To zbiorowe doświadczenie było początkiem formowania się ruchu studenckiego w Petersburgu. Dziś jest to jedno z niewielu miejsc w Rosji, gdzie postępowe ruchy studenckie walczą o wolną i publiczną edukację dla wszystkich.

Innym przykładem budowania ruchu studenckiego na bazie samokształcenia były okupacje uniwersytetów w 2009 roku w Chorwacji. Kraj ten przez ostatnie dwadzieścia lat przechodził transformację ustrojową, przeistaczając się z części wieloetnicznej socjalistycznej republiki w państwo, którego dyskurs publiczny przesiąknięty jest nacjonalizmem, a w społecznej wyobraźni ciężko doszukać się alternatywy dla neoliberalnej doktryny ekonomicznej. Sytuacja ruchów studenckich była tam więc podobna do polskiej. Praca małej grupki aktywistów doprowadziła do wybuchu studenckiego entuzjazmu, który przejawił się w przejęciu kontroli nad Wydziałem Nauk Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie w Zagrzebiu. Przez kilka tygodni studenci prowadzili zajęcia na tematy ściśle związane z budowaniem ruchu i jego świadomości (zajęcia z analizy dokumentów prawnych związanych z reformą szkolnictwa, wykłady na temat historii neoliberalizmu czy ruchów społecznych) oraz prowadzili rozmowy z ministerstwem i mediami za pomocą wydawanych codziennie, a pisanych kolektywnie komunikatów prasowych. Wszystkie decyzje w czasie okupacji były podejmowane przez plenum, zgromadzenie funkcjonujące na zasadach demokracji bezpośredniej, nieposiadające stałych reprezentantów. Plenum decydowało nie tylko o działaniach w obrębie wydziału, stanowisku wobec kadry i administracji, ale także o potencjalnym zakończeniu sprawowania władzy nad wydziałem. Ostatecznie, pomimo że nie osiągnięto głównego celu politycznego, jakim miała być zmiana kierunku reformy szkolnictwa wyższego w Chorwacji (w dużym stopniu zbliżona do polskich regulacji), samo stworzenie, niemal od zera, silnego ruchu w niesprzyjającym otoczeniu politycznym należy uważać za ogromny sukces. Dziś uczestnicy tamtych wydarzeń aktywnie organizują opór przeciwko polityce rządu związanej z kryzysem gospodarczym.


W obu przedstawionych przypadkach mamy do czynienia nie tylko z walką o prawo do edukacji, ale również, czy może przede wszystkim, z edukacją studentów poprzez walkę i opór, poprzez angażowanie ich w demokratyczne wytwarzanie wiedzy na użytek ruchu. Tych dwóch rzeczy w skutecznym działaniu ruchu studenckiego nie sposób oddzielić. A nie ma ich w spontanicznych, happeningowych akcjach Demokratycznego Zrzeszania Studenckiego. Uważamy jednak, że iskra nadziei świta na horyzoncie.

Od czego zacząć: Nowe Otwarcie Uniwersytetu

Niedawno ruszyła inicjatywa Nowe Otwarcie Uniwersytetu, która dobrze rokuje, jesli chodzi o stworzenie szerokiej koalicji i prężnego ruchu na rzecz poprawy sytuacji szkolnictwa wyższego w Polsce. Jej celem ma być stworzenie miejsca dla „równej i oddolnej dyskusji”, w której będą mogły brać udział wszystkie zainteresowane osoby, i wypracowanie wspólnych postulatów. Działania NOU wpisują się w strategię Międzynarodowego Ruchu Studenckiego. Pierwszą akcją zorganizowaną w ramach NOU była dyskusja 19 marca w Polskiej Akademii Nauk. Studenci, doktoranci i pracownicy nauki rozmawiali o reformie szkolnictwa wyższego. Wypracowano pierwszy plany działania. Ich najciekawsze punkty to przeprowadzenie oddolnych badań kondycji szkolnictwa i nauki oraz zorganizowanie międzynarodowej konferencji. Sztandarowym postulatem jest zwiększenie nakładów na naukę do co najmniej 1% PKB. Większość pozostałych dotyczy demokratyzacji uniwersytetów, spraw socjalnych oraz odejście od poglądu, że kluczowym partnerem nauki powinien być biznes.

NOU wydaje się inicjatywą perspektywiczną, jednak wciąż wszyscy mamy wiele do zrobienia. Nadal musimy się uporać z podstawowym problemem: studenci i pracownicy nauki zdają się traktować reformę szkolnictwa wyższego jako coś znajdującego się wciąż na horyzoncie, coś, z czym można jeszcze dyskutować. Musimy dzisiaj otwarcie powiedzieć, że przegraliśmy walkę o kształt ustawy – co wcale nie oznacza konieczności składania broni. Środowiska akademickie muszą zacząć działać w nowej rzeczywistości, szukać w niej miejsca, budować swoją pozycję i na niej opierać swoje postulaty. Ruch walczący o lepszą edukację, nawet jeśli posiada spory potencjał, pogrążony jest wciąż w głębokim chaosie. Ważnym zadaniem dla każdego, kto chce się zająć zmianą obecnej sytuacji, jest stworzenie jak najszerszego frontu i włączenie się w debatę.

Opór i walka stwarzają organizację – nie na odwrót

Co powiedzą nam o przyszłości polskiego ruchu studenckiego „smutne minki”, które dziś o godzinie 17.00 wywieszą na twarzach studentci w kilku polskich miastach? Według nas podtrzymają mylne wrażenie, że jesteśmy bezradni wobec polityków. Jeśli znowu pojawi się niewielu uczestników, na kolejne akcje studentów nie przyjdzie już nawet zdesperowany dziennikarz-stażysta z lokalnej „Gazety Wyborczej”. Tymczasem wcale nie potrzebujemy skupiać na sobie medialnej uwagi, jeśli nie mamy do zaproponowania programu, języka i nie wiemy, kto ma być podmiotem zmian w polskim szkolnictwie wyższym. Każda podobna akcja oddala nas – a nie przybliża – do powstania masowego ruchu studenckiego w Polsce.

Jak mówił jeden z uczestników włoskiego Maja z fabryki Fiata w Mirafiori, to opór i walka stwarzają organizację – nie na odwrót. Problem z dzisiejszymi organizacjami studenckimi w Polsce polega na tym, że dokładają wszelkich starań, aby uzasadnić swoją rolę jako reprezentacji studentów, szukając uznania i rozpoznawalności w mediach, zamiast budować szerokie oddolne porozumienie. Jeśli DZS chce być inicjatorem i uczestnikiem masowego sprzeciwu wobec groźnych mechanizmów wprowadzanych przez reformę minister Kudryckiej, powinno wpierw zająć się wypracowywaniem alternatywnych pomysłów na szkolnictwo wyższe, a także rozpowszechnianiem ich w całej Polsce.

Potrzebujemy dziś nowego otwarcia uniwersytetu. Nie odbędzie się ono jednak bez szerokiego frontu poparcia stworzonego przez masowy ruch studencki.

Paweł Pieniążek (ur. 1989) – członek Krytyki Politycznej, student Katedry Ukrainistyki UW. W roku akademickim 2008/2009 wiceprzewodniczący Zarządu Samorządu Studentów Katedry Ukrainistyki UW. Jest redaktorem dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”.

Krystian Szadkowski (ur. 1986) – członek Krytyki Politycznej, doktorant IF UAM, redaktor naczelny czasopisma „Praktyka Teoretyczna”. Badacz w Instytucie Naukowym Education International w Brukseli. Na portalu ha.art prowadzi serwis Edu-factory.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Bartek Oszczepalski  - Żal.pl   |01.04.2011 21:46:38
W imieniu DZS dziękuje, że zamiast rzeczowej i merytorycznej dyskusji w gronie
lewicowych ugrupowań walczących o bezpłatną edukację, przedstawiciel Krytyki
Politycznej postanowił zrobić pojazd po swoich w mediach. Nie ma to jak dostać
po ł…bie od BCC i ….KP. Zwolennicy reformy już zacierają ręce, bo raczkujący
dopiero ruch studencki w Polsce już się podzielił. Trzeba się zastanowić jaki
cel mieliście w tym, bo w życiu nic się nie dzieje z przypadku. Najzabawniejsze
jest to, że w tym swoim artykuliku nawet nie zarysowaliście żadnej sensownej
alternatywy. Bo chyba alternatywą nie są pogadanki przy kawce?
stb  - kilka uwag   |01.04.2011 23:30:02
1. Jestem pod wrażeniem, że KP w końcu zdecydowało się puścić coś o polskich
studentach, bo na razie można było mieć wrażenie, że jeśli już, to co najwyżej
brytyjscy są ważni.

2. Jeśli chodzi o przykłady z innych krajów: St. Petersburg
- zamknięcie uniwersytetu to jednak dość znaczące wydarzenie, mogące być
katalizatorem działań nawet niezbyt aktywnych dotychczas studentów. Takiego
wydarzenia w Polsce nie ma (nawet podane 70 w tekście 70 osób to jak na polskie
warunki bardzo dużo, zwłaszcza jeśli mieliby to być sami studenci). Pół biedy
gdyby studenci "traktowali reformę szkolnictwa wyższego jako coś
znajdującego się wciąż na horyzoncie, coś, z czym można jeszcze dyskutować".
Problem w tym, że nie mają żadnych planów z nią dyskutować, nawet w przyszłości.
Ona dla nich nie istnieje.

Chorwacja - wszystkie wydarzenia opisywane przez
autorów miały miejsce PO rozpoczęciu okupacji. Nie odpowiada to wciąż na
pytanie, jak może pojawić się ta iskra, która wywoła "wybuch studenckiego
entuzjazmu". Grupka zdesperowanych działaczy może oczywiście przeprowadzić
okupację, ale czy kogokolwiek do siebie tym przekona, czy zostanie zgodnie
okrzyknięta bandą oszołomów?

4. Nowe Otwarcie Uniwersytetu jest inicjatywą
dwóch organizacji, z których jedna to właśnie DZS (druga to samorząd doktorantów
Szkoły Nauk Społecznych PAN) - czy przemilczenie autorów jest świadome, czy nie
wiedzieli o udziale DZS w organizacji spotkania, a może uznali, że taka
informacja w jasny sposób wynika z części tekstu? Tak czy inaczej wydaje się,
jakby dobrze rokujące NOU było skontrastowane z DZSem, podczas gdy takie
zestawienie nie ma sensu.

3. Co nie oznacza, że zamierzam bronić np.
dzisiejszej akcji. Zgadzam się, że DZS za mało podkreśla, że sprzeciwia się
status quo. I że akcje są w znacznym stopniu wyrazem bezsilności. Ale jest to
wyraz bezsilności całego środowiska (nie tylko studentów, niewiele mniejszy
marazm jest wśród pracowników naukowych) i nie ma sensu mówienie "DZS to,
DZS tamto". W tym tekście też nie widzę jasnego przekazu, jakie działanie
byłoby dobre w obecnej sytuacji, w polskich warunkach. Bo też pewnie
odpowiedzieć na to pytanie można tylko w praktyce.
agng  - Cóż, chłopaki….   |01.04.2011 23:36:13
Cóż, droga REDakcjo, od kilku lat już robicie w dyskursie (no może nie dokładnie
wy-autorzy, bo widzę, że panowie eksperci z roczników raczej wczesnostudenckich)
i jakoś lepszych rezultatów nie widać…
Marta  - co na to wykładowcy?   |01.04.2011 23:47:38
A to ciekawe, co piszecie, udział w debacie, debacie zorganizowanej przez DZS
wzięła jakiś czas temu prof. Jadwiga Mizińska, która zauważa, że każdy sprzeciw
ma znaczenie w walce z "Bezdusznym uniwersytetem".
Zamiast powoływać
się na zachodnie ruchy studenckie, warto najpierw zapoznać się z dyskusją
realnie toczącą się w Polsce.
Osobiście uważam, że debata nic nie zmieni, że
dyskusja jest prowadzona od kilkunastu lat i można tu przywołać kilkadziesiąt
(polskich i zagranicznych) nazwisk. Moje pytanie: ile jeszcze można mówić o tym,
że jest źle? Przecież wiemy, że jest.
arig   |02.04.2011 00:31:03
rzadkiej klasy popis bucerki. gratulacje dla towarzyszy z krytyki politycznej -
ciężka orka w dyskursie dała wam pięknych wychowanków:) ta wiara w znaczenie
seminaryjnego klepania odpowiednio mądrze brzmiących banałów
Mandark   |02.04.2011 02:23:19
Tak się składa, że byłem na zorganizowanej przez was dyskusji o reformie w
Krakowie. Było fajnie, przyjemna pogawędka, młodzi "alternatywni" mogli
się trochę polansować. Ale nie dość, że frekwencja mała, to jeszcze nic z tego
nie wynika. Od jednej z uczestniczek dostało się DZS (zresztą niesłusznie, jak
zwróciłem jej uwagę). A co takiego zaproponowali uczestnicy? Nic, spotkali się
we własnym gronie, do nikogo ze swoim przekazem nie dotarli, między sobą też
niczego nie ustalili, niczego nie opracowano. I tak wygląda cała działalność KP.
Fajnie, że wydajecie ciekawe książki i dostarczacie rozrywki warszawiakom, ale
wasze spoglądanie z wyższością na tych, którzy faktycznie chcą działać i w jakiś
sposób angażować społeczeństwo, jest zupełnie nie na miejscu.
Poznaniak  - Więcej warte protesty…   |02.04.2011 03:15:29
Dopóki w młodych żyłach będzie burzyła się krew lewacka, absolutnie nic nie
zyskacie/zyskamy. To, że lewej młodzieży nie spodoba się reforma było oczywiste
dla rządzących, zanim przybrała jakikolwiek kształt.

Dopóki nie zacznie
protestować 22 letni Kowalski o poglądach umiarkowanych a niewyrobionych,
sympatyk PO, który nie całkiem ufa Tuskowi, dopóty całą akcję można rozbić o
kant tyłka.

Lepiej przekonywać tych nieprzekonanych ;)… i na swoich nie
szczekać.
Antek   |02.04.2011 03:23:46
Oczekuję od autorów wskazania alternatywy na której brak w DZSie narzekają.
Słaby, frustrujący tekst.
Benia  - Dwie drogi   |03.04.2011 02:55:27
Tekst nie jest atakiem na DZS, wskazuje za to na błędy w przygotowaniu jego
akcji, co może im tylko wyjść na dobre. Mówię z własnego doświadczenia, byłem na
poznańskiej akcji protestacyjnej i było tam więcej dziennikarzy niż uczestników,
a hasła wykrzykiwane z megafonu nie były ani mądre ani porywające. Można się
było tylko zniechęcić.
Autorzy mają rację, mówiąc, że do wyjścia na ulicę można
studentów i licealistów przekonać nie "fajowymi" (czytaj - głupkowatymi)
hasłami, tylko rzetelną i trafną argumentacją dotyczącą obecnego stanu edukacji
i perspektyw na pracę po jej zakończeniu.

Należy więc robić dwie rzeczy naraz -
gadać, gadać do znudzenia i prezentować alternatywy, oraz ruszać z radykalnymi
akcjami protestacyjnymi (okupacje itp.). Problem w tym, że do pierwszego trzeba
mieć głowę, a do drugiego jaja. Rzadkie połączenie, niestety.
Mateusz Piotrowski   |03.04.2011 10:49:51
Pozwolę sobie wrzucić swój tekst z dyskusji na FB:

Rozumiem, że po lekturze
tego tekstu można było poczuć się dotkniętym (sam się tak poczułem - zważywszy
na to ile energii włożyłem w zorganizowanie tych akcji np. NOU), ale trzeba
zachować spokój. Przede wszystkim dla dobra ruchu.

Uważam, że podejście autorów
jest co najmniej nieprofesjonalne (jeśli nie nierzetelne). Nie pofatygowali się,
żeby opisać (lub dowiedzieć sie) kto zorganizował NOU etc. Tym niemniej nie ma
sensu wpadać w konfrontacyjną retorykę. Trzeba spokojnie rozważyć konstruktywne
propozycje autorów:

1. Okupacja uniwersytetu byłaby świetnym pomysłem, ale w
obecnych warunkach nie ma szans powodzenia. Póki co ogół studencki jest
zdemobilizowany. Propozycja okupacji uczelni spotkałby się z brakiem zrozumienia
(jeśli nie gorzej). Taką akcję można podjąć, gdy zakorzenimy się trochę w
środwisku studenckim, gdy będziemy bardziej rozpoznalwani, silniejsi, a przede
wszystkim gdy będziemy oficjalnie zarejestrowani (nad czym właśnie pracujemy).
To bardzo ważne z punktu widzenia prawnego.

2. Przechodząc do drugiej
propozycji Autorów
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.18560 Seconds