|
W artykule Porzućmy anachroniczne metody Bojan Stanisławski wzywa do zmiany sposobu obchodzenia Święta Pracy, ponieważ tradycyjne sposoby działania powodują głównie frustrację i poczucie klęski. Tegoroczne obchody w Warszawie wydają się to potwierdzać. Około 150 osób zgromadził wiec pod siedzibą OPZZ. Mniej więcej tyle samo osób wzięło udział w zorganizowanym przez lewicę radykalną Marszu Pustych Garnków. Na wieczornym koncercie zespołu R.U.T.A., który grał w Nowym Wspaniałym Świecie „pieśni buntu i niedoli”, było 400 osób. Niby to niewiele więcej, ale nastrój panował inny. Sala była wypełniona po brzegi.
Pora przemyśleć formułę świętowania 1 Maja. Problemem nie jest ani pochód, ani nawet niska liczba uczestników. Pierwsza Manifa, która odbyła się w 2000 roku, też nie była liczna. Uczestniczyło w niej ok. 200 osób. Ale nie było poczucia zniechęcenia, wręcz przeciwnie. Manifa pachniała wiosną. W powietrzu unosiła się ekscytacja, mobilizacja do walki i poczucie, że oto zaczyna się coś nowego.
Te same emocje mogą towarzyszyć Świętu Pracy. Wystarczy, że zainspirujemy się Manifą i wprowadzimy w sposobie świętowania 1 Maja drobne zmiany.
Po pierwsze, łączenie tradycji z nowością. Manifa nie była nigdy tylko marszem. W pierwszych latach towarzyszyły jej happeningi i występy feministycznych grup artystycznych – Radykalnych Czirliderek i zespołu hiphopowego Duldung. Później program Manify zaczął obejmować zbieranie funduszy za pomocą koncertów benefitowych, internetowych aukcji dzieł sztuki czy pomanifowych afterparty. Zaczęto organizować debaty związane z tematem przewodnim Manify, pojawił się manifowe gazetki. Manifa stała się dorocznym rytuałem, stworzyła własną tradycję, ale co roku zaskakuje czymś nowym. Manifa nie jest przewidywalna.
Po drugie, aktualne i mobilizujące postulaty. Każda Manifa ma swoje hasło przewodnie, które wyraża aktualne wyzwania. Za rządów Jerzego Buzka na pierwszy plan wysuwało się prawo do aborcji i parytety. W epoce PiS-owskiej „rewolucji moralnej” – świeckość państwa i prawa lesbijek. Pod rządami PO – zdrowie kobiet, prawa pracownicze i kwestia umów śmieciowych. Celem Manify nie jest tylko przejście ulicami Warszawy. Chodzi o zwiększenie widoczności określonych problemów, wysunięcie konkretnych żądań. Postulaty są formułowane w ten sposób, że mobilizują nie tylko osoby popierające prawa kobiet w ogólności, lecz także konkretne grupy: pielęgniarki, pracownice supermarketów, lesbijki. Manifa łączy nie tylko tradycję z nowością, lecz również żądania uniwersalne z partykularnymi.
Po trzecie, pierwszeństwo ruchu społecznego przed polityką. Manifa nie jest partyjnym wiecem, jest organizowana przez nieformalne Porozumienie Kobiet 8 Marca. Partie polityczne mogą uczestniczyć na warunkach, które co roku są ustalane na nowo. Polityczni zawodowcy mają tu słuchać, a nie brylować. Początkowo partie polityczne w ogóle nie mogły brać udziału w Manifie z własnymi flagami. Innym razem mogły przyjść z własnymi flagami, ale szły w osobnym, wydzielonym bloku. Ostatnio zabronione były flagi, ale dozwolone koszulki i chusty z partyjnym logo. Dopuszczono też umieszczenie partyjnego logo na transparencie, pod warunkiem, że transparent będzie dotyczył praw kobiet, zaś logo nie zajmie więcej niż 10% powierzchni. Istotny jest tu nie tyle konkretny kształt tych reguł – w tej kwestii toczą się wciąż dyskusje, wiele osób uważa te zasady za zbyt restrykcyjne. Ale naprawdę ważny i godny naśladowania jest sam fakt, że ruch społeczny pilnuje swojej autonomii wobec profesjonalnej polityki.
Co ważne, liczba uczestników Manify nigdy nie była jedynym, ani nawet głównym kryterium jej sukcesu. Oczywiście organizatorki brały pod uwagę i ten aspekt. Pierwsze Manify odbywały się dokładnie 8 marca, bez względu na dzień tygodnia. Później zaczęto wyznaczać datę Manify na dzień wolny od pracy, tak aby mogło w niej wziąć udział więcej osób. W przypadku 1 Maja w trudności ze zmobilizowaniem ludzi wynikają z tego, że Święto Pracy stanowi część długiego weekendu, często przypadając w jego środku. Trudno dziś wyobrazić sobie, że 1 Maja mógłby podobnie jak 8 Marca stać się świętem ruchomym. Warto jednak zbudować program obchodów tak, by osoby wyjeżdżające na długi weekend mogły zasilać imprezy towarzyszące, ci zaś, którzy przychodzą na pochód, mieli poczucie uczestniczenia w czymś ważnym, bez względu na to, czy będzie ich akurat więcej czy mniej.
Oczywiście nie wszystko można skopiować, ale wiele pomysłów może okazać się inspirujących. Obudowanie pochodu koncertami, debatami, gazetkami i innymi wydarzeniami pozwoliłoby przełamać rutynę i przyciągnąć nowych ludzi. Za wszelką cenę musimy uniknąć sytuacji, w której sukces 1 Maja mierzony będzie tylko liczbą uczestników pochodu. W marszu powinno chodzić przede wszystkim o uwidocznienie konkretnych, aktualnych żądań i problemów. Wtedy więcej osób będzie miało powód, by się na nim pojawić. Najważniejsze jednak – i najtrudniejsze – jest przedefiniowanie stosunków między ruchami społecznymi a profesjonalną polityką. Święto Pracy może na tym tylko zyskać. Powinno być organizowane przez szerokie porozumienie organizacji społecznych, związków zawodowych, ruchów lokatorskich i studenckich, kooperatyw, środowisk alternatywnych itd. itp. Dzięki temu mogliby się spotkać – na partnerskich warunkach – przedstawiciele dużych central związkowych i działacze lewicy radykalnej.
Czy uda przełamać impas, w jakim się znaleźliśmy? Czy możliwe jest powołanie jakiegoś Porozumienia 1 Maja, które zajęłoby się organizacją obchodów? To wymagałoby dobrej woli, otwartości, gotowości do kompromisów i pomysłowości ze strony wielu osób i organizacji. Mam nadzieję, że tak się stanie. Że damy Świętu Pracy szansę.
Na podobny temat
|
Ciekawostka dla austriaka: w Austrii ...
Dzieciofobiczna postawa propagowana w...