Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mościcki: Jelenia Góra to cała Polska Drukuj
Paweł Mościcki   
03.02.2009

Właśnie w takich momentach jak ten – gdy ważą się losy Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze – wszyscy ludzie kultury powinni wyjrzeć ze swojego apolitycznego kokonu i zająć wreszcie zdecydowane stanowisko, mówiąc wprost o tym, co się dzieje i dlaczego trzeba się temu sprzeciwiać. W przeciwnym razie sami obudzą się za chwilę w kraju, w którym nie będą mieli już żadnego wpływu na własny los i w całości zależeć będą od polityki urzędników. A co się dzieje? Przez kilkanaście lat teatr w Jeleniej Górze był miejscem pustym, wtórnym i nie odwiedzanym przez nikogo z zewnątrz. Ktoś tam coś sobie wystawiał, ktoś pewnie nawet to oglądał, tyle że nijak nie wykraczało to poza poziom teatralnej rozrywki.

Gdy kierownictwo artystyczne sceny objął Wojtek Klemm rozpoczęły się dwa równie niesamowite, choć zupełnie przeciwstawne procesy. Z jednej strony w ciągu półtora roku powstały w teatrze spektakle dobre, ważne i bardzo ważne. Wszystkie przygotowywane przez wyróżniające się postacie w polskim życiu teatralnym. Jelenią Górę nagle zaczęli odwiedzać krytycy i widzowie z całego kraju a spektakle oglądali jurorzy najprzeróżniejszych festiwali. Okazało się, że miejsce niepozorne i długo zapomniane może tworzyć spektakle na wysokim poziomie artystycznym a swoją działalnością pobudzać także istotne dyskusje o tym, co trawi nasze społeczeństwo.

Niestety, równolegle do tego procesu rozpoczął się inny, w którego dynamikę jeszcze trudniej jest uwierzyć. W mieście ruszyła prawdziwa, zmasowana kampania przeciwko kierownictwu Klemma i jego pomysłom: od nacisków dyrektora naczelnego i jego zaufanych ludzi przez insynuacje części lokalnej prasy po zabiegi urzędników o jego zwolnienie. Trudno nadziwić się temu nagromadzeniu złej woli. Czy naprawdę miasto tak bardzo pragnie mieć wyłącznie trzeciorzędny teatrzyk zamiast sceny szanowanej w całym kraju? Czy rzeczywiście dziennikarze w Jeleniej Górze nie są w stanie dojrzeć wartości w czymś, co niemal wszyscy krytycy z różnych „obozów” uznali za prawdziwie istotne zjawisko artystyczne? Wszystko na niebie i ziemii mówi mi, że chyba wcale nie chodzi tu o teatr i sztukę tylko o jakieś interesy, które przed przyjazdem Klemma i zwróceniem świateł opinii publicznej można było świetnie prowadzić nie przejmując się artystycznym upadkiem sceny.

Nie trzeba chyba nikomu przypominać, że sprawa teatru w Jeleniej Górze nie jest jedynym przykładem ordynarnej i niemądrej ingerencji urzędników w życie teatralne. Podobną sytuację przeżywały w swoim czasie teatry w Gdańsku, Wrocławiu czy Warszawie. Wszystkie te sprawy zawsze mają dwa wymiary, rozgrywają się na dwóch poziomach, ściśle ze sobą związanych. Sytuacje jak ta w Jeleniej Górze odsyłają przede wszystkim do kwestii bardzo ogólnej: jak ma wyglądać kultura w Polsce. Czy ma być prostą rozrywką zarządzaną przez urzędników wedle ich (niestety) najczęściej banalnych gustów i ignorancji, czy może stać nas na to, aby uczynić z niej przestrzeń zarówno artystycznych, jak i ideowych poszukiwań?

W Jeleniej Górze urzędnicy za wszelką cenę chcą zburzyć coś, co powinno być ich zazdrośnie strzeżonym skarbem. Zamiast nieustannie pytać Wojtka Klemma co mogą jeszcze zrobić, aby umożliwić mu rozwój jego pomysłów i komfort zarządzania instytucją, wszystkimi siłami starają się rzucić nań podejrzenia lub zdezawuować jego pracę. Teraz posunęli się do tego, by za pomocą nowych przepisów uniemożliwić mu dalsze kierowanie sceną. Nie myślą o konsekwencjach, o zespole teatru (w całości stojącym murem za dyrektorem artystycznym), straconej szansy na teatr z prawdziwego zdarzenia, z najwyższej półki. To nie tylko krótkowzroczność i działanie na szkodę własnego miasta. To również czytelny komunikat państwa wobec jego obywateli: chcecie poważnej sztuki? Jedźcie do Berlina albo Moskwy. Tutaj panować będzie na wieki banał i sztampa, bo my najlepiej czujemy się w takiej mętnej wodzie. I nieźle na tym wychodzimy.

W tym wymiarze sprawa nie dotyczy bezpośrednio Klemma. Klemm sobie poradzi: to reżyser, który może robić spektakle gdzie tylko chce, w Polsce lub w Niemczech, we własnym teatrze lub gościnnie. Ma do tego wystarczający talent i możliwości. Ale na innym poziomie chodzi właśnie o niego i tylko o niego. W końcu te ogólne zasady i ideały artystyczne – od których teraz urzędnicy gremialnie odwracają się plecami – musi wprowadzać zawsze jakaś konkretna osoba, wraz z określonymi współpracownikami, gotowymi wspierać jego wizję. Skoro Wojtek Klemm poświęcił Jeleniej Górze tyle czasu i energii, osiągając szybko niezwykle udane efekty, właśnie on powinien być predestynowany do kierowania sceną tak długo jak będzie chciał. Byłoby to oczywiste wszędzie w zachodniej Europie, gdzie walczy się wciąż o to, by kultura oferowała społeczeństwu coś więcej niż ponury rytuał albo bezmyślną zabawę. Byłoby to także jasne prawie wśród naszych sąsiadów, którzy intensywnie starają się wyprowadzić instytucje sztuki z iście sowieckiej zależności od horyzontów myślowych urzędnika. Dlaczego nie jest to oczywiste w Polsce?

Zamiast krytykować poziom zarządzania kulturą w Polsce i zrzymać się na nieustanne nękanie działań artystycznych przez ludzi, którzy nic z nich nie rozumieją, powinniśmy zacząć czynnie starać się o to, aby to nie mieli oni decydującego głosu w naszych sprawach. Dotyczy to zarówno ludzi teatru, jak i literatury, filmu czy pracowników wyższych uczelni. Czynny udział w tych rozstrzygnięciach oznacza wejście w obszar polityki, zaangażowanie we wspólne organizowanie przestrzeni wspólnoty oraz swobodnej dyskusji. Nikt nam nie gwarantuje żadnej autonomii, trzeba ją sobie dopiero wywalczyć. Pamiętajmy przy tym o prostym rachunku: na jednego Klemma przypada w tym kraju kilkudziesięciu ludzi złej woli.

  

Komentarze
Dodaj nowy
hasos   |05.02.2009 08:33:19
mieszkam niedaleko jeleniej góry a przez 3 lata mieszkałem w jeleniej,
studiowałem polonistykę. Przez te 3 lata, jako student polonistyki - co
podkreślam, nie byłem w tym teatrze! może dziwne…, ale prawda jest taka że nie
było na co pójść! grało się tam, jak pisze mościski, totalny szit. teraz, kiedy
ktoś zaczął robić coś ciekawego, zaczyna się gnoić - choć nie jest to dla mnie
dziwne. nie wiem jak jest w innych niewielkich miastach, ale w jeleniej panuje
pewien układ (jak mówił kaczyński:) ). jeśli nie jesteś z nami, to jesteś
przeciwko, więc wyp… nie jest to tylko kwestia teatru. w JG istnieje wyższa
szkoła zawodowa - kolegium karkonoskie. nie wiem jak było na innych wydziałach
ale na polonistyce nie pracują już ci ważni i młodzi pracownicy, którzy
pracowali, kiedy tam studiowałem. z tych samych powodów, z których zapewne
niedługo nie będzie w teatrze pracował klemm. w kolegium rządzi teraz dawny
beton pezetperowski, jeden kolega jest przez jakiś czas rektorem, a drugi
dziekanem, później zmiana - rektor na dziekana, a dziekan na rektora.poza tym
pełno osób bez kwalifikacji do prowadzenia jakichkolwiek zajęć. tak to niestety
wygląda, a szkoda, bo miasto to ma potencjał: blisko czech i niemiec, atrakcyjna
turystycznie okolica, 3 uczelnie wyższe, galeria (w której notabene kozyra
realizowała część ze swego projektu-tasiemca). teraz zaczął działać klub KP,
więc młodzież akademicka może się gdzie w końcu kulturalnie podziać, ale
niestety - jak coś nie jest po myśli władz, to trzeba udupić. tym sposobem JG,
miasto o dużym potencjale ludzkim i kulturowym, wciąż będzie zaściankiem.
wystarczy spojrzeć co się stało z ważną na mapie europy i świata imprezą teatrów
ulicznych - przez zaniedbania i brak pomysłów stało się niszową imprezką, na
którą nikt już nie przyjeżdża - ani widownia ani teatry - jedynie znudzeni
mieszkańcy oglądają bezsensowne spektakle jakiś amatorów. szkoda
Sopor   |05.02.2009 09:10:56
Tak to już jest jak artysta działa pod mecenatem państwa. Miała być
niezależność, a jest zależność od szemranych interesów urzędniczych sitw.

A
może zamiast postulować podnoszenie podatków na różne "ważne cele
społeczne", które w praktyce okazują się być przyziemnymi celami osobistymi,
obniżyć podatki tak by każdy pracujący mógł własnymi pieniędzmi wesprzeć
interesujący go projekt na przykład teatr Wojtka Klamma? Byłby wtedy niezależny
od koterii w miejscowym urzędzie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.84354 Seconds