Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Michalski: Żeby Powstanie nie poszło na marne |
|
|
Cezary Michalski
|
|
31.07.2010 |
P.o. prezydenta RP Grzegorz Schetyna wygłosił w przeddzień 66 rocznicy rozpoczęcia Powstania Warszawskiego (gdzie jest trzecia szóstka w tej satanistycznej rocznicy?) klasyczne rocznicowe przemówienie. Mógłby je wygłosić Lech Kaczyński, mógłby je wygłosić Aleksander Kwaśniewski, bo każdy rządzący dzisiejszą Polską musi je wygłosić, podobnie jak każdy rządzący dzisiejszą Polską musi negocjować obecność krzyża na Krakowskim Przedmieściu z harcerzami i kurią. Takim jesteśmy krajem, i dopóki nie będziemy innym (dopóki nie zmienią nas hipermarkety, Jola Rutowicz, Krytyka Polityczna, szwedzkie państwo opiekuńcze albo niemiecki dobrobyt) nie oczekujmy, żeby inaczej zachowywali się ludzie, którzy z jakichś powodów pragną nami rządzić.
Były w przemówieniu Schetyny obowiązkowe słowa, że „ta ofiara nie pójdzie na marne”, choć nie było kryteriów – kiedy pójdzie, a kiedy nie pójdzie. Do Schetyny dołączyła Hanna Gronkiewicz-Waltz, mówiąc – jak mówi się tu w takim dniu zawsze od pół wieku - o „mieście nieujarzmionym”.
W Powstaniu Warszawskim zginęło, w zależności od szacunków, od 1570 do, maksymalnie, 2000 żołnierzy niemieckich („cichociemny” i oficer sztabu Komendy Głównej AK podpułkownik Felicjan Majorkiewicz „Iron” już pod koniec Powstania precyzyjnie szacował straty niemieckie na ok. 10 000 zabitych i rannych, co znalazło później potwierdzenie w niemieckich archiwach, w proporcji 1570 zabitych i ponad ośmiu tysięcy rannych, w polskiej historiografii liczba 10 000 bardzo szybko stała się liczbą zabitych Niemców, powiększoną z czasem do kilkunastu tysięcy). I w zależności od szacunków zginęło w nim od 130 000 do 180 000 powstańców i cywilnych Warszawiaków. W najbardziej nieprzychylnym dla Powstania wyliczeniu, na jednego zabitego niemieckiego żołnierza przypada stu Polaków. Gdyby utrzymać taką proporcję strat nieco dłużej, Niemcy mogliby zdziesiątkować naród średniej wielkości płacąc za to jedną swoją dywizją. Nazywanie tego „walką” jest kłamstwem. Kontynuowanie tej „walki” przez 63 dni jest zbrodnią. I słusznie Jarosław Marek Rymkiewicz rozpoczął swoją literacką akcję na rzecz oficjalnego przemianowania Powstania Warszawskiego po prostu na „masakrę”.
Skoro już jednak mamy ok. 150 000 ofiar, co zrobić, żeby nie poszły na marne? Jest na to pytanie odpowiedź dla polityków i dla kontestatorów. Zacznijmy od pierwszej.
Kiedy Putin zaczął lepić nową Rosję, do budowy fasadowego imperium, za którego zasłoną próbował także odbudować jako tako funkcjonujące państwo, użył wszystkiego co było pod ręką: nostalgii za carem, kultu Stalina, cerkwi, leninowskiej mumii, wojny ojczyźnianej… Kiedy ktokolwiek znajdujący się u władzy w Warszawie próbuje lepić Polskę, obojętnie czy będzie to Tadeusz Mazowiecki, Waldemar Pawlak, Leszek Miller, Aleksander Kwaśniewski, Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, czy Bronisław Komorowski… każdy z nich po prostu musi używać katolicyzmu, nostalgii za PRL-em, polskiego papieża, odbudowy Warszawy z ruin, piłsudczykowskiej i gierkowskiej industrializacji, a wreszcie kultu Powstania Warszawskiego. Polską, podobnie jak Francją i każdym krajem poza momentami rewolucji (a w Polsce zjawisko rewolucji nie zachodzi, chyba że się ją importuje) rządzi się z centrum. I to obojętnie, czy rządzący jest królem, dyktatorem czy demokratycznie wybranym premierem albo prezydentem. Polskie centrum mniej więcej od 1956 roku zawiera także kult Powstania Warszawskiego. Odpowiedź polityczna brzmi zatem, z kultem Powstania Warszawskiego nic nie można zrobić. Nie można z nim w Polsce polemizować, tak samo jak nie można w Polsce polemizować z Kościołem, nawet gdyby taka polemika sam Kościół w Polsce mogła uratować przed degeneracją.
Ale jest też odpowiedź dla kontestatorów.
Józef Mackiewicz, Stefan Kisielewski, Stanisław Cat-Mackiewicz, Andrzej Bobkowski… wszyscy, którzy mówili otwarcie, że Powstanie Warszawskie było głupotą i zbrodnią, uważali, że jedynym sposobem na to, aby jego ofiary nie poszły na marne, jest głośno powtarzać Polakom, że było ono głupotą i zbrodnią (przy czym było zbrodnią Niemców i Rosjan, a zbrodnią i głupotą Tadeusza Bora-Komorowskiego i dowództwa AK). Jednak nawet oni wiedzieli, że rządzić Polską powtarzając takie rzeczy nie można. Konieczne jest zatem minimalizowanie strat wynikających z koniecznego minimum kultu Powstania Warszawskiego.
Jeśli chodzi o moją radę, to najlepiej zacząć minimalizować straty od Muzeum Powstania Warszawskiego, korzystając z nie wiadomo jak długiego okresu, kiedy Polską nie rządzi żaden prawowity następca Lecha Kaczyńskiego. Konieczne jest nie tylko odpolitycznienie Muzeum, ale o wiele więcej - pozbawienie tego miejsca jakiejkolwiek funkcji wychowawczej, wychowywania przy jego pomocy małych albo dużych powstańców, małych albo dużych patriotów. Nie dlatego, że Polsce nie są potrzebni patrioci, ale dlatego, że nie są jej potrzebni patrioci, którzy będą gotowi zaryzykować zbrodnię na własnym narodzie. A tylko takich patriotów można wychować używając jako narzędzia pedagogicznego kultu Powstania Warszawskiego.
Konieczne jest zatem zamienienie Muzeum Powstania Warszawskiego w martwy pomnik, skoro – jak już sobie powiedzieliśmy – żadna władza póki co nie może go zamienić w miejsce mówienia prawdy o tym, czym było Powstanie Warszawskie, bo dla każdej władzy byłoby to zbyt niebezpieczne. Narody chcą słuchać kłamstw na własny temat, rzeczą mądrych elit jest nie przekraczanie w takich kłamstwach granicy bezpieczeństwa. Głupie elity będą się w kłamstwie licytowały. Lech Kaczyński i jego polityczne otoczenie, właśnie poprzez sposób interpretowania Powstania Warszawskiego, było przykładem elity najgłupszej.
Powstanie Warszawskie mogło być rozliczone przez jego uczestników. Wiesław Chrzanowski opowiada każdemu, kto pragnie go słuchać, jak młodzież wychodząca z Powstania nienawidziła Bora-Komorowskiego, kiedy już zrozumiała, że Powstanie było masakrą, nie walką. Niestety, sposób potraktowania AK przez stalinowskie władze po roku 1945 całkowicie zablokował proces koniecznego, normalnego, politycznego osądzenia sprawców Powstania. Młodzi AK-owcy próbując się przystosować do nowej Polski popadali w nihilizm, najbardziej utalentowani spośród nich jeździli do Nieborowa, gdzie nawracali się na socrealizm i zaczynali np. zarzucać prawdziwym socjalistom z „Kuźnicy” „drobnomieszczańskie odchylenie”. Ale wyjście przez nihilizm z powstańczej tradycji nie było możliwe. Po 1956 roku AK-owcy, którzy parę lat wcześniej próbowali wyjść z kultu powstania poprzez nihilizm, poczuli się przygnieceni jeszcze większym ciężarem winy i zależności wobec powstańczej tradycji. Ostatecznie wszyscy – od komunistycznej władzy, próbującej od 1956 roku przekonać Polaków, że ona także „rządzi Polską z centrum”, aż po opozycjonistów - spotkali się w kulcie powstania warszawskiego.
PRL przez trzy ostatnie dekady swego istnienia uprawiała kult Powstania. Rządzącym był ten kult potrzebny do pokazania, że po okresie „stalinowskiego radykalizmu” (jak powszechnie wiadomo realizowanego nie przez „prawdziwych moczarowskich Polaków”, ale przez „żydokomunę”), także tym krajem, krajem przecież zupełnie zwyczajnym, władza rządzi z centrum. Ale kult powstania potrzebny był władzy także przeciwko Niemcom, gdyż antyniemieckość była w PRL ważniejszym źródłem legitymizacji niż jakiś tam „socjalizm”, w który nie wierzył nikt, może poza Jackiem Kuroniem i Karolem Modzelewskim.
Powstanie Warszawskie uczy nas ogromnej ostrożności w projektowaniu tzw. polityki historycznej. Powstanie wzięło się bowiem z jednego drobnego kłamstwa. Z kłamstwa na temat aktu założycielskiego II RP. Polacy, na skutek wielu własnych zaniechań i niezbyt im sprzyjającej sytuacji geopolitycznej, nie byli w stanie uratować swego państwa w XVIII wieku. Tym bardziej w 1918 roku nie byli go w stanie sami odzyskać. Umieli jednak sensownie wykorzystać geopolityczne okoliczności, jakie stworzyła I wojna światowa (dla wszystkich poza Polakami była ona katastrofą, ale ta katastrofa zniszczyła – przynajmniej na chwilę - wszystkie trzy państwa zaborcze jednocześnie). I tę chwilę polskie elity politycznie wykorzystały. Wykorzystali ją Dmowski, Piłsudski, socjaliści, ludowcy, endecy… Polskie elity były w miarę przygotowane i w miarę przygotowane było polskie społeczeństwo. Problem pojawił się później, kiedy w 1926 roku Piłsudski obalił demokrację – istotnie, tak samo mało „sympatyczną” jak Platforma Obywatelska, ale nie znaczyło to wcale, że fajniejszy od niej musiał się okazać charyzmatyczny dyktator. Po zamachu majowym, niestety krwawym, Piłsudski potrzebował mitycznej „polityki historycznej” dla uzasadnienia, czemu akurat on miał prawo demokrację zniszczyć, żeby państwo polskie uzdrowić. Wówczas pojawił się mit „rozbrajania Niemców w Warszawie” 11 listopada 1918 roku.
Piłsudski dzięki negocjacjom ze swoimi socjalistycznymi przyjaciółmi w zrewoltowanym niemieckim garnizonie Warszawy umożliwił wówczas wyjście ze stolicy wielotysięcznych, świetnie uzbrojonych oddziałów okupacyjnych, które poszły robić rewolucję w Berlinie. Nieliczne przypadki szamotaniny z niemieckimi żołnierzami były pacyfikowane zarówno przez ludzi Piłsudskiego jak i przez niemieckich dowódców. Niestety, Piłsudskiemu po 1926 roku potrzebny był mit jednego przynajmniej zwycięskiego, krwawego powstania. Wtedy pojawiło się „rozbrajanie Niemców w Warszawie”.
Problem nie jest nawet to, że Sanacja używała tego mitu w szkole, do wychowywania przyszłego AK-owskiego pokolenia. Niestety, Sanacja w tym micie zaczęła wychowywać się sama. W tym micie wychowała także własną kadrę oficerską, która w kluczowym i tragicznym dla Polski momencie stała się dowództwem AK.
Bór Komorowski chciał powtórzyć „rozbrajanie Niemców w Warszawie” nie takie, jakim było ono naprawdę, ale takie, jakim zostało ono przedstawione w polityce historycznej Sanacji. „Rozbrajanie Niemców w Warszawie” - to mityczne, a nie to realne - chciała też powtórzyć konspiracyjna młodzież. Każdy z nas chciałby powtórzyć „rozbrajanie Niemców w Warszawie” z sanacyjnych czytanek. Śliczni chłopcy (i zapatrzone w nich śliczne dziewczęta, jako że były to czasy jeszcze sprzed genderowej świadomości, choć i w tamtych czasach zdarzały się przykłady realnego międzypłciowego partnerstwa) w ślicznych bryczesach i butach z cholewami, a czasami nawet z wyglancowanym pistoletem lub stenem, choć to akurat należało do rzadkości. Niestety, próba odegrania przez sympatyczną młodzież i jej mniej sympatycznych dowódców malowniczego powstańczego mitu pomiędzy na poważnie walczącymi o przeżycie i władzę nad światem armiami Stalina i Hitlera musiała się skończyć masakrą.
A dlaczego ja osobiście nie fascynuję się ruinami Warszawy w 3D zaproponowanymi mi przez „muzealników” na kolejną rocznicę masakry? Ponieważ przez wszystkie lata szkoły podstawowej, liceum i studiów oglądałem te ruiny kolejno w gomułkowskiej, gierkowskiej, a wreszcie jaruzelskiej TVP. Oglądałem je naprawdę bez przerwy. Przez każdy sierpień, kiedy Powstanie wybuchło, przez każdy wrzesień, kiedy trwało i przez każdy październik, kiedy upadło. A także przez całą resztę roku, bez żadnej okazji. Jedyna różnica polega na tym, że ruiny przedstawiane w tamtych filmach dokumentalnych, fabułach, programach publicystycznych i informacyjnych nie były trójwymiarowe. Ale jeśli mam coś oglądać wyłącznie z powodu dodania technologii 3D, to wybiorę raczej „Shreka Forever” niż niepotrzebne samobójstwo mojej ojczyzny. Nie jestem w końcu jakimś pojebanym, faszyzującym szwedzkim metalowcem z zespołu Sabaton.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 01.08.2010 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...