Nowość w sklepie kp
Komentarze
CYTAT DNIA
Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
|
|
Malinowska, Sierakowski: Rozmawiajmy o narkotykach |
|
|
Kasia Malinowska-Sempruch, Sławomir Sierakowski
|
|
25.06.2009 |
Narkotyki i większość substancji psychoaktywnych obłożone są w Polsce anatemą. W ostatnim dziesięcioleciu wytworzono u nas klimat paniki moralnej wokół problemu: media zgodnym chórem utożsamiają przygodne zażywanie np. marihuany z uzależnieniem, politycy prawie wszystkich opcji popierają stosowanie surowych kar za posiadanie choćby niewielkich ilości narkotyków, a ujawnienie epizodycznych przypadków zażywania czegokolwiek przez osoby publiczne traktuje się w kategoriach skandalu.
Rzecz w tym, że cała ta atmosfera nie ma nic wspólnego z rzetelną wiedzą na temat skutków używania środków psychoaktywnych, skali tego zjawiska w naszym kraju czy wreszcie kosztów społecznych obecnej, niezwykle represywnej polityki narkotykowej w Polsce.
W poszukiwaniu niecodziennych doznań
Na tle reszty Europy pod względem spożycia środków psychoaktywnych Polska znajduje się mniej więcej w środku stawki – nieco wyżej, gdy chodzi o amfetaminę, niżej – gdy uwzględnimy tylko marihuanę. Można się spierać, czy decyduje o tym charakter poszukiwanych doznań czy raczej system produkcji i dystrybucji. Marihuana rozluźnia, sprzyja integracji z innymi ludźmi. Amfetamina zwiększa efektywność i pobudza indywidualnie.
Wygląda na to, że różne warunki społeczne (np. presja konkurencyjności w korporacjach) stwarzają potrzebę takich właśnie stanów emocjonalnych. Jednocześnie w Polsce częste jest samoleczenie różnymi substancjami psychoaktywnymi. Wielu z nas wciąż się wstydzi pójść po poradę do psychologa czy psychiatry (albo nas na to nie stać!). Zaaplikowanie sobie określonych tabletek staje się panaceum na stany lękowe, depresję i wiele innych problemów zdrowia psychicznego. Na złe relacje w domu, kłopoty z rówieśnikami, niezaleczone traumy. Także przemoc psychiczną, fizyczną i seksualną, będącą często doświadczeniem uzależnionych kobiet.
Wszystko to nie oznacza, że lek (nie zawsze legalny) ma być rozwiązaniem wszystkich problemów jednostkowych i społecznych – warto jednak zapytać, czy jest sens jego stosowanie traktować jako przestępstwo? Oprócz wyżej wymienionych mamy też sporo mniej dramatycznych powodów, by używać niedozwolonych tabletek: poszukiwanie niecodziennych doznań, lepszy taniec, cieplejsze emocje, intensywniejszy seks. Czy prawo karne w wolnym państwie powinno regulować takie kwestie?
Polskie prawo w obecnym kształcie ściga głównie użytkowników, zarówno tych niedzielnych, jak i naprawdę uzależnionych – ich złapać najłatwiej. Jednocześnie Polska jest czołowym europejskim producentem amfetaminy. Czy naprawdę warto wydawać masę publicznych pieniędzy na przeszukiwanie plecaków i wywracanie kieszeni licealistom w sytuacji, gdy na hurtowników i gangsterów przymyka się oko?
Statystyki sądowe w ostatnich latach wskazują drastyczny wzrost skazań za posiadanie niewielkich ilości substancji zakazanych, bardzo niewiele za to poprawiła się wykrywalność produkcji i hurtowego handlu. Produkujące twarde narkotyki grube ryby mogą spać spokojnie – policjantowi dużo łatwiej zatrzymać z towarem słaniającego się na nogach narkomana z dworca względnie studenta z dredami. Niezwykle restrykcyjna ustawa przekłada się na relacje osób zażywających narkotyki z państwem. Jeśli kryminalizujemy zachowania 120 tysięcy obywateli, to wysyłamy im zarazem jasny sygnał, że państwo nie zamierza im w żaden sposób pomóc. Nic dziwnego, że się przed tym państwem chowają, w szczególności przed policją. Bo to właśnie policjant jest tym funkcjonariuszem państwa, z którym najczęściej mają kontakt.
Ukrywając się, nie przychodzą do poradni po pomoc, łatwiej zakażają się HIV i różnego typu żółtaczkami. Bo jeśli policja inwigiluje np. tzw. marsz konopi, robiąc zdjęcia uczestnikom, a potem aresztuje ich, to dlaczego nie miałaby ścigać klientów punktów wymiany igieł i strzykawek? Taki konflikt interesów pomiędzy egzekwowaniem prawa i zdrowiem publicznym na zdrowie nie wyjdzie nikomu.
Lepiej leczyć, niż zabraniać
Ale są w Europie przykłady, że może być inaczej. Niemiecki Bundestag opowiedział się właśnie za szerszym wprowadzeniem legalnego leczenia heroiną – decyzję tę oparto na dowodach naukowych i wynikach badań z programów pilotażowych. Rząd portugalski już osiem lat temu zdekryminalizował używanie i posiadanie narkotyków (także tzw. twardych). Efekty? W ciągu pięciu lat umieralność z powodu przedawkowań spadła o jedną czwartą, liczba zakażeń wirusem HIV związanych z iniekcją niesterylnymi igłami spadła ponadtrzykrotnie! A u nas?
NFZ wydaje miliony złotych na tzw. leczenie abstynencyjne, na temat którego nie ma u nas badań naukowych! Ilu uzależnionych zaczyna tego typu leczenie? Ilu pacjentów wypada z niego po trzech, sześciu, dwunastu miesiącach? Dlaczego? Ilu ukończyło programy abstynencyjne? Jakie są ich losy po kolejnych trzech, sześciu miesiącach? Po roku? A po dwóch latach? Czy jest jeszcze jakaś dziedzina finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, w której nie ma żadnych informacji na temat efektów leczenia?
W UE aż 700 tysięcy osób leczy się substytucyjnie, z czego zaledwie malutki kamyczek – 1500 z nich – to Polacy, co stawia nas na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej (za nami jest już tylko Cypr). Całe regiony kraju, np. Pomorze, podejmują decyzje, że nie będą stosować, badanych przez 40 lat i potwierdzonych naukowo jako najefektywniejsze, metod leczenia opiatowców metadonem. Tak samo jest w Białymstoku i Rzeszowie.
Przez ponad dziesięć lat od rozpoczęcia terapii substytucyjnej w Polsce nieudolne i moralizatorskie zarazem państwo nie potrafi zagwarantować wszystkim równego dostępu do skutecznego leczenia. Nie przeszkadza mu to aresztować coraz większej liczby drobnych użytkowników czy przeszukiwać ich mieszkań, krótko mówiąc – pakować się z buciorami w sam środek wolności obywatelskich.
Nieskuteczna abstynencja
Trzech ostatnich prezydentów Stanów Zjednoczonych ma za sobą doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi. Ma je też nasz premier Donald Tusk i zapewne wielu innych polityków.
Myślenie życzeniowe pod hasłem „Świat bez narkotyków” nie może być podstawą polityki państwa. Marnujemy publiczne pieniądze i przyczyniamy się do ludzkich dramatów, z uporem maniaka trwając przy polityce wymuszania abstynencji, zamiast myśleć o skutecznej redukcji szkód.
Doświadczenia innych krajów wskazują, że wsadzanie użytkowników do więzień nie zmniejsza ani popytu, ani dostępności substancji psychoaktywnych. Generuje za to społeczne koszty: utrudnia leczenie uzależnionych, a zdrowych (np. „imprezowych” palaczy marihuany) spycha w objęcia kryminalnego podziemia.
Czas wreszcie, żebyśmy o polityce narkotykowej państwa zaczęli dyskutować racjonalnie, zamiast moralizować – obchodzony dziś Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Narkomanii to chyba dobra ku temu okazja.
Katarzyna Malinowska-Sempruch – dyrektorka Międzynarodowego Programu Polityki Narkotykowej Open Society Institute
Sławomir Sierakowski – redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”
—
Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 26 czerwca 2009.
Czytaj też: Międzynarodowy Dzień Solidarności z Uzależnionymi od Narkotyków
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.06.2009 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
-
Michalski: Żeby Powstanie nie poszło na marne
-
Sutowski: Cyrk szaleństwem podszyty
-
Kitliński: Jesteśmy zakładnikami własnej ksenofobii
-
Dymińska: Psi przemysł made in China
-
Erbel: Mosty zamiast gejów?
-
Gdula: Jak naprawić to, co napsuła religia w szkołach
-
Bauman: O loterii i Babilonie
-
Stokfiszewski: W stronę prawa do dobrej śmierci
-
Eichler: Czy w Czechach naprawdę wygrała prawica?
-
Bielski: Solidarność zaczyna się od śmietnika
-
Szelewa, Polakowski: Dlaczego warto zrównać wiek emerytalny
-
Ostolski: Prawo do adopcji? Tak. Bo logika zobowiązuje
-
Gill: Argentyna nie jest macho
-
Kurc: Mąż i mąż. Śmieszne?
-
Kurkiewicz: Tęsknię za tobą, cenzuro!
-
Piątek: Flash mop, czyli bojkotujemy carrefaszystów
-
Sutowski: Lis strzeże kurnika, czyli polityka narkotykowa po rosyjsku
-
Ost: W Polsce jest miejsce na prawdziwą socjaldemokrację
-
Rudnicki: Polska - nożem na pół
-
Banot: Polska niezrównoważona polityka bez kobiet
-
Kuczyński: W roku 2011 Polska znowu może być wyspą
-
Machalica: Cała władza w ręce Platformy
-
Dunin: Okopy Świętej Trójcy
-
Kowalska: Nic się nie stało
-
Silna Polska to 1 procent na kulturę
-
Targowisko śpiewało o Jarku
-
Erbel: Kebab, kurczak i zupa Pho przeciwko miejskiej estetyce ładu
-
Piątek: Moja żona obywatelka
-
Kowalska: Wolałabym nie, czyli krótka odpowiedź na komentarze
-
Sierakowski: Wybierzmy działanie
-
Gdula: Wykorzystać szansę, żeby nie siedzieć cicho
-
Kowalska: Dlaczego na pewno nie Kaczyński
-
Andrzejewski: Domowy sposób na ochronę zdrowia
-
Im gorzej, tym gorzej, czyli dlaczego jednak Komorowski
-
Bodnar: Jak uchwalić w Polsce ustawę o związkach partnerskich?
|
|
No fajny ten artykuł, bo jest jakiś r...
Greckie pojęcie symbol oznacza akt z...
"Są gry komputerowe, które mogą&n...