NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Łagowski: Akcje polityczne Jarosława Kaczyńskiego niesamowicie wzrosły Drukuj
Bronisław Łagowski w rozmowie z Michałem Sutowskim   
17.04.2010
 — 
Michał Sutowski, Krytyka Polityczna: Panie Profesorze, jak ocenia Pan najbardziej kontrowersyjne wydarzenie ostatnich dni – decyzję o pochówku tragicznie zmarłej pary prezydenckiej na Wawelu? I co Pan sądzi o tym, w jaki sposób tę decyzję podjęto?

Prof. Bronisław Łagowski*: Decyzję kardynała Dziwisza oceniam negatywnie, podjął ją pod naciskiem środowiska związanego z braćmi Kaczyńskimi i przy poparciu niektórych hierarchów kościelnych. Kardynał już nieraz pokazał, że nie ma własnego zdania i jest bezradny w ważnych sprawach, wykraczających poza rutynę kościelną. Środowisko, które wywierało na niego nacisk uważa się za konserwatywne, i oto  widzimy czym jest polski konserwatyzm: nie ma on szacunku dla tradycyjnych konwencji, z błahych powodów zmienia przeznaczenie narodowego sanktuarium, umieszczając wśród królów i wieszczów, zwłoki prezydenta, który niczym się nie zasłużył. Nie maja też ci rzekomi konserwatyści wyczucia form obowiązujących w sferze symbolicznej.

Żałoba i cała atmosfera wokół niej jest u nas instrumentalizowana politycznie. W jaki sposób wpłynie to na układ sił politycznych? Kto tu może zyskać, a kto stracić?


Żałoba ma swoją treść polityczną, która całkowicie została jej nadana przez media i polityków. I ta treść wybitnie sprzyja sukcesowi wyborczemu Jarosława Kaczyńskiego. Byłby on przecież najbardziej naturalnym kontynuatorem owego „wielkiego człowieka”, który został pochowany aż na Wawelu. Akcje polityczne Jarosława Kaczyńskiego niesamowicie wzrosły. Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom rysuje się na horyzoncie możliwość powrotu IV RP w nowym wydaniu, być może bardziej zradykalizowanym, z różnymi wariantami, których nie można obecnie przewidzieć.

W każdym razie długotrwała żałoba posłużyła wygaszeniu wszelkiego rozumowania, trzeźwej myśli. I możliwe, że naturalny następca – Kaczyński może, mówię to z pewną przesadą, a może i bez przesady, bo to zależy od jego aktywności, może dostać szansę bycia okrzykniętym prezydentem polski niemal przez aklamację. Nie widzę na razie żadnej siły, która byłaby zdolna do odwrócenia tej tendencji.

Jednomyślność nie jest naturalnie aż taka wielka, jak przedstawiają to media. Ale głos ludu, nastrój ludu, sprzyja takiemu rozwiązaniu politycznemu – wyniesieniu naturalnego następcy Lecha Kaczyńskiego na najwyższe stanowisko.

Panie profesorze, czy poza tym wymiarem bezpośrednio politycznym, nie zaczyna się odradzać i utrwalać nowy mit fundujący polską wspólnotę narodową, który nawet nie jest mitem heroicznym, tylko wprost martyrologicznym? Pamiętamy, że najważniejsze daty i rocznice dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego to był siedemnasty września, to był Katyń i Powstanie Warszawskie. Katastrofa pod Smoleńskiem w jakimś sensie tę opowieść dopełnia. Może powstała teraz opowieść, która będzie w przyszłości organizować zbiorową wyobraźnię Polaków?


Rzeczywiście, ostatnie wypadki zostały zinterpretowane w ten sposób, że ton martyrologiczny powrócił z całą siłą. Ale na tą martyrologię Polska była przygotowywana od dawna i stopniowo. Cała III RP również była wychowywana w tym duchu. Zresztą etosu heroicznego i martyrologicznego nie da się rozdzielić. Jednym z głównych animatorów tej edukacji heroiczno-martyrologicznej był zmarły prezydent. Ale złożyło się na to również wiele innych sił i czynników. Papież zostawił nam przekaz heroicznej walki polskiego Kościoła.

W grę wchodzi jeszcze inna kwestia. Zwróciło moją uwagę to, co Donald Tusk powiedział w trakcie uroczystości katyńskich. Mianowicie, że PRL, Polska komunistyczna były oparte na fałszu katyńskim i to był właściwie mit założycielski polski komunistycznej. Oczywiście mitem założycielskim Polski niepodległej jest prawda o Katyniu.

Proszę zwrócić uwagę na to, że polityka jest umieszczana wewnątrz mitu, gdzie rozróżnienie na prawdę i na fałsz jest trudne do przeprowadzenia, niemalże całkowicie dowolne i realizowane na partyjne potrzeby. Te umysły, które nie mają gwiazdy przewodniej w postaci interesu partyjnego, w ogóle nie potrafią się odnaleźć wewnątrz tego mitu. Wąsko pojęty interes partyjny jest jedynym drogowskazem w tych mitycznych ciemnościach w Polsce.

Polski nacjonalizm nabiera charakteru cierpiętniczego, niemal nekrofilskiego. Co jakiś czas materializuje się tendencja do ekshumowania tego czy owego dramatu, tej czy owej katastrofy, i jest to oczywisty, skrajny wyraz modelu martyrologicznego.

Czy Pana zdaniem w Polsce brakuje rytuałów i silnie zakorzenionych sposobów na to, żeby odnosić się do państwa w sposób czysto świecki? Żeby żal po prezydencie, niezależnie od jego afiliacji partyjnej, móc przeżywać w sposób oderwany od całego tego rytuału związanego z Kościołem katolickim? Czy nie jest tak, że nie mamy naprawdę świeckiego patriotyzmu?


Niewątpliwie tak jest, ale proszę zwrócić uwagę na to, że również obóz religijno-narodowy nie czuje ani żadnych powinności w tym zakresie, ani nie ma kultury rytuału, nie ma też ustalonych, dostojnych form chowania swoich bohaterów. Przecież wawelski skandal świadczy również o tym, że tradycja religijna nie ma żadnego poczucia smaku, poczucia formy w tym zakresie. Nie tylko jesteśmy więc pozbawieni jakiejkolwiek świeckiej kultury żałowania, ale nawet tam, gdzie byśmy się jej spodziewali, to znaczy w Kościele – nawet tam jest ona niewyraźna, tam też jej nie ma. W Polsce panuje pod tym względem zupełne bezhołowie - zarówno w wymiarze kościelno-religijnym, jak i świeckim.

Ja do samego pochówku nie przywiązuję zresztą wielkiego znaczenia. Moje uczucia nie zostały dotknięte. Jeśli w ogóle umiem docenić doniosłość tego problemu, to tylko dlatego, że wczuwam się w sytuację osób religijnie bardzo zaangażowanych. Jak oni zniosą to posunięcie, które ma cechy profanacji świętości? Chciałbym być pod tym względem obojętny, ale chyba nie jestem, bo jednak w człowieku tkwią pewne elementy solidarności również z tą Polską, do której się nie chciałoby należeć.

* Bronisław Łagowski - profesor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, historyk idei, wybitny znawca myśli rosyjskiej i polskiej, autor m.in. książek Filozofia polityczna Maurycego Mochnackiego, Liberalna kontrrewolucja, Szkice antyspołeczne a także słynnego eseju List otwarty do trzydziestolatków.
Komentarze
Dodaj nowy
Roger  - takie przewidywanie to brawura   |18.04.2010 05:29:37
> Kaczyński może, … dostać szansę bycia okrzykniętym prezydentem polski niemal
przez aklamację.

Wybory będą w końcu czerwca a nie jutro.
Zwycięski wynik
jest wątpliwy. Profesor chyba porzucił naukowe metody analizy rzeczywistości.
kolasmar  - dziwaczne wnioski ….   |18.04.2010 11:48:17
Pan profesor wyciąga dziwaczne wnioski. Po pierwsze stworzony przez Kościół i
media obraz "wielkiego człowieka" straci swą pozorną siłę bardzo szybko.
Zaczyna się okres stawiania pytań o organizację wyjazdu, o to co zdarzyło się w
trakcie lotu, o sens, a właściwie bezsens poniesionej ofiary, o rzeczywiste
powody pochówku na Wawelu. Zaczną się analizy przebiegu kadencji i treści
rzekomego "testamentu politycznego". Wystarczy, że dziennikarze, a nie
przepuszczą tej okazji na pewno, będą rozmawiać z nieszczęśliwymi rodzinami
tych, którzy polecieli, bo nie mieli innego wyjścia. Poza tym to Lech był tą
lepszą twarzą PiS i jego strata będzie nie do wyrównania. Zostanie twarz
Jarosława, jego styl, niezapomniane obraźliwe dla ogromnej większości,
wypowiedzi, znów pojawią się Kurski, Górski, Pośpieszalski i podobni.
To nie
pomoże Jarosławowi … i dobrze.
Tronina   |18.04.2010 15:00:30
Moim zdaniem jeśli Jarosław Kaczyński nie da się omamić wizją prezydentury to w
wyborach prezydenckich nie wystartuje. Co ma do wygrania? Złotą klatkę, z której
będzie mógł wetować decyzje parlamentu. Co do stracenia? Zarządzanie partią
(komu niby miałby powierzyć kierowanie PIS-em?), utratę możliwości bieżącego,
ręcznego robienia polityki (a to jego żywioł, którego nie zazna w Pałacu),
wreszcie - pozycję PIS-u. W perspektywie jesiennych wyborów samorządowych,
przyszłorocznych parlamentarnych oraz biorąc pod uwagę skalę strat kadrowych
poniesionych przez PIS pod Smoleńskiem to, moim skromnym zdaniem, jedyna
rozsądna decyzja. Odpuścić, stanąć z boku i "bezinteresownie" okładać
kandydatów na prezydenta ciosami.
Tronina   |18.04.2010 15:01:02
Moim zdaniem jeśli Jarosław Kaczyński nie da się omamić wizją prezydentury to w
wyborach prezydenckich nie wystartuje. Co ma do wygrania? Złotą klatkę, z której
będzie mógł wetować decyzje parlamentu. Co do stracenia? Zarządzanie partią
(komu niby miałby powierzyć kierowanie PIS-em?), utratę możliwości bieżącego,
ręcznego robienia polityki (a to jego żywioł, którego nie zazna w Pałacu),
wreszcie - pozycję PIS-u. W perspektywie jesiennych wyborów samorządowych,
przyszłorocznych parlamentarnych oraz biorąc pod uwagę skalę strat kadrowych
poniesionych przez PIS pod Smoleńskiem to, moim skromnym zdaniem, jedyna
rozsądna decyzja. Odpuścić, stanąć z boku i "bezinteresownie" okładać
kandydatów na prezydenta ciosami.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.13305 Seconds