Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kuźma: Jest źle, będzie jeszcze gorzej |
|
|
Łukasz Kuźma
|
|
21.10.2009 |
O nie najlepszym stanie polskiej służby zdrowia przekonujemy się codziennie w czasie naszych kontaktów z opieka zdrowotną. Do tego obrazu przyczyniają się również media, których ulubioną pożywką jest opisywanie służby zdrowia w duchu „im gorzej tym lepiej”. Całości obrazu dopełnia prawicowy rząd, którey na każdym możliwym kroku jak mantrę powtarza: „jedyną receptą jest prywatyzacja” i usilnie próbuje ten cel zrealizować.
Czy ten stan wynika tylko z nieudolności polskich lekarzy, czy też ze złego zarządzania placówkami służby zdrowia? Ostatnio opublikowany w Brukseli europejski konsumencki ranking zdrowia potwierdza odczucia większości Polaków. Euro Health Consumer Index to pojawiające się od wielu lat zestawienie oceniające publiczne systemy opieki zdrowotnej w Europie. W rankingu, na podstawie 38 wskaźników, ocenia się 33 publiczne systemy ochrony zdrowia w Europie. Ranking największy nacisk kładzie na kolejki oczekujących na zabiegi, wyniki leczenia, dostępność leków, prawa pacjenta oraz nowe technologie jak e-zdrowie. Nasz kraj zajął 26 miejsce na 32 sklasyfikowane kraje. Uwagę też zwraca tez postępujący spadek pozycji naszego kraju z 21 pozycji w 2005 roku ( w ubiegłym roku 25 pozycja).
Obecna minister zdrowia Ewa Kopacz w swoim expose zapowiadała wielkie reformy służby zdrowia, szczególna opieką obiecała otoczyć rezydentów i innych etatowych młodych lekarzy znajdujących się w trakcie specjalizacji. Wzorem swoich poprzedników Pani minister zamiast gruntownie zabrać się za modernizację sytemu opieki zdrowotnej zaczęła łatać dziury. Skutki jej nierozsądnej polityki dotknęły również młodych lekarzy.
Dziś po studiach lekarki i lekarze mają ograniczone prawo wykonywania zawodu. Następnie przez rok odbywają staż podyplomowy, pod koniec którego zdają Lekarski Egzamin Państwowy (LEP), który daje im prawo do wykonywania zawodu. Specjalizacja trwa od pięciu do dziewięciu lat. Obiecana pomoc młodym lekarzom ograniczyła się do podwyżek dla kilku tysięcy rezydentów oraz obietnice większej dostępności do rezydentur. Liczba tych ostatnich początkowa rzeczywiście wzrosła, jednak w tym roku Pani minister zaskoczyła wszystkich nie tylko drastycznie zmniejszając liczbę dostępnych miejsc ale opóźniając upublicznienie listy.
Aby dokładniej zrozumieć do czego doszło, musimy się cofnąć pokolenie wstecz. W latach 1987- 1989 liczbę ponad 6000 studiujących na studiach medycznych zmniejszono o prawie połowę. W następnych latach dalej ograniczano liczbę studentów medycyny. Proceder ten mimo niepokojących danych demograficznych narastał aż do 2007 roku. Obecnie liczba studentek i studentów medycyny wynosi niewiele ponad 1,5 tysiąca osób na jednym roku.
W tej chwili w związku ze zmniejszającą się liczbą nowych lekarzy w Polsce zagrożona jest ciągłość systemu opieki zdrowotnej. Obecnie w spisach Naczelnej Izby Lekarskiej figuruje niewiele ponad 130 000 specjalistek i specjalistów. Z danych GUS wynika, iż około 80 000 wykonuje zawód w Polsce. Jest to liczba zatrważająco niska porównując do innych krajów Unii Europejskiej. Według danych z 2007 roku na 10000 mieszkańców w Polsce przypadało 25 lekarek i lekarzy. W krajach, które wraz z nami wchodziły do Unii Europejskiej ta liczba wynosiła 27. W krajach „starej UNII” liczba ta wynosi 35. Polska w obecnej chwili zamyka stawkę w UE stając się czerwoną latarnią opieki zdrowotnej!
Dzieje się tak dlatego, że ponad 20 000 lekarzy wykształconych w Polsce obecnie pracuje poza granicami naszego kraju, a liczba ta, mimo że tempo jej wzrostu zmalało, stale się powiększa. Od naszego wstąpienia do Unii Europejskiej prawie 7500 lekarzy wystąpiła do Okręgowych Izb Lekarskich z wnioskiem o umożliwienie wykonywania pracy za granicą. Innym zagrożeniem jest sytuacja demograficzna naszych lekarzy 20 procent to ludzie w wieku emerytalnym, którzy niedługo zakończą swoją pracę.
W szczególnie złej sytuacji są specjalizacje, które ministerstwo uznało za priorytetowe dla podtrzymania polskiej opieki zdrowotnej. W związku z tym lekarze kształcący się w tych dziedzinach zarabiają o niecałe 300 zł brutto więcej (sic). To przede wszystkim pediatria, gdzie na ponad 8 mln. dzieci w Polsce przypada zaledwie 6 tys. specjalistów. Inny palący problem dotyczy osób w podeszłym wieku. Prognozy demograficzne mówią, iż w Polsce lawinowo rosnąć będzie liczba osób starszych i za 15 lat liczba ich wyniesie prawie 10 mln. Tymczasem liczba lekarzy geriatrów w Polsce w dniu dzisiejszym wynosi niewiele ponad 200 osób. W pozostałych specjalnościach nie jest wcale lepiej. Wieloletnie blokowanie możliwości specjalizowania się w niektórych dziedzinach daje dziś wymierne efekty. Z 4000 pracujących anestezjologów w Polsce prawie 20 procent złożyło wnioski o dokumenty pozwalające na pracę lekarza w krajach Unii Europejskiej. Podobna sytuacja jest w ortopedii i traumatologii czy specjalizacjach chirurgicznych. Skutki tej sytuacji dotykają całą Polskę: w małych powiatowych szpitalach z powodu braku obsady dyrektorzy zmuszeni są zamykać oddziały. W dużych ośrodkach akademickich problem jest np. obsadzanie poradni przyszpitalnych, w których pracować muszą specjaliści w danej dziedzinie. Ogólna liczba brakujących specjalistów, porównując nas z innymi krajami UE to około 30 tysięcy, przy czym nie uwzględnia to faktu , że za zachodnią granicą lekarki i lekarze zajmują sie tylko leczeniem a nie wykonywaniem czasochłonnej pracy biurowej, sporządzaniem dokumentacji medycznej, czy tez rozliczeniami z NFZ. Rocznie w Polsce pracę może podjąć około 2000 lekarek i lekarzy. Ilu z nich zniechęci się poprzez brak miejsc specjalizacyjnych i perspektyw na przyszłość?
Problem więc narastał od dawna. W ostatnich latach pogłębił się z wejściem Polski do UE. Sytuację młodych lekarzy jest nie tylko zła z powodu kiepskich wynagrodzeń, ale w tej chwili głównie z braku perspektyw na dalsze kształcenie. Właśnie dlatego minister Ewa Kopacz zapowiadała, że podniesie pensje rezydentom i poszerzy dla nich pulę miejsc w szpitalach. Dotrzymała jedynie pierwszej obietnicy, na drugą zabrakło już pieniędzy. Jesień tego roku była momentem przełomowym.
W tym roku listy miejsc specjalizacyjnych zostały ogłoszone dopiero 23.09.2009 r. Dotyczyły one postępowania rekrutacyjnego w dniach 1 - 30 października, tymczasem lekarze, którzy chcą odbywać specjalizację z tzw. etatu musieli złożyć wymagane dokumenty do 30 września. Tym samym na tydzień przed ostatecznym terminem składania wniosków młodzi lekarze nie wiedzieli nic ile będzie pozarezydenckich miejsc specjalizacyjnych i na jakich specjalizacjach. Jednocześnie staż kończy się 30 października, więc te miejsca będą przede wszystkim dostępne dla starszych lekarzy, którzy dotychczas nie otworzyli specjalizacji. Jedynym wyjściem dla młodych lekarzy, będzie wolontariat do czasu uzyskania etatu.
Na ewentualne pytania o mała liczbę miejsc specjalizacyjnych Pani minister Kopacz odpowie: w tym roku przygotowaliśmy więcej specjalizacyjnych miejsc pozaredyneckich, a to, że nie udało się ich zatrudnić to wina „wasza” i „złych dyrektorów” szpitali. Czy to koniec oszczędności jakich można dokonać na młodych lekarzach? Niekoniecznie. Większe ośrodki szykują się do wprowadzenia rozliczenia systemu pracy równoważnie, a więc lekarz będzie pracował wieczorami i w nocy w ramach etatu nie dostając za to dodatkowych pieniędzy, jak za dzisiejsze dyżury, tylko dodatek za pracę w godzinach 22.00 – 6.00.
Ilu lekarzy z powodu nieotworzenia wymarzonej przez siebie specjalizacji wyjedzie do innych krajów UE aby tam kontynuować swoją naukę ? Czy stać nas na taką stratę ? Pani minister Kopacz powinna coś z tym natychmiast zrobić, tylko czy chce. Może, zgodnie z zasadą im gorzej tym lepiej, czeka na katastrofę polskiej służby zdrowia. Potem na pewno przyjedzie tak uwielbiany przez PO kapitał i przedsiębiorca sprowadzi lekarzy z Bliskiego Wschodu i będzie prowadził dochodową działalność gospodarczą. Różnica będzie jedna: wtedy w Polsce prawo do opieki medycznej będzie posiadało 30 procent społeczeństwa,. 70% nie będzie stać na płacenie prywatnych ubezpieczeń. Z kolei, aby odeprzeć argument o tym, że zatrudnimy lekarzy z innych krajów, można przytoczyć dane NIL, z których wynika, że w 2008 r. pracę w Polsce podjęło tylko 24 medyków nie będących Polakami, głównie Ukraińców i Białorusinów, do tego „z polskimi korzeniami”.
Recept na zaistniały stan rzeczy jest wiele. Na pewno nie można ograniczyć się tylko do zwiększania wzrostu wydatków na służbę zdrowia. Jednak na pewno wszystkie reformy muszą opierać sie na zwiększonej puli pieniędzy w budżecie NFZ. Z pustego i Salomon nie naleje: poziom wydatków budżetowych w Polsce wynosi tylko 4 procent PKB. W sąsiadujących Czechach jest to do 13 procent, a w USA 11 procent. W wysoko rozwiniętych krajach Unii Europejskiej średnio 7- 9% PKB. Uwzględniając te najprostsze mechanizmy na przyszłość służby zdrowia możemy patrzeć bez optymizmu.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 21.10.2009 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...