Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kuczyński: Skąd wziął się kryzys Drukuj
Piotr Kuczyński*   
14.09.2009

Kryzys. Przewodnik Krytyki PolitycznejNeoliberałowie mają tendencję do zrzucania winy na Alana Greenspana i polityków, twierdząc, że to oni umożliwili powstanie kryzysu. Tylko częściowo mają rację. Zarówno politycy, jak i sam szef Fed byli absolutnie przekonani, że wolny rynek załatwi wszystko. Tak jak (prawie) wszyscy byli przesiąknięci neoliberalną myślą ekonomiczną i naukami Miltona Friedmana. Noblista Paul Krugman napisał niedawno (,,Gazeta Wyborcza” z 25-26 października 2008 roku): ,,Leseferystyczny absolutyzm Friedmana współtworzył klimat intelektualny, w którym wiara w wolny rynek i pogarda dla państwa nieraz wygrywały z faktami”. Miał całkowitą rację. Tylko w takiej atmosferze Fed mógł pozwolić na bezkarne budowanie kolejnych baniek spekulacyjnych.

W końcu trzeba było jednak zacząć podnosić stopy procentowe, bo gwałtowne wzrosty cen surowców (pamiętamy o funduszach hedgingowych i ich strategiach oraz strategii carry trade) i generalny nadmiar pieniądza musiały zwiększyć inflację. Wzrost stóp procentowych doprowadził do zwiększenia niewypłacalności kredytobiorców (szczególnie tych ryzykownych), a kryzys na rynku nieruchomości do obniżania przez agencje ratingu dla produktów bazujących na tych kredytach (co wymuszało przeszacowanie ich wartości). Można powiedzieć, że pęknięcie bańki na rynku nieruchomości w USA nie byłoby wielkim problemem dla świata, gdyby nie instrumenty pochodne. Banki i inne instytucje finansowe udzielały kredytów, ale potem pakowały je w obligacje CDO i sprzedawały dalej, uzyskując środki na kolejne kredyty.

Niebagatelną rolę w tym handlu odegrały agencje ratingowe. Instytucje te oceniające jakość (rating) poszczególnych aktywów (mogą to być spółki, miasta, gospodarki państw, obligacje, instrumenty pochodne itp.) w każdym z kryzysów odgrywały rolę niechlubną – ratingi do ostatniej chwili utrzymywane były na wysokich poziomach (tak było na przykład w kryzysie azjatyckim). Komisja Europejska chciała nawet wytoczyć agencjom procesy, bo istniało podejrzenie, że utrzymują one zbyt bliskie związki z wystawcami instrumentów, których ratingi podają. Nawiasem mówiąc, wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, żeby specjaliści pracujący w tych agencjach nie wiedzieli, że idzie ku katastrofie. Agencje i tym razem utrzymywały wysokie ratingi dla obligacji CDO (do wiosny 2007 roku, kiedy to rozpoczął się kryzys).

Obligacje te trafiały do wielu instytucji na całym świecie, zarażając je tak, jak wirus zaraża ludzi. Na początku kryzysu, rok temu, Ben Bernanke, następca Alana Greenspana, prognozował, że zagrożenie dla sektora finansowego wynikające z różnicy między wartością rynkową a przyjmowaną dotychczas wartością teoretyczną nie przekracza 100 miliardów dolarów. Ostatnio MFW szacował je już na 1000 miliardów, a są analitycy, którzy mówią i o 2000 miliardów dolarów. Nic dziwnego, że kolejne banki na całym świecie (nie tylko w USA) zaczęły mieć duże problemy i informowały o olbrzymich stratach.

Przełomowym momentem kryzysu był upadek banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że gdyby rząd USA na ten upadek nie pozwolił, to tej skali kryzysu byśmy nie zobaczyli. Uważam, że to nie jest prawda, ale rzeczywiście możliwe, że apogeum kryzysu wypadłoby na przykład za rok. Faktem jest, że upadek Lehman Brothers uruchomił instrumenty CDS, które przenoszą ryzyko upadku dłużnika na inną firmę. Upadek Lehman Brothers kosztował system 365 miliardów dolarów. To nie tak dużo. Mówi się, że gdyby na przykład upadł General Motors (agencja ratingowa Standard & Poor’s twierdzi, że to jest bardzo prawdopodobne), to straty systemu z powodu CDS byłyby wielokrotnie większe.

Straty banków musiały wywołać kryzys zaufania. Nikt już nikomu nie wierzył. Ani klienci bankom, ani banki sobie nawzajem. W końcu, jeśli samemu się oszukuje, to dobrze się wie, że partner może robić tak samo. Utrata zaufania prowadziła do wycofywania kapitałów z funduszy i banków, co groziło bankructwem tych instytucji. Najgorsze było w tym wszystkim to, że globalizacja te procesy upowszechniła. Nie byłoby przecież problemu, gdyby kryzys dotknął tylko jednego kraju. Wycofujące się z funduszy kapitały owocowały sprzedażą przez nie aktywów, bo potrzebna była gotówka. Uruchomiony został proces likwidacji pozycji carry trade, co prowadziło do przeceny na wszystkich rynkach (surowce, waluty, akcje). Przecena zwiększała panikę, co prowadziło do powstania sprzężenia zwrotnego: im większe spadki, tym większa chęć wyjścia z funduszu i tym większa sprzedaż aktywów.

Spadek cen domów i wartości akcji (jednostek funduszy) znacznie zredukował ,,poczucie bogactwa” Amerykanów (zresztą nie tylko Amerykanów, ale tam było to najbardziej bolesne). Jeśli traci się pieniądze, to natychmiast zaczyna się mniej wydawać, a przecież 70 procent PKB w USA pochodzi z popytu wewnętrznego. Do tej pory radzono sobie z problemem standardowo: biorąc kredyt. Jednak wynikiem kryzysu i utraty zaufania był wzrost ceny kredytu, oczywiście o ile udało się go w ogóle dostać, bo kryteria jego udzielania nagle znacznie się zaostrzyły. System finansowy i kredyt to krwiobieg gospodarki. Brak zaufania i zamrożenie akcji kredytowej natychmiast przeniosły się na realną gospodarkę. Mówi się, że Wall Street zaraziła Main Street. Spowolnienie gospodarcze zaczęło zwiększać (na razie tylko w USA) bezrobocie, to zaś dodatkowo ograniczało popyt wewnętrzny, spowalniając gospodarkę USA, a potem Japonii i Unii Europejskiej. Całemu światu zajrzała w oczy recesja.

Niewykluczone, że sytuację jeszcze raz da się opanować. Sformułowanie ,,jeszcze raz” nie pojawiło się tutaj przypadkiem. Paul Volcker, szef Rezerwy Federalnej w latach 1979-87, najbardziej poważany ze wszystkich szefów Fed, powiedział w kwietniu, że ,,obecnie trwający kryzys jest kulminacją przynajmniej pięciu poważnych kryzysów finansowych w ciągu ostatnich 25 lat. Co pięć lat pojawia się załamanie. To wystarczająco mocne ostrzeżenie, żeby móc stwierdzić, że coś w podstawach sytemu nie gra”. Paul Volcker ma rację. W 1987 roku indeks Dow Jones Industrial Average (DJIA) spadł w czasie jednej sesji o 22,6 procent, w 1994 przeżywaliśmy tequila crisis, czyli kryzys w Meksyku, w latach 1997-98 wpadliśmy w kryzysy azjatycki i rosyjski, w 2000-01 pękła bańka internetowa i pojawił się kryzys argentyński, a w 2007 roku rozpoczął się obecny kryzys.

Miałem napisać tylko o genezie kryzysu, ale nie odmówię sobie jeszcze jednej refleksji. Świat czeka na czarnoksiężnika. Uczeń czarnoksiężnika z ballady Goethego został sam w chałupie i postanowił się wykąpać. Nie chciało mu się nosić wody, a nauczył się już zaklęcia, które powodowało, że ożywała miotła i wiadrami nosiła wodę ze źródła. Niemądry uczeń zapomniał jednak, że nie zna zaklęcia odsyłającego miotłę do kąta. Światu groził potop, ale na szczęście wrócił czarnoksiężnik i do potopu nie doszło. My też uruchomiliśmy proces liberalizacji rynku finansów (i nie tylko finansów), nad którym ewidentnie straciliśmy kontrolę. Niestety, nie widać czarnoksiężnika, który zna zaklęcie przerywające ten bieg od kryzysu do kryzysu. Mówi się o reformie całego systemu finansowego, o powrocie do czegoś podobnego do układu z Bretton Woods, ale na razie to są tylko wypowiedzi przerażonych polityków. Jedno jest pewne: jeśli do reformy systemu nie dojdzie, to trzeba będzie natychmiast postawić pytanie: kiedy i z jakiej przyczyny wybuchnie następny kryzys?

*Piotr Kuczyński - inwestor giełdowy, publicysta, główny analityk w firmie Xelion Doradcy Finansowi. Prowadzi bloga „Rynki pod mikroskopem”.

Fragment tekstu, który ukazał się w książce Kryzys. Przewodnik Krytyki Politycznej (Warszawa 2009).

  

Komentarze
Dodaj nowy
maciej  - Tłumacz   |15.09.2009 03:34:15
Namnożyło się "wiedzących o kryzysie", przewidujących, którzy od
początku wiedzieli, że to się tak skończy. Jak z kombatantami im dalej od wojny
tym ich więcej. W filmie "Korporacja" wypowiada się gracz giełdowy,
który opowiada jak czekał z kolegami na wojnę w Iraku ( po 11 września) .
Wzrosły ceny ropy i złota. Opowiadał, że cieszyli się jak dzieci.
Inwestorzy
byli zadowoleni. Wątpię w każde słowo napisane przez tego gracza giełdowego.
maciej  - Dodatek   |15.09.2009 04:36:20
http://www.polityka.pl/pierwsze-urodziny-kryzysu/L ead33,1091,301345,18/

"Bankierzy woleli inkasować gigantyczne premie i angażować się w coraz
bardziej ryzykowne operacje, rządy wolały za wszelką cenę podtrzymywać
koniunkturę gospodarczą. Wielcy i drobni inwestorzy, lokujący (także w Polsce)
swoje oszczędności na giełdach i w funduszach inwestycyjnych, woleli wierzyć, że
ich pieniądze będą się stale pomnażać w imponującym tempie. Zarabiający swoje
prowizje sprzedawcy produktów finansowych i analitycy woleli prognozować to, co
ludzie chcieli od nich usłyszeć."
"Dziś, kiedy patrzymy na to z
dystansu, aż trudno zrozumieć, dlaczego świat został aż w takim stopniu
zaskoczony finansowym załamaniem. A tymczasem odpowiedź jest prosta  został
zaskoczony, bo nie był zainteresowany żadnymi ostrzeżeniami."
Reszta w
Polityce.
Zdzisiek   |22.09.2009 22:42:08
Wieści z wczorajszego dnia -
Unikajmy schematów.

Śledźmy to co dzieje się w
gospodarkach innych państw i uczmy się jak zawiadywać naszą gospodarką ale
unikajmy automatycznego przenoszenia rozwiązań finansowych i gospodarczych
stosowanych w krajach bardziej gospodarczo zaawansowanych i innej strukturze i
dystrybucji dóbr. Ostatnie doniesienia o przymiarkach rządu Szwecji do obniżenia
podatków dochodowych swych obywateli wywołały entuzjazm i chęć powielenia tego
rozwiązania w naszym kraju wśród naszych gospodarczych liberałów bez
przemyślenia i zanalizowania sytuacji w jakiej znajduje się nasza gospodarka i
nasze społeczeństwo.
Obniżanie podatków dochodowych w zależności od sytuacji
gospodarczej państwa, od poziomu dochodów i konsumpcji obywateli i od sposobu
dystrybucji dochodów może być impulsem do zwiększenia popytu i do gospodarczego
rozwoju ale może też być czynnikiem hamującym rozwój.
W krajach, w których
wszyscy obywatele uczestniczą w gospodarczej konsumpcji, w których wszyscy
tworzą popyt i których piecza socjalna państwa nad swoimi obywatelami jest na
wysokim poziomie obniżenie podatków dochodowych jest zasadne. Wzrost konsumpcji
produktów gospodarki kosztem nieuciążliwego dla obywateli zmniejszenia podaży
usług gwarantowanych przez państwo może pobudzić gospodarkę do wzrostu. W kraju
takim jak nasz, biednym i przede wszystkim o ogromnie nierównej i
niesprawiedliwej konsumpcji obniżenie podatków dochodowych może przede wszystkim
pogłębić nierówności i niesprawiedliwości ale przez dodatkowe ograniczanie
dostępu do dóbr najbiedniejszych warstw społecznych może ograniczyć produkcję
dóbr podstawowych i zwiększyć rzesze osób bezrobotnych. Jeśli nawet nastąpi
wzrost dochodu narodowego to może ono nastąpić jedynie dzięki wzrostowi
produkcji dóbr komfortowych nie musi w takiej sytuacji przekładać się na wzrost
zadowolenia wszystkich obywateli. To zadowolenie może obejmować jedynie grupy
dobrze sytuowane.
Daleko nam do poziomu rozwoju gospodarczego Szwecji i do
wypracowania transmisji owoców tego rozwoju do wszystkich obywateli, do
sprzężenia i wzajemnego się wspierania zadowolenia wszystkich obywateli z
rozwojem.
Thome  - Jak się wycofać bez przyznawania……   |23.09.2009 03:18:25
"Neoliberałowie mają tendencję do zrzucania winy na Alana Greenspana i
polityków, twierdząc, że to oni umożliwili powstanie kryzysu."


"Neoliberałowie" to dość pojemny worek. Ale ok - przyjmijmy -
"środowiska wolnorynkowe".

"Tylko częściowo mają rację."


Niedawno "we wszystkim" się mylili. Dziś już "częściowo" mają
rację. Dobre i to.

"przesiąknięci neoliberalną myślą ekonomiczną i
naukami Miltona Friedmana."

Nie wszyscy nim "przesiąkli" - ale
kilka celnych uwag poczynił w życiu.

"Leseferystyczny absolutyzm
Friedmana"

To by się uśmiali libertarianie.

"Miał
całkowitą rację [Krugman]. Tylko w takiej atmosferze Fed mógł pozwolić na
bezkarne budowanie kolejnych baniek spekulacyjnych"

Tak więc mamy dwie
konstatacje:

- Krugman miał rację
- BYŁY jakieś BAŃKI SPEKULACYJNE


Pierwsza błędna.
Druga prawdziwa. W następnym komentarzu Pan Piotr z
pewnością opisze mechanizm powstawania takiej bańki. Np. ekspansja monetarna,
fiskalna, kredytowa - druk pieniądza. Wtedy ocenimy, na czym miałby polegać np.
"leseferystyczny absolutyzm Greenspana"…..

"W końcu trzeba
było jednak zacząć podnosić stopy procentowe, bo gwałtowne wzrosły cen
surowców"

Nie dlatego, nie dlatego….i Autor dobrze o tym
wie…….Stopy się same podniosły. Długo przed decyzjami FED. W zasadzie…..
stopy w ogóle nigdy nie były takie, jak sobie ustalał Fed. I stąd bańka….


"Niestety, nie widać czarnoksiężnika, który zna zaklęcie przerywające ten
bieg od kryzysu do kryzysu"

Nie jest nim na pewno J.M. Keynes…


"Jedno jest pewne: jeśli do reformy systemu nie dojdzie, to trzeba będzie
natychmiast postawić pytanie: kiedy i z jakiej przyczyny wybuchnie następny
kryzys?"

Z tych samych przyczyn. na któych zresztą Pan Piotr całkiem
nieźle zarabia. Uszłyszymy niedługo lamenty o "zbyt wysokich stopach",
potem mlaskanie z powodu "boomu kredytowego", a na końcu płacz
"wolny rynek NIE DZIAŁA!!!! Neoliberałowie są winni!"…..
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99790 Seconds