NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kubisa, Ostrowski: O związkach zawodowych - na chłodno Drukuj
Julia Kubisa*, Piotr Ostrowski**   
30.04.2011

prtest_pielegniarek.jpgWprawdzie zdaniem niektórych socjologów i filozofów żyjemy w czasach późnej nowoczesności, ale pewne sprawy najwyraźniej nadal odmierza cykl pór roku. Najlepszym tego przykładem są artykuły Joanny Solskiej w „Polityce”. Tak jak pół roku temu, tak i teraz czytelnicy mają okazję zapoznać się z bardzo specyficzną analizą ruchu związkowego w Polsce, utrzymaną w tym samym klimacie – jesienią 2010 r. autorka wieszczyła „gorącą jesień” (nr 2775 z 25 września 2010 r.), natomiast obecnie zapowiada „gorącą wiosnę” (nr 2802 z 9 kwietnia 2011 r.). Bardzo swobodne potraktowanie zagadnienia, nonszalanckie podejście zarówno do zapisów ustawowych, jak i liczb oraz specyficzny dobór ekspertów zmuszają do repliki.

Z artykułów Joanny Solskiej wyłania się obraz Polski pod presją. Nie jest to jednak presja globalnej konkurencji, wymagającej nieustannego obniżania kosztów pracy i pogarszania warunków zatrudnienia, czy krótkoterminowego zysku. Jak się okazuje, presja pochodzi od wewnątrz. W artykule z kwietnia pojawiają się obrazowe sformułowania: „gest Kozakiewicza”, „przystawianie pistoletu strajkowego do głowy”, „groźne pomruki”. Można by pomyśleć, że w Polsce działa legalnie organizacja terrorystyczna – ale nie, tu chodzi o związki zawodowe.

Kto za tym stoi?

W dyskusjach o związkach zawodowych najczęściej pada pytanie, kogo reprezentują i ilu mają członków. Trzy centrale związkowe – NSZZ „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych – spełniają kryteria reprezentatywności na poziomie krajowym, czyli liczą powyżej 300 000 członków, dzięki czemu zasiadają w Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych.

Solska słusznie wskazuje na niepokojącą tendencję, jaką jest spadek uzwiązkowienia. Należy jednak podkreślić, że Polska nie jest tu jakimś znaczącym wyjątkiem. Niemal w każdym kraju OECD baza członkowska w ostatniej dekadzie się zmniejszała. Pod względem uzwiązkowienia wyraźnie odstają od Polski kraje skandynawskie (wynosi tam ono powyżej 50%, ale również się kurczy). Różnicę tę należy jednak tłumaczyć istnieniem w tych krajach tzw. systemu Ghent, czyli przekazaniem przez państwo na rzecz związków zawodowych pewnych zobowiązań wobec społeczeństwa. Związki w tych krajach zarządzają świadczeniami na rzecz bezrobotnych, a zatem dostęp do nich mają tylko członkowie związków zawodowych. Aż 44% badanych związkowców poniżej 35 roku życia w Danii, Finlandii i Szwecji wskazuje, że główną przyczyną ich przynależności jest dostęp do systemu ubezpieczeń od bezrobocia [1]. Nie ulega jednak wątpliwości, że w porównaniu z innymi krajami OECD poziom uzwiązkowienia w Polsce (ok. 15%) wśród pracowników najemnych należy do średnich – niższych.

W polskiej gospodarce dominują małe i średnie przedsiębiorstwa, a ustawa zakłada, że do założenia organizacji związkowej potrzeba dziesięciu osób. Widać więc, że wielu pracowników nie ma możliwości założenia związku zawodowego z uwagi na niewielką liczbę zatrudnionych w miejscu pracy. Co więcej, w sektorze prywatnym zakładanie związków zawodowych jest zdecydowanie utrudnione – nawet jeśli prawo zabrania zwalniania przewodniczącego organizacji zakładowej, pracodawcy robią to z pełną premedytacją. Wiedzą, że koszty odszkodowania zasądzonego w sądzie pracy nie będą wysokie, natomiast antyzwiązkowy przekaz skierowany do pracowników utrwali się na lata. Jeśli informacje na temat związkowej działalności pracodawcy czerpią z artykułów Solskiej, to trudno się im nawet dziwić – kto chciałby mieć „przystawiony do głowy pistolet strajkowy”?

Kogo zatem reprezentują związki zawodowe, jeśli w sektorze prywatnym jest im trudno? W swoich tekstach Solska wikła się w sprzeczności. Twierdzi, że liczba związkowców to około miliona, a dominuje energetyka i górnictwo. Kilka akapitów dalej w tym samym tekście natykamy się jednak na informację, że Związek Nauczycielstwa Polskiego zrzesza pół miliona członków. Wyliczenia zaczynają się trochę sypać – kto w końcu dominuje? A gdzie chociażby ochrona zdrowia, gdzie uzwiązkowienie sięga 40%, nie mówiąc już o innych usługach publicznych? I jak niecały milion ma się do danych o zatrudnieniu oraz danych CBOS dotyczących uzwiązkowienia? Według danych GUS liczba pracujących we wrześniu 2010 roku wynosiła 8 372 000 [2]. Według danych CBOS do związków zawodowych należy 15% pracujących – czyli co najmniej 1 300 000 osób.

Joanna Solska pisze też, że „ludzie widzą, że związki nie reprezentują ich interesów, walczą wyłącznie o swoich członków”. Badając opinie na temat działalności związków zawodowych, dostrzegamy odmienne tendencje. Po pierwsze, Polacy oceniają działalność związków zawodowych jako raczej korzystną dla kraju (38% – jako korzystną, 29% – niekorzystną, 33% nie ma zdania). Jednocześnie Polacy uważają, że związki zawodowe mają zbyt mały wpływ na decyzje władz. Z drugiej jednak strony respondenci wskazują, że związki zawodowe są raczej nieskuteczne w swojej działalności, lub inaczej: raczej nieskutecznie bronią interesów pracowniczych [3]. Jak to interpretować? Naszym zdaniem może to wynikać z faktu, że dostępne związkom narzędzia (prawo, uprawnienia itp.) są nieskuteczne w niesprzyjającym dla nich otoczeniu (umowy cywilnoprawne, samozatrudnienie, wrogość pracodawców).

Czy ludzie rzeczywiście nie chcą należeć do związków zawodowych? Spójrzmy na wyniki badań CBOS [4] – prawie połowa badanych deklaruje, że nie należy do związku, bo „nie ma związków zawodowych w moim miejscu pracy” (46% odpowiedzi). Natomiast„krytyczna ocena związków zawodowych” to jedynie 7% odpowiedzi. Jedna trzecia respondentów deklaruje, że nie odczuwa potrzeby przynależności.

Przy okazji może warto zapytać, kogo reprezentują inne organizacje kształtujących życie publiczne w Polsce. Ilu pracodawców rzeczywiście reprezentują organizacje pracodawców? A kogo reprezentują partie polityczne, liczące co najwyżej kilkadziesiąt tysięcy członków?

Kto kogo chroni?

Należy podkreślić, że podawane przez Joannę Solską informacje dotyczące braku możliwości zwolnienia członków zarządu i komisji rewizyjnej organizacji zakładowej są nieprawdziwe i nie mają absolutnie żadnego potwierdzenia w obowiązujących w Polsce przepisach. O tzw. szczególnej ochronie trwałości stosunku pracy (chodzi tu o wypowiedzenie i rozwiązanie stosunku pracy oraz jednostronną zmianę warunków pracy lub płacy na niekorzyść pracownika) jest mowa w art. 32 Ustawy o związkach zawodowych. Nie wchodząc w szczegóły: ochrona ta dotyczy tylko niektórych osób wskazanych uchwałą organizacji. Ilu? Wynika to albo z liczby osób stanowiących kadrę kierowniczą w zakładzie pracy (art. 32 ust. 3), albo z liczebności danej organizacji (art. 32 ust. 4), zgodnie z zasadą: im większa organizacja, tym więcej osób chronionych. Zapisy te są korzystne właściwie tylko dla dużych organizacji, małe związki zawodowe mają prawo chronić tylko jedną osobę. W praktyce więc „skrzyknięcie dziesięciu kolegów”, wbrew temu, co sugeruje Solska, oznacza, że ochronę zdobywa zaledwie jeden lub dwóch z nich, a nie wszystkich dziesięciu. Na marginesie – należy przypomnieć, że na temat trwałości stosunku pracy z pracownikiem będącym członkiem komisji rewizyjnej (art. 32 ust. 1) wypowiedział się już w 2003 roku Trybunał Konstytucyjny, uznając ten przepis za niezgodny z Konstytucją – o czym Joanna Solska najwyraźniej nie wie.

Autorce umyka jednak przede wszystkim zasadnicza kwestia: jakie są przyczyny objęcia działaczy i działaczek związkowych ochroną? Zdaniem prawodawcy ma to na celu ochronę przed szykanami ze strony pracodawcy, wyrównanie sił między dwiema stronami negocjacji, co bez ochrony jest zaburzone przez zależność służbową między działaczem-pracownikiem a pracodawcą.

Inną kwestią są – jakoby bulwersujące – etaty związkowe. Znowu należy powołać się na przepisy prawne. Prawo do zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy w czasie zasiadania w zarządzie zakładowej organizacji związkowej regulowane jest przez art. 31 Ustawy o związkach zawodowych. Aby z niego skorzystać, organizacja musi mieć co najmniej 150 członków; przysługuje im wtedy prawo do zwolnienia (tzw. etatu związkowego) jednej osoby. Aby dwie osoby skorzystały z tego prawa, organizacja musi być już bardzo duża – liczyć powyżej 501 członków. Kwestia wynagrodzenia za etaty związkowe wiąże się bezpośrednio z powyższymi przepisami. Związkowiec otrzymuje takie wynagrodzenie, jakie dostawałby za swoją pracę. Nie jest ono ani wyższe, ani niższe niż dotychczasowe. Solska, informując czytelników o kwotach na poziomie 20 tys. zł miesięcznie, powinna więc dodać, że taki związkowiec po prostu zarabiał 20 tys. zł miesięcznie. Na tyle opiewa jego wynagrodzenie w umowie o pracę.

Kolejnym problemem, którym zajmuje się publicystka „Polityki”, jest liczba organizacji związkowych. Przywołuje przypadki Kompanii Węglowej (170 organizacji) i KGHM (49), dodając, że w innych „firmach państwowych” jest podobnie. Pierwsza nasza uwaga dotyczy sformułowania „firma państwowa”, które uznajemy za skrót myślowy, bo obie są spółkami akcyjnymi, daleko im zatem do firm państwowych (działających zgodnie z przepisami Ustawy o przedsiębiorstwach państwowych). Druga nasza uwaga odnosi się już do liczby organizacji. Należy wyraźnie podkreślić, że zdecydowana większość uprawnień związkowych przysługuje organizacjom zakładowym. A zatem im więcej zakładów pracy w obrębie danej spółki (traktowanej jako jeden podmiot), tym potencjalnie więcej zakładowych organizacji związkowych. Powtórzmy: tylko takie mogą korzystać z przysługujących im uprawnień. Przywołane w tekście przez autorkę przedsiębiorstwa to faktycznie podmioty wielozakładowe [5]. Trudno się zatem dziwić, że jest tam dużo organizacji związkowych. Dla porównania, w jak najbardziej państwowym, ale mającym jednolitą strukturę Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, zatrudniającym ponad 47 tys. pracowników, działa zaledwie 6 związków zawodowych, z czego 3 mają status organizacji reprezentatywnych (a zatem mają prawo do ochrony więcej niż dwóch osób).

Zapewne zdarzają się przypadki, kiedy ochrona przysługująca działaczom jedynie zabezpiecza przed zwolnieniem i nie ma nic wspólnego z działalnością związkową. Wraz z kurczeniem się sektora publicznego i postępującą prywatyzacją mamy jednak coraz częściej do czynienia z odwrotną patologią: zwalnianiem działaczy związkowych bez oglądania się na prawo pracy czy Ustawę o związkach zawodowych. Umowy na czas nieokreślony stają się obecnie dobrem luksusowym, tak więc ochrona działaczy związkowych słabnie na naszych oczach. Kilka miesięcy temu w jednej z fabryk należących do koreańskiego koncernu zlikwidowano organizację związkową, nie przedłużając umów działaczom. Konieczność zabiegania o przedłużenie umowy jest również czynnikiem skutecznie blokującym inicjatywy związkowe.

Gdzie są młodzi? Na umowach śmieciowych

Przede wszystkim warto sobie wyjaśnić, czym są umowy śmieciowe. Są to umowy cywilnoprawne, które nie podlegają Kodeksowi pracy, mimo że osoby na nich zatrudnione wykonują pracę pod nadzorem, w określonych ramach czasowych i mają wyznaczony zakres codziennych obowiązków. Nie można umów śmieciowych mylić ze zleceniami dla „wolnych strzelców”, którzy sami dysponują swoim czasem i decydują o miejscu wykonania zadania, a zleceniodawcę interesuje jedynie końcowy efekt. Wymuszone samozatrudnienie również jest formą umowy śmieciowej. Szkoda, że redaktor Solskiej nie interesują koszty, jakie ponosi społeczeństwo w wyniku upowszechniania się umów śmieciowych. Im więcej w Polsce samozatrudnionych, a mniej osób na etatach, tym mniej pieniędzy wpływa do kasy ZUS, bo w przypadku etatu wysokość składki liczy się od podstawy wynagrodzenia, a w przypadku samozatrudnienia jest to kwota stała, wynosząca od 60% średniej krajowej. W obecnych dyskusjach o deficycie budżetowym ten argument pojawia się zdumiewająco rzadko. W przypadku osób pracujących na śmieciowych umowach zleceniach koszty przerzucone na państwo są również wysokie. Pracujący bez prawa do zwolnień chorobowych, bez ograniczeń tygodniowego wymiaru czasu pracy, bez urlopów wypoczynkowych to w niedalekiej już przyszłości pacjenci państwowej służby zdrowia. A w dyskusji o demografii warto przypomnieć, że śmieciowe umowy oczywiście oznaczają brak urlopu macierzyńskiego.

Kto zatem zapomniał o młodych, za co gani związki Solska? Może wcale nie związki zawodowe, tylko pracodawcy, skoncentrowani głównie na krótkoterminowym zysku oraz rachunku korzyści i strat, który kosztów społecznych nie uwzględnia? Związki zawodowe dbają o warunki zatrudnienia młodych, wchodząc do sektorów takich jak handel wielkopowierzchniowy czy firmy ochroniarskie (jak NSZZ „Solidarność”), gdzie pracuje wielu młodych ludzi, czy też organizując Komisje Młodych (jak OPZZ), które z sukcesami popularyzują działalność związkową wśród osób poniżej 35 roku życia. Młodzi ludzie sami zakładają organizacje związkowe w firmach telefonii komórkowej czy sieciach kin. Niezwykle interesujące są opinie osób młodych o związkach. Z badań wynika jednoznacznie, że choć osoby najmłodsze w niewielkim stopniu należą do związków zawodowych (18 – 24 lata – mniej niż 0,5%; 25 – 34 lata – 8%) [6], są one do nich dość pozytywnie nastawione. Aż 58% badanych w wieku 25 – 34 lata popierało związki zawodowe w sporze z rządem o emerytury pomostowe pod koniec 2008 roku [7], choć przekaz medialny w tamtym czasie był wyraźnie antyzwiązkowy. Co więcej, działalność związków zawodowych za korzystną dla kraju uznało aż 49% osób w wieku 18 – 24 lata i 53% w wieku 25 – 34 lata.

Społeczny sens protestów związkowych

Wizja działalności związkowej, jaka wyłania się z tekstów Joanny Solskiej, sprowadza się do grupki upolitycznionych graczy dbających wyłącznie o swój interes. Tymczasem związki zawodowe przede wszystkim zajmują się dialogiem społecznym, w różnych jego formach. Na bieżąco komentują działania rządu i wskazują możliwe rozwiązania dzięki procedurze konsultacji i opiniowania. Uchwały i stanowiska oraz korespondencja prowadzona między centralami związkowymi i poszczególnymi ministerstwami nie jest utajniona, wystarczy zajrzeć na związkowe strony internetowe, do związkowej prasy czy też przyjść na konferencję prasową. O pracach w Trójstronnej Komisji może opowiedzieć któryś z jej wiceprzewodniczących – Jan Guz, Piotr Duda czy Tadeusz Chwałka. Wszyscy są przewodniczącymi central związkowych. Joanna Solska korzysta obficie z komentarzy Jeremiego Mordasewicza, podczas gdy w PKPP Lewiatan pracuje Jacek Męcina, jeden z głównych ekspertów od dialogu społecznego, który może się pochwalić długą listą naukowych publikacji z tego zakresu. Ale być może właśnie dlatego nie zniża się do poziomu opowiastek o blokowaniu etatów przez związkowców.

Związki zawodowe prowadzą dialog społeczny również za pomocą protestów. Nagłaśniają problemy, które zwykle są zamiatane pod dywan, ponieważ nie pasują do neoliberalnej wizji gospodarki i społeczeństwa. Obśmiana przez Joannę Solską Biała Galeria w Sejmie, czyli protest Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, zrzeszającego blisko 80 tys. członkiń, była w tym sensie sukcesem. Pielęgniarkom udało się nagłośnić zjawisko negatywne nie tylko dla pracujących, ale przede wszystkim dla pacjentów. Tydzień po proteście Państwowa Inspekcja Pracy ujawniła, jak wielka jest skala nadużyć w przypadku zatrudniania pielęgniarek i lekarzy na umowach cywilnych. Takie praktyki będą jeszcze częstsze, jeśli kontrakty pielęgniarskie się upowszechnią. Czy ktoś zainteresowałby się tym tematem, gdyby nie protest pielęgniarek?

Protesty związkowe wykraczają też poza sprawy konkretnych grup zawodowych. Wystarczy spojrzeć na działalność Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, która cyklicznie organizuje Europejski Dzień Akcji. Ostatnia demonstracja w Budapeszcie z 9 kwietnia 2011 roku, która zgromadziła organizacje związkowe z całej Europy (w tym dużą reprezentację z Polski), po raz kolejny nagłaśniała temat kryzysu finansowego spłacanego kosztem pracujących. Domagano się zwiększenia liczby miejsc pracy i stabilnego wzrostu, Europy socjalnej, a nie konkurującej poprzez obniżanie kosztów pracy. Dużo uwagi poświęcono sytuacji młodych.
W polskiej prasie trudno napotkać jakiekolwiek informacje o tym wydarzeniu, ponieważ 10 kwietnia wszystko przykryła „smoleńska mgła”. Publicyści z zatroskaniem pochylili się nad podzielonym społeczeństwem, utyskując, że Polacy nie potrafią działać dla wspólnego dobra. Przykład działalności związków zawodowych pokazuje jednak, że Polacy i Polki chcą działać razem, choć artykuły takie jak Idzie gorąca wiosna Joanny Solskiej skutecznie tę ideę deprecjonują. Zapewne w kolejnych numerach „Polityki” znajdziemy teksty o niskiej aktywności obywatelskiej Polaków czy braku zaufania społecznego. Sęk w tym, że zamieszczając jednostronne opinie na temat związków zawodowych, „Polityka” sama przykłada rękę do słabości społeczeństwa obywatelskiego w Polsce.

[1] K. Vandaele, Recruiting, organising and representing young workers. Report on the results of the survey of ETUC Youth Committee members, Report prepared for the ETUC Youth Committee meeting in Brussels (15 June 2009), s. 39.
[2] Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej w I-III kwartale 2010 roku, GUS, Warszawa 2010. Liczba ta nie obejmuje podmiotów gospodarczych o liczbie pracujących do 9 osób oraz rolnictwa indywidualnego, fundacji, stowarzyszeń, partii politycznych, związków zawodowych, organizacji społecznych, organizacji pracodawców, samorządu gospodarczego i zawodowego oraz działalności związanej z obroną narodową i bezpieczeństwem publicznym.
[3] Związki zawodowe i naruszenia praw pracowniczych, CBOS, Komunikat z badań, (BS/109/2010), Warszawa, sierpień 2010.
[4] Przynależność do związków zawodowych, CBOS, Komunikat z badań (BS/21/2008), Warszawa, luty 2008.
[5] Kompania Węglowa SA grupuje 20 firm: 15 kopalń i 5 zakładów, a w skład Grupy Kapitałowej KGHM SA wchodzi aż 57 różnych firm.
[6] Przynależność do związków zawodowych, CBOS, Komunikat z badań (BS/21/2008), Warszawa, luty 2008.
[7] Opinie o związkach zawodowych i dialogu społecznym, CBOS, Komunikat z badań (BS/2/2009), Warszawa, styczeń 2009.


*Julia Kubisa – socjolożka współpracująca z Zakładem Socjologii Pracy i Organizacji w  Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie niedawno złożyła doktorat. Zajmuje się prawami kobiet i działalnością związków zawodowych.

**Piotr Ostrowski – adiunkt w Zakładzie Socjologii Pracy i Organizacji w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się stosunkami pracy w Polsce w kontekście międzynarodowym. Autor książki Powstawanie związków zawodowych w sektorze prywatnym w Polsce.

Oboje współpracują z OPZZ.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Łysy   |02.05.2011 11:44:07
Taka to specyfika socjologii najwyraźniej - wszystko pięknie opiszą i
zinterpretują tylko, że ma się to nijak do rzeczywistości. Można by pomyśleć, ze
związki w Polsce są naprawdę cool, nie mieszają się w politykę, chronią praw
pracowniczych wszystkich pracujących i bezrobotnych, nie tylko swoich członków,
nie żądają wygórowanych przywilejów… Tylko dziwnym trafem jakoś ludzie nie
chcą się do tych związków, rządzonych przez wąsatych brzuchaczy w przepoconych
swetrach, zapisywać.
czerwony łunio   |04.05.2011 00:33:35
Bardzo fajny komentarz Łysy, powiedziałeś coś takiego: "fajnie fajnie,
podaliście wszystkie słuszne argumenty, ale i tak nie macie racji".
Przeczytaj więc ze zrozumieniem tekst powyżej i rozważ debilizm własnej
wypowiedzi.

Ja chętnie zapisałbym się do związku zawodowego, ale jestem
zmuszony do formuły samozatrudnienia. Ponieważ mam 20 lat, stanowię dobrą
ilustrację dla prawdziwości powyższego artykułu.

Związki zawodowe w Polsce nie
żądają wygórowanych przywilejów. Żądanie płacy minimalnej na poziomie 1408 zł,
kiedy w moim mieście kawalerka za 1000 to okazja, to nie są wygórowane
przywileje, i nie tylko dla swoich członków. Nie wiedziałem też, że Dorota
Gardias ma wąsy i brzuch, chociaż być może chodzi w przepoconych swetrach, może
wiesz to lepiej niż ja.
Łysy   |04.05.2011 10:37:47
@czerwony - dzięki za cudowny komentarz, szkoda tylko, że nie na temat tego
co napisałem… Niewyraźniej czytanie ze zrozumieniem nie wszystkim jest
dane.
Ja tylko zapytam: gdzie i kiedy związki zażądały ograniczenia czy
zniesienia fikcyjnego samozatrudnienia? Dlaczego ZNP nie protestuje przeciwko
nierównemu traktowaniu nauczycieli zatrudnionych na kartę nauczyciela i tych na
zwykłą umowę o pracę? Dlaczego jedyne strajki (organizowane przez ZNP) w
szkołach dotyczyły płac a nie idiotycznych reform buzkowych czy rządom
Giertycha?
julia   |05.05.2011 11:17:41
o tym jest rowniez ten tekst - jesli chcesz mowic o tym co zwiazki robia a czego
nie robia, proponuje sie blizej zapoznac z ich dzialalnoscia. ZNP organizowalo
demonstracje przeciwko polityce edukacyjnej giertycha, teraz protestuje przeciw
reformie pozwalajacej na przekazywanie szkol fundacjom i stowarzyszeniom (co
jest np zagrozeniem dla swieckosci szkol) - a nie tylko w sprawie podwyzek. o
samozatrudnieniu zwiazki mowia czesto i naprawde sa lepsze zrodla informacji niz
artykul red. Solskiej
problem w tym, ze zwiazki moga postulowac duzo, skladac
swoje propozycje ale jako ze w Polsce dialog spoleczny jest fikcja, to rzad robi
i tak co chce.
nie wiem czy zwiazkowcy sa cool czy nie, ale wydaja mi sie
lepsza opcja niz menadzer w garniaku dbajacy o kulture organizacyjna i wyjazdy
integracyjne, ktore maja przekonac pracownikow do pracy po 11h dziennie na
chwale firmy

wyobrazenie o "niemieszaniu sie" zwiazkow zawodowych w
polityke jest moim zdaniem dosc naiwne. kto ma wprowadzac w parlamencie
propracownicze rozwiazania jesli nie zwiazkowcy? chyba, ze wierzymy ze istnieje
taki byt jak bezstronni politycy, reprezentujacy wylacznie interes calego
spoleczenstwa a nie poszczegolnych partii i srodowisk, ktorzy sa doskonale
przygotowani merytorycznie i potrafia ocenic kazda inicjatywe ustawodawcza
sprawiedliwe i z uwzglednieniem szerszego spolecznego kontekstu?
Łysy   |06.05.2011 12:30:01
@julia - ZNP strajkowało WYŁĄCZNIE w sprawach płacowych.
Dalej piszesz, że
związki mogą tylko postulować a potem, że wprowadzają zmiany w parlamencie. No
to jak jest?
W każdej z partii obecnych w parlamencie są związkowcy stąd mój
zarzut, że związki nie bronią ludzi pracy np. ograniczając fikcyjne
samozatrudnienie.
Dla wyjaśnienia: "mieszanie się w politykę" to dość
oczywisty skrót oznaczający zaangażowanie związków w historie takie jak
Smoleńsk.
Chyba najlepszy komentarz do artykułu napisali sami związkowcy z KGHM
mt-kailas   |07.05.2011 01:05:11
Reprezentuję instytucję kultury, gdzie obowiązującym kierunkiem zmian jest
samozatrudnienie. Ono w oczach dyrektorów z nowego naboru ma same zalety:
dyspozycyjność (bo jak nie to
mt-kailas   |07.05.2011 14:17:40
dyspozycyjność (bo jak nie to
Bb   |08.05.2011 03:47:31
Hmm trochę dziwie się waszym komentarzom i jednocześnie wam współczuję. Ja lubię
swoją pracę i mogę pracować po 12 godzin na dobę i być szczęśliwy. Jestem
jeszcze studentem, a zarabiam znacznie powyżej średniej krajowej. Słowem wszyscy
narzekają jak to jest źle, a wystarczyło się uczyć w liceum i dobrze zdać maturę
do tego mieć jeszcze jakieś pasje w życiu skończyć studia i człowiek nie ma
problemów. A i jeszcze jedno śmieszne, że tutaj poddawane są krytyce pewne tezy
ekonomiczne, a autor lub komentatorzy nie mają o ekonomii zielonego pojęcia. Ja
staram się nie komentować tez stawianych przez naukę jaką jest fizyka, więc może
nieekonomiści nie będą kwestionować prawd dla nich niezrozumiałych.
mt-kailas   |08.05.2011 11:56:34
to dziękuję), niskie koszty (nie ma np. obowiązku pilnowania profilaktycznych
badań okresowych, młody zresztą tego nie rozumie, nie upomina się, póki co grozi
mu tylko katar). Jest duża rotacja, małe identyfikowanie się z misją instytucji,
a dodam, że pod jej opieką jest sporo cennych dzieł sztuki. Ostatnio rodzi się
na tym gruncie kolejny pomysł jak zlikwidować bariery prorozwojowe, jak w sumie
zniwelować domenę publiczną możliwie do zera, otóż jest pomysł aby zbiory sztuki
oddać podmiotowi zewnętrznemu, niech on martwi się o warunki przechowywania,
konserwowania. Jeśli nie dojdzie do jakiegoś globalnego bum o którym wieszczyli
Majowie, to kolejne pokolenia czeka sporo pracy by naprawić tworzony w zapale
bałagan.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.23168 Seconds