NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kubicka-Dzieduszycka, Lipszyc: Cyfrowa partyzantka Drukuj
Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka, Jarosław Lipszyc*   
10.09.2011

Sebastian Liszka: Czy dzieło sztuki po zdigitalizowaniu jest wciąż tym samym dziełem? Jak zmienia się jego status?


Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Już teraz dzieje się tak, że pojedyncze taśmy VHS podpisane przez artystów zyskują wymiar oryginału. Dobrym tego przykładem jest performance Ucieleśnianie Piotra Wyrzykowskiego, który odbył się w 1993. Z jednej strony mamy jego zdigitalizowany zapis, który będzie udostępniany w portalu Europeana, a z drugiej taśmę wideo, która brała udział w tym performansie i która w tej chwili zyskała status artefaktu pokazywanego przez nas na wystawie za szklaną gablotą.

  

Jarosław Lipszyc: Dodajmy, że taśma VHS jest analogowa. Warto o tym pamiętać, bo istotą mediów cyfrowych jest oderwanie informacji od jej nośnika. Jeśli wyślę ci film zapisany u mnie na dysku, to u ciebie on nie jest podobny, tylko dokładnie taki sam, co do zera i jedynki. To jest gigantyczna zmiana dotycząca sposobu funkcjonowania naszych obiegów komunikacyjnych. Pytanie o digitalizację jest szczególnie ciekawe w kontekście filmu, który właśnie zobaczyliśmy [dyskusję poprzedziła projekcja m.in. filmu wideo Anri Sali Intervista – przyp. red.]. Odtwarzanie prywatnej pamięci poprzez zdobycie unikalnego artefaktu to jest sytuacja z przeszłości. Dzisiaj mogę odtworzyć niemalże co do minuty ostatnie piętnaście lat mojego życia, wystarczy, że wejdę w archiwum swoich maili czy archiwa list dyskusyjnych i portali społecznościowych. Moje komentarze na stronach internetowych, które już nie istnieją, są zapisane w Internet Archive. I wszystkie te informacje o mnie są publicznie dostępne. To zupełnie zmienia naszą sytuację.


Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Te dostępne w internecie treści również stają się tworzywem dla dzieł sztuki. Na YouTube’ie można znaleźć wiele wartościowych rzeczy, choć jeszcze więcej wartych niewiele…


Jarosław Lipszyc: Polemizowałbym z tym. To jest punkt widzenia charakterystyczny dla miejsca, w którym się znajdujesz. Dla użytkowników YouTube’a filmik o wujku Heniu, który zasnął na stole podczas wesela, może być bardziej interesujący i ważniejszy niż całe archiwum Zbigniewa Rybczyńskiego. Warto o tym pamiętać. Co więcej, lokomotywą napędzającą rozwój takich zasobów jak YouTube, są właśnie filmiki z wujkiem Heniem, a nie prace Rybczyńskiego.


Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Nie podważam wartości prywatnych zapisów z wujkiem Heniem. Ale sztuka mediów czy sztuka współczesna w ogóle, którą się zajmujemy we WRO, jest czymś innym niż prywatne zapisy wrzucone do tego wielkiego wora, jakim jest YouTube.   

  

Jarosław Lipszyc: Nie sądzę. To jest wyłącznie kwestia perspektywy, refleksji i kontekstu. Ten czarno-biały filmik nagrany na zjeździe młodzieży w Tiranie, zawarty w pracy Sali, nie był sztuką, dopóki nie zaczął tak być traktowany. Ja rozumiem, że musicie sobie wyznaczać takie granice, ale trzeba patrzeć szerzej. Nie da się rozsądnie rozmawiać o digitalizacji sztuki, nie mówiąc o digitalizacji w ogóle.


Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Oczywiście. Chętnie bym cię zapytała na przykład, jakie licencje copyleftowe zaproponowałbyś w przypadku digitalizacji sztuki współczesnej. Niektórzy artyści chętnie wrzucają swoje filmy na serwis Vimeo. Inni nie chcą ich wrzucać do sieci, żeby zachować kontrolę nad formatem prezentacji swoich prac.  

  

Jarosław Lipszyc: W naszych czasach wszyscy chcą zachować kontrolę. Mamy obsesję kontroli. Trudno o tym dyskutować, bo wszystkim się wydaje, że mogą ją sprawować. Tymczasem jedną z kluczowych cech mediów cyfrowych jest to, że marzenie o kontroli nad obiegiem informacji zahacza o paranoję. Cały świat krzyczy, że wystarczy, by jakaś informacja stała się dostępna, a na pewno ktoś ją przetworzy, wykorzysta i puści dalej, bo ma do tego narzędzia.Z drugiej strony mamy system prawny, który mówi, że autor ma taką kontrolę, a sposobem na legalne wykorzystanie utworów są wolne licencje. Mnie się jednak wydaje, że czas już przestać o nich mówić. Bo wolne licencje wygrały. W tym momencie nie wydaje mi się możliwe zatrzymanie trendu wolnej kultury, otwartej edukacji. Argument, że utwory finansowane publicznie powinny znajdować się w domenie publicznej, wszedł już do mainstreamu. Powinniśmy się zastanowić, dlaczego ten absurdalny system praw autorskich ciągle jeszcze funkcjonuje i jak go zmienić, odrestrykcyjnić, tak żeby stał się skutecznym narzędziem uczestnictwa w kulturze.


Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Cieszę się, że to mówisz, bo właśnie tak działa Europeana. 

  

Powiedzmy tu, że Europeana wyrosła z idei stworzenia centralnej multimedialnej biblioteki europejskiej.

  

Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Europeana to punkt dostępowy do wielu europejskich archiwów, w tym sztuki współczesnej. Ja się bardzo dziwię, że wśród jej członków nie ma żadnych publicznych instytucji z Polski.  

  

Jarosław Lipszyc: Powiedzmy to sobie wprost: Europeana to całkowita klęska. To repozytorium, w którym niczego nie można znaleźć, którego funkcjonalności pochodzą z roku 2000 i w którym liczba dostępnych zasobów jest niewspółmierna do ilości pieniędzy, jakie w ten projekt wpakowano. Gdybym miał zrobić film instruktażowy o tym, jak użytkownika serwisu internetowego przepuścić przez ścieżkę zdrowia, to Europeana byłaby najlepszym przykładem.

  

Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Nie zgadzam się z tym całkowicie. Europeana ma przyszłość. W 2008 roku znajdowało się tam ponad 3 miliony obiektów, teraz jest ich 15 milionów. Oczywiście możemy się sprzeczać na przykład o dostęp do europejskich archiwów narodowych.

  

Jarosław Lipszyc: Nie można się sprzeczać. Jeśli wpiszesz tam Bitwę pod Grunwaldem, to po trzech minutach dostaniesz metadane tego obrazu. Jak wpiszesz Bitwę pod Grunwaldem w Google, to po trzech sekundach dostaniesz sam obrazek.

  

Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Metadane i ich format są ważne.

  

Jarosław Lipszyc: Dla użytkowników, poza imieniem, nazwiskiem i ewentualnie datą powstania dzieła, są irrelewantne. My to już przepracowaliśmy w Wolnych Lekturach, które są przeznaczone dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. Przeprowadziliśmy bardzo porządne badania fokusowe, jakie są potrzeby naszych użytkowników. Wyszło nam, że większość instytucjonalnych bibliotek cyfrowych nie robi tego, czego oni potrzebują.Jeśli myślimy o cyfrowych archiwach jako miejscach wiecznego przechowywania, to oczywiście to wszystko, co mówisz o metadanych, jest istotne. Ale jeśli popatrzymy na ich misję zapisaną w ustawie, czyli przechowywanie i udostępnianie użytkownikom, to zobaczymy, że publiczne instytucje radzą sobie z tym drugim bardzo słabo. 

  

Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Nie jest łatwo, to prawda. Ale mnie bardziej zastanawia, dlaczego w Europeanie nie ma naszych mediów publicznych i ministerstwa kultury.

  

Jarosław Lipszyc: Kluczowe pytanie dotyczy misji mediów publicznych i instytucji kultury. Mnie jest trochę wszystko jedno, czy zasoby telewizji publicznej zostaną udostępnione w Europeanie czy na portalu Tvp.pl. Tymczasem na razie publiczne instytucje tracą z oczu podstawowy cel swojego istnienia. Narodowe Archiwum Cyfrowe na każdym udostępnianym przez siebie zdjęciu daje wielki znak „NAC”. Ktoś nawet złośliwie powiedział, że mają kompleks małego logo. To jest może zgodne z prawem, ale na pewno nie z duchem ich zadań. 

  

A co myślicie o powstającym właśnie w Polsce systemie administrowania digitalizowanymi zasobami, który tworzą Narodowy Instytut Audiowizualny, Narodowe Archiwum Cyfrowe i biblioteki publiczne o szczególnym znaczeniu? Wystartował teraz program Kultura+…

  

Jarosław Lipszyc: Nie wystartował. Trwają dyskusje nad regulaminem. Nie podpisano na razie ani jednej umowy. 

  

Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka: Mnie brakuje wizji, czym te publiczne archiwa mają być. Tam jest wszystko razem: i dziedzictwo kultury materialnej, i obiekty historyczne. Sztuka współczesna nie została wyodrębniona.

  

Jarosław Lipszyc: Państwowe instytucje wykładają się na tematyce, która jest dla nich zbyt nowa. Nie mogą się oprzeć na własnych doświadczeniach, pamięci instytucjonalnej i potykają o własne sznurówki. Nic dziwnego więc, że brak im spójnej wizji programu digitalizacyjnego i konsekwencji w jego wdrażaniu. Uprawiamy partyzantkę.      

  

opracowała Magdalena Błędowska

  

*Agnieszka Kubicka-Dzieduszycka ‒ członkini zespołu Centrum Sztuki WRO, menadżerka projektów międzynarodowych;  

Jarosław Lipszyc ‒ prezes Fundacji Nowoczesna Polska  

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
reneta  - Niekompetentni dziennikarze   |13.09.2011 14:03:21
Witam, od grudnia 2009 roku polskie biblioteki cyfrowe udostępniają swoje zbiory
w europejskiej multimedialnej bibliotece cyfrowej EUROPEANA, poprzez serwis
Federacji Bibliotek Cyfrowych. W maju tego roku otwarto Cyfrowe Muzeum Narodowe
w Warszawie, które także jest dostępne przez portal EUROPEANA. Nasz polski
problem tkwi w NIERZETELNOŚCI DZIENNIKARSKIEJ. Dziennikarze uzurpują sobie prawo
do oceniania "Powiedzmy to sobie wprost: Europeana to całkowita
klęska.", wykazują kompletną niewiedzę "Ja się bardzo dziwię, że wśród
jej członków nie ma żadnych publicznych instytucji z Polski." Czy
dziennikarza nie obowiązuje kryteria uczciwości i rzetelności???? Czy wszystko w
tym kraju należy dezawuować? Dlaczego ci, którzy zajmują się krytykanctwem
niweczą działania entuzjastów, którzy z pasją tworzą i utrzymują biblioteki,
muzea, archiwa cyfrowe? Czy malkontenctwo jest najwyższą wartością w naszej
narodowej kulturze?
Sienx  - Działacze sztuki i ludzie   |16.09.2011 02:34:49
Pani Agnieszka i Pani (?) reneta są dumne ze swojej roboty, klasyfikują i
działają. Prawdopodobnie robią wspaniałą robotę, ale skutek ich pracy jest mało
widoczny, ponieważ projekty takie jak Europeana czy Cyfrowe Muzeum Narodowe (i
inne) sa projektami, które nie są "podłączone" technologicznie do
współczesnego internetu i jego uzytkowników. Prosty test z Grunwaldem, o którym
wspomniał Pan Lipszyc jest tego przykładem.

Prawie 100% całego wyszukiwania,
które dziś dokonują internauci, gdy potrzebują jakiejkolwiek informacji, odbywa
się przez Google.

Gdy wpiszemy ową Bitwę pod Grunwaldem, Bolesława Prusa czy
Leonarda da Vinci nie dostaniemy na pierwszych kilku stronach żadnych linków z
owych szacownych intytucji. Nic. Nie istnieją. I prawdę mówiąc dokładnie tak
jest. Nie istnieją.

Dla normalnego użytkownika, gdy dana informacja nie
pojawia się w Google na pierwszych kilku stronach (80% uzytkowników nie wchodzi
nawet na drugą, na 3-4 nie dociera prawie nikt), w Wikipedii czy innych
społecznych systemach wymiany informacji - to nie istnieje.

Oczywiście internet
pełen jest pracy ludzi niezależnych od instytucji oraz działań komercyjnych. Te
strony zwykle są widoczne od razu i ów uczeń, student czy amator od razu
znajduje potrzebne mu obrazy i informacje - tyle, że pochodzace od zapaleńców i
pozarządowych działaczy sztuki, a nie z oficjalnych instytucji kultury, muzeów i
bibliotek.

Mozna zadać więc pytanie polityczne. Po co te instytucje istnieją i
dlaczego "tak drogo"?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99623 Seconds