Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kosela: Tylko wolne związki zawodowe |
|
|
Patryk Kosela*
|
|
18.09.2009 |
W tekście „Czy duże związki lepiej bronią pracowników?” Piotr Ostrowski nie jest do końca pewien, czy rządowy pomysł podwyższenia progu reprezentatywności dla związków zawodowych jest dobry, czy zły dla pracowników. Jeśli rzeczywiście kierować się dobrem świata pracy, zamiar koalicji PO i PSL należy ocenić jednoznacznie negatywnie.
„Bo związek nasz bratni”…
Liderzy związkowi od pewnego czasu podkreślali, że neoliberalny rząd Platformy Obywatelskiej doprowadził do zbliżenia polskiego ruchu związkowego. I trudno się temu dziwić, gdy rządowi przedstawiciele przebąkują o zmianach w Kodeksie Pracy pisanych na zamówienie przez organizacje pracodawców. Zmianach, które obejmują tak antypracownicze posunięcia, jak likwidacja tzw. urlopu na żądanie (zob. „Kronika Związkowa OPZZ”, 15.02.2008) czy nawet radykalne ograniczenie prawa do strajku. Prawa w historii ruchu robotniczego wywalczonego krwią.
W pierwszej antyrządowej demonstracji przeciw rządowi Donalda Tuska zorganizowanej 20 czerwca 2008 przez WZZ „Sierpień 80” wzięła udział delegacja związkowców NSZZ „Solidarność”, a wiceprzewodniczący OPZZ Andrzej Redzikowski został nawet zaproszony do wygłoszenia przemówienia. Stało się zatem coś, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia. Przełom? Tak, z całą pewnością. Później, w listopadzie ubiegłego roku, gdy „Sierpień 80” rozpoczął okupację warszawskiego biura poselskiego Tuska, do protestujących przybył szef OPZZ Jan Guz. Trudno nazwać to inaczej jak wizytą poparcia. I takich przypadków jest mnóstwo, chociaż nie wszystkie mają wydźwięk medialny. We wrocławskiej fabryce sprzętu gospodarstwa domowego Mastercook doszło do współpracy „Solidarności” i „Sierpnia 80”. A w sieci Tesco dzięki współpracy WZZ „Sierpień 80” m.in. z OPZZ Konfederacją Pracy udało się naprawdę wiele zdziałać dla poprawy warunków pracy kasjerek. Wreszcie, w dwóch największych spółkach węglowych, Kompanii Węglowej i Jastrzębskiej Spółce Węglowej, doszło do historycznej jedności w artykulacji żądań wobec pracodawcy, co w przypadku Kompanii zakończyło się wywalczeniem dla górników podwyżek płac.
Coraz głośniej wołające jednym głosem związki zawodowe, niepozostawiające suchej nitki na rządzie, przebąkujące o strajku powszechnym czy negujące uczestnictwo w Komisji Trójstronnej ds. społeczno-gospodarczych, zaczęły poważnie doskwierać szefowi rządu.
Jedna partia, jeden związek?
Związki zawodowe postawiły się okoniem - dla walki o obronę praw i interesów pracowniczych. Ale też i o ochronę pracowników przed liberałami, którzy alergicznie reagują na prawa pracownicze, nazywając je niesprawiedliwie „przywilejami” i na związki zawodowe. Kiedy więc zagrożenie buntem pracowniczym stało się poważne, a związkowcy deptali rządowi po piętach, media poinformowały, że rząd zamierza podnieść próg reprezentatywności dla związków. Nową ustawę związkową piszą szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Michał Boni oraz europoseł PO Sławomir Nitras. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” i TVN 24, prosząc o komentarz do tego pomysłu liderów OPZZ i „S”, usłyszeli wyraźne „tak”.
Brawo! Rządowi udało się powrócić do punktu wyjścia i w ciągu kilku godzin naruszyć świeże fundamenty porozumienia polskiego ruchu związkowego. Rybki połknęły haczyk. Duże związki napuszczono na te mniejsze. Rewolucja, jak wiemy lubi czasem pożreć swoje dzieci. Teraz kanibalizm rozpoczęto w ruchu związkowym. I to ledwie kilkanaście dni po strajku ostrzegawczym w KGHM Polska Miedź.
Piotr Ostrowski, będący działaczem OPZZ Konfederacja Pracy, pisze na stronie Krytyki Politycznej: „Zdaniem liderów największych związków tylko duże organizacje, które zrzeszają największą liczbę pracowników, powinny mieć możliwość prowadzenia negocjacji i posiadać realny wpływ na decyzje w przedsiębiorstwie. Przemawiają za tym poważne argumenty”. Zanim poznamy te argumenty, należy zadać pytanie, dlaczego tylko duże organizacje powinny mieć możliwość negocjowania z pracodawcą spraw, które obejmują wszystkich pracowników danego zakładu, także tych zrzeszonych w mniejszych związkach? Czy chodzi o to, by liderzy związkowi mogli się szybciej dogadać z pracodawcą, kręcąc na boku swoje własne interesy pozostające w sprzeczności z interesami załogi? Czy też o to, by wyperswadować pracownikom członkostwo w małych związkach, jako nieskutecznych, bo niemających możliwości prowadzenia negocjacji? Czy dużym centralom chodzi o przechwycenie członków małych związków, a tym samym przejęcie ich składek?
„Tylko duże związki, z doświadczeniem, zapleczem eksperckim i niezbędnymi zasobami są w stanie prowadzić negocjacje na w miarę równoważnym poziomie z doskonale przygotowanymi przedstawicielami pracodawców, wspieranymi niejednokrotnie przez renomowane kancelarie prawnicze i agencje doradcze” - brzmi pierwszy argument przytoczony przez autora. Ale nie zapominajmy, że pieniądze to nie wszystko. Za pieniądze nie kupimy woli walki o prawa pracownicze. I przykład dużych central tego dowodzi. Pisał już o tym na stronie KP red. Jan Smoleński, za przykład podając strajk w kopalni „Budryk” czy sprawę Tesco3. Eksperci, nawet najlepsi, nie obudzą w liderach i szeregowych członkach związku namiętności walki, o której pisze Ost. Duże centrale oparte są na biurokracji i nie reagują żywo i szybko na powstające punkty zapalne. A wraz z tym rodzi się pytanie, kto odpowiada za parcie ku porozumieniu z pracodawcą nawet za cenę, którą przyjdzie zapłacić pracownikom - pieniądze, eksperci czy liderzy central?
Ostrowski pisze dalej: „Co więcej, kumulacja władzy w obrębie kilku organizacji może poskutkować konsolidacją związków, skupieniem członkostwa, a co za tym idzie zwiększeniem siły podczas negocjacji. W konsekwencji może także doprowadzić do odwrócenia negatywnych tendencji systematycznego spadku członkostwa w związkach zawodowych w Polsce”. Ciekawa teza… Kto jak nie OPZZ i „Solidarność” odpowiadają za spadek uzwiązkowienia? Przecież poparcie dla związków na początku lat 90. ubiegłego wieku było olbrzymie. Trzeba nie lada wysiłku, by doprowadzić do utraty 80% członków w ciągu 20 lat. Trzeba poparcia dla prywatyzacji, popierania planów różnych Balcerowiczów, legitymizowania antyspołecznej polityki kolejnych rządów czy też - na szczeblu zakładowym - wchodzenia przez liderów związkowych w niezdrowe relacje z pracodawcami.
Na rzecz podniesienia progu reprezentatywności związkowej przytacza się argument, że wyeliminuje on tzw. żółte związki zakładane przez pracodawców. Jednak nie one są dziś największym problemem ruchu zawodowego, Pracownik nie jest głupi i doskonale orientuje się w związkowych sympatiach. I wie, że związek pana Kowalskiego jest związkiem dyrektorskim. Ale wie też, że pan Nowak dowodzący związkiem Y wchodzącym w skład centrali Z kręci na boku swoje lody, przez co podczas negocjacji płacowych, na których ważą się losy ewentualnych podwyżek płac i ich wysokości, siedzi cicho i przytakuje dyrektorowi w obawie, że jak zażąda więcej, straci dodatkowe źródło dochodu.
I na tym kończą się przywoływane w artykule argumenty „za”. Jednak nieco dalej w swoim poparciu dla antyzwiązkowych rozwiązań rządu idzie Grzegorz Ilka, przewodniczący Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy i rzecznik prasowy OPZZ (Jana Guza). Otóż w wywiadzie dla portalu internetowego lewica.pl z dnia 23 sierpnia br. mówi, że OPZZ jest za podniesieniem progu, i dodaje: „Jeśli duże związki zawodowe nie będą właściwie wykonywać swoich funkcji związkowych, to jest oczywiste, że pracownicy przepiszą się do małych i to te związki uzyskają reprezentatywność”. To nieprawda. Pracownicy, jeśli po raz kolejny zawiodą się na organizacjach ich reprezentujących, po prostu z nich wystąpią na dobre, zamiast poszukać innych. Sprzyja temu nachalna antyzwiązkowa propaganda uprawiana przez główne media.
„Po pierwsze - generalnie duże centrale związkowe podejmują więcej działań w skali całego kraju niż małe - jedno działanie małego związku jest znacznie bardziej widoczne i nagłośnione niż kilkanaście działań dużych związków, które w związku z tym mniej dbają o ich nagłośnienie” - rzecze Ilka. Zdanie co najmniej dyskusyjne, bo czy ilość oznacza też i jakość? Można co chwilę we wszystkich zakładach pracy organizować nasiadówki z udziałem reprezentatywnych związków, które polegają na zajadaniu słonych paluszków, co nijak nie poprawia bytu pracowników. Duże związki nie muszą specjalnie swojej obecności nagłaśniać, a i tak ich liderzy proszeni są przed telewizyjne kamery. Dziennikarze doskonale wiedzą, że z ich ust nie padnie żadne wywrotowe zdanie. Żaden apel o mobilizację i ogólnokrajowy strajk powszechny, który prawnie jest narzędziem dużych central. Nie wykorzystano go nawet w tak ważnej chwili, jak odebranie 800 tys. pracowników prawa do zagwarantowanej im emerytury pomostowej…
Drugi argument szefa Konfederacji Pracy: „duże centralne związkowe nie muszą podejmować tak radykalnych działań jak małe, ponieważ ze względu na swoją wielkość stanowią większe zagrożenie dla pracodawców”. Nie wskazuje on jednak, jak to zagrożenie wygląda i jak jest wykorzystywane. Emerytury pomostowe - przepadły, obrona sektora energetycznego przed prywatyzacją - przepadła itd. itp. Bycie kolosem na glinianych nogach to żadna sztuka.
Szyja z pętelką
Trzy największe, reprezentatywne (bo zrzeszające powyżej 300 tys. członków) centrale związkowe są gotowe poprzeć zmiany w przepisach związkowych. Czy chodzi o to, by walczyć z konkurencją i/lub przejąć jej klientelę? Nie udaje to się im poprzez prowadzenie codziennej działalności, więc korzystają z pomocy wrogiego związkom rządu PO-PSL. Premier Tusk jednak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że lepiej wzmocnić duże, spokojne związki, niż pozwolić na wzrost rangi tych małych, ale radykalnych, przez co zwiększających swoją liczebność. Czyżby pierwszy z 21 postulatów gdańskich: „Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych”, znów miał się stać aktualny?
Ustawowe regulowanie praw i swobód związkowych służące do sformowania ruchu zawodowego na potrzeby liberałów nie może mieć miejsca. Jest to nie tylko niedemokratyczne, ale i nienaturalne. Świat pracy jest żywy i zmieniać go mogą ludzie tego świata poprzez podejmowanie decyzji - w tym przypadku - do której organizacji związkowej chcą przynależeć. Sztuczne wybieranie za pracowników da negatywne skutki w postaci kartelizacji sceny związkowej, doprowadzi do jej jeszcze większej biurokratyzacji i przepoczwarzenia się w „uroczy” krąg towarzystwa wzajemnej adoracji.
Dlaczego po projektowanych zmianach w zakładzie pracy funkcjonować mają maksymalnie 4 związki? Dlaczego idziemy w stronę Białorusi, gdzie liczebność związków też jest regulowana przez państwo? Po co była ta walka o pluralizm związkowy, czy warto było robotnikom umierać w walce o wolne związki zawodowe? Te pytania należy zadać liderom OPZZ, NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych.
* Patryk Kosela - redaktor „Kuriera Związkowego”, działacz WZZ „Sierpień 80”
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 18.09.2009 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...