Kobyliński, Łapski: Ruch się buduje, a nie wymyśla

,
+A -A

Czytaj także

Sprowadzanie działalności Demokratycznego Zreszenia Studenckiego do happeningów jest dużym uproszczeniem. Budowa masowej organizacji wciąż jednak przed nami - piszą Wojciech Kobyliński i Maciej Łapski.

prostest_studentw-paryz.jpgZ nieukrywaną ciekawością przyjęliśmy tekst Pawła Pieniążka i Krystiana Szadkowskiego Jak odbić się od dna?, będący krytyką dotychczasowych działań podejmowanych przez Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie. Uwagę naszą przyciągnął nie tylko ze względu na zainteresowanie autorów organizacją, w której działamy, ale głównie dlatego, że jest to w zasadzie pierwszy, przynajmniej od dłuższego czasu, artykuł podejmujący problematykę reanimacji rodzimego ruchu studenckiego. Nasze początkowe zaciekawienie przyćmiła jednak późniejsza konsternacja. Nie tylko nie potrafimy odnaleźć w tym tekście satysfakcjonujących odpowiedzi na pytanie, jak wyciągnąć ruch studencki z marazmu. Również krytyczna ocena dotycząca aktywności naszego stowarzyszenia wydaje się w wielu miejscach nieusprawiedliwiona, a wręcz nierzetelna.

Jak to wygląda naprawdę?

Daleko idącym uproszczeniem jest sprowadzenie przez autorów Jak odbić się od dna? całokształtu działalności Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego wyłącznie do organizacji happeningów. Nie wiemy, z czego wynika powyższa wybiórczość, a ma ona niewiele wspólnego z rzeczywistością. Od początku istnienia nasza organizacja podejmowała różne rodzaje aktywności. Nigdy nie zamykaliśmy się w jednej, określonej formule, ciągle poszukując najskuteczniejszej drogi do budowy w polskich realiach masowego ruchu studenckiego. Z upływem czasu konfrontowaliśmy z rzeczywistością różne propozycje dotarcia do społeczności studenckiej i jej aktywizowania przeciwko postępującej komercjalizacji nauki i szkolnictwa wyższego. Począwszy od trzykrotnych prób wywołania ogólnopolskich protestów w największych ośrodkach akademickich, poprzez mniejsze akcje bezpośrednie, tak przez Pieniążka i Szadkowskiego wykpiwane, choć, o ironio, mające właśnie w założeniu „odbywać się przy małej liczbie potencjalnie zainteresowanych uczestników i przy zaangażowaniu niewielkich sił i kosztów”, do czego sami nas później przecież namawiają. Niemniej stanowią one niewielką część naszych dotychczasowych inicjatyw.

Najbardziej zaskakująca wydaje się nam sama konstrukcja wywodu Szadkowskiego i Pieniążka. Sprawia ona wrażenie, jakby opierała się na przeciwstawieniu happeningowej działalności DZS świeżej inicjatywie, „iskrze nadziei świtającej na horyzoncie” – Nowemu Otwarciu Uniwersytetu. Problem jednak w tym, że Nowe Otwarcie Uniwersytetu jest wydarzeniem zorganizowanym przez środowisko doktorantek i doktorantów SNS PAN oraz właśnie Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie. Dlaczego Pieniążek i Szadkowski o tym nie wspominają? Czy wynika to z braku orientacji autorów, czy też stanowi świadome przemilczenie? Nie wiemy. W każdym razie dość mocno podważa to zasadność i rzetelność ich krytyki.

Innym poważnym zarzutem przeciwko DZS jest rzekome „szukanie uznania i rozpoznawalności w mediach zamiast budowy szerokiego oddolnego porozumienia” oraz brak programu i „alternatywnych pomysłów na szkolnictwo wyższe”. Także i w tym przypadku autorzy nie zadali sobie trudu, by zweryfikować tak kategoryczne opinie. Jakiś czas temu powstał w naszym środowisku pomysł stworzenia własnej „społecznej strategii rozwoju szkolnictwa wyższego”, której zadaniem będzie zdiagnozowanie obecnej sytuacji i zaproponowanie alternatywnych, prospołecznych kierunków zmian. W tym celu zorganizowaliśmy szereg paneli dyskusyjnych na uniwersytetach w Warszawie, Lublinie i Wrocławiu. Ponadto rozpoczęliśmy „studenckie konsultacje społeczne”. Odbywają się one w akademikach i przybierają formę demokratycznej i równej dyskusji, poprzedzonej bezpośrednimi spotkaniami na zasadzie door to door. Wbrew temu, co piszą Pieniążek i Szadkowski, ich zadaniem nie jest jedynie rozprawienie się z reformą Kudryckiej, ale właśnie włączenie jak najszerszego grona studentek i studentów w wypracowywanie postulatów naszej strategii. Notabene podobną intencją kierowaliśmy się, współorganizując Nowe Otwarcie Uniwersytetu.

Podobnie jak Pieniążkowi i Szadkowskiemu bliska jest nam zacytowana przez nich myśl jednego z uczestników włoskiego Maja 1968 roku z fabryki Fiata w Mirafiori: „To opór i walka stwarzają organizację – nie na odwrót”. Nie rozumiemy wobec tego ich ironizowania na temat współorganizowanej przez nasze stowarzyszenie i zaprzyjaźniony związek zawodowy Konfederacja Pracy akcji w obronie młodych pracownic i pracowników Banku Millennium (w dużej części warszawskich studentek i studentów), zatrudnianych wbrew przepisom Kodeksu pracy na podstawie umów cywilnoprawnych. Hasło „My to wszystko widzimy” było wykorzystywane przez tego pracodawcę do szykanowania i łamania praw pracowniczych. Efektem naszego protestu była kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która potwierdziła wskazywane przez DZS nieprawidłowości i skierowała do pracodawcy wniosek o niezatrudnianie pracowników na podstawie umów cywilnoprawnych w przypadku, gdy podstawą zawierania stosunku pracy powinny być umowy kodeksowe. Wyniki kontroli zostaną wykorzystane dodatkowo w sprawie przed sądem pracy.

Nie była to zresztą jedyna nasza inicjatywa tego typu. W Warszawie przeprowadziliśmy bezpłatne warsztaty szkoleniowe z prawa pracy przeznaczone dla studentek i studentów. Musimy w tym kontekście wspomnieć, że nasze stowarzyszenie nie zamierza się zamykać wyłącznie na szeroko pojęte kwestie szkolnictwa wyższego. Nie mniej ważne są dla nas problemy całego tzw. pokolenia 1500 brutto, coraz częściej nazywanego wręcz „straconym pokoleniem” – studentów bądź absolwentów, ludzi młodych borykających się z ogromnymi trudnościami związanymi z zatrudnieniem.

Niepokojąca jest również tendencja autorów do skrupulatnego wytykania nam potknięć. Nie ma co ukrywać, z pewnością było ich wiele. Jednakże sporą przesadą jest czynienie z nich normalnej praktyki w naszej działalności. Brakuje nam w tekście Szadkowskiego i Pieniążka wyrozumiałości dla dopiero raczkującego ruchu społecznego. Mimo że do tej pory nie udało nam się stworzyć choćby namiastki takiego ruchu studenckiego, z jakim mamy do czynienia w innych częściach Europy, to widzimy w naszych działaniach stopniowy postęp.

Uniwersytet Uliczny tak, okupacje nie

Warto przyjrzeć się zaproponowanym przez autorów Jak odbić się od dna?, właściwym ich zdaniem, sposobom budowania ruchu studenckiego. Z jednej strony Szadkowski i Pieniążek przytaczają przykład studentów Uniwersytetu Europejskiego w Petersburgu – oddolną inicjatywę o nazwie Uniwersytet Uliczny; z drugiej natomiast wskazują na doświadczenie formowania się protestów na Uniwersytecie w Zagrzebiu i strajk okupacyjny. O ile pierwszy przykład jest ze wszech miar godny rozważenia, o tyle drugi w żadnym stopniu nie dałby się przenieść na polski grunt, przede wszystkim ze względu na skomplikowaną i trudną do przejścia procedurę wszczęcia strajku na uczelni wyższej. Próby jej ominięcia mogłyby mieć dość surowe konsekwencje prawne, a jak pokazuje przykład innych niezgodnych z prawem protestów w Polsce, prawdopodobieństwo ich wyciągnięcia byłoby bardzo wysokie. Ważny jest też pewien specyficzny kontekst społeczny: demobilizacja i dominujące przekonania panujące w całym społeczeństwie, obecne także w środowisku akademickim. Grupa osób, która mimo wszystko podjęłaby się strajku okupacyjnego, spotkałaby się najprawdopodobniej z powszechnym niezrozumieniem i ostracyzmem. Nierzadko sami go doświadczamy, podejmując działania dużo mniej radykalne.

Co ciekawe, pomimo zachęty do podejmowania tak zdecydowanych kroków jak okupacja, Pieniążek i Szadkowski zarzucają jednocześnie naszej organizacji przyjęcie „strategii zbyt otwartej konfrontacji”, która ich zdaniem „raczej nie przyniesie żadnych wyraźnych pozytywnych efektów”. Ku naszemu dalszemu zdziwieniu próbują uzasadnić to rzekomym „emancypacyjnym charakterem” reformy Kudryckiej. Wprawdzie z treści tekstu nie wynika, co autorzy Jak odbić się od dna? mają na myśli, z kontekstu można jednak wywnioskować, że chodzi tu o zmiany w przebiegu kariery naukowej. Owszem, jesteśmy w stanie przyznać, że polska nauka i szkolnictwo wyższe są dość feudalno-oligarchiczne, jak i to, że ministerialne próby zmian mogą być przez część środowisk naukowych postrzegane jako „liberalne”, tudzież „emancypacyjne”. Polegając jednak na analizie dr Izabeli Wagner, przedstawionej na spotkaniu Nowego Otwarcia Uniwersytetu, czy opinii Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”, musimy stwierdzić, że jest to emancypacja pozorna, czy wręcz fałszywa. Reforma MNiSW nie tylko znacząco nie zmieni obecnej sytuacji, ale dodatkowo utrudni pokonywanie kolejnych szczebli kariery naukowej. Innymi słowy, będzie to wylanie dziecka z kąpielą. Przy czym należy zauważyć, że reforma edukacji bynajmniej nie spotkała się z aprobatą środowisk studenckich, a głosy poparcia dla działań minister Kudryckiej należały do nielicznych wyjątków. Świadczy o tym chociażby aktywność na portalach społecznościowych, gdzie do kilku różnych fejsbukowych profili albo grup sprzeciwu zapisało się co najmniej 40 tysięcy osób. Inną sprawą jest jednak faktyczna bezradność Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego przy próbach nakłonienia tej grupy do czynnego protestu.

Ruch się buduje, ruchu się nie wymyśla

Należy niestety zgodzić się z Pieniążkiem i Szadkowskim, że miejsce, w którym się dzisiaj znajdujemy, oznacza de facto sromotną przegraną. Nie tylko nie zdołaliśmy powstrzymać zmian forsowanych przez minister Kudrycką, nie udało się nam też stworzyć solidnej infrastruktury protestu. Nie jest to jednak porażka, którą należy obarczyć wyłącznie nas. Kiedy w 2009 roku rozpoczynaliśmy kampanię przeciwko reformie, uniwersytet, który zastaliśmy, był w każdym wymiarze „uniwersytetem milczących profesorów” [1]. Mogliśmy jedynie pomarzyć o podobnym wsparciu, jakiego w tym samym czasie udzielił strajkującym studentkom i studentom rektor Sorbony IV Georges Molinié albo profesorowie wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, którzy w zasadzie inicjowali masowe protesty, rozlewające się następnie na bez mała wszystkie austriackie uczelnie wyższe. Obecna reforma szkolnictwa wyższego jest zatem klęską nie tylko grupki studentek i studentów skupionych wokół DZS, ale wszystkich środowisk akademickich i postępowych, nie wyłączając Krytyki Politycznej, która (pomijając nieliczne, choć chlubne wyjątki) wydawała się dotychczas interesować wydarzeniami na Ukrainie czy w Wielkiej Brytanii, a nie w Polsce.

Ostatnio możemy jednak zauważyć, że powszechne milczenie jest przerywane. Wokół Nowego Otwarcia Uniwersytetu organizują się doktorantki i doktoranci. Coraz głośniej zaczyna artykułować swoje niezadowolenie związkowa kadra naukowa, co mogliśmy zaobserwować na protestach Związku Nauczycielstwa Polskiego i Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”. Wypada nam w tej sytuacji jedynie przytaknąć sugestii autorów Jak odbić się od dna?, że konieczne jest stworzenia szerokiego oddolnego porozumienia, chociażby takiego, jakie próbujemy budować poprzez wspomniane Nowe Otwarcie Uniwersytetu. W dalszym ciągu zadaniem Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego pozostaje też mozolna budowa masowej organizacji, skutecznie upominającej się o interesy studentek i studentów. Chcemy jednak powtórzyć za Mateuszem Mirysem [2], że to, czego obecnie potrzebujemy najbardziej, „to ręce do wieszania plakatów, nogi do chodzenia od akademika do akademika i praca intelektualna”, wywołująca twórczy ferment, a nie wewnętrzne animozje. Dlatego do jakże słusznego robotniczego powiedzenia „opór i walka stwarzają organizację – nie na odwrót” chcemy też dodać nasze: „ruch się buduje, ruchu się nie wymyśla”.

[1] Oskar Szwabowski, Uniwersytet milczących profesorów (recenzja książki Franka Furediego Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?).
[2] Mateusz Mirys, Na bezdrożach „nowego języka".

*Wojciech Kobyliński (ur. 1986) – członek Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego, absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, student Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego

**Maciej Łapski (ur. 1988) – członek Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego, student Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

---
Już wkrótce teksty Anny Szołuchy z Nowego Otwarcia Uniwersytetu i Adama Ostolskiego (KP).

 

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

...

Utarcie nosa \"intelektualistom\" w pięknym stylu. Spokojne, wyważone, rozsądne. Widać, gdzie można znaleźć ludzi do działania politycznego, widać też, że na pewno nie w kawiarni nowy świat...

świetna odpowiedź

Członkowie Krytyki powinni wziąć sobie do serca te słowa, bo po przeczytaniu artykułu Szadkowskiego i Pieniążka zacząłem zastanawiać się po której stronie stoi KP. DZS to jedna z niewielu lewicowych inicjatyw studenckich jakie kiedykolwiek zaistniały w tym kraju, a tymczasem spotyka się ze słowami dezaprobaty z wydawałoby się lewicowej redakcji. Aktywistom i aktywistkom DZS życzę, aby nie przejmowali się takimi komentarzami, bo obawiam się że są niestety pisane w złej woli. Gdyby obaj Panowie chcieli naprawdę doradzić jak działać to przyszliby na jakieś spotkanie DZS, albo napisali do Was prywatnie. Tymczasem stawiają na publiczną napierdalankę w sobie tylko znanym celu.

...

agng, widzać, że niewiele wiesz o ludziach z ,,kawiarni nowy świat\" a sensu largo o KP.

...

Dobry, rozsądny tekst. Uznanie autorom za to, że odpowiedzieli rzeczowo, a nie personalno-emocjonalnie jak nakazywałyby dotychczasowe standardy polskiej mikro-lewicy. Wyszła nam z tego ciekawa dyskusja, chociaż - powiedzmy to sobie szczerze - zainicjowano ją w kontrowersyjny i nie do końca rzetelny sposób. Problematyczne kwestie na tym etapie formowania się ruchu, powinny być omawiane w zamkniętym kręgu. Tak czy inaczej, kiedyś wszyscy się dotrzemy.

...

dobry tekst dobry tekst - zwłaszcza że autorzy nie zrozumieli krytyki Szadkowskiego i Pieniążka

Multimedia

Amnesty International

#LookBeyondBorders

20 lat temu psycholog Arthur Aron odkrył, że 4 minuty patrzenia sobie w oczy potrafią zbliżyć do siebie ludzi. A co gdybyśmy zatrzymali się na chwilę i spojrzeli na tych, z którymi na co dzień pozornie wszystko nas dzieli?

TVKP

Hübner: Tracimy reputację i pozycję w Unii Europejskiej

Gościnią Roberta Kowalskiego w programie "Sterniczki w Krytyce Politycznej" była Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego.

TVKP

Płatek: Mamy do czynienia z zachowaniami, które cuchną na odległość nazizmem

– Ja się czuję jak w samolocie, w którym pilot stara się po kolei wyłączyć wszystkie zabezpieczenia. I to jest oczywiście groźne. Tak jak przestępca wraca na miejsce zbrodni, tak ten „pilot” może w sposób podświadomy dążyć do samo-ukarania

TVKP

Sawicka: Najpierw jest nienawistne słowo, za tym słowem podąża czyn

Paula Sawicka przez 10 lat (2004–2014) była prezeską, a obecnie zasiada w radzie programowej stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”, którego celem jest monitorowanie oraz aktywne zwalczanie aktów ksenofobii i antysemityzmu.