|
Smoleński: Język kobiet, język solidarności |
|
|
Jan Smoleński
|
|
21.06.2009 |
Związki zawodowe i organizacje feministyczne łączy co najmniej jedno: traktuje się je z protekcjonalną wyższością, wyśmiewa i krytykuje za to, że robią to, co do nich należy. Związkom zawodowym dostaje się za „zadymiarstwo” i „postawy roszczeniowe”, feministkom za to, że niszczą z takim trudem wykuty konsens w sprawie przerywania ciąży, żądają parytetu i równego dostępu do władzy. Związkowcy to oszołomy, bo za niskie zarobki winią pracodawców i kapitalizm; feministki to oszołomki, bo nie godzą się na dysproporcje płacowe ze względu na płeć, a odpowiedzialnością za taki stan rzeczy obarczają patriarchat.
Podczas Kongresu Kobiet Polskich odbył się pod patronatem Krytyki Politycznej panel pod tytułem „Kobiety i związki zawodowe – kobieta w walce o prawa pracownicze”. W dyskusji wzięły udział: Henryka Krzywonos, bohaterka Solidarności, Elżbieta Fornalczyk z „Sierpnia ‘80”, organizatorka pierwszego strajku w supermarkecie w Polsce, Dorota Gardias, przewodnicząca OZZPiP, Dorota Obidniak ze Związku Nauczycielstwa Polskiego, Bogusława Staszewska ze Związku Zawodowego Kobiet w Górnictwie, Wiesława Tarnowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, Danuta Wojdat z Sekcji Kobiet NSZZ „Solidarność”.
Związkowczynie i pracownice opowiadały o problemach, jakie mają z powodu swojej płci i działalności na rzecz praw pracowniczych. Ich doświadczenia były tak różne, jak różne są sytuacje biednych kobiet w źle opłacanych, sfeminizowanych zawodach i kobiet zamożniejszych, lecz marginalizowanych w profesjach zmaskulinizowanych. Jednak we wszystkich wypowiedziach dyskryminacja ze względu na płeć przeplatała się z dyskryminacją ze względu na status społeczny oraz z łamaniem praw pracowniczych – jedna forma opresji wzmacnia inne. Dorota Gardias wspominała o tym, jak zdecydowana większość pieniędzy przeznaczanych na podwyżki pracowników ochrony zdrowia trafia dla lekarzy. Bogusława Staszewska opowiadała o marginalizacji problemów kobiet w górnictwie. Pracownice supermarketów mówiły o poniżaniu. Bardzo wymowna w tym kontekście była nieobecność Bożeny Łopackiej, kasjerki, a potem kierowniczki „Biedronki”, która zdecydowała się na samotną walkę z wyzyskiem. W oświadczeniu odczytanym przez moderatorkę Małgorzatę Tkacz-Janik przyznała, że nie jest jeszcze gotowa na publiczne występy.
Związkowczynie mówiły jednym językiem – językiem solidarności pracowniczej i solidarności kobiecej, solidarności grup opresjonowanych. To pokazuje, że tzw. kwestii pracowniczych (lub szerzej: socjalnych) nie da się oddzielić od kwestii kulturowych. Neoliberalny kapitalizm jest z gruntu patriarchalny, wyzyskuje pracowników, a wśród nich – kobiety najbardziej. Mówiły o tym panelistki w kontekście obecnego kryzysu: pracownice super- i hipermarketów już odczuwają jego ciężar, choć to nie sieci sklepów wielkopowierzchniowych załamanie odczują najbardziej.
Jeśli Kongres Kobiet miał być próbą podsumowania 20 lat polskich przemian demokratycznych, to jest to podsumowanie raczej gorzkie. Dlatego panel o związkach zawodowych miał charakter symboliczny. To właśnie związek zawodowy był siłą wywrotową w latach 80. XX wieku – demokratyczna Polska jest córką związku zawodowego. W tych zmaganiach kobiety odegrały niebagatelną rolę. Jednak podczas przemian o nich zapomniano. Tak jak robotnicy, nie pasują one do legendy o wolnej Polsce. Dlatego na życzenie Henryki Krzywonos uczciliśmy minutą ciszy pamięć stoczniowej pielęgniarki, bohaterki strajków Aliny Pieńkowskiej. I dlatego, mam nadzieję, związkowczynie wywiążą się z jednej z zapowiedzi: gdy będzie trzeba, nie położą uszu po sobie, tylko wyjdą na ulicę. Bo jak powiedziała podczas panelu Krzywonos: „gdzie ludzi kupa i Herkules…”
Czytaj też:
Henryka Krzywonos Polką Dwudziestolecia!
Zatrzymała tramwaj, ruszyła Polskę - laudacja dla Henryki Krzywonos.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 22.06.2009 )
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...