Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Grzebalska: Oddajmy powstanie kobietom, cywilom i Żydom Drukuj
Weronika Grzebalska*   
03.08.2010

powstanie_120.jpgCezary Michalski zadaje w swoim felietonie ważne pytanie o to, co możemy zrobić, żeby powstanie warszawskie nie poszło na marne. Jednak jego postulat, żeby zamienić Muzeum Powstania Warszawskiego w „martwy pomnik”, wydaje się nie tylko nierealny, ale też dość jałowy.

  

Przede wszystkim, nie zanosi się bowiem na to, żeby pozbawienie powstania wyraźnego centrum praktyk upamiętniających (w postaci Muzeum Powstania Warszawskiego) mogło sprawić, że tak po prostu zniknie ono z polskiej pamięci społecznej. Na jej kształt wpływa przecież nie tylko polityka historyczna, ale też pamięć zbiorowa oraz pamięć biograficzna uczestników – w przypadku powstania wciąż żyjących. Doświadczenie powstania warszawskiego było i jest z powodzeniem transmitowane w sferze praktyk prywatnych: przekazywane w intymnych wspólnotach rodzinnych w postaci opowieści czy stawiania zniczy na grobach, kultywowane podczas przyjacielskich spotkań w gronie kombatantów, wpisane w tkankę miasta. Jesteśmy też obecnie świadkami rozkwitu wtórnej pamięci powstania, czego przykładem są chociażby fanowskie strony internetowe poświęcone jego bohaterom (co istotne, nigdy bohaterkom), popularność powstańczych gadżetów, inicjatywy w rodzaju grup rekonstruujących walki czy konkursów na powstańczy komiks itp. W kontekście zarysowanych tu procesów, zamienienie MPW w „martwy pomnik” wydaje się po prostu niemożliwe, przynajmniej na razie Zresztą, nawet polityce historycznej okresu powojennego - mimo takich jej mechanizmów jak prześladowania, cenzura i całkowity brak miejsc pamięci w rodzaju pomników czy muzeów – nie udało się wymazać powstania z pamięci społecznej.    

  

Prawdą jest natomiast, że powstańcy powinni przestać być traktowani jak arbitrzy od patriotyzmu czy wychowawcy młodzieży. Że dzieje się to nagminnie i stało się już w zasadzie przezroczyste, świadczą o tym nie budzące kontrowersji patriotyczne pogadanki powstańców w szkołach czy uparte zadawanie im przez dziennikarzy pytań o to, czym jest patriotyzm. Z dzieci z kolei na pewno nie powinno się robić małych powstańców, wychowywanych w anachronicznej tradycji patriotyzmu tyrtejskiego.

  

Dyskusji z heroicznym mitem powstania i żołnierskim patriotyzmem kombatantów nie umożliwia z pewnością formuła ekspozycji Muzeum, oddziałująca w kierunku całkowitego utożsamienia się zwiedzającego z „chłopcami z AK”. Jak zauważa antropolożka kultury wizualnej Iwona Kurz, wielość oddziałujących na różne zmysły mediów, zaprzęgniętych do wytworzenia symulacji powstańczej rzeczywistości, i zarazem jednoznaczność przekazu, czynią z Muzeum instytucję wszechwiedzącą, posługującą się narracją totalną. Nie ma tu miejsca na wątpliwości, różne interpretacje, bo też nie o nie tu przecież chodzi, ale o re-produkcję wspólnotowego mitu i pokazanie nam, kim jesteśmy. A jesteśmy – jak można wyczytać z ekspozycji - narodem katolickim, złożonym z bohaterskich i szarmanckich mężczyzn-konspiratorów.

  

Jeśli więc zależy nam na rozbrojeniu powstańczego mitu i uzyskaniu „prawdy o tym, czym było powstanie”, to nie doprowadzą nas do tego jałowe dyskusje o jego zasadności ani uczynienie z Muzeum „martwego pomnika”. To, co proponuje Michalski, jest zastępowaniem jednej hegemonicznej narracji (o powstaniu jako heroicznym zrywie) drugą narracją totalną (powstanie jako głupota i zbrodnia), równie silnie tłumiącą wszelkie inne głosy.

  

Jeśli możemy coś zrobić, aby powstanie nie poszło na marne, to jedyną drogą jest otwieranie Muzeum na pamięć grup marginalizowanych, mogącą podważyć hegemoniczną narrację: świadectwa powstańców żydowskiego pochodzenia, którzy ukrywali swoją tożsamość z obawy przed egzekucją z rąk akowców, antyheroiczną opowieść cywilów o piwnicznej gehennie i gwałtach, wspomnienia powstanek o dyskryminacji w szeregach podziemnej armii. Tego typu antyhegemoniczne wątki znaleźć można zresztą w zgromadzonych przez Archiwum Historii Mówionej MPW wywiadach z uczestnikami powstania. Powoli przedzierają się one także do zbiorowej pamięci powstania, za sprawą m.in. „Powstania w Bluzce w kwiatki” Feminoteki, Kieszonkowego Atlasu Kobiet Sylwii Chutnik czy kobiecego muralu autorstwa Ściętej Głowy Marii Antoniny, zdobiącego ścianę powstańczego Parku Wolności.    

  

Jak pisała Gerda Lerner w odniesieniu do historii kobiecej, aby uzyskać prawdę o wydarzeniu historycznym, refleksja nad nim musi przejść kilka etapów: fazę kompensacji (przywracanie „wybitnych kobiet” do historii), kontrybucji (zainteresowanie doświadczeniem i rolą zwykłych kobiet w wydarzeniach i mechanizmami ich opresji), stadium przejściowe i syntezę (połączenie perspektywy męskiej i kobiecej w uniwersalną historię). Może jestem optymistką, ale wierzę, że gdy przejdziemy już te etapy, niemożliwy będzie powrót do „powstańczej niewinności” - że sparafrazuję tu określenie Agnieszki Graff  – a zniuansowana o różnorodne głosy pamięć powstania przestanie być dydaktyczną historią o walce naszych ze Złem, przez co straci status fundatorskiego mitu nacjonalistycznej wspólnoty. A że wątek kobiecy jest mi szczególnie bliski, oczyma wyobraźni widzę już w Muzeum oddzielną salę poświęconą zupełnie zapomnianym instruktorkom Wojskowej Służby Kobiet i kabiny telefoniczne, w których posłuchać będzie można wspomnień znanej mi powstanki o tym, jak chłopcy nie chcieli jej dać broni. A zamiast filmów przedstawiających strzelających mężczyzn – dla odmiany obraz o dziewczętach, przemykających pod ostrzałem z ciężkim kotłem zupy.

  

*Weronika Grzebalska (1986) – studentka socjologii i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. W Instytucie Socjologii kończy pracę magisterską o kobietach w powstaniu warszawskim z perspektywy gender&nation. Członkini zarządu Genderowo-Queerowego Koła Naukowego działającego na Wydziale Polonistyki.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Józef K   |04.08.2010 02:30:28
No to przeczytałem. Kawałek magisterki. Jest nieźle.
ZED781  - Powoli się zmienia…   |04.08.2010 08:06:45
Po pierwsze należy mieć na uwadze, że już na hasło "Powstanie
Warszawskie" wszystkim powinna zapalić się czerwona lampka. Podobnie autorce
tekstu. Nie zauważyła ona prostego faktu, który powinna ująć na wstępie.
Powstanie nie było oddolnym ruchem obywatelskim, a zamierzonym działaniem.
Dlatego też wszyscy powstańcy - żołnierze powinni się zastanowić, ponieważ jako
tacy złamali rozkaz swego przełożonego, aby nie walczyć. Rozważając kwestię
słuszności Powstania, należy wyjść przede wszystkim od decyzji, rozkazów
wydawanych przez Andersa i bezpośrednio płynących za pomocą kurierów czy
radiogramów do KGAK. Dotyczy to zarówno dowództwa, jak i kolejno, schodząc niżej
zwykłego żołnierza w tym kobiet. To tak na marginesie rozważań na temat
słuszności Powstania. Przechodząc do meritum, czyli uczestwnictwa kobiet w
zrywie wydaje mi się, że dzięki akcjom Feminoteki - "Powstanie w bluzce w
Kwiatki" sytuacja zdaje się powoli, poprawiać. Wyszła niedawno książka o
Wandzie Gertz, organizatorce i komendantce DiSKu (lub DYSK), która pokazaje w
nieco innym świetle udział kobiet w Powstaniu. Istnieje również ogromna baza
materiału archiwalnego, która w zasadzie nie występuje w tekście zamieszczonym
powyżej. A dokumenty wytworzone przez KGAK czy Delegaturę oraz same wspomnienia
uczestniczek przeczą produktowi serwowanemu w Muzeum Powstania Warszawskiego w
kwestii udziału kobiet podczas tego zrywu. Dalatego, moim zdaniem, ci którzy
chcą pisać i mówić o udziale kobiet w Powstaniu powinni na zimno bez emocji
odrzucić praktyki MPW i otoczkę ideologiczną towarzyszącą temu projektowi i
spróbować zmierzyć się z ogromem tej nieprzetworzonej wiedzy, który znajduje się
w archiwach. Oczywiście zdaje sobie z tego jak wielka i tytaniczna to będzie
praca, gdyż MPW z rzadka wspomina o innych organizacjach niż AK. Nikt jeszcze
nie mówił szeroko o udziale syndykalistek polskich w Powstaniu czy członkiń BCh.
Warto też zastanowić się na szerszym ujęciu kwestii nardowościowej, bowiem w
Powstaniu, oprócz Żydów (tu warto droga autorko pogrzebać w specjalistycznych
opracowaniach dotyczących udziału Żydów)było trochę innych nacji m.in Słowacy.
Podejmując się pracy "Oddania powstania kobietom, cywilom i Żydom "
sądzę, że przede wszystkim należy przejrzeć materiał zgromadzony w Archiwum Akt
Nowych, Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy czy ŻIH. Warto też zerknąć na
materiały wytworzone przez druga stronę - Niemców tzw. mikrofilmy
aleksandryjskie, czy akta GG, które prezentują ich punkt widzenia, a przez
polskich badaczy są bardzo rzadko wykorzystywane.
Spokojny   |04.08.2010 09:13:23
Kobiety gwałcone w piwnicach podczas powstania nie będą o tym opowiadać. Zamiast
tego wytworzyły obsesję obronną, która znajduje wyraz w zbiorowym obłędzie
krzyżowo czystościowym. Myślę, że większość "moherowych babć" to ofiary
wojennych gwałtów lub ich córki.
wejder1   |05.08.2010 01:03:13
Podaj konkretny przykład takiej kobiety.
Sinistra   |04.08.2010 12:16:22
Przyznaję, że nigdy tematem Powstania się bliżej nie zajmowałam. Co powinnam
przeczytać, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o "cywilach, kobietach i
Żydach"?
malgos_mm   |04.08.2010 14:29:16
Świetnie! Tylko że powstanie i jego mit spełnia właśnie funkcję tworzenia obrazu
"nas, Polaków" (niekoniecznie Polek oczywiście), jako pięknych i
bohaterskich, więc obawiam się, że akcje typu wynajdywanie mocno niepięknych
stron powstańców mogłyby się skończyć niezłą agresją ze strony tych, którym
zburzą ten obraz…

Ale na pewno warto próbować - może to się gdzieś przebije?
Może kobiety przynajmniej? Bo na oficjalne przedstawienie w muzeum antysemityzmu
bohaterów nie liczyłabym.

I na pewno autorka ma rację co do Michalskiego - to
było po prostu zbyt silne doświadczenie wielu ludzi, żeby tak nagle powiedzieć
"to już o tym nie mówmy, bo to był błąd" - tym bardziej, że przez wiele
lat to było zakazane - po prostu NIE MOŻNA iść tutaj tym samym szlakiem, co
komunistyczna propaganda.
KrzysztofMazur   |04.08.2010 14:43:07
Chcesz powiedzieć, że Jerzy Stawiński, Andrzej Wajda, Stefan Kisielewski, to
komunistyczna propaganda?
Albo i Bocheński piszący "Dzieje głupoty w
Polsce" w roku 1944?
wejder1   |04.08.2010 14:47:34
malgos__mm
Weź przestań z tym tanim sentymentalizmem. Rzygać się chce.
KrzysztofMazur   |04.08.2010 14:36:40
Czyli powstanie było dobre, bo powstańcy byli nieujawnionymi gejami?

Skład
powstańców w niczym nie zmienia oceny decyzji i samego powstania.

MPW już jest
martwym symbolem sztucznie utrzymywanym przez państwo. Opowieści o grupach
"wykluczonych" nic tu nie zmienią. Z powstania zostanie wyłącznie
pamiętnik Białoszewskiego, bo opisuje burzenie miasta jako proces uniwersalny,
który może się gdzieś powtórzyć, (a nie dlatego, że autor był gejem po powstaniu
albo i w trakcie).

Analiza przebiegu powstania, składu osobowego i przesuwania
się rozmaitych batalionów po mapie Warszawy jest zajęciem bezdennie nudnym i
jałowym. Nikogo to prawdziwie nie interesuje. Niektórzy się jedynie podniecają
swoim patriotycznym uniesieniem. To jest gombrowiczowski proces napędzania się
ludzi nawzajem, bez rzeczywistej potrzeby. Jak ludzie słuchają Chopina, bo
wielkim kompozytorem był, tak słuchają o powstaniu, bo im się zdaje, że powinni.
Jak się pojawi nowy temat, powietrze ujdzie i wszyscy doskonale zapomną.
wejder1   |04.08.2010 14:52:10
Co za brednie, może zamiast tego zacząć pisać, że powstańcy brali śluby,
walczyli o wartości rodzinne, modlili się i niezależnie od stosunku do drugiej
płci byli POLAKAMI. Stąd oczywista, oczywistość, że jak się jest gejem,
lesbijką, kobietą to nie ma wyjścia trzeba zrobić masakrę.

Niech żyje
Michalski!
mumbojumbo   |04.08.2010 15:28:02
Muzeum Powstania Warszawskiego to taka trójwymiarowa czytanka z podręcznika
historii.Niestety wyrwano ostatnią kartkę i nie wiadomo jak wszystko się
skończyło.
Przydałoby się muzeum opowiadające o życiu społeczeństwa w czasie
okupacji, strategiach przetrwania i możliwościach wyboru w zależności od
wieku,klasy społecznej,płci,narodowości.
Na razie zostaje klasyczny podział na
bohaterów, katów, ofiary i obserwatorów. Używany w zależności od potrzeb.
bonus
track- mordercy żydów z AK, ciekawy temat. Może podczas kolejnych spotkań pani
Weronika Grzebalska zapyta powstanki ilu Żydów udało im się zlikwidować.warto
rozmawiać.
wejder1   |04.08.2010 15:45:28
Popieram, uczyć historii do ostatniego przecinka i rozstrzeliwać za tani
sentymentalizm.
wodnamałpa   |04.08.2010 16:38:54
"tani sentymentalizm" to zarzut odnoszący się do podniesionej kwestii
gwałtów? Bo gwałty są nieważne? ważna jest tylko krzywda mężczyzn? wejder1 -
jeśli tak, to jesteś przykładem najtańszego sentymentalizmu, od którego istotnie
chce się rzygać - czy wobec tego sam się rozstrzelasz? ;P
wejder1   |04.08.2010 18:33:25
Jak by to się tyczyło gwałtów, to tak, rozstrzelałbym się. Użyłem skrótu, chodzi
mi o takie podejście do powstańców, że mówienie o tym, że powstanie było
bezsensowną masakrą i nic z niego nie wypływa, uraziłoby ich.

Mi nikt nie musi
mówić, że cierpienie nie ma płci, religii, czy narodowości.
Cercamon   |05.08.2010 00:15:51
Artykuł/praca o seksiźmie w powstaniu? No brawo, następnym krokiem i szczytem
‘postępowości’ jest artykuł o dyskryminacji gejów w AK. Pięknie się autorka
wpisuje w lata komunistycznej propagandy o AK jako gwałcicieli i morderców
żydów, naprawdę gratulacje. Nic nie jest czarno białe, i powstanie na pewno
miało swoje ciemne strony, możemy też dyskutować o jego sensowności od strony
militarnej ale negowanie heroizmu ludzi, którzy z butelką benzyny szli na czołgi
jest ohydne. Bo powstanie miało dwa wymiary - militarny, i z tego punktu
widzenia było błędem, choć to jest do oceny przez historyków, i taki czysto
ludzki. To byli po prostu młodzi ludzie, którzy kochali wolność, mieli godność,
dumę i dość życia pod szwabskim butem - wybrali nierówną walkę. To była ich
decyzja, za to ich podziwiam i szanuję, dla mnie są jak najbardziej mentorami i
arbitrami i chciałbym w podobnej chwili mieć tyle odwagi żeby zrobić to samo co
oni. Zanim zaczniesz pisać takie pierdoły może porozmawiaj chwilę z jakimiś
powstańcami bo bardzo widać, że obracasz się w wygodnej dla siebie, wirtualnej
rzeczywistości stworzonej na potrzeby swojego artykułu, tak żeby wszystkie
postępowe tezy się zgadzały i ładnie zazębiały. A tak apropos żydów - najlepszym
dowodem na to jak AK pomagało żydom jestem ja - bo gdyby nie pewna powstanka z
AK która ryzykując życie całej swojej rodziny uratowała żydowskie dziecko z
getta to nie byłoby mnie na świecie. Ale mniejsza z tym. Pisanie jak to
powstańcy byli seksistami i nie dawali dziewczętom karabinów to jest naprawdę
kabaret. Może oskarżmy akowców o dyskryminację kobiet bo nie wprowadzili
parytetów?! Oczywistym jest, że mężczyźni posiadali wielokrotnie lepsze
przeszkolenie wojskowe i to oni przede wszystkim operowali tymi nielicznymi
sztukami broni jakie posiadało AK a kobietom pozostawały opieka rannymi czy
przenoszenie meldunków. Znów podam przykład mojej cioci, powstanki. Otóż była
ona łączniczką ale również pomagała w taki sposób, że celowo wystawiała się na
cel niemieckim snajperom po to żeby tamci się ujawnili i jej kolega z plutonu
(tak, mężczyzna!) mógł snajpera zlikwidować. Robiła to z własnej,
nieprzymuszonej woli i nigdy się nawet przez sekundę nie skarżyła na
‘dyskryminację’ czy niewdzięczną rolę kobiet. To była walka, nierówna walka i
każdy robił to co mógł i do czego był potrzebny, jedni strzelali drudzy nosili
kotły z zupą.
wejder1   |05.08.2010 01:00:44
Pomijając te brednie w artykule o kobiety/faceci, nie sądzę, że można mówić o
wolnym wyborze, w końcu to byli żołnierze i wykonali rozkaz (chodzi o
rozpoczęcie PW, nie o tę kwestię ze snajperem), co nie zmienia kwestii, że
rozkaz wydali bezmyślni ludzie, szafując ‘ofiarą, która ma poruszyć sumienie
świata’.
Cercamon   |05.08.2010 02:15:44
Porozmawiaj sobie z powstańcami i zapytaj dlaczego wybuchło powstanie. Oni z
niecierpliwością czekali na ten rozkaz, słuszny czy nie ale chcieli walczyć, być
może w imię złudnych nadziei ale jednak, choć z pewnością nie do końca sobie
zdając sprawę jakie rozmiary to osiągnie. Przecież to była właściwie inicjatywa
oddolna. To byli żołnierze, ale nikt nikogo siłą do AK nie wcielał. To niestety
nie jest takie proste, że to tylko głupi dowódcy posłali AKowców na
śmierć.
Można mówić, że decyzja o wybuchu powstania była bezmyślna, być może
przywódcy powstania powinni zostać osądzeni bo przecież zakończyło się ono
klęską, ale tak na prawdę ja jestem za mały kazio żeby to oceniać. Ale jednego
zrobić nie można z całą pewnościa - nie można odmawiać heroizmu tym zwykłym
ludziom którzy walczyli w powstaniu. Trzeba mówić, że to było wydarzenie
tragiczne i w sumie smutne, bo przecież cała wojna była niewyobrażalnym
horrorem. Ale trzeba uczcić tych ludzi bo na to zasługują.
wejder1   |05.08.2010 10:45:14
Zwykli żołnierze nie byli od tego, żeby wywoływać powstanie, tylko żeby być
dobrze zmotywowanymi. Nikt im nie zabiera heroizmu. Ale jeżeli ocena
bezsensowności powstania i tego do czego ono doprowadziło jest dla nich
odbieraniem czegoś, czy wyrazem braku szacunku dla nich (prosty wniosek,
bezsensowne powstanie, a więc autentyczne poświęceni idzie na marne) to sorry ja
jestem za takim brakiem szacunku. (takim, nie innym)

To, że powstańcy chcieli,
to mnie zbytnio nie obchodzi, ja, jako dzieciak wtedy pewno też bym chciał. I co
z tego?
wejder1   |05.08.2010 18:18:10
Jeszcze wpadła mi jedna rzecz do głowy. Jeżeli szeregowi powstańcy tak chcieli
walczyć, to nasuwa się pytanie, czy samo przystąpienie do powstania było jakimś
poświęceniem. Skoro otrzymujesz to co chcesz, czy jest to poświęcenie? (pomijam
kwestię samej walki i śmierci, mówię o samym przystąpieniu do powstania).
Mam
wrażeni, że ujmując tak tę sprawę, większym poświęceniem byłoby zaniechanie
działań, mimo przeogromnego pragnienia zabijania Niemców i odwetu na nich.
Cercamon   |05.08.2010 18:52:48
To ja już mało z tego rozumiem, raz krytykuje się powstańców za to, że ich
poświęcenie było nikomu niepotrzebne, głupie i w ogóle bezmyślne, teraz znowu w
drugą stronę - że, jak chcieli walczyć to to przecież wcale nie było
poświęcenie, właściwie to był egoizm! Zdecyduj się z której flanki atakujesz bo
to już zaczyna wyglądać tak, że jak się psa chce uderzyć to powód się znajdzie.

Ja nie mogę wypowiadać się za powstańców, ale wydaje mi się, że oni idąc do
powstania absolutnie nie myśleli w kategoriach ‘poświęcania się’, i z pewnością
nie można tu mówić o żadnym ‘odwecie’ i przemożnej chęci mordu… chcieli po
prostu walczyć, to się stało po pięciu latach okupacji i straszliwego terroru,
dziwisz się, że mieli tego dość? Znów próbujesz za wszelką cenę deprecjonować
pobudki jakie kierowały powstańcami.
wejder1   |05.08.2010 19:06:33
Ale ja nie przestałem deprecjonować powstania, było dla mnie bezsensu. Jeżeli
coś jest bezsensu, to też poświęcenie dla tej sprawy jest bezsensu. A to, że
chcieli po prostu walczyć, to tym bardziej świadczy na ich niekorzyść. Mnie
zastanawia mnie jedno, czy jakbym coś takiego przeszedł, to czy bym potrafił
przyjąć do własnej wiadomości, że moje poświęcenie przyczyniło się wyłącznie do
masakry, zniszczenia i niczego więcej.
Uważasz ich za świętych spoko, ja ich
nie uważam za świętych. Co nie zmienia faktu, że artykuł jest głupi.
Cercamon   |05.08.2010 19:34:55
Ja ich nie uważam za świętych. Ale nie pozwolę na robienie z nich gwłacicieli i
morderców żydów bo to jest po prostu kłamliwe i bezczelne. I ogólnie nie zgadzam
się na taką ‘narrację’, że to powstańcy są winni całemu złu wojny, że niemcy
sobie tu przyjechali na wczasy a ci głupi powstańcy ich sprowokowali do
mordowania i palenia. A może gdyby powstanie nie wybuchło to dziś odsądzalibyśmy
Ak od czczi za to, że przez tyle lat obojętnie przyglądali się terrorowi
okupanta, codziennym mordom i wywózkom, i nie podjęli jakiejkolwiek walki?
wejder1   |05.08.2010 22:35:24
Już bez przesady, parę akcji zrobili. Po drugie PW było jednym z punktów Burzy,
więc jakby do niego nie doszło to i tak AK nie było bezczynne. (a wariaci zawsze
się jacyś znajdą w demokracji)

Z jednej strony pan się odcina od ich
świętości, z drugiej traktuje jak świętych.

Nikt nie twierdzi, że to oni
niszczyli miasto, wiadomo, że zbrodni dopuścili się Niemcy (ale jakoś pilnowano,
przez okupację, żeby nie wykonywać bezsensownych akcji i nie prowokować
niepotrzebnie Niemców - co uważam za dobre podejście - tylko szkoda, że na
koniec zawiodło w przypadku Warszawy), przy bezczynności Stalina.

Jeżeli w
szeregach AK znalazłaby się jedna czarna owca, to też będzie pan uważał, że to
potwarz dla całego AK?
Cercamon   |05.08.2010 23:34:12
Ale gdzie ja napisałem, że oni są święci? Nie są święci chociażby dlatego, że
zabijali ludzi, na wojnie nikt nie jest święty. A czarna owca na pewno by się
znalazła, i to nie jedna. Tak jak napisałem, cała wojna była wydarzeniem
straszliwym więc i powstanie z całą pewnością miało swoje ciemne strony, trudno
żeby przy takiej ilości ludzi postawionych w skrajnie ekstremalnej sytuacji, w
czasie takiego chaosu było inaczej. Być może znalazłaby się jakaś zgwałcona
kobieta, i żyd który bał się przyznać, że jest żydem i parę innych dramatycznych
historii. Ale nie może to nam zafałszować ogólnego obrazu który jest taki, że
ogromna większość powstańców to była elita która walczyła ze szlachetnych
pobudek i nie była ani gwałcicielami ani mordercami żydów, jak to przez lata
usiłowała wmówić polakom propaganda PRL a teraz też szanowna pani Grzebalska.
Bardzo łatwo jest eksponując pojedyncze epizody zakrzywić obraz całości. A
osądzać co partyzanci powinni a czego nie jest nam z pozycji ‘przy komputerku z
herbatką’ bardzo łatwo, tylko jesteśmy mało w tych ocenach wiarygodni…
mumbojumbo   |05.08.2010 11:55:10
W sprawie kobiet, nie kobiet i broni.

Mężczyźni byli tak samo nie wyszkoleni
jak kobiety.Podczas okupacji brakowało broni i odpowiednich warunków do ćwiczeń,
poza nielicznymi wyspecjalizowanymi jednostkami większość żołnierzy i żołnierek
AK nie była "ostrzelana".

Dlatego tłumaczenie niechęci mężczyzn do
zbrojenia kobiet powodami merytorycznymi to wymówka a podział na sanitariuszki i
bojowców wynikał z przekonań jakie wtedy żywiono na role płci.

W czasie PW
dobrze uzbrojeni i wyszkoleni żołnierze byli taką rzadkością, że równie dobrze
można było wysyłać mężczyzn po kotły z zupą lub do wywabiania snajperów.
Cercamon   |05.08.2010 16:28:49
Czyli jednak parytety w AK? Po pierwsze już na dzień dobry manipulacja - nikt
mojej ciotki do wywabiania snajperów nie ‘wysyłał’, sama się wysyłała. Dobrze
wyszkoleni żołnierze (a byli to, nie ukrywajmy, w 100% mężczyźni) byli taką samą
rzadkością w powstaniu jak przyzwoita broń, więc nic dziwnego, że to oni z niej
strzelali. A nawet pomijając przeszkolenie, to chyba oczywiste jest (chyba, że
ja żyję na jakiejś innej planecie), że mężczyźni, z natury, z powodu czystej
biologii są statystycznie bardziej agresywni, sprawniejsi, silniejsi, mają
wyższy poziom testosteronu i tak dalej przez co lepiej nadają się na żołnierzy
i, nie bójmy się tego, do zabijania wrogów. A kobiety z kolei są z natury
bardziej opiekuńcze i dlatego były sanitariuszkami. Wiem - ohydne, zaściankowe
stereotypy. Otóż nie, po prostu biologia. Oczywiście nie mówię o przypadkach
skrajnych bo i takie się przecież zdarzały. Moja ciotka w powstaniu miała broń,
zresztą jak wiele jej koleżanek, więc może nawet nie takich skrajnych. Ale
ogólnie rzecz biorąc w sytuacji ekstremalnej, kiedy lecą ci na głowę pociski z
moździeża to nie za bardzo jest czas żeby się zastanawiać nad wprowadzeniem
parytetów. Ale ja rozumiem feministki, przecież Jagiełło i Sobieski też byli
ohydnymi seksistami bo ani pod Grunwald ani pod Wiedeń nie zabrali żadnych
kobiet. Przecież z całą pewnością kobiety równie świetnie jak mężczyźni
operowałyby mieczem dwuręcznym i lancą w pełnej zbroi płytowej no i równie
bezlitośnie jak mężczyźni mordowały wrogów. Błagam, nie próbujcie mi wmówić, że
między kobietami a mężczyznami nie ma żadnych różnic bo już za duży chłopiec
jestem i sam parę różnic już zdążyłem zauważyć.

A w ogóle bardzo dziwię się
feministkom i ‘postępowcom’ że już nawet powstanie im się nie podoba, bo akurat
powstanie warszawskie (i ogólnie ruch oporu) było jednym z niewielu wydarzeń
wojennych gdzie kobiety odegrały ogromną rolę. Ja np dorastałem w bardzo silnym
kulcie kobiet z AK, a zainteresowanie wspomnieniami mojej cioci było bardzo duże
również ze strony np Tv, nie raz ktoś przychodził do niej nagrywać wspomnienia
więc to nie jest tak, że ktokolwiek marginalizuje rolę kobiet w powstaniu a
gloryfikuje tylko mężczyzn, ale wam oczywiście na potrzeby udowadniania
postępowych tez wygodnie tak to przedstawiać. I przyznam, że dość niesmaczny
jest brak jakiejkolwiek empatii i próby zrozumienia powstańców ze strony ‘jaśnie
oświeconych’ a tylko wykorzystywanie jakichś wyimaginowanych uprzedzeń
powstańców do napierdalania w bębenek ‘postępowości i feminizmu’. Ale rozumiem,
każdy powód jest dobry.
mumbojumbo   |05.08.2010 20:48:50
Tak stereotypy, obsługa broni walka w mieście to umiejętności takie jak
prowadzenie samochodu. Nikt się nie rodzi z prawem jazdy, tylko idzie na kurs
gdzie zostaje przeszkolony.

Wojna w XX/XI wieku tym się różni od średniowiecza,
że budowa ciała/muskulatura tracą na znaczeniu. Kobieta,mężczyzna,nastolatek są
w stanie nacisnąć spust czy przycisk i pozbawić kogoś życia.
W PW snajperkami i
saperkami były również kobiety co przeczy twoje tezie jakoby 100% dobrze
wyszkolonych żołnierzy stanowili mężczyźni. Twojego przekonania o sile biologii
nie podziela też Izrael(obowiązkowa służba wojskowa dla kobiet i mężczyzn) i
partyzanci FARC.

Mnie PW nie podoba się ponieważ zginęło tysiące ludzi, nie
tylko powstańców którzy mieli swój czas chwały ale przede wszystkim ludności
cywilnej.To prawda, kobiety miały znaczący udział w działalności AK. Tylko
często funkcjonują właśnie jako dodatek do kotła z zupą a nie mówi się o ich
sukcesach na innych polach.
Powoduje to min. utrwalanie obrazu opiekuńczych
kobiet i agresywnych mężczyzn co nie przystaje do rzeczywistości w której
żyjemy.

A jeszcze by nie manipulować, "W czasie PW dobrze uzbrojeni i
wyszkoleni żołnierze byli taką rzadkością, że równie dobrze mężczyźni mogliby
podjąć suwerenną decyzje o przyniesieniu kotła z zupą lub wywabiania
snajperów" teraz lepiej?
Cercamon   |05.08.2010 23:06:23
Czyli jednak chyba jestem z innej planety… I aż boję się myśleć jaki obraz w
takim razie wg Ciebie przystaje do naszych czasów. Ja tam w każdym razie wolę,
jak kobiety są bardziej opiekuńcze niż agresywne ale jestem tylko męską
szowinistyczną świnią…

Dobre przeszkolenie wojskowe (nie paramilitarne)
mieli tylko mężczyźni bo w przedwojennej Polsce, w odróżnieniu od współczesnego
Izraela, tylko mężczyźni szli do wojska. Walka w zrujnowanym mieście, zwłaszcza
partyzancka wymaga akurat bardzo dużej sprawności fizycznej i siły, choćby do
poruszania się w bardzo trudnym i niebezpiecznym terenie czy walce wręcz do
której też dochodziło. Przeciętny mężczyzna z całą pewnością dalej rzuci butelką
z benzyną niż przeciętna kobieta, co oczywiście nie oznacza, że nie ma i nie
było wyjątków. Ale nie róbmy z wyjątków reguły bo partyzantka to raczej nie
zabawa kbksem na strzelnicy gdzie wszyscy mają takie same szanse.
Nie mówię,
że nie było walczących kobiet bo były i ja dobrze o tym wiem tak jak i byli
mężczyźni noszący kotły z zupą. Ale nie udawajmy, że mężczyźni niczym się nie
różnią od kobiet, od tego już bardzo blisko do stwierdzenia, że ‘Kopernik była
kobietą’.
I powtórzę - ja nigdy nie miałem wrażenia, że rola kobiet w AK była
niedoceniana, a wręcz przeciwnie, kult kobiet powstańców zawsze wydawał mi się
silny a samo powstanie postrzegałem raczej jako coś wyjątkowego pod tym
względem, więc tu akurat zupełnie nie dostrzegam problemu…
weronika_zuzanna   |06.08.2010 04:09:59
pozwole sobie odpowiedziec na pare zarzutow cercamona, bo moze rzeczywiscie
niektore kwestie powinny zostac w tekscie opatrzone przypisami, a nie
wzbudzalyby niepotrzebnych uniesien.

po pierwsze, nigdzie nie neguje
heroizmu powstancow. nie probuje tez na sile ‘zrobic z
powstancow mordercow zydow i gwalcicieli’ (swoja droga, mowiac o
gwaltach, mialam na mysli gwalty dokonywane przez RONA czy Wehrmacht, a
nie zolnierzy AK). po prostu uwazam, ze aby mowic prawde o powstaniu,
powinnismy dopuscic do glosu te opowiesci, ktore dotad byly wyciszane.
tylko tyle i az tyle. oczywiste jest, ze byli ludzie, ktorzy ratowali
zydow. ale byli tez tacy, ktorzy wydawali ich gestapo czy zabijali.
fascynujace, ze o ile o tych pierwszych mowimy czesto i chetnie, to
ledwie napomkniecie o tych drugich wywoluje glosny sprzeciw. w koncu to
tylko my bylismy prawdziwymi ofiarami wojny, a mowienie o
naszych przewinach to zwykla niegodziwosc, nieprawdaz?

co do
wojskowego przeszkolenia kobiet: otoz w przedwojennej polsce wcale nie
tylko mezczyzni szli do wojska. poczatki kobiecych
organizacji paramilitarnych siegają I wojny swiatowej, a od 1918
istniala ochotnicza legia kobiet, ktora wslawila sie np. obrona wilna
(kobiety walczyly tam tez z bronia w reku). w 1922
kobiety-zolnierze zostaly przymusowo zdemobilizowane
(w przeciwienstwie do zolnierzy-mezczyzn, oczywiscie) i w ramach
sprzeciwu powolaly organizacje, ktora przeksztalcila sie pozniej w Wojskowa
Sluzbe Kobiet podlegajaca AK. sluzba kobiet-zolnierzy zostala dekretem
prezydenta uznana za sluzbe zasadnicza, rowna sluzbie mezczyzn, a wiele
kobiet przechodzilo regularne szkolenia wojskowe, konczylo
podchorazowke itp. mimo to mialy inne stopnie wojskowe (i np. nie mogly
miec stopnia oficerskiego, co znacznie utrudnialo im wykonywanie
obowiazkow). fakt, ze nawet o tym nie slyszales, cercamon, potwierdza tylko
moja diagnoze pamieci powstania jako wyjatkowo wybiorczej.

kult kobiet, o ktorym piszesz, dotyczy tylko kobiet w
normatywnych rolach (pomocniczych), zreszta najczesciej
jako zbiorowego aktora ‘sanitariuszki-i-laczniczki’, a nie konkretnych
jednostek. jestes w stanie z glowy podac nazwiska konkretnych powstanek,
tak jak zapewne potrafisz w odniesieniu do mezczyzn? szczerze watpie.
w moim podreczniku do historii nie bylo ani siostr Bredel, ani Wandy Gertz,
ani Elzbiety Zawackiej, ani nawet Marii Wittek, o ‘szeregowych’
uczestniczkach nie wspominajac. Byli za to "Zoska", "Alek"
i "Rudy" (to o okupacji), "Antek Rozpylacz", no i
oczywiscie wszyscy dowodcy po kolei.

nie mowi sie tez o tych
doswiadczeniach kobiet, ktore nie daja sie latwo wpisac w
narodowy mit. w tym m.in. o aktach dyskryminacji (brak dostepu do
bojowych szkolen, lekcewazenie ze strony dowodcow i kolegow,
uprzywilejowanie meskiej perspektywy w pamieci powstania itp.) wiedze
o tym wszystkim czerpie nie z ‘wirtualnej rzeczywistosci’, ale wlasnie z
rozmow z uczestniczkami powstania, ktore byles uprzejmy mi polecic.
oddajmy zreszta glos jednej z kobiet: "Niech ziemia będzie lekka
instruktorowi, gdyż on strasznie mnie traktował. Okropnie!
Byłam jedyną dziewczynką, bo jeszcze nie można tego nazwać było
kobietą. On zaczynał swoje przemówienie zawsze tak samo, że baby powinny
w domu siedzieć, gacie chłopom prać i gotować obiady. Sama chciałaś!
Wobec tego, jak chłopcy robili pięćdziesiąt kilometrów, to ja byłam
gońcem i dostawałam trzydzieści kilometrów w prezencie"

co do
calego watku o rzekomych ‘naturalnych roznicach plci’ - to juz
naprawde wstyd.
wejder1   |06.08.2010 13:25:07
Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Jak opowiedzenie historii kobiet z powstania
polemizuje z artykułem Michalskiego? Z tego co zrozumiałem, on mówi o bezsensie
powstania, ty o płci? Gdzie tu jest polemika? Ja bym poparł ten artykuł, gdyby
wykreślono ocenę Michalskiego. Rozumiem, że jedyne co Cię obchodzi to
opowiadanie o płci, nic więcej.
Cercamon   |06.08.2010 21:20:36
Zacznę od tego w czym się zgadzamy - otóż ja też jak najbardziej jestem za tym,
żeby mówić o powstaniu całą prawdę i dopuszczać do głosu tych, którzy mają do
opowiedzenia mniej ładne historie. Zresztą ja znam powstanie głównie z opowieści
mojej cioci, i ona bynajmniej nie opowiadała o nim jak o harcerskiej zabawie w
podchody i była bardzo powściągliwa w gloryfikowaniu powstańców (i powstanek),
sama po wojnie właściwie nie przyjmowała żadnych odznaczeń (oprócz krzyża
walecznych) i mówiła, że po prostu zrobiła to, co trzeba było zrobić (nie w
sensie ‘rozkazu’ tylko poczucia moralnego obowiązku), choć nie było to
przyjemne. Ale powtórzę - naprawdę łatwo jest zafałszować i wypaczyć prawdziwy
obraz jakiegokolwiek wydarzenia, zwłaszcza tak skomplikowanego jak PW,
eksponując ponad miarę pojedyncze epizody tak by udowodnić z góry postawioną
przez siebie z tezę. I taki jest mój główny zarzut. Oczywiście, mówmy o naszych
przewinach - ale nie róbmy tego tak tendencyjne. Już sam tytuł - ‘Oddajmy
powstanie kobietom, cywilom i Żydom’ sugeruje intencje z jakimi pisany był
artykuł. Jeśli mamy je komuś oddać to trzeba najpierw komu innemu odebrać -
rozumiem, że są to powstańcy - mężczyźni. Dlaczego chcesz im powstanie ‘odebrać’
to zupełnie nie rozumiem.

Co do kobiet w powstaniu - powtórzę po raz kolejny -
nigdy nie odniosłem wrażenia, a wychowywałem się w środowisku kobiet powstańców
- że ktokolwiek ich roli nie doceniał. Wręcz przeciwnie, były one odznaczane i
doceniane na równi z mężczyznami, przecież nawet w naszej reżimowej TV pokazuje
się liczne programy i reportaże o kobietach powstańcach właściwie przy każdej
rocznicy. Dla mnie problem jest ewidentnie wyssany z palca i wyolbrzymiony na
potrzeby pracy/artykułu. A tak naprawdę w ogóle nie chodzi tu o dobro kobiet
powstańców (bo skoro uważasz, że powstanie było ogólnie szkodliwe i negujesz
jego wartość to dlaczego nagle tak cię obchodzi docenianie uczestniczących w nim
na równi z mężczyznami kobiet powstańców? czuć tu fałszem na 100 kilometrów)
tylko o kolejny pretekst żeby móc opowiadać feministyczne bajeczki i walić w
bęben emancypacji. A tak w ogóle to Ty sama, droga Autorko, najbardziej nie
doceniasz roli kobiet - bo mężczyźni strzelający z karabinów byli tak samo w
powstaniu potrzebni jak kobiety sanitariuszki i łączniczki, dlaczego uważasz, że
łączniczka jest gorsza niż snajper?! Oczywiście, ze zrozumiałych względów
naparzanie ze stena do Niemców budzi większe emocje, zwłaszcza wśród męskiej
części ‘widowni’, niż bandażowanie rannych i może stąd większa ‘sława’ mężczyzn.
Ale rola kobiet była tak samo ważna i nie słyszałem nigdy żeby ktoś twierdził
inaczej.

Co do kobiet żołnierzy przed wojną - wyraźnie napisałem, że nie
chodzi mi o przeszkolenie paramilitarne tylko o służbę w przedwojennym,
regularnym wojsku - tam kobiet z całą pewnością nie było, a nawet jeśli to był
to ułamek procenta.

Co do Żydów. Zupełnie nie rozumiem dlaczego należy oddać
powstanie Żydom? Dlatego, że paru by się w powstaniu znalazło? No błagam, to
jest dopiero fałszowanie obrazu. Zwłaszcza, że w 44 roku większość warszawskich
Żydów już dawno zamordowano bądź wywieziono w celu zamordowania więc ich udział
w Powstaniu należy traktować co najwyżej symbolicznie. Bardzo łatwo znaleźć też
jakiś przykład Żyda prześladowanego przez polaka i na tej podstawie budować
jednostronny obraz polaka - żydożercy. Ale to będzie fałszowanie obrazu
szerszego - jest on taki, że Polacy pomagali Żydom jak mało który naród,
przecież Polska była bodaj jedynym z dwóch krajów w których za pomoc Żydom
wprowadzono karę śmierci dla tego który pomagał i całej jego rodziny… już samo
to o czymś świadczy. Mówmy o swoich winach, gnidy się znajdą w każdym narodzie,
ale umiejmy też upomnieć się o uznanie swoich zasług bo to nam wychodzi chyba
jeszcze gorzej. A zasługi w ratowaniu żydów w czasie holocaustu Polacy mają
niemałe - i piszę to jako ‘prawnuk’ holocaustu.

Co do cywili - oczywiście,
trzeba jasno ostawiać sprawę i mówić jak wielkie były straty wśród ludności
cywilnej i jaką gehennę ona przeszła (tu gwałty o których piszesz, choć
oczywiście są czymś strasznym, wydają się mało straszne przy liczbie 180000
zabitych, masowych mordach czy nieprawdopodobnych barbarzyństwach jakich
dopuszczali się np Azerowie w służbie SS czy brygada Dirlewangera, stąd nie
przyszło mi do głowy, że może chodzić o gwałty Wermahtu, zresztą w artykule jest
to napisane w taki sposób, że trudno to zrozumieć inaczej, zaraz po żydach
obawiających się śmierci z rąk AKowców a przed dyskryminacją kobiet w AK… jak
wpaść na to, że chodzi o Wermaht to nie mam pojęcia - wygląda to na niezbyt
elegancką manipulację).

A jeśli chodzi o naturalne różnice płci to nie wiem co
napisałem nieprawdziwego bądź czego miałbym się wstydzić, może tego, że je w
ogóle zauważam?
Gnębon Puczymorda   |19.08.2010 16:04:06
po prostu uwazam, ze aby mowic prawde o powstaniu, powinnismy dopuscic do
glosu te opowiesci


Szanowna Pani,

istnieje ZASADNICZA różnica między tytułowym
prowokacyjnym postulatem "Oddajmy powstanie kobietom, cywilom
i Żydom", a rozsądną propozycją, by mówiąc o powstaniu UZUPEŁNIĆ
tę opowieść także o te często pomijane opowieści: kobiet,
cywilów, Żydów…

Zdecydowanie proponowałbym w tym delikatnym temacie
więcej rozsądku a mniej prowokacji.
ZJ  - nieobecni/e nie maja racji   |18.09.2011 21:52:24
Narracja Powstania odbija się w "narracji" realizacji artystycznych
projektów w tym Muzeum… Zaproszono współczesnych artystów, chcąc podbić
nowoczesność tego miejsca, ale uwaga: ile jest tam prac współczesnych
artystek-kobiet zaproszonych do realizacji projektów artystycznych? Ile kobiet
artystycznie komentowało historię? Jedna? Może więcej…?

Dyskurs o obecności,
o realnym wpływie sztuki na rzeczywistość, politykę, pisanie historii jest w
kontekście MPW bardzo aktualny. Ujmując krótko: negatywnie aktualny - to jest
taka pozornie otwarta, a w rezczywistości zamknięta, przestrzeń na obecność
innych…
w tym niestety na podmiotową, równorzędną obecność Kobiet, Żydów i
Cywili i Mniejszości tego miasta w dyskursie o PW.

Zuzanna Janin
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.40465 Seconds