NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Graczyk: Odmieńcy całej Polski łączcie się |
|
|
Ewa Graczyk
|
|
28.06.2009 |
W Polsce każda właściwie odmienność, zwłaszcza seksualna, jest roztopiona w tłumie, prawie zawsze niewidoczna, trwożliwie schowana i nie skupia się wcale w większe, bardziej wyraziste grupy. Nie rodzi się też żaden istotny mechanizm wyrazistego wyłaniania się i mocnej ekspresji grup mniejszościowych.
Żaden mechanizm nie generuje wyrazistego skupiania się i jasnego wyrażania się mniejszościowych wspólnot, bo w Polsce płynnie przeszliśmy od lękowego, ochronnego konformizmu komunistycznego do nowego typu konformizmów i lęków postkomunistycznych - wolnorynkowych, konsumpcyjnych i korporacyjnych. Nieświadomy przekaz polskiej ciągłości lękowej (przede wszystkim wojennej i stalinowskiej, ale także tej z czasów małej stabilizacji, tej marcowej, z mocnym akcentem wojennostanowym na koniec PRL-u) każe i dziś innym, odmieńcom, nie wychylać się i roztapiać w tłumie.
Alternatywne środowiska poszczególne, nawet gdy na niewielką skalę się skupiają, zawsze muszą to robić poza polityką, bo nie mają szans doczekać się, w jakimś sensownym czasie, w przestrzeni ludzkiego życia, wystarczającej liczby zdeterminowanych, żeby ich przedstawiciele mogli być wybrani choć na najmniejszy szczebel władzy.
Środowiska nowolewicowe, alternatywne, kontrkulturowe jakby zawisły w powietrzu, kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią, nie mogąc się zaczepić, nie mogąc zacząć działać na skalę, w której dawałyby się odczuć skutki ich czynów i decyzji.
Happeningi, manifestacje, sieci klubów dyskusyjnych, akcje medialne, choć ważne, są nieciągłe, krótkotrwałe, stosunkowo rzadkie, rozproszone po całym kraju, więc słabo widzialne i słyszalne w większościowych mediach, nie zmieniają więc mentalności w skali poszczególnego ludzkiego życia.
Żeby zacząć realnie działać, trzeba by się zaczepić, postawić stopę na ziemi. Może by więc STWORZYĆ terytorium o znaczeniu politycznym, obecnym w wyborach, a w realnej przyszłości uczestniczącym w decydowaniu. Stworzyć choć małą przestrzeń, gdzie mniejszości będą większością i zaczną wybiorać swoich przedstawicieli.
Słowem, zbudujmy okolicę, która zacznie pracować na swojego Milka.
W Polsce najlepiej funkcjonuje samorządność terytorialna, warto więc od niej zacząć, bo więzi lokalne, terytorialne, mimo powszechnej nieufności społecznej rozrywającej społeczne i międzyludzkie relacje, jeszcze istnieją.
Może dałoby się mechanizmy wolnorynkowe – subwersywnie - wykorzystać w ten sposób, żeby KUPIĆ i zrewitalizować zrujnowaną, zdewastowaną dzielnicę Warszawy. Wyremontować, przerobić ją i zbudować tam tysiące nowych mieszkań, setki sklepów, lokali, warsztatów, klubów i innych placówek życia społecznego.
Może dałoby się zdobyć pieniądze z różnego rodzaju unijnych funduszy na zakup działek, domów, kamienic, ulic, żeby powstała dzielnica alternatywna.
Powinna być to dzielnica eksperymentująca z klasowym aspektem społeczeństwa, stąd konieczne byłyby dotacje z Unii, różnego rodzaju finansowe pomoce, żeby bariera ekonomiczna nie uczyniła z kwartału siedziby nowobogackich snobów. Nie powinna być to również dzielnica barwnej nędzy czy wesołej przestępczości. Tylko gdyby to była okolica queerowa, alterglobalistyczna, ekologiczna, nowolewicowa, przedsięwzięcie miałoby sens. Wyobrażam sobie, że byłoby to każdym sensie antydyskryminacyjne terytorium ludzi chcących żyć inaczej niż większość i pragnących wybierać w nim i z niego swoich radnych, a w przyszłości posłów.
Byłaby to otwarta enklawa, miejsce wypracowywania także dla innych miejsc i środowisk, nowego typu relacji społecznych, międzyludzkich, towarzyskich.
Enklawa oddziaływująca, opiniotwórcza.
Schronienie dla uciekinierów z prowincji
Możliwa do zaakceptowania przestrzeń dla „powrotników”: tych, którzy wyjechali z Polski, bo nie mogli już dłużej wytrzymać w krainie Kaczyńskich i Giertycha.
***
Zadanie do pomyślenia z nami, Polakami, dla zagranicznych teoretyków różnego rodzaju mniejszości: czy warto, czy da się, czy jest czymś moralnym, podjąć próbę zbudowania Nowego Miasta po naszej stronie Łaby, niejako przed czasem, zanim polskie społeczeństwo będzie na to gotowe.
W Polsce, w kraju, gdzie trwa nieprzetrawiona, postraumatyczna pamięć pogromowa, mniejszości ciągle jakby żyją w ukryciu po aryjskiej stronie, a fantazmatyczne lęki ostrzegają, że ciągle są, że ciągle odtwarzają się powody, żeby maskować swoją odmienność. Więc może bez ryzykownego eksperymentu na ludziach, bez drastycznego sprowokowania rzeczywistości, niczego się nie dowiemy i niczego innego w ogóle nie będzie.
Jest to strategia jakby leninowska: stwarzać fakty, przyspieszać je i dowiadywać się jaka jest rzeczywistość w biegu, w procesie, w którym bierzemy udział sami.
Ale o ryzyku nie można zapomnieć, nie wiemy bowiem rzeczy podstawowej: nie wiemy, w którym momencie dziejów kozła ofiarnego właściwie jesteśmy. Nie wiemy, czy jak nas zobaczą, to nas zabiją (wypędzą, pobiją, zadręczą) czy też zdołają się powstrzymać.
Nie wiemy, czy to Nowe Miasto nie stałoby się Nowym Gettem. Nie mamy na to żadnych gwarancji.
I wobec tego potencjalnego zagrożenia, jak miałyby się lokować, wewnętrznie i zewnętrznie, mocno stygmatyzowane mniejszości seksualne wobec innych, w mniejszym stopniu napiętnowanych, inności? Czy byłaby to relacja maskowania, opakowywania, słowem występowania w funkcji zderzaków wobec nowych Żydów i Żydówek (gejów i lesbijek) ekologów, anarchistów, alterglobalistów, różnych społecznych altruistów, utopistów i wizjonerów?
Czy gdyby miało tak właśnie być, czy byłoby moralne „używać” tych, którzy bez zamieszkania w Nowym Mieście ryzykowaliby znacznie mniej, do osłaniania bardziej narażonych? Czy gdyby ciągłe odtwarzanie się w zbiorowej pamięci lękowych fantazmatów o prześladowaniach, nagonkach, pogromach, ostrzegało przed realnym niebezpieczeństwem, to warto byłoby podjąć próbę zbudowania Nowego Miasta?
Byłby to niebezpieczny test na potencję pogromową, na trwanie długiego średniowiecza w polskim społeczeństwie, eksperyment na wielką skalę.
Ale jak długo można żyć w mysiej dziurze, w lękliwej niepewności, kim właściwie jesteśmy i jako większość i jako mniejszości?
Zapraszamy do dyskusji!
—
*dr hab. Ewa Graczyk - pracuje w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Autorka książek: Ćma. O Stanisławie Przybyszewskiej, O Gombrowiczu, Kunderze, Grassie i innych ważnych sprawach. Eseje, Przed wybuchem wstrząsnąć. O twórczości Gombrowicza w okresie międzywojennym. Prowadzi koło naukowe Gender Studies, współorganizuje gdańskie manify.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 28.06.2009 )
|
|
|
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...