NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Nadchodzi przyszłość Drukuj
Maciej Gdula   
27.05.2011

Kapitalizm uwodzi na młodość i zapewnia, że młodzi, odważni i kreatywni są władcami tego świata. Tak naprawdę młodzi nawet obok władców nie stali i co ważniejsze wcale się na to nie zapowiada. Jeśli jesteś młodym Europejczykiem poniżej 25 roku życia, to z dużym prawdopodobieństwem jesteś bezrobotny. W Polsce, która nie odbiega w tym względzie od średniej UE, bezrobotnych jest 20% młodych ludzi, ale już na przykład w Hiszpanii bez pracy pozostaje prawie 40% młodych.

  

mlodziez.jpg

Wejście na rynek pracy często wymaga dostosowania się do uelastycznionego systemu zatrudnienia, co oznacza pracę bez stałej umowy, bez ubezpieczenia i bez urlopu. Wymarzone stałe zatrudnienie daje z kolei szanse na usamodzielnienie, które polega na wzięciu kredytu na mieszkanie i drżeniu o utrzymanie etatu. Z pewnością to nie jest świat dla młodych ludzi.


Wśród cudownych recept, które mają pomóc zmienić sytuację młodych, do znudzenia powtarzają się trzy pomysły: dostosowywać edukację do potrzeb rynku pracy, obniżać koszty pracy i uelastyczniać zatrudnienie.


Świetnie, dostosujmy edukację do potrzeb rynku pracy! Wchodzę na stronę Urzędu Pracy, żeby przyjrzeć się ofercie. Na pierwszych miejscach oferty dla blacharza samochodowego, masarza kutrowego i sprzedawcy na stacji paliw. Taka oferta nie może dziwić, skoro polskie przedsiębiorstwa to przede wszystkim firmy małe i średnie zajmujące się prostą produkcją i usługami. Edukacja dostosowana do tego rynku pracy to przede wszystkim edukacja zawodowa i średnia techniczna. A młodzi idą przecież na studia, bo mówi się, że tylko dobra, czyli wyższa edukacja zapewni im dobrą pozycję na rynku. Dostosowanie edukacji do potrzeb rynku pracy oznacza np. konieczność przekwalifikowania się z magistra marketingu na masarza kutrowego. Ilu chętnych magistrów? Do niedawna wykształceni zachęcali górników, żeby przekwalifikowywali się na sprzedawców bananów, bo taka jest dziejowa konieczność. Dziś sami wykształceni są jak niegdysiejsi górnicy i to jest smutna prawda zawarta w postulacie dostosowywania edukacji do rynku pracy.


Może obniżyć koszty pracy? W końcu, gdyby praca była tańsza, to byłoby jej więcej i młodzi nie musieliby siedzieć na bezrobociu. Szkopuł w tym, że tania praca wcale nie przekłada się automatycznie na sukces ekonomiczny i dobrobyt. Praca nigdy nie była tak tania, jak w czasach gdy chłopi zobowiązani byli do pańszczyzny (praca za darmo toż to raj!) i właśnie to decydowało o zacofaniu. Dobrej pracy w Europie jest dużo tam, gdzie jej koszty są bardzo wysokie (np. Dania, Szwecja) a podatki znacząco wyższe niż w Polsce. Gdy ktoś mówi o obniżeniu kosztów pracy, domaga się tak naprawdę wzrostu opartego na niedostatku pracowników i przestarzałej gospodarce.


W uelastycznienie i jego zbawienny wpływ wierzą już chyba tylko dziennikarze ekonomiczni i eksperci organizacji reprezentujących przedsiębiorców. Poza Polską najbardziej elastyczny kodeks pracy w Europie ma Hiszpania i wiemy, jak wygląda tam sytuacja. Z badań wynika też, że elastyczne zatrudnienie wcale nie pomaga w uzyskaniu stałej pracy. Wejście w system pracy śmieciowej staje się dla pracowników ślepą uliczką. Z jednej śmieciowej pracy przeskakuje się do drugiej.


Czy zatem najważniejszy konflikt nie przebiega dziś między młodymi a starymi? Starzy wydaja się mieć wszystko: płace, etaty, mieszkania i emerytury. Młodzi mogą liczyć na bezrobocie, niskie płace, niepewność i biedowanie na starość. Nie raz słyszałem zawistne narzekania na starych nierobów, którzy siedzą bezpiecznie na etatach, kiedy młodzi z wywieszonym ozorem biegają między jedną pracą a drugą, zarabiając ledwo na utrzymanie. Gdyby odebrać przywileje starym, młodym też by ulżyło. Takie zdefiniowanie konfliktu jest na rękę systemowi, bo oznacza wykorzystywanie napięć do obniżania standardów. Zamiast postulatów zwiększających bezpieczeństwo wszystkich posłuch znajdują te, które zdetronizować mają „arystokrację rynku pracy”.


Problemem nie jest pazerność starych, ale model wzrostu gospodarczego polegający na przerzucaniu kosztów na przyszłość. System utrzymuje się dzięki odkładaniu koniecznych inwestycji, zwiększaniu deficytu i przymykaniu oczu na zagrożenia, które dadzą o sobie znać dopiero za kilka albo kilkanaście lat.


W Polsce ostatniego dwudziestolecia logikę tego systemu widać jak na dłoni. Czy zdarzyło wam się być ostatnio w nowym szpitalu? Pewnie nie, bo ostatnie budowano w kryzysowych latach 80. Do momentu nadejścia środków unijnych nie mogliśmy też liczyć na nowe autostrady i modernizację linii kolejowych, a konieczne inwestycje odkładano na przyszłość. Podobnie jest z całym sektorem energetycznym, który został odziedziczony po latach 70. i 80. i obsługiwał przez 20 lat polską transformację.
Zwiększania długu publicznego nie należy odczytywać jako bezmyślnej rozrzutności. Rosnące deficyty są tak naprawdę świadectwem tego, że system nie może z bieżących środków zapewnić obsługi potrzeb życiowych ludności. Gdyby nie zaciągano długu na koszt przyszłych pokoleń, trzeba by się było przyznać, że nie ma środków na emerytury, szpitale i szkoły. Poza tym pożyczanie państwu jest w miarę pewnym i intratnym interesem, a ludzie kupowani pożyczonymi pieniędzmi nie zadają pytań o nierówności i redystrybucję. Ten kapitalistyczny sen o dobrobycie właśnie się kończy a przebudzenie z niego już jest bolesne dla Brytyjczyków, Hiszpanów czy Greków.


Kryzys demograficzny, szczególnie wyraźny w Polsce, też jest efektem przerzucania kosztów wzrostu na przyszłość. Decyzja o braku dzieci i ograniczaniu ich liczby nie bierze się z lenistwa i wygodnictwa młodych. Brak dzieci wynika z niedorozwiniętej infrastruktury opieki i niepewności na rynku pracy. Nieposiadanie dzieci jest bardzo rozsądną i odpowiedzialną decyzją w sytuacji, gdy ludzie muszą być całkowicie dyspozycyjni, żeby dać się maksymalnie wycisnąć, pracując na umowy zlecenia i umowy o dzieło. Elastyczny rynek pracy pasożytuje na rodzinach, ale zapłacić za to przyjdzie dopiero po latach.


Coraz wyraźniej doświadczamy tego, że przyszłość już zaczęła wystawiać rachunki. Inwestycji nie da się odkładać na wieczne nigdy, zadłużać nie można się w nieskończoność, a kosztów utrzymania systemu przerzucać bezkarnie na gospodarstwa domowe. Konfrontacja z przyszłością wymaga właściwego zdefiniowania konfliktu i porzucenia części marzeń, którymi mami nas system.

  

Zasadniczy konflikt znów zaczyna dotyczyć dzielenia. I nie chodzi o podział na starych i młodych, ale po prostu na bogatych i biednych. Czas zatroszczyć się o skapywanie bogactwa, a tego nie da się zrobić bez wyciskania bogatych. Po drugie pozbyć się trzeba części marzeń. Nie każdy zostanie gwiazdą rocka i nie każdy będzie miał willę w Konstancinie. Ale pytanie brzmi: czy lepiej jest żyć w trzech pokojach i nie bać się o jutro, czy może lepiej mieszkać z rodzicami, pracować w call center i śnić o potędze?

Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy   |27.05.2011 13:36:45
Proponuję zatem stworzenie katalogu marzeń i konkretną analizę tego, które
trzeba porzucić. Bez konkretyzacji, ten tekst jest bałamutny i służy
dyscyplinowaniu młodych ludzi - czyli SYSTEMOWI…
MrG  - WTF?   |27.05.2011 14:51:06
"Ten kapitalistyczny sen o dobrobycie właśnie się kończy a przebudzenie z
niego już jest bolesne dla Brytyjczyków, Hiszpanów czy Greków."

Być może
właśnie dlatego, że kapitalizm w tych krajach (w Polsce również) pozostał tylko
w sferze snów i przegrał z eurosocjalizmem…
wtret  - re: WTF?   |28.05.2011 08:36:30
@MrG - to w takim razie gdzie, dla Ciebie jest nie socjalizm? Bo na przykład
UK zwykło się uznawać za państwo liberalne - przypuszczalnie sam tak uważałes do
kryzysu.
***  - re: re: WTF?   |29.05.2011 01:29:26
wtret napisa?:
@MrG - to w takim razie gdzie, dla Ciebie jest nie socjalizm? Bo na
przykład UK zwykło się uznawać za państwo liberalne - przypuszczalnie
sam tak uważałes do kryzysu.


Chyba w kręgach lewicowych tak się przyjęło. Co do Hiszpanów i Greków się
zgadzasz? Więc dając nawet, że Brytyjczycy mają liberalne(chyba
w znaczeniu amerykańskim) (nie)rządy to w 2/3 zdanie jest fałszywe,
mowa o zdaniu w którym Hiszpania, Grecja i Wielka Brytania to
rzekomo kapitalistyczne państwa, całkiem nieźle, nie uważasz że daje
to spore podstawy do twierdzenia że zdanie jest fałszywe i podważa to
kompetencje autora do wypowiadania się w temacie. Jeśli jest tekst
propagandowym w którym fakty mają drugorzędne znaczenie, to nie
przeszkadzam.
wtret  - re: re: re: WTF?   |29.05.2011 08:38:11
[quote=***]

Ok, w takim razie ponawiam pytanie, gdzie jest nie-socjalizm. Bo
mi wygląda na to że wielu sądzi, że socjalizm jest wszędzie. A z tego
wynikałoby: 1) że gospodarka socjalistyczna może sprawnie funkcjonować, bo można
znaleźć takie przykłady funkcjonujących gospodarek, a wszystkie gospodarki są
przecież socjalistyczne. Chyba, że ktoś na upartego będzie bronił tezy, że
gospodarka Szwecji jest liberalna. A jak się załamie, to stwierdzi, że właśnie
jest socjalistyczna. 2) Jeśli na świecie nie ma gospodarek
kapitalistycznych-liberalnych, tzn. że nie istnieje empiryczne potwierdzenie
tezy o wyższości tychże, a cały ten ‘liberalizm’ jest równie papierową utopią,
co komunizm Marksa.

No to gdzie ten liberalizm, gdzie?
TTM   |29.05.2011 10:11:33
"Problemem nie jest pazerność starych, ale model wzrostu gospodarczego
polegający na przerzucaniu kosztów na przyszłość. System utrzymuje się dzięki
odkładaniu koniecznych inwestycji, zwiększaniu deficytu i przymykaniu oczu na
zagrożenia, które dadzą o sobie znać dopiero za kilka albo kilkanaście
lat."

Genialne! W zyciu nie sadzilem, ze przeczytam tutaj takie slowa!
Wiecie co.. od dluzszego czasu sie nad tym zastanawiam i coraz czesciej
potwierdzam mysl, ze paradoksalnie w sumie blizej Krytyce Politycznej do
libertarianizmu (nie mylic z korwinizmem) niz czegokolwiek innego na obecnym
‘rynku ideowym’.

Zeby nie wpasc w pulapke słów (czym jest kapitalizm,
liberalizm, liberatrianizm itp. - kazdy definiuje to inaczej ;). Wasze zarzuty
przeciwko obecnemu systemowi sa prawie identyczne z tymi, o ktorych mowia
austriacy. Oczywiscie radyklanie inaczej patrzycie na to, jak to rozwiazac, ale
mimo wszystko dostrzegac dokladnie te same problemy i grzechy obecnego
neoliberalizmu. I, prosze, nie oburzajcie sie na takie porownanie - wydaje mi
sie, ze mamy dosyc szerokie pole do wspolnej, tworczej
dyskusji.

Pozdrawiam,
TTM
Muminator   |31.05.2011 01:21:16
To w Polsce mamy kapitalizm??? a to ciekawe. Kraj gdzie co roku o co najmniej
kilka procent rośnie armia urzędasów, gdzie firmę się zakłada miesiącami latając
od urzędu do urzędu za jakimiś papierkami, żeby dostać "dotację" (czy
Ford albo Carnegie dostali dotację???), gdzie kilkadziesiąt zawodów jest
blokowanych przez korporacyjne sitwy (ze sztandarowym przykładem adwokatury),
gdzie uczciwych biznesmenów (sztandarowy przykład R. Kluski) wyślizguje się z
rynku przez aparat państwa pod nieudowodnionymi zarzutami, gdzie koszty pracy
(ZUS-y i inne podatki) praktycznie podwajają koszty zatrudnienia pracownika jest
krajem kapitalistycznym???
Anonimowy  - re:   |01.06.2011 13:58:22
[quote=Muminator]
Tak Ford dostał dotację, podejrzewam, że dostał ich mnóstwo,
ale o jednej jestem pewien, mianowicie pokryzysowego bailoutu. Nie mówiąc już,
że wszystkie w zasadzie najważniejsze technologie z ktorych korzystają
amerykańskie korporacje powstały dzięki sowitym dotacjom państwowym.
R.N   |17.07.2011 19:36:37
Cytat:
Po drugie pozbyć się trzeba części marzeń. Nie każdy zostanie gwiazdą rocka
i nie każdy będzie miał willę w Konstancinie. Ale pytanie brzmi:
czy lepiej jest żyć w trzech pokojach i nie bać się o jutro, czy może
lepiej mieszkać z rodzicami, pracować w call center i śnić o potędze?


Ciekawe. Czy tu czytam niespójność, czy czegoś nie rozumiem?
Weźmy
jakiegoś przypadkowego Maćka. Maciek ma 24 lata, obronił prace mgr z
socjologii. Znalazł prace tylko w callcenter. Mieszka z rodzicami. Gra
na basie w kapeli i cały wolny czas poświęca na szarpaniu strun z kolegami
i marzeniu wydawania płyty.
Maciej - autor tekstu - radzi mu (chyba)
porzucić mrzonki i zając się działaniem na rzecz własnego M.
Zatem co ma
zrobić przykładowy Maciek? Pożegnać się z kolegami i
zainwestować pieniądze zarabiane w cc, na studia podyplomowe, kursy
językowe itp. w nadziei, że dostanie stalą pracę? Raczej nie… Maciej -
autor tekstu - mówi przecież, że czeka go permanentna umowa-zlecenie
i bezpłatne starze.
Może więc Maciek ma się przekwalifikować na
dekarza? Raczej nie… nawet Maciej - autor tekstu - nie ma złudzeń, że
Maciek basista raczej nie tryśnie entuzjazmem.
Jakie zatem argumenty
Macieju - autorze tekstu - przemawiają za wyzbyciem się marzeń przez
Maćka basistę?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93290 Seconds