|
Antykaczyści wkurzają się, że kolejny raz PiS używa w kampanii chwytu „straszna pani woźna nie jest taka groźna”. Przypominają więc, że za miłym, uśmiechniętym panem chowa się wciąż ten sam straszny Kaczyński. Obecna kampania nie tyle jednak ukrywa prawdziwą twarz PiS-u, co przypieczętowuje ewolucję tej partii w stronę klasy średniej.
Siłą starego PiS-u z wyborów 2005 i 2007 roku było to, że potrafił zjednoczyć buntownicze odruchy klasy ludowej z poczuciem ograniczonych szans części klasy średniej. Wspólnym mianownikiem była krytyka establishmentu, który pozbawiał lud godności i blokował aspiracje średniaków. Kaczyńscy byli w stanie dokonać rzeczy niezwykle trudnej – połączyć roszczenia ludzi z dwóch klas, które rozdziela wzajemna niechęć, odmienne odruchy i marzenia.
Klasa ludowa ceni sąsiadów i trzyma się stałej pracy, klasa średnia zajmuje się sobą i marzy o awansie. Klasa ludowa wysoko ceni opiekuńczość i socjalne funkcje państwa, klasa średnia nie będzie miała nic przeciwko, jeśli ktoś wreszcie zrobi porządek z tymi biedakami. Kaczyńskim udało się zebrać głosy ludzi mających poczucie, że nie ma dla nich miejsca w dzisiejszej Polsce, i stworzyć mieszankę programową, która łączyła deklaracje wzmocnienia socjalnych funkcji państwa z usuwaniem korupcji i nepotyzmu elit, obietnice przywracania godności zwykłym ludziom z rozbudzaniem nadziei na awans dla młodych, zdolnych blokowanych przez zamknięte korporacje zawodowe.
Rządy PiS-u w dużej mierze rozminęły się z obietnicą złożoną w wyborach. Zniesienie podatku spadkowego dobrze zrobiło głównie bogaczom z klasy wyższej. Nie zaszkodziło im też obniżenie progresji podatkowej. Obniżenie składki rentowej osłabiło natomiast budżet i ograniczało możliwości wypełniania socjalnych funkcji państwa. Antykorupcyjna krucjata przeciw lekarzom przyspieszyła proces ich odchodzenia od łapownictwa na rzecz wysokich oficjalnych pensji.
Być może Kaczyńscy nie zrozumieli, co stało za ich sukcesem, i działali nieświadomie na swoją szkodę. Możliwe też, że III RP musiała zostać najpierw pokonana symbolicznie, zanim Tusk zmienił jej praktykę, odchodząc od „niepopularnych reform” w stronę zarządzania dopuszczającego podwyżki podatków, zabieranie części środków funduszom emerytalnym czy podwyżki dla budżetówki nawet w czasie rachitycznego wzrostu gospodarczego.
W świecie posttransformacyjnym PiS stracił zdolność utrzymywania sojuszu miedzy klasą ludową a średnią. Z języka tej partii znikać zaczęły elementy dotyczące godności, socjalnych funkcji państwa i zobowiązań solidarnościowych. Tegoroczną kampanię prezes Kaczyński rozpoczął, otwierając szeroko drzwi do szklanego biurowca. PiS chce reprezentować już tylko tych, którzy marzą o awansie i są zablokowani przez elity wchodzące do biurowców tylnymi drzwiami. Kaczyński uśmiecha się do nas z filmu Lider, którego TVN-owa atmosfera doskonale wyraża estetykę i aspiracje klasy średniej. Platforma atakowana jest przez PiS z pozycji liberalnych za etatyzm, rozdymanie biurokracji, podwyżki podatków i zwiększanie deficytu budżetowego.
Z tym ogólnym kierunkiem nie kłóci się wcale wygaszona nieco „żałoba smoleńska”. Demonstracji pod Pałacem Prezydenckim broniono w końcu w imię prawa do wyrażania autentycznych emocji, czyli w kategoriach średnioklasowego indywidualizmu ekspresyjnego. Kluby „Gazety Polskiej” zachęcały do zbierania świadectw uczestnictwa w żałobie w formie filmów wideo pozwalających pokazać osobisty i niepowtarzalny sposób przeżywania tego doświadczenia. Wyrosły na fali żałoby tygodnik „Uważam Rze” trafił głównie do aspirujących członków klasy średniej i obok tekstów politycznych zawiera na przykład rubrykę z rozważaniami na temat win.
Można oczywiście wzruszyć ramionami, bo w końcu co za różnica, czy ktoś realizuje neoliberalny program, posługując się mieszaną, ludowo-średnioklasową retoryką, czy chce władzy dla Gilowskiej i Wiplera wyłącznie pod sztandarem klasy średniej. A jednak jest różnica. Na przykład dlatego, że słowa mają swój ciężar i można z nich rozliczać. Poza tym słowami się działa.
Przed PiS-em walenie w roszczeniowe masy dawało przepustkę do grupy mądrych i dojrzałych. Dzisiaj ten język przestał być naturalny i posługiwanie się nim od razu zdradza uprzywilejowaną pozycję, z jakiej zabiera się głos. Postawa i język dużej partii odkształca całą sferę publiczną. Dlatego gdy PiS pompuje aspiracje społeczne i przekonuje, że najważniejsza jest przyszłość i marzenia, to siła rażenia tego przekazu sięga daleko poza elektorat tej partii. Politykę zaczyna wypełniać namiętność nie do przebudowy społeczeństwa tak, żeby było bardziej egalitarne, ale do zajęcia miejsc tych, którym się powiodło. Awans zamiast sprawiedliwości.
Wygrana PiS-u i ewentualne „smoleńskie rozliczenia” są mało prawdopodobne. Bardziej boję się konfrontacji marzeń rozbudzanych przez PiS z dzisiejszym kryzysem. Kapitalizm się chwieje, bo stymulował aspiracje, zamiast zaspokajać potrzeby i budować dobry ład społeczny. Gdy nie ma już możliwości życia na koszt przyszłości, marzenia o awansie łatwo mogą się zmienić w bezpardonową walkę o zasoby i dziką redystrybucję.
PiS był kiedyś partią, która montowała szerokie koalicje społeczne, poszukując sposobów na nowe uporządkowanie rzeczywistości. Dziś daje się po prostu rzeczywistości prowadzić - a ona nie zmierza w dobrym kierunku.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...