> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Pójdź z rośliną na spacer Drukuj
Joanna Erbel   
24.09.2010

fot. www.thisoldhouse.comW ostatni piątek odbyła się druga warszawska odsłona międzynarodowej akcji Park(ing), której celem jest wprowadzenie zieleni na powrót do miasta. Idea jest prosta: w ciągu dnia Park(ing)u miejsca parkingowe, zwykle służące samochodom, są zajmowane przez rośliny: trawę rozwijaną z rolki, kwiaty i trawy w doniczkach oraz uczestników akcji, którzy korzystają z przekształconego miejsca parkingowego jak z parku. Fragmenty ulicy są zajmowane zgodnie z prawem: są one opłacane jak każde inne miejsce parkingowe, z tą tylko różnicą, że kwit parkingowy nie jest wsadzony za szybę samochodu, ale doczepiony do jednej z roślin. Celem akcji jest wskazanie na alternatywny sposób zagospodarowania przestrzeni, która w danym momencie jest miejscem parkingowym. 

 

Mimo iż oryginalnie park(ing)i polegały głównie na czasowej zamianie parkingu w park, tegoroczne polskie odsłony posiadają swoje modyfikacje. Park(ing) na krakowskim Kazimierzu wykraczał poza ideę przywracania roślinności w centrum miasta. Miejsce parkingowe zostało wyłożone trawą (wprawdzie sztuczną, ale wzbogaconą o rośliny w doniczkach), na której stanęła sofa, stolik i ławki. Dodatkowo na jednym z miejsc parkingowych organizatorzy, stowarzyszenie Przestrzeń-Ludzie-Miasto, postawili drewnianą ramę w kształcie samochodu, w której zmieścili 10 rowerów. Celem akcji było pokazanie różnych alternatywnych sposób wykorzystania miejsc zajmowanych przez samochód. Nie tylko dzięki zieleni, ale również dzięki innym środkom transportu. 

 

Z kolei warszawska odsłona, organizowana przez Krzysztofa Hermana pod hasłem „Wyprowadź swoją roślinę na spacer” –  wskazywała na inny rodzaj relacji z zielenią. To już nie przypadkowa, anonimowa roślinność została zaparkowana w centrum miasta, ale kwiaty i krzaki przyniesione przez mieszkańców. Zieleń nie była redukowana do lepszego niż betonowy chodnik miejskiego otoczenia, ale stawała się głównym bohaterem akcji. Rośliny zbierane od rana pod Muzeum Sztuki Nowoczesnej zostały zabrane na przejażdżkę rikszą po Warszawie. To ich komfort i bezpieczeństwo było brane pod uwagę podczas trwania akcji. Mimo chęci entuzjastów akcji nie wszystkie rośliny mogły wziąć w niej udział - część z nich została zatrzymana w domu przez innych członków rodziny, ze względu na zimno, potencjalne zagrożenie czyhające na ulicy i obawę, że ukochana jukka czy fikus ucierpią w spotkaniu z miejskim otoczeniem. Na podobnej fantazji – wzięcia rośliny na spacer – opierał się również zamysł serbskiego pawilonu na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji.

 

To przesunięcie akcentu z ludzi, którzy traktują zieleń instrumentalnie, na rośliny, jako odrębnych uczestników miejskiego życia oraz podkreślenia silnej więzi pomiędzy roślinami i ich właścicielami i właścicielkami wskazuje na radykalne przesunięcie w strategiach aktywistów i teoretyków. Rośliny zostają uznane na członkinie miejskiego kolektywu i zyskują społeczną podmiotowość. Zgodnie z postulatami zgłaszanymi wobec ekologicznych ruchów społecznych przez Bruno Latoura w Polityce natury, tak jak obecne w mieście zwierzęta stają się partnerami w walce o lepszą przestrzeń, a nie jedynie pasywnym narzędziem, które wymaga troski, opieki i czułości. 

 

To przeformułowanie podmiotowości roślin w kontekście walki o kształt przestrzeni publicznych jest tym bardziej istotne, że kwestia obecności zieleni w mieście jest czymś o tyle oczywistym, o ile kontrowersyjnym. Mimo iż wszyscy pewnie zgodziliby się, że jest ona potrzebna, to w praktyce często drzewa i trawa przegrywają z budynkami, samochodami. Publicznie dostępna zieleń, zamiast być kojarzona z miastem lepszej jakości, jest traktowana jako niepotrzebny koszt dla miasta. Koszenie trawy, przycinanie drzew i wymiana kwiatów to dodatkowe wydatki, których nie da się – jak w przypadku  nawierzchni z granitu – zamknąć w jednorazowych kosztach inwestycji. Zieleni nie da się łatwo przełożyć na zyski ekonomiczne, a pożytek jaki z niej czerpiemy w postaci lepszego samopoczucia i większej ilości czystego powietrza jest trudny do oszacowania.

 

Dominująca relacją z zielenią w mieście – jest relacja użytkowa. Zieleń ma dobrze się prezentować i służyć naszej przyjemności. Lekko podniszczone rośliny są wycinane albo zastępowane innymi, albo zamieniane na inne miejskie obiekty: ławki, barierki, budynki. Sprawia to, że bez żalu patrzymy, jak firmy zarządzające zielenią w mieście co jakiś czas wyrzucają tylko trochę podwiędłe rośliny, żeby zastąpić je świeżymy kwiatami. Co jakiś czas można zobaczyć jakąś osobę, która chce ratować rzucane na ciężarówkę podwiędłe kwiaty i musi się konfrontować z oskarżeniami, że „kradnie śmieci”. Ten krótki cykl życia roślin w mieście doskonale wpisuje się w logikę miasta, która usuwa z przestrzeni publicznej wszystkie elementy uznane za niewłaściwe, brudne, nie pasujące do wizji reprezentacyjnego miasta. 

 

Zmiana perspektywy z instrumentalnego traktowania naszego otoczenia na czuły stosunek do otaczających nas roślin i zwierząt pokazuje, że nie musimy myśleć o mieście jedynie jako o podległej nam przestrzeni, którą należy sprawnie zarządzać. Miasto staje się wtedy złożonym ekosystemem, który nie opiera się na podziale na ludzi i nie-ludzi, dobrych i złych obywateli, godnych i niegodnych obecności w przestrzeni publicznej, ale na systemie negocjacji prawa do obecności. Z naszymi roślinami, rowerami, dziećmi, zwierzętami, wózkami czy innymi obiektami, z którymi spędzamy albo chcemy spędzać czas w przestrzeni miejskiej.

Komentarze
Dodaj nowy
Inż.Karwowski   |24.09.2010 19:11:17
Ale czy ludzie wyprowadzający rośliny doniczkowe na spacer, wiedzą jak bronić
siebie i swoje pupilki przed ludźmi uzbrojonymi w świeże owoce?
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 21:23:42
No tak. Moga przeciez zostac zaatakowani bananem. Albo nie daj boze garscia
malin…
cursorium  - na spacer ze sznurkiem   |24.09.2010 19:18:36
"miasto ekosystemem" ??!! szto eto ?

.. apropopo tego sznurka to
uznałem po uprzednim przeczytaniu powyższego art. że sznurek na spacerze przyda
sie po to żeby wiązać niegrzeczne rośliny. Żadne śmichy chichy tylko tak.
Bo.
Skoro autor zakłada dobro zawarte w roślinach to chyba zło w niektórych też
jest?
Nawet powinny być i musi! Bo inaczej wskazywałoby to na wiarę w jakieś
Boskie zawieranie co grozi autorowi usunięciem z listy płac KryPoli.
A tak to
złe wymiesza się z dobrym, zrobi z tego nierozróżnialne jedno i wtedy "róbta
co chceta" w zależności od potrzeby.
Uj tam z przyrodą. Popalić to bo to
jest uporządkowane i logiczne jakieś czyli na przeszkodzie do zasad socbajzlu i
rozpierduchy.
.. i wybetonować modernistycznie
Sherlock   |24.09.2010 19:48:12
…tak zaglądam tu od czasu do czasu, bo nie mogę uwierzyć, że tekst o wożeniu
fikusów rikszą wciąż tu wisi…
Trzeba specyficznego rodzaju wrażliwości i
specyficznego poziomu osobistego dobrostanu a także całkowitej utraty kontaktu z
rzeczywistością, żeby martwić się poważnie dolą roślinek miejskich i jeszcze
zajmować tym palącym zagadnieniem innych. Jeżeli tak wygląda nowa lewicowa
wrażliwość, to ja uciekam.
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 21:26:15
a także całkowitej utraty kontaktu z
rzeczywistością


Oni sa na ogol za tym zeby popalac. No i popalaja. Niektorzy biora tez
duzo mocniejsze dragi. I potem rycza: tu jest Sparta! Tak im
sie wszystko pierniczy. Czasy miejsca ludzie….
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 21:36:53
To przeformułowanie podmiotowości roślin w kontekście walki o kształt

A ja glupi kiedys myslalem ze nic glupszego ni krotki kurs zasad
marksizmu-leninizmu nie da sie wytworzyc.

Lewica jednak ma
nieogarnione mozliwosci!
Inż.Karwowski   |24.09.2010 22:53:57
@Andrzej
Możliwości są jednak ograniczone. Niech pan zamieni w poniższych
zdaniach słowo "rośliny" i "zieleń" na "kobiety" lub
"niepełnosprawni"

Rośliny zostają uznane na członkinie miejskiego
kolektywu i zyskują społeczną podmiotowość.
Zieleń ma się dobrze prezentować i
służyć naszej przyjemności
Mimo chęci entuzjastów, nie wszystkie rośliny mogły
wziąć w niej udział, niektóre zostały zatrzymane w domu ze względu na zimno
No i
co? Nic nowego:)
Co dalej? Wirusy czy bakterie?
Monty Pyton i to mnie cieszy.
Józef K   |24.09.2010 23:51:08
Rośliny zostają uznane na członkinie miejskiego kolektywu i zyskują
społeczną podmiotowość.

+
cała reszta felietonu.

Większych bredni nie czytałem.
Będziem mieć
drugie RPA.
Ile trzeba wypalić, żeby coś takiego usmażyć? Dwie,
trzy działki?
Nasi Krypole odkleili się od szyby rzeczywistości. Bo to
że do rzeczywistości nie przylegają a patrzą na nią jak w
ogrodzie botanicznym to wiadomo.

A jak taka modliszka zechce zjeść
petsa sąsiadki, to co? Nie podlejecie jej za karę?

No to skręćcie sobie
kolejnego bata. Chyba Piątek stoi za tym artykułem.

I odbanujcie
Gnębona, cokolwiek było to jednak trzymał was trochę na smyczy
rzeczywistości i zdrowego rozsądku.
AndrzejRoztocki   |25.09.2010 00:04:03
Poniewaz ostatnio zajmuje sie ekonomia zadam jeszcze dwa glupie pytania /glupie
w tym sensie ze i tak nikt mi nie odpowie tylko najwyzej bedzie strugal
glupiego/

- kto zaplacil za parking dla trawy i za riksze dla fikusa?

-
skad wzial pieniadze na ten cel?
Józef K   |25.09.2010 01:01:41
To było za darmoche.
No ale dorobili ideologię, że to jakiś ruch finansów i
takie tam, brednie.

To był happening. Młodziesz socjalistyczna pracowała dla
idei.
Limba   |27.09.2010 08:06:20
nie trzeba miec mgr botaniki,zeby wiedziec,ze ROSLINY DONICZKOWE NIE ZNOSZA
PRZESTAWIANIA I PRZECIAGU- CHCA OD NAS WODY, NAWOZENIA , SWIATLA I SWIETEGO
SPOKOJU!
AndrzejRoztocki   |27.09.2010 11:04:38
ROSLINY DONICZKOWE NIE ZNOSZA
PRZESTAWIANIA


To nie jest argument. W lewicowych utopiach /ktore polegaja zasadniczo
na przestawianiu/ takze ludzi sie nie pyta czy znosza przestawianie
czy nie. Mozemy wiec sie tylko cieszyc ze na razie trenuja to swoje
rewolucyjne sado-maso na roslinach.

Z drugiej jednak strony
moze powinnismy sie martwic ze jednak wciaz uparcie trenuja.
Józef K   |27.09.2010 14:48:57
CHCA OD NAS WODY, NAWOZENIA , SWIATLA I SWIETEGO
SPOKOJU!


Limba, jesteś co najmniej maczystką i seksistką, i dziwię się, że za te
Twoje poglądy jeszcze Cię krypolscy cerberzy i zrównywacze tego,
co nierówne, nie zbanowali.

To nie wiesz, że do roślin trzeba mówić?
Wtedy dopiero rosną.
mergiel   |27.09.2010 13:52:43
A mnie się tam podobało, taki niegroźny fijoł. Wyślę link do urzędu miasta może
zamiast kolejnego supermarketu pozwolą zrobić park lub przynajmniej
skwerek.
Pozdrowienia Mergiel
AndrzejRoztocki   |27.09.2010 14:42:48
Ruchy faszystowskie w Niemczech zaczely sie od roznych kolek
krajoznawczo-turystycznych /piekno naszej ojczyzny/ naturystycznych /wyzwolenie
ciala/ ezoterycznych /wywolywanie ducha narodu/ itepe. To tez byly na poczatku
niegrozne fijoly.

A potem zrobili sparte i pocisneli misiaczkow.
mergiel   |27.09.2010 23:00:51
E tam przeginasz, może by i chcieli ale w Polsce wszystko wychodzi jak zwykle,
czyli byle jak. A to taki tylko zielony hepening, można by zwariować, jakby
człowiek zawsze szukał drugiego dna. Pochwalcie ich chociaż raz. Będzie
wyglądało, że jesteście obiektywni, a nie uprzedzeni.
Pozdrowienia Mergiel
Józef K   |27.09.2010 14:47:30
zrobić park lub przynajmniej
skwerek.


Mergiel, chyba skwarek. Nadmiar skwarków podniesie Ci cholesterol w czego
następstwie miażdżyca Cię szybciej zabije. W efekcie nie będą musieli
się z Tobą użerać na starość a więc co do emerytury, świadczeń, NFZu itd.
mergiel   |27.09.2010 23:22:42
W skwarkach są gorsze rzeczy od cholesterolu
Pozdrowienia Mergiel
mergiel   |27.09.2010 23:45:09
Czai się tam reakcja
mergiel   |27.09.2010 23:46:54
Uspokajam lewicę, tylko chemiczna
Pozdrowienia Mergiel
Cercamon   |28.09.2010 01:18:34
Rośliny zostają uznane na członkinie miejskiego kolektywu i zyskują
społeczną podmiotowość.


Gratuluję pani Erbel, jak ktoś słusznie zauważył Monty Python się
chowa!
Nie sądziłem, że aż do takiego poziomu abstrakcji można dojść ale
pani Erbel jest nieoceniona. Walczmy o równe prawa kozieradki, łubinu
i innych roślin wykluczonych z tkanki miejskiej! Dość dyskryminacji,
wprowadźmy parytety dla roślin doniczkowych w parlamencie! Swoją drogą
zdecydowanie chętniej widziałbym jukkę czy fikusa w ławie poselskiej niż
większość z obecnych posłów. Może to nie taki zły pomysł…
Machatma   |28.09.2010 01:29:49
Walczmy o równe prawa kozieradki, łubinu
i innych roślin wykluczonych z
tkanki miejskiej!


Zapomniałeś o dyni i bani, Cercamonie.

Pozdrowienia z zaświatów
:-)
Machatma
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03615 Seconds