|
W ostatni piątek odbyła się druga warszawska odsłona międzynarodowej akcji Park(ing), której celem jest wprowadzenie zieleni na powrót do miasta. Idea jest prosta: w ciągu dnia Park(ing)u miejsca parkingowe, zwykle służące samochodom, są zajmowane przez rośliny: trawę rozwijaną z rolki, kwiaty i trawy w doniczkach oraz uczestników akcji, którzy korzystają z przekształconego miejsca parkingowego jak z parku. Fragmenty ulicy są zajmowane zgodnie z prawem: są one opłacane jak każde inne miejsce parkingowe, z tą tylko różnicą, że kwit parkingowy nie jest wsadzony za szybę samochodu, ale doczepiony do jednej z roślin. Celem akcji jest wskazanie na alternatywny sposób zagospodarowania przestrzeni, która w danym momencie jest miejscem parkingowym.
Mimo iż oryginalnie park(ing)i polegały głównie na czasowej zamianie parkingu w park, tegoroczne polskie odsłony posiadają swoje modyfikacje. Park(ing) na krakowskim Kazimierzu wykraczał poza ideę przywracania roślinności w centrum miasta. Miejsce parkingowe zostało wyłożone trawą (wprawdzie sztuczną, ale wzbogaconą o rośliny w doniczkach), na której stanęła sofa, stolik i ławki. Dodatkowo na jednym z miejsc parkingowych organizatorzy, stowarzyszenie Przestrzeń-Ludzie-Miasto, postawili drewnianą ramę w kształcie samochodu, w której zmieścili 10 rowerów. Celem akcji było pokazanie różnych alternatywnych sposób wykorzystania miejsc zajmowanych przez samochód. Nie tylko dzięki zieleni, ale również dzięki innym środkom transportu. Z kolei warszawska odsłona, organizowana przez Krzysztofa Hermana pod hasłem „Wyprowadź swoją roślinę na spacer” – wskazywała na inny rodzaj relacji z zielenią. To już nie przypadkowa, anonimowa roślinność została zaparkowana w centrum miasta, ale kwiaty i krzaki przyniesione przez mieszkańców. Zieleń nie była redukowana do lepszego niż betonowy chodnik miejskiego otoczenia, ale stawała się głównym bohaterem akcji. Rośliny zbierane od rana pod Muzeum Sztuki Nowoczesnej zostały zabrane na przejażdżkę rikszą po Warszawie. To ich komfort i bezpieczeństwo było brane pod uwagę podczas trwania akcji. Mimo chęci entuzjastów akcji nie wszystkie rośliny mogły wziąć w niej udział - część z nich została zatrzymana w domu przez innych członków rodziny, ze względu na zimno, potencjalne zagrożenie czyhające na ulicy i obawę, że ukochana jukka czy fikus ucierpią w spotkaniu z miejskim otoczeniem. Na podobnej fantazji – wzięcia rośliny na spacer – opierał się również zamysł serbskiego pawilonu na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji. To przesunięcie akcentu z ludzi, którzy traktują zieleń instrumentalnie, na rośliny, jako odrębnych uczestników miejskiego życia oraz podkreślenia silnej więzi pomiędzy roślinami i ich właścicielami i właścicielkami wskazuje na radykalne przesunięcie w strategiach aktywistów i teoretyków. Rośliny zostają uznane na członkinie miejskiego kolektywu i zyskują społeczną podmiotowość. Zgodnie z postulatami zgłaszanymi wobec ekologicznych ruchów społecznych przez Bruno Latoura w Polityce natury, tak jak obecne w mieście zwierzęta stają się partnerami w walce o lepszą przestrzeń, a nie jedynie pasywnym narzędziem, które wymaga troski, opieki i czułości. To przeformułowanie podmiotowości roślin w kontekście walki o kształt przestrzeni publicznych jest tym bardziej istotne, że kwestia obecności zieleni w mieście jest czymś o tyle oczywistym, o ile kontrowersyjnym. Mimo iż wszyscy pewnie zgodziliby się, że jest ona potrzebna, to w praktyce często drzewa i trawa przegrywają z budynkami, samochodami. Publicznie dostępna zieleń, zamiast być kojarzona z miastem lepszej jakości, jest traktowana jako niepotrzebny koszt dla miasta. Koszenie trawy, przycinanie drzew i wymiana kwiatów to dodatkowe wydatki, których nie da się – jak w przypadku nawierzchni z granitu – zamknąć w jednorazowych kosztach inwestycji. Zieleni nie da się łatwo przełożyć na zyski ekonomiczne, a pożytek jaki z niej czerpiemy w postaci lepszego samopoczucia i większej ilości czystego powietrza jest trudny do oszacowania. Dominująca relacją z zielenią w mieście – jest relacja użytkowa. Zieleń ma dobrze się prezentować i służyć naszej przyjemności. Lekko podniszczone rośliny są wycinane albo zastępowane innymi, albo zamieniane na inne miejskie obiekty: ławki, barierki, budynki. Sprawia to, że bez żalu patrzymy, jak firmy zarządzające zielenią w mieście co jakiś czas wyrzucają tylko trochę podwiędłe rośliny, żeby zastąpić je świeżymy kwiatami. Co jakiś czas można zobaczyć jakąś osobę, która chce ratować rzucane na ciężarówkę podwiędłe kwiaty i musi się konfrontować z oskarżeniami, że „kradnie śmieci”. Ten krótki cykl życia roślin w mieście doskonale wpisuje się w logikę miasta, która usuwa z przestrzeni publicznej wszystkie elementy uznane za niewłaściwe, brudne, nie pasujące do wizji reprezentacyjnego miasta. Zmiana perspektywy z instrumentalnego traktowania naszego otoczenia na czuły stosunek do otaczających nas roślin i zwierząt pokazuje, że nie musimy myśleć o mieście jedynie jako o podległej nam przestrzeni, którą należy sprawnie zarządzać. Miasto staje się wtedy złożonym ekosystemem, który nie opiera się na podziale na ludzi i nie-ludzi, dobrych i złych obywateli, godnych i niegodnych obecności w przestrzeni publicznej, ale na systemie negocjacji prawa do obecności. Z naszymi roślinami, rowerami, dziećmi, zwierzętami, wózkami czy innymi obiektami, z którymi spędzamy albo chcemy spędzać czas w przestrzeni miejskiej.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...