> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Erbel: Ograniczyć święte prawo własności! |
|
|
Joanna Erbel
|
|
17.06.2011 |
Na początku czerwca na skwerze Batalionu AK „Ruczaj” w śródmieściu Warszawy pojawił się drewniany płot, który przeciął przestrzeń dotychczas użytkowaną przez mieszkanki i mieszkańców okolicznych kamienic. Przeciął trasy spacerowe i znacznie ograniczył obszar rekreacyjny. To nie pierwszy zagrodzony teren w centrum miasta, ale można by przewidywać, że tak jak w przypadku postępującego procesu grodzenia osiedli i zagradzania przestrzeni między blokami, i to działanie nie wywoła żadnego odzewu. Tak się jednak nie stało.
Biały płotek rodem z zestawu dla lalki Barbie stał się zarzewiem lokalnego protestu. Zaczął się ferment. Powstał film Płotek nakręcony przez kolektywy „12 Plemion”, a 9 czerwca podczas spotkania w InfoQulturze, zorganizowanego przez Fundację Bęc Zmiana, doszło do powołania grupy inicjatywnej składającej się z lokalnych działaczek i działaczy, mieszkanek i mieszkańców oraz byłych powstańców, walczących o rozgrodzenie terenu. Stawką jest wolny dostęp do przestrzeni publicznej. Przeszkodą – chęć zarządzania terenem odzyskanym w procesie reprywatyzacji przez właścicielki skweru.
Stawka jest wysoka – mieszkanki i mieszkańcy obawiają się, że ogrodzenie terenu jest pierwszych krokiem do zabudowania części skweru. Wprawdzie na spotkaniu 9 czerwca Urszula Majewska, rzeczniczka dzielnicy Śródmieście, zapewniała, że mieszkańcy nie muszą się na razie obawiać, że skwer zostanie zabudowany, bo plan na to nie zezwala, ale miasto nie możliwości zabronić grodzenia terenu. Jednocześnie podkreślała, że nawet mimo najlepszych chęci miasto nie może ograniczać prawa prywatnych właścicieli do dowolnego użytkowania danego terenu. Właścicielki mają prawo wydzierżawić teren restauracji, a ta po zainwestowaniu w krzesła, stoły i plac zabaw ograniczać do nich dostęp. Mając na względzie obecnie działające prawo i sposób zarządzania miastem, trudno sobie wyobrazić, żeby ograniczyć prawo właściciela do korzystania z jego prywatnej własności. A może jednak?
Może warto wyobrazić sobie inny sposób zarządzania miastem niż taki, w którym prawo do dowolnego korzystania z własności prywatnej jest priorytetem.
Przypadek skweru batalionu AK „Ruczaj”, kiedy przestrzeń wcześniej publicznie użytkowana po przejściu w prywatne ręce staje się przestrzenią elitarną, nie jest pierwszy. Z podobnym problemem borykała się warszawska ASP – właściciel budynku po jego odzyskaniu dążył do wyrzucenia uczelni, czy szkoła muzyczna na poznańskim Łazarzu, zagrożona po tym, jak Kościół odzyskał budynek i zaplanował radykalne podwyżki czynszów. W takiej samej sytuacji jest wiele mieszkanek i mieszkańców kamienic zwróconych w procesie reprywatyzacji, gdy chęć skapitalizowania wartości nieruchomości jest znacznie ważniejsza niż dobre zarządzanie obszarem użytkowanym przez daną wspólnotę. Właściciele odzyskanych gruntów czy budynków rzadko kiedy wykazują chęć współpracy z jej wcześniejszymi użytkownikami i użytkowniczkami. Reprywatyzacja jest aktem radykalnego zerwania, który wymazuje wszystko, co było wcześniej.
Praktyki prywatnych właścicieli i brak społecznej wrażliwości z jednej strony oburzają, z drugiej zaś wydają się całkowicie zrozumiałe. Trudno w miastach, w których dominuje logika zysku, oczekiwać powszechnych altruistycznych gestów na rzecz grup wykluczonych.
Jednak tutaj nie o gesty chodzi, ale o zmianę miejskiej polityki, tak aby chronić nie prawa uprzywilejowanych, jakimi bez wątpienia są właścicielki i właściciele kamienic i terenów miejskich, ale wspólnoty, które dany obszar użytkują. Skoro można ustalić plany miejscowe i określić, że dany teren ma być terenem zielonym, to dlaczego nie można jednocześnie zadbać o to, żeby był również publicznie dostępny? Dlaczego oddając budynki, nie można nakładać blokady czynszów, aby zabezpieczyć interes ich obecnych użytkowniczek i użytkowników? Dlaczego interes prywatny jednej osoby, która odzyskuje kamienicę, ma być nadrzędny wobec prawa do mieszkania wielu rodzin? Dlaczego prawo do dowolnego korzystania z własności prywatnej jest ważniejsze niż interes miejskiej wspólnoty jako całości?
Jeśli chcemy żyć w przyjaznych miastach i budować nieekskluzywną wspólnotę miejską, musimy uznać, że bezwarunkowe prawo do korzystania z własności prywatnej powinno zostać ograniczone.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 17.06.2011 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...