> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Erbel: Odmowa partycypacji też może być gestem politycznym |
|
|
Joanna Erbel
|
|
12.05.2011 |
Kiedy kilka dni temu przeczytałam, że prezydent Poznania Ryszard Grobelny zapowiedział sondaż deliberatywny na temat przyszłego budżetu miasta, początkowo pomyślałam, że to żart. Poznań po zainwestowaniu w sumie prawie 1 miliarda złotych w stadion piłkarski i kompleks basenów Termy Maltańskie jest mocno zadłużony. Do podziału jest więc nawet nie suma zerowa, ale ujemna. Zdawałoby się, że nie można dzielić tego, co praktycznie nie istnieje – a jednak. Przedmiotem decyzji mają być nie przyszłe wydatki, tylko cięcia. Mieszkanki i mieszkańcy miasta będą mogli zadecydować, czy wolą, żeby nie powstała planowana droga czy raczej przedszkole, oraz co się stanie z budynkami zamykanych szkół i innych instytucji publicznych. W obliczu wcześniejszych inwestycji to posunięcie władz miasta wydaje się tak bezczelne, że wręcz niemożliwe.
Władze Poznania korzystają z konsultacji społecznych wybiórczo i nadzwyczaj cynicznie. Zapraszają do współodpowiedzialności za trudne i niepopularne decyzje przy braku środków i odmawiają dyskusji o większych inwestycjach. Co więcej, igrają sobie z tymi wszystkimi, którzy walczą o wzmocnienie partycypacji i większy udział mieszkanek i mieszkańców miast w kluczowych procesach decyzyjnych, takich jak konstruowanie budżetu. Sytuacja jest tym trudniejsza, że władza, obojętna przez lata na różne postulaty wspierania procesów demokratyzacji, nagle zaczyna mówić tym samym językiem co miejskie ruchy społeczne i organizacje sektora pozarządowego. Ponadto deklaruje chęć konsultowania decyzji takimi metodami jak sondaż deliberatywny, promowany w wielu miastach przez Projekt Społeczny 2012. Proszą o pomoc badaczy i badaczki społeczne (sondaż ma być realizowany przez Pentor), co można odczytać jako chęć zapewnienia sondażowi bezstronności.
A może jednak przymknąć oko na cynizm władz Poznania i wziąć za dobrą monetę propozycję włączenia mieszkanek i mieszkańców do procesów decyzyjnych? Teraz chodzi o cięcia, ale w przyszłości można postawić bardziej radykalne żądania. Lech Mergler ze Stowarzyszenia My, Poznaniacy przy okazji dyskusji o sondażu domaga się większej jawności w wydatkowaniu środków publicznych, bo, jak twierdzi, bez tego deliberacja to jedynie pusty gest. W końcu wypracowanie nowych nawyków, zarówno u władz miasta, jak i mieszkanek i mieszkańców, to rzecz cenna. Brak partycypacji to nie tylko kwestia złego prawa, ale również praktyk. Może potraktować cynicznie cyniczny gest Grobelnego, przechytrzyć władze miasta i przedmiotem kolejnego sondażu uczynić mieszkalnictwo czy budżet partycypacyjny. Czy jednak warto?
Może lepiej potraktować obecną sytuację jako moment, w którym należy sobie sprawę, że walka o lepsze miasto to nie jest jedynie techniczny problem partycypacji, możliwy do rozwiązania dzięki importowaniu różnych sprawdzonych metod. Skupianie się na technologii partycypacji sprawia, że zamiast stawiać pytania o to, jaki porządek dane działanie legitymizuje i przeciwko komu jest skierowane, zajmujemy się doborem metody czy bezprawnym używaniem pojęcia „sondaż deliberatywny” (opatentowanego przez Jamesa Fishkina) przez władze Poznania. A taka dyskusja nie powinna być przecież nadrzędna wobec pytania, jaki model społeczeństwa chcemy realizować.
Pojęcia „partycypacji” i „deliberacji” już nie należą do języka krytycznej analizy, ale – jak pokazuje przykład poznański – są jedną z technologii używanych przez władze do jej legitymizacji, rozbrajania oporu społecznego i lepszego zarządzania społeczeństwem. Ważny jest więc nie sam udział mieszkańców w podejmowaniu decyzji, ale to, na jakich warunkach się on odbywa. Mając na względzie dobro społeczne, powinniśmy odmawiać udziału w legitymizowaniu społecznie szkodliwych decyzji: zarówno jako mieszkańcy i mieszkanki, jak i badacze i badaczki społeczne. Bo partycypacja jako taka nie jest żadną wartością. To nie wzmacnianie partycypacji powinniśmy mieć na względzie, dokonując wyborów, ale kwestię sprawiedliwości społecznej.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.05.2011 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...