> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Kebab, kurczak i zupa Pho przeciwko miejskiej estetyce ładu Drukuj
Joanna Erbel   
01.07.2010
Polskie miasta przez ostatnie lata przeszły widoczną zmianę. Nie tylko wyrosły centra handlowe, grodzone osiedla, szerokie chodniki nowo wyremontowanych ulic czy puste place, ale znacznie zmieniła się również oferta gastronomiczna. Kawiarnie oferujące latte i espresso macchiato zaczęły wypierać lokale z „kawą po turecku” i herbatą w szklance. Wietnamskie budki przekształciły się w restauracje. Pojawiały się kebaby prowadzone przez nową falę imigrantów z krajów arabskich. Centralne dzielnice większych miast zalała fala restauracji sushi, które stają się coraz popularniejszą opcją lunchową - alternatywną wobec pizzy na telefon, domowego obiadu czy zestawu sałatek z pieczywem. Coraz więcej jest restauracji z potrawami wegetariańskimi i wegańskimi. Potrawami, które jeszcze do niedawna były dostępne tylko dla wytrwałych podróżników, a teraz stanowią element diety coraz szerszego grona mieszkanek i mieszkańców miast. Nasze miasta są bogatsze w smaki wzbogacające nasze codzienne zmysłowe doznania. 
Szersza oferta gastronomiczna wpływa na nasze indywidualne preferencje smakowe. A czy ma znaczenie dla miasta jako całości? Czy nowe knajpy wspierają działania aktywistów i administracji miejskiej, czy może im przeszkadzają? Czy nowe lokale biorą udział w miejskiej rewolucji? Czy soczysty kebab i gorąca zupa Pho mogą zmienić nasz stosunek do przestrzeni miejskiej?

Razem przy stole

Restauracje i kawiarnie są nieodłączną częścią miasta: organizują życie społeczne, tworzą przestrzenie, w których można się gromadzić przy dobrej strawie i słabszych lub mocniejszych trunkach. Te obszary gastronomicznej konsumpcji są ważnymi instytucjami życia społecznego, dostarczają neutralnej przestrzeni do spotkań dla różnych grup społecznych, do jadłodajni można przyjść bez innego uzasadnienia niż potrzeba zaspokojenia głodu, która łączy ludzi ponad podziałami. Arabska pijalnia kawy, niemiecka biersztuba, włoska albo grecka tawerna, amerykański dinner czy wszelkie inne restauracje, kawiarnie, winiarnie to miejsca, które socjologowie nazywają „miejscami trzecimi” (third spaces) - pośrednimi między przestrzenią prywatną domu a przestrzenią publiczną. Nawet jeśli nie możemy się w nich wygodnie rozsiąść na własnej kanapie, a kelnerzy popędzają nas, żebyśmy szybciej zwolnili miejsce dla kolejnych gości, to przecież nie musimy sami przygotowywać posiłków, dbać o kolejność podawania czy o wystarczająco szeroki jadłospis, żeby spełnić potrzeby naszych gości. Lokale gastronomiczne są też przestrzenią emancypacji dla kobiet, wciąż zwyczajowo obarczonych odpowiedzialnością za przygotowanie pożywnego posiłku dla członków rodziny. Dają też szansę spotkania i obcowania w jednym miejscu z ludźmi, których z różnych powodów nie zaprosilibyśmy do domu. Są przestrzenią nawiązywania romansów i rozprzestrzeniania się plotki. Sprzyjają nowym kontaktom oraz integrują grupy znajomych. W cenie posiłku zawarta jest możliwość dobrej zabawy wolnej od wielogodzinnych przygotowań czy konieczności sprzątania po biesiadzie. Lokale oferujące nowe smaki oswajają nas z obecnością mieszkańców i mieszkanek miasta pochodzących z innych kultur. O tych przestrzeniach powinien pamiętać każdy planista, kreśląc wytyczne dla zagospodarowania przestrzeni miejskiej. 

Latteizacja miasta


Jednak knajpa knajpie nierówna. Wie to każdy, kto dba o zawartość portfela. Zaś wzbogacająca różnorodność, jaką obiecują nieraz lokalne gastronomiczne, jest rzadkością i spożywając posiłki zazwyczaj mamy do czynienia z ludźmi zadziwiająco do nas podobnymi. Chodząc po kawiarniach szybko zauważamy, że kawa latte pasuje raczej do modnie ubranych osób pracujących w wolnych zawodach o przyzwoitych zarobkach niż do emerytów czy robotników. Widzimy, że sposób picia kawy jest silnie związany ze stylem życia, jest jego dopełnieniem i potwierdzeniem. Latte, która różni się od cappuccino i białej kawy zaledwie (albo aż) ilością oraz sposobem przyrządzenia mleka, tworzy społeczną dystynkcję. Potwierdza tożsamość klasy średniej i odróżnia ją od tych, dla których sposób łączenia kawy z mlekiem nie robi różnicy. Kawa zamiast łączyć i integrować oddziela tych, którzy nie wyobrażają sobie spotkania „na kawę” bez latte od tych, którzy nie widzą i nie chcą widzieć różnicy między kawami. Duża latte kosztuje nieraz tyle, ile byśmy chcieli wydać na obiad, ale żołądek trudno oszukać. Nie zmienia to faktu, że przez ostatnie kilka lat spotkania przy latte wyznaczają model spotkań kawiarnianych i stają się coraz popularniejsze. Latteizacja miasta, czyli rozprzestrzenianie się lokali oferujących latte, jest coraz częściej wiązane z procesem zawłaszczania przestrzeni przez klasę średnią, która domaga się nie tylko lokali z odpowiednim menu, ale też przestrzeni wolnej od niepodobnych  im ludzi, ujarzmienia chaosu bazarów i lokalnych straganów. Pierwsza w okolicy kawiarnia z latte zazwyczaj prowokuje zmianę logiki myślenia o danym miejscu. Krok w krok za latte idą restauracje z sushi czy sklepy z coraz bardziej ekologiczną w nazwie i droższą żywnością. Kiedyś obecne tylko w centrach dużych miast – teraz widoczne również w bardziej oddalonych dzielnicach czy mniejszych miastach. Mają zdolność pączkowania, zastępując inne, starsze, często tańsze lokale. Onieśmielają cenami i lekko modernistyczną estetyką, która sprawia, że ubrania z poprzednich sezonów wyglądają groteskowo. Wraz z latte po mieście rozlewa się alternatywna (ale nie niszowa) kultura, moda na chodzenie na wernisaże i mieszanie miejsca pracy z miejscem wypoczynku.  

Sprzeciw pieczonego kurczaka
 

Przemiana miasta zgodna z estetyką klasy średniej i namnażanie się kawiarni w estetyce latte napotykała na opór ze strony drobnych handlarzy-właścicieli niewielkich działek w centrum miasta. Duże projekty modernizacyjne i nowy styl życia uznali za zagrożenie dla swoich profesji i narzędzie wykluczenia ich oraz ich klientów z obecności w przestrzeni miejskiej. Dotyczy to nie tylko straganów i handlu ulicznego, ale również wielu budek z pieczonymi kurczakami, kebabami czy innym fast-foodem. Mimo starań władz wielu z nich nie tylko nie udało się wyeliminować, ale wręcz stały się punktami lokalnego oporu wobec forsowanej przez władze nowej wizji miasta.  Dwa przykłady są szczególnie jaskrawe. Pierwszy to budka z pieczonymi kurczakami w Poznaniu. Jej  właściciel nie zgodził się odsprzedać deweloperowi działki pod budowę centrum handlowo-biurowego „Kupiec Poznański”. Zmusiło to inwestora do wykrojenia rogu zajętego przez budkę z kurczakami z projektu budynku. Drugi przykład to warszawski kebab na rogu ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. Właściciel działki, na której stanął kebab, otwarcie mówił, że tandetna estetyka otoczonej reklamami budki z fast-foodem jest jego osobistą niezgodą na projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej, budowanego po drugiej stronie ulicy.  Można by zignorować te dwa działania właścicieli działek, gdyby nie to, że obydwie budki były niezwykle popularne wśród mieszkańców. Tłumy stojące po kebaby lub kurczaki stały się formą poparcia, jakiego udzielali oni przez swoje wybory dietetyczne. Oferta konsumencka, jaką zaproponowali właściciele obydwu budek, była formą pytania o kształt przestrzeni miejskiej, które zadali mieszańcom. Każdy zjedzony kebab był wyrazem sprzeciwu wobec sterylnej przestrzeni proponowanej przez projektanta budynku Muzeum. Każdy pieczony kurczak był żądaniem innych przestrzeni handlu niż duże centra handlowe. 

Zupa Pho w imię estetyki nieładu

Można by się spodziewać, że poza nielicznymi punktami oporu nasze miasta ostatecznie zdominuje nowy styl życia. Jednak ciało zmysłowo pobudzone z czasem domaga się nowych podniet i nowych smaków. Przywiązana do latte, modnych klubów i swoich estetycznych odruchów warszawska klasa średnia, nawet jeśli odrzuciła znany smak kurczaków i oparła się kebabom, na przełomie 2008 i 2009 roku wbrew sobie i swoim obawom została uwiedziona przez kulinarne zagłębie Stadionu Dziesięciolecia. Moda na Stadion zapoczątkowana przez serie akcji artystycznych organizowanych na stadionie i otaczającym go bazarze przez Joannę Warszę sprawiła, że wietnamska zupa Pho i Bun Bo nazwany z czasem dla ułatwienia komunikacji w Polakami „sałatką” stały się hitem sezonu. W sobotnie i niedzielne poranki tłumy bywalców zeszłowieczornych imprez przemierzały wąskie uliczki bazaru, żeby z podobnymi sobie zjeść ulubiony posiłek.

Bazar, nieład, stadion pełen imigrantów niewiadomego pochodzenia przestał być obiektem estetycznej nienawiści. To, co kiedyś kojarzone z brudem i niebezpieczeństwem i zagrożeniem dla nowoczesnej europejskiej stolicy stało się obietnicą smacznego posiłku z lekkim posmakiem egzotyki. Uwiedziona przez nowe smaki klasa średnia otworzyła się na nowe teorie i zjawiska architektoniczne - przeciwstawiające się kontroli otoczenia poprzez oczyszczanie i grodzenie. Stadion X, miejsce otoczone złą sławą niebezpiecznej przestrzeni, znalazł się na trasie spacerów rodziców z dziećmi. Nowa kulinarna moda spowodowała zmianę myślenia o mieście. Jasne podziały na klasy niższe lubujące się w mocnych smakach dostarczanych przez fast-foody a klasę średnią dysponującą wyrafinowanym gustem musiały zostać zawieszone. Zniknęło również powszechne umiłowanie architektonicznego ładu, który z logiki zapewniającej piękne bezpieczne otoczenie stał się zagrożeniem dla atrakcyjnego cenowo i kulinarnej różnorodności. Nowe doznania smakowe podważyły estetyczne podziały najsilniej różnicujące grupy społeczne i pokazały nam wszystkim, że to przez żołądek wiedzie droga do miejskiej polityki.

Tekst ukazał się w „Food Service”, maj-czerwiec 2010 nr 101.

Teksty Joanny Erbel o miejskich rewolucjach będziemy publikować w każdy czwartek.
           
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92020 Seconds