Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dunin, Środa: Jak bronić parytetów? Drukuj
Kinga Dunin, Magdalena Środa   
12.07.2009
Jednym z najważniejszych postulatów Kongresu Kobiet jest wprowadzenie kwot do ordynacji wyborczej (czyli zagwarantowanej liczby miejsc na listach wyborczych, np. 40% dla kobiet) lub parytetów (zagwarantowanych 50%, bo „parytet”, z łac. paritas, to „równość”; parytet stanowi więc równościową odmianę kwot), co spowoduje, że szanse kobiet w wyborach na wszystkich szczeblach poważnie wzrosną, a tym samym wzrośnie ich udział we władzy politycznej, a więc tam gdzie podejmuje się decyzje dotyczące życia wszystkich obywateli i obywatelek.

Mimo że w wielu demokratycznych krajach, również spoza Europy, parytety lub kwoty od dawna funkcjonują, w Polsce ciągle spotykają się z ogromną krytyką i niezrozumieniem.

Kinga Dunin i Magdalena Środa przygotowały listę funkcjonujących mitów na temat parytetów. Podają także wyjaśnienia/argmumety/odpowiedzi i obalają mity na ten temat.

Dlaczego potrzebne są parytety i jak ich bronić?

Mówią ci: Parytety (lub kwoty) spowodują, że politycy wybierani będą ze względu na płeć, a nie kwalifikacje.

Nieprawda. To teraz wybiera się polityków ze względu na płeć! Tradycyjnie i zgodnie ze stereotypem, na listach wyborczych umieszcza się mężczyzn i to niezależnie od ich kwalifikacji. Tymczasem to kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach a nie na własnych ambicjach. Kwestia braku kwalifikacji jest problemem pozornym, również dlatego, że nie wiadomo, na czym w ogóle polegają kwalifikacje polityczne i dlaczego kobiety mają mieć ich mniej niż mężczyźni. To właśnie dzięki kwotom powstaje szansa, że o udziale w polityce będą decydowały umiejętności i zalety kandydatów, a nie ich płeć.

Mówią ci: O tym, czym się zajmują politycy, powinien decydować interes społeczny, a nie płeć.

Ale to właśnie płeć (męska) decyduje o tym, co uważa się za ważne w polityce, a co za marginalne. W polskim parlamencie znajduje się 80% mężczyzn (w Senacie 92%), toteż nic dziwnego, że to męskie zainteresowania określają, na co ma iść strumień pieniędzy z budżetu. Pieniądze idą więc np. na Euro 2012, a nie na politykę socjalną. Obecnie sprawy większości kobiet (zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc, polityka prorodzinna, kwestie alimentów) są marginalizowane, bo nie interesują posłów. Jak pokazuje doświadczenie norweskie, wystarczy przełamać magiczną ilość 35% kobiet w parlamencie, aby marginalizowane dotąd kwestie kobiece zaczęły należeć do głównego nurtu problemów politycznych. A to jest w interesie wszystkich obywateli.

Mówią ci: Parytety (lub kwoty) naruszają zasadę równości i dyskryminują mężczyzn.

Nieprawda, to dotychczasowy system dyskryminuje kobiety, naruszając zasadę równości. Kwoty, przeciwnie, są skutecznym narzędziem urzeczywistniania równości. Wszak w naszym społeczeństwie ponad 50% to kobiety, które nie mają dostatecznej reprezentacji. Mechanizm parytetów lub kwot dla kobiet, jest jednym ze sposobów tworzenia politycznej reprezentacji społeczeństwa. Równie uprawnionym jak progi wyborcze, prawne ograniczanie wieku wyborców, decydowanie o wielkości okręgów wyborczych, rezerwowanie miejsc dla mniejszości narodowych, etc. (Ironizują: To zróbmy kwoty dla łysych, bo też nie mają swojej reprezentacji! Gdyby o zarobkach pewnej grupy społecznej, ich statusie, braku dostępu do władzy, przemocy wobec nich, decydowała łysina, na pewno kwoty byłyby niezbędne by ochronić ich interes).

Mówią ci: Parytety (lub kwoty) naruszają demokratyczną zasadę wolnego wyboru.

Nieprawda, to bez kwot wolność wyboru jest ograniczona. Mechanizm kwotowy wolność poszerza, bo możemy wybierać nie tylko między mężczyznami, którzy są tradycyjnie nominowani przez innych mężczyzn, ale również między nimi a kobietami, które nigdy nie znalazłyby się na listach wyborczych gdyby nie mechanizm kwotowy. Dotychczasowy schemat wyboru oparty jest na stereotypach, według których to mężczyźni bardziej nadają się do polityki, więc tradycyjnie eliminuje się kobiety. System kwotowy zwiększa więc wolność wyboru: o kobiety właśnie.

Mówią ci: kwoty i parytety są czymś sztucznym, co się nie przyjmie.

Nieprawda: kwoty funkcjonują w polityce od dawna. Na przykład w ramach rządów koalicyjnych przyjmuje się określone kwoty dla partii wchodzących w koalicję. Poszczególne resorty obejmują politycy nie ze względu na ich kwalifikacje, ale ze względu na przyjęty system kwot (trzy resorty dla jednej partii, siedem dla innej, a gdy brakuje dla kolejnej partii koalicyjnej, sztucznie tworzy się dodatkowy resort, by wymogom politycznych kwot stało się za dość).

Mówią ci: Kobiety nie nadają się do polityki, bo polityka jest pełna brudów i agresji.

To właśnie parytety mogą zmienić. Jak pokazały badania COBS (czerwiec 2009) kobiety cieszą się większym zaufaniem ze względu na pracowitość, odpowiedzialność, troskę o innych, umiejętności negocjacyjne. Im więcej kobiet w polityce tym mniej awantur, ambicji i rywalizacji.

Mówią ci: Parytety to system, który upokarza kobiety. Kobiety nie potrzebują ułatwień, to poniżej ich godności!

Nieprawda: stosowanie zasad sprawiedliwości nigdy nie upokarza. Kwoty nie dają specjalnych i niezasłużonych przywilejów dla kobiet wynikających z płci, tylko likwidują niesprawiedliwe przywileje mężczyzn - wynikające z płci i z tradycji.

Mówią ci: Po co wam władza i tak jesteście lepsze!

Ta ckliwa formułka jest przejawem hipokryzji, która lekceważenie i pogardę wobec kobiet osłania fałszywym komplementem. Dlaczego to mężczyźni nie chcą stać się lepsi i oddać część politycznej władzy? (Tak pisał J.St.Mill już ponad sto pięćdziesiąt lat temu).

Mówią ci: Kobiety nie mają czasu na politykę, bo wolą macierzyństwo.

Nieprawda. Jest mitem przekonanie, że kobiety nie garną się do polityki. Kobiety chcą być aktywnie politycznie i jeśli będą, to z pewnością zadbają o wprowadzenie mechanizmów wspierających łączenie ról publicznych z wychowawczymi. Poza tym na statystyczną Polkę przypada 1,3 dziecka. Nawet jeśli poświęci ona kilka lat tylko na macierzyństwo – bo taki jest jej wybór – to pozostaje jej kilkadziesiąt lat na inne działania. Mając dzieci będzie miała tym większe motywacje by zmienić coś w Polsce, w której jej dzieci będą żyć. Poza tym polityka jest zajęciem, które łatwiej pogodzić z wychowaniem dzieci niż na przykład praca a fabryce czy w opiece zdrowotnej. Wystarczy urządzić w parlamencie żłobek i przedszkole.

Mówią ci: Kobietom nie chodzi o równość i sprawiedliwość tylko o władzę!

Chodzi i o równość, i o sprawiedliwość, i o władzę! Kobiety zawsze były przedmiotami politycznych decyzji, teraz powinny być jej podmiotami, powinny współkształtować wolę polityczną! Demokracja ma charakter reprezentatywny, dlaczego kobiety, tak różne od mężczyzn, dają się przez tych ostatnich reprezentować?

Jak jest w innych krajach?

Przykładowo. W Belgii już w 1994 roku przyjęto prawo, zgodnie z którym przedstawiciele jednej płci nie mogli stanowić na listach wyborczych więcej niż ¾ ogółu kandydatów. W 1999 – nie więcej niż 2/3. W przypadku jeśli ugrupowanie nie jest w stanie wystawić odpowiedniej liczby kobiet wśród ogółu kandydatów, miejsce na liście pozostaje puste (nie może być przyznane mężczyźnie). Rozwiązanie to zostało rozszerzone w 2002 roku o zapis dotyczący sposobu rozmieszczania kandydatów na listach wyborczych. Zgodnie z nim trzy czołowe pozycje na listach wyborczych nie mogły być zajmowane przez przedstawicieli tej samej płci. Zasada ta odnosi się do wyborów parlamentarnych, regionalnych i do Parlamentu Europejskiego. Od 2004 roku w wyborach do Parlamentu Europejskiego wszystkie ugrupowania polityczne zobligowane są do wystawiania równej liczby kandydatów obu płci.

Grecja: na początku tego wieku, zgodnie z artykułem 116,2 wprowadzony został wymóg umieszczania równej liczby kobiet i mężczyzn na listach wyborczych w wyborach lokalnych i regionalnych. Listy, które nie spełnia tego wymogu nie mogą być zarejestrowane.

Słowenia również należy do licznego grona państw, które wprowadziły prawne regulacje dotyczące kwot. Na listach wyborczych do Parlamentu Europejskiego musi się znaleźć co najmniej 40% kobiet. Po wprowadzeniu tego uregulowania odsetek kobiet wybranych do PE wyniósł 42,9%.

Dania: wszystkie rady, komisje, komitety w sektorze publicznym muszą w równym stopniu składać się z kobiet i mężczyzn, przestrzeganie parytetów jest obowiązkiem ministra do spraw równości płci, który zatwierdza składy wspomnianych organów.

W Finlandii w gremiach rządowych, doradczych, municypalnych, musi być co najmniej co najmniej 40% kobiet.

W Niemczech już od 1994 roku istnieje prawo, zgodnie z którym wszystkie podmioty nominujące zobowiązane są do wysuwania kandydatów obu płci na dane stanowisko.

Ciekawym przypadkiem jest Francja, która najpierw wprowadziła w 1982 roku zapis, dotyczący tego, że na listach wyborczych nie mogło się pojawić więcej niż 75% przedstawicieli tej samej płci, potem zapis ten został zakwestionowany jako niezgodny z konstytucją, która zabrania dzielenia suwerennego narodu na przedstawicieli różnych płci. Trzeba więc było zmienić konstytucję, co stało się roku 1999. Najpierw wprowadzono zmiany do konstytucji umożliwiające wprowadzenie parytetu, oraz zapis, że partie polityczne odpowiedzialne są za zapewnienie równego dostępu kobiet i mężczyzn do funkcji wybieralnych, a w 2000 roku, w wyniku „reformy parytetowej”, zmieniono prawo wyborcze wprowadzając nakaz parytetu (50%) na listach w wyborach przeprowadzanych w oparciu o system proporcjonalny (wybory municypalne, wybory do europarlamentu) a ponadto nakaz parytetu w obrębie wszystkich kandydatów danej partii w wyborach do parlamentu, opartych na systemie większościowym. Przy czym wszędzie kandydaci muszą być umieszczanie naprzemiennie. Wprowadzono też kary finansowe dla partii, które nie przestrzegają tych zasad (odstępstwo tolerowane to zaledwie 2%), a w przypadku wyborów lokalnych, listy które nie spełniają wymogów parytetowych nie są przyjmowane przez władze wyborcze.

System kwot spowodował, że odsetek kobiet wybranych w wyborach municypalnych w 2001 roku wynosił 47,5 % (w wyborach z 1995 roku – 27,5%), bardzo duża ilość kobiet weszła do Parlamentu Europejskiego, inaczej natomiast stało się z wyborami parlamentarnymi (zaledwie 13% kobiet), ponieważ partie wolały płacić kary niż umieszczać na listach wyborczych kobiety (i to wcale nie z braku chętnych).

Materiał przygowany przez Kingę Dunin i Magdalenę Środę dla Kongresu Kobiet Polskich.
Komentarze
Dodaj nowy
Thome  - Mówią ci.   |13.07.2009 05:01:02
"Mówią ci: Parytety (lub kwoty) spowodują, że politycy wybierani będą ze
względu na płeć, a nie kwalifikacje.

Nieprawda. To teraz wybiera się
polityków ze względu na płeć!"

Ergo…ma ona wpływ na ocenę
kwalifikacji. Ergo….

"Mówią ci: Kobiety nie nadają się do polityki,
bo polityka jest pełna brudów i agresji.

To właśnie parytety mogą
zmienić."

Tzn. co ma się zmienić? Kobiety mają się doskonale poczuć w
obrębie "brudu i agresji"?

"Im więcej kobiet w polityce tym
mniej awantur, ambicji i rywalizacji."
Czy to lepiej dla jakości
polityki?

"Kwoty nie dają specjalnych i niezasłużonych przywilejów dla
kobiet wynikających z płci, tylko likwidują niesprawiedliwe przywileje
mężczyzn"

Parytet 100% dla mężczyzn istnieje jako zapis prawa? Chyba,
że chodzi o "wynikające z płci i z tradycji"…..



"Demokracja ma charakter reprezentatywny, dlaczego kobiety, tak różne od
mężczyzn, dają się przez tych ostatnich reprezentować?"

Ciekawe
pytanie.
krzysia  - mówią ci stereotypami   |13.07.2009 06:10:08
No, właśnie, mówią ci stereotypowo - tak jak postępują od lat w społeczeństwie
zdominowanym przez ‘tradycję’, ‘historię’ ( oczywiście patriarchalną )…
Czas
chyba wreszcie otworzyć oczy, albo zdjąć z nich opaskę, która wszystko
zasłania…
Tak,warto przyjrzeć sie z uwagą tym odpowiedziom, jakże innym od
dominującego dotychczas dyskursu w głównym nurcie…
crystiano  - Mhm   |13.07.2009 09:40:19
Jakoś istnieje Partia Kobiet i wcale nie ma znacznego poparcia w
społeczeństwie…Dlaczego, skoro większość narodu stanowią kobiety, które chcą
być "aktywne politycznie"?
wojnier  - Brakuje mi tu metody wprowadzenia paryte   |13.07.2009 12:28:30
Zanim do ordynacji wejdzie przepis o parytecie trzeba go w sejmie przegłosować.
Jak Panie mają zamiar to zrobić? Przecież to jest nielogiczne, skoro Partia
Kobiet zdobędzie na tyle silną pozycję w parlamencie aby uczynić taką zmianę
przedmiotem rozgrywki politycznej to zaprzeczy tym samym głównemu argumentowi,
że parytet jest potrzebny. Bo skoro naprawdę zaczęły czegoś chcieć to
zrobiły.
Inna metoda, to długotrwała perswazja, co z kolei naocznie udowodni,
że kobiety do polityki sie nie nadają ze względu na słabą skuteczność a przy
rządzie prawicowym na krótką perswazję się nie zanosi.
Roger  - powiedzmy B   |13.07.2009 13:00:57
Skoro mowa o parytecie wyborczym… Dlaczego więc na zdjęciu do artykułu o NGO
są same kobiety? ;-)
bedzie_dobrze   |13.07.2009 15:15:56
Ja bym sie chcial zapytac, czy teza autorek o tym, ze kobiety chca sie udzielac
w polityce jest falsyfikowalna. Autorki nie przedstawiaja na nia zadnych
konkretnych dowodow, ale tym razem moglaby byc mniejsza o to. Co by sie jednak
musialo wydarzyc, zeby autorki uznaly, ze kobiety jednak nie chca sie udzielac w
polityce?
Thome   |13.07.2009 16:16:15
"Parytety (…) likwidują niesprawiedliwe przywileje mężczyzn - wynikające z
płci i z tradycji."

Nie wydaje się, aby ułamek przymusowo
przydzielanych stanowisk miał likwidować tę karygodną niesprawiedliwość. Czy nie
lepiej więc zlikwidować dwie praprzyczyny niesprawiedliwości: PŁEĆ oraz
TRADYCJĘ?
naimad.dangel   |11.08.2009 14:09:06
"Tradycyjnie i zgodnie ze stereotypem, na listach wyborczych umieszcza się
mężczyzn i to niezależnie od ich kwalifikacji."
"Kwestia braku
kwalifikacji jest problemem pozornym, również dlatego, że nie wiadomo, na czym w
ogóle polegają kwalifikacje polityczne i dlaczego kobiety mają mieć ich mniej
niż mężczyźni."
To obecność mężczyzn na listach jest związana z
nieuwzględnieniem kwalifikacji czy domniemywaniem, że mężczyźni mają
lepsze?
"Tymczasem to kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, bardziej
odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach a nie na własnych
ambicjach."
To znaczy, że są jakieś kwalifikacje jednak, które decydują o
wartości kandydata. Jak rozumiem kwalifikacje kobiece są lepsze (mężczyźni
powyższysch nie mają?) albo przynajmniej inne niż męskie. Preferencje
wyborców ku konkretnym kwalifikacjom (brakowi kwalifikacji) są
niesprawiedliwością.Wszak mężczyźni nie mają niczego czego nie miały by i
kobiety. Równocześnie tylko kobiety mogą właściwie reprezentować pewny grupy
społeczne i posiadać pewne kwalifikacje.
"To teraz wybiera się polityków ze
względu na płeć!"
Nie wiem jak panie tego dowodzą, ale jeśli tak jest, to
parytet spowoduje pogorszenie sytuacji kobiet w wyborach. Jeśli jakieś
środowiska są słabiej popierane (z różnych względów), to niewiele im może tak
zaszkodzić jak drastyczne zwiększenie kandydatów na liście bez zwiększenia
poparcia. Na liście zadziałają te same mechanizmy, które zniechęcają panie do
okręgów jednomandatwych (prawdziwie demokratycznej alternatywy dla parytetów)
Głosy na kobiety się rozwodnią, a Ci którzy głosują z zasady na mężczyzn skupią
swoje głosy na mniejszej liczbie kandydatów.
"Pieniądze idą więc np. na
Euro 2012, a nie na politykę socjalną.
Euro.2012 nie miało być
"męskim
zainteresowaniem"
tylko wielką inwestycją w infrastrukturę drogową,
hotelową i sportową. Stawianie parytetów w kontekście walki z "męskimi
dyrdymałami" w stylu Euro.2012 tylko szkodzi temu pomysłowi.
"Obecnie
sprawy większości kobiet (zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc,
polityka prorodzinna, kwestie alimentów) są marginalizowane, bo nie interesują
posłów. Jak pokazuje doświadczenie norweskie, wystarczy przełamać magiczną ilość
35% kobiet w parlamencie, aby marginalizowane dotąd kwestie kobiece zaczęły
należeć do głównego nurtu problemów politycznych. A to jest w interesie
wszystkich obywateli."
Jeśli coś jest w interesie wszystkich (co się bardzo
rzadko w polityce zdarza), to jest uchwalane bez zainteresowania i kontrowersji.
W głównym nurcie politycznym zawsze są kwestie, które nie są w interesie
wszystkich. Możliwe, że kwestie o których Panie piszecie są tak niejednoznaczne
i uwikłane ideologicznie, że to co w interesie wszystkich faktycznie jest
marginalizowane - co jest ewenemetem, ale raczej nie winą
patriarchatu.
"Nieprawda, to dotychczasowy system dyskryminuje kobiety,
naruszając zasadę równości. Kwoty, przeciwnie, są skutecznym narzędziem
urzeczywistniania równości. Wszak w naszym społeczeństwie ponad 50% to kobiety,
które nie mają dostatecznej reprezentacji."
Jest to klasyczny przykład,
tego jak demokracja uderza w równość ignoracnją wyborców. Wybierają, a nie są
reprezentowani, bo źle wybierają. To nie system partyjny jest zły. To można
przeżyć, jeśli się tylko jest jego beneficjentem. Nie ważne kto nie ma
kwalifikacji, ważne, że Nasze postulaty są ustawowo w głównym
nurcie.
"Równie uprawnionym jak progi wyborcze, prawne ograniczanie wieku
wyborców, decydowanie o wielkości okręgów wyborczych, rezerwowanie miejsc dla
mniejszości narodowych, etc."
Jeśli tylko kobiety są naprawdę
dyskryminowane, to zagwarantujmy im miejsce w parlamencie, bo miesjce na listach
pogorszy tylko sytuację - jak większość mechanizmów ulepszania demokracji.
Rozmawiamy o jednej z największych grup wyborców powstałych według
jakiegokolwiek kryterium. "Problmem" nie jest niereprezentacja ich
poglądów tylko treść tych poglądów, które probuje się
"wyprostować".
"Nieprawda: kwoty funkcjonują w polityce od dawna.
Na przykład w ramach rządów koalicyjnych przyjmuje się określone kwoty dla
partii wchodzących w koalicję. Poszczególne resorty obejmują politycy nie ze
względu na ich kwalifikacje, ale ze względu na przyjęty system kwot (trzy
resorty dla jednej partii, siedem dla innej, a gdy brakuje dla kolejnej partii
koalicyjnej, sztucznie tworzy się dodatkowy resort, by wymogom politycznych kwot
stało się za dość)."
I tak oto "ideał sięgnął bruku". Parytety w
demokracji są dobre, gdyż premier absolutystycznie tworzący rząd, kupuje
poparcie dzieląc się władzą.

"To właśnie parytety mogą zmienić. Jak
pokazały badania COBS (czerwiec 2009) kobiety cieszą się większym zaufaniem ze
względu na pracowitość, odpowiedzialność, troskę o innych, umiejętności
negocjacyjne. Im więcej kobiet w polityce tym mniej awantur, ambicji i
rywalizacji.
1. Czyli jednak nie jest wszystko jedno kto rządzi. Kobiety są pod
pewnymi wzlgędami lepsze. Ktoś myśli, że są pod innymi gorsze - jak śmie
dyskryminować kobiety. Wychodzi na to, że Polacy cierpią na skłonność do wyboru
osób cieszących się mniejszym zaufaniem ze względu na prawcowitość,
odpowiedzialność, troskę o innych , umiejętności negocjacyjne. Krótko mówiąc
parytet w polityce to jedna sprawa, ale o ileż ważniejsza - parytety na
psychiatrów - "Co 10 maturzysta psychiatrą" to ostatnia deska
ratunku.
2. Skąd ta dziwna pewność, że parytet implikuje więcej kobiet w
parlamencie?
3. To nie w społeczeństwie tkwi problem tylko w Kaczyśńkim i
Tusku. Dzwine, ze jeszcze nie dostrzegli, że kobieta na liście to zwycięstwo w
cuglach i hegemonia kompetencyjna w polityce. Muszą sami uchwalić prawo, którym
się zmuszą do uzyskania niedocenianych przewag.
"Stosowanie zasad
sprawiedliwości nigdy nie upokarza. Kwoty nie dają specjalnych i niezasłużonych
przywilejów dla kobiet wynikających z płci, tylko likwidują niesprawiedliwe
przywileje mężczyzn - wynikające z płci i z tradycji."
Jakiś przykład tych
przywilejów ? Nieprawomocne przywileje są nagorsze. To one niszczą demokracje
prawami, których nie można prosto zmienić narzucając inne. Ach ta okrutna
inercja świadmości. Musimy postawić tamę szkodliwym prądom i skierować się na
nowe tory. Jakie koszty? Czysty zysk.
"Dlaczego to mężczyźni nie chcą stać
się lepsi i oddać część politycznej władzy?"
Umknęło paniom, że juz się
stali lepsi ;) i oddali część politycznej władzy? Teraz pozostaje reprezaentować
tylko kobiece, a nie własne interesy. To jest zapomniana metoda posiadająca
istotne zalety nad parytetem.
"Jest mitem przekonanie, że kobiety nie garną
się do polityki."
Jakieś statystyki, żebyśmy wiedzieli o skali
konkurencji?
"Kobiety chcą być aktywnie politycznie i jeśli będą, to z
pewnością zadbają o wprowadzenie mechanizmów wspierających łączenie ról
publicznych z wychowawczymi."
Chcą i zadbają. To nie lepiej lobbować, za
tymi rozwiązaniami, żeby po ludzku kobiety mogły wygrywać wybory, a nie
wprowadzać parytet, żeby móc potem stworzyć zdrowe mechanizmy? Co jest sloganem,
co środkiem, a co celem? Można łączyć politykę z macierzyństwem tak jak z
ojcostwem. To nie ma nic do parytetu.
"Dlaczego kobiety, tak różne od
mężczyzn, dają się przez tych ostatnich reprezentować?"
Może Panie
porozmawiają z kobietami, bo widać zrozumienie siebie nie implikuje zrozumienie
grup społecznych, które się "reprezentuje". Ludzie dają się
reprezentować innym ludziom - w sumie to samo w sobie jest niesamowite. Kwestia
płci, zawodu, liczby pieniędzy i dzieci to w sumie ciekawe acz drugorzędne
sprawy. To, że jest tak, a nie inaczej nie nadaje tej sytuacji jeszcze wartości
moralnej, ani w jedną ani drugą stronę.

Jeśli zmiana liczby posłów na listach
zmienia proporcje w sejmie to znaczy, że nie ma w społeczeństwie żadnych
uprzedzeń i dyskryminacji. Jeśli one są to w partiach. Jeśli zaś tak to sięganie
po parytet jest niepotrzebnym manipulowaniem demokratycznymi zasadami w celu
reorganizacji wewnętrznej tej czy innej parti. To ostatnie zależy tylko od woli
politycznej i można to wprowadzić bez mieszania do tego kotrowersyjnych
pomysłów.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.07.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03220 Seconds