Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dominiak: Polska flaga zatknięta bardzo wysoko |
|
|
Martyna Dominiak
|
|
17.10.2009 |
Od kilku już lat polskie media wykazują zainteresowanie Afganistanem tylko wtedy, kiedy ginie polski żołnierz, minister obrony mówi o finansach armii, bądź gdy polski żołnierz zabija afgańskiego cywila i czeka na wyrok. Ostatnią okazją do takiego szumu była śmierć kpt. Daniela Ambrozińskiego w Usman Khel. Konsekwencją była medialna awantura wokół wypowiedzi generała Skrzypczaka krytykującego zarządzanie polską armią. Wkrótce generał podał się do dymisji, a spór – wywołany i tak niezbyt radykalnym głosem krytyki – ucichł. Wydaje się, że mimo kilku nieśmiałych prób, w dyskusji o polskiej udziale w Afganistanie nadal nie zostały postawione najważniejsze pytania (a przynajmniej nie w mediach głównego nurtu). Cykl czterech artykułów w Gazecie Wyborczej, znacząco nazwany „Serialem reporterskim”, jest dowodem na to, że w naszym kraju istnieje tylko kilka sposobów, na które można wypowiadać się o udziale polskich żołnierzy w wojnie. A raczej nie w wojnie, a w „misji”, składającej się z różnych „operacji humanitarnych” i „ofensyw polskiego wojska”.
Już sama przyjęta przez redakcję „GW” forma reportażu narzuca pewien sposób czytania tekstu. Jest to relacja obserwatora, który ma „bezpośrednią”, „prawdziwą” wiedzę na temat tego, co się stało. Naturalizuje to określony punkt widzenia – polskiego żołnierza, doświadczonego weterana. Już pobieżna analiza artykułów wiele mówi o tym, jakiego języka używa się do opisu działań wojennych polskiej misji. Przede wszystkim mówi jednak o tym, jakie tematy – przez zalegitymizowanie tylko jednej perspektywy – są w dyskursie publicznym regularnie pomijane.
Największy wróg polskich żołnierzy
Marcin Górka i Adam Zadworny nie dystansując się od relacjonowanych przez siebie historii żołnierzy, bezkrytycznie przekazują rysowany przez nich czarno-biały obraz świata. Z jednej strony „my” – Polacy walczący z największym we współczesnym świecie zagrożeniem, z drugiej – „oni” – terroryści. Warto przyjrzeć się, w jaki sposób, poprzez posługiwanie się narracją weteranów, konstruuje się obie tożsamości.
Jeden z tekstów cyklu nosi tytuł „Wojna z duchami”, choć wcale o wojnie nie opowiada. Jest to historia polskiej misji, na którą składają się zadania opisywane silnym retorycznie, jednak treściowo pustym określeniem: „operacje humanitarne”. Są one brutalnie przerywane przez „największego wroga polskich żołnierzy w Afganistanie”. Mowa o tzw. „ajdikach” (IED – Improvised Explosive Device), wykonywanych z różnych narzędzi minach podkładanych przez talibów na krajowych i lokalnych drogach. Artykuł szczegółowo opisuje wszystkie znane przypadki, w których polscy żołnierze ginęli od „ajdików”. „Polski konwój złożony z pięciu hummerów wraca do położonej na płaskowyżu bazy Szarana. Od rana rozwozili po wioskach leki, zimową odzież i żywność. To fragment operacji humanitarnej „Zimowy wiatr”. Hummery powoli mijają pierwsze polskie i amerykańskie posterunki. Są już blisko bezpiecznego zjazdu do bazy. Nagle huk, ogień, tumany kurzu! Przedostatni hummer w kolumnie wylatuje w powietrze jak dziecięca zabawka.”
Zostajemy wtajemniczeni w szereg informacji do tej pory dostępnych tylko tym, którzy byli na miejscu. Poznając sylwetki kolejnych żołnierzy, którzy przeżyli ataki, dowiadujemy się, czym są EFP (pociski formowane wybuchem – „ostatni hit talibów”), QRF i RCP. Zaznajamiamy się z różnorodnymi technikami wykonywania i umieszczania min oraz sposobami ochrony przed nimi. „Mina może być wszędzie – mówi Zych zaciągając się papierosem. Na przykład w zabawce, papierośnicy, na słupie, w billboardzie, w betonowym krawężniku, w położonym przy drodze zwierzęciu. Albo w trupie.”
Autorzy przybliżają nam także filmy zamieszczane przez talibów na swoich stronach internetowych. Opatrzone są eksperckim komentarzem weteranów wojennych. „Na filmie w zbudowanej z gliny chałupie, na klepisku siedzi dwóch mężczyzn. Jeden z nich ma głowę owiniętą arafatką. Drugi założył kominiarkę. Błyszczą czarne oczy. W tle słyszymy muzułmańską pieśń. Bojownicy wypełniają jasnym proszkiem dwa na oko dziesięciolitrowe garnki. – Najczęściej stosują trotyl. […] – opowiada chor. Wiktor Irzemski.”
Retrospekcje kolejnych wypadków opowiedziane są głosem tych, którzy przeżyli. Dzięki temu odnosimy wrażenie, że dysponujemy informacjami mówiącymi, „jak naprawdę tam jest”. Znamy emocje żołnierzy, żargon, jakim się posługują oraz techniczne szczegóły związane z nierówną walką z talibami. Obraz ten narzuca określony sposób interpretacji rzeczywistości. „Ajdiki” są po to, żeby podstępnie zabijać polskich żołnierzy. Talibowie to ci, którzy przy dźwiękach „muzułmańskiej pieśni” konstruują kolejne bomby, umieszczane nawet w ludzkich zwłokach. Polscy żołnierze to „ofiary” ataków uniemożliwiających im wykonywanie swoich zadań na rzecz okolicznych mieszkańców. Pomija się przy tym wszystkim elementy, które mogłyby sugerować, że polskie czy amerykańskie wojska to agresorzy na nieswoim terytorium.
Jednoznacznie pozytywny obraz polskich żołnierzy uwiarygodnia głos przedstawiciela władz afgańskich – Usmana Usmaniego, gubernatora prowincji Ghazni, w której stacjonują polskie wojska. Według niego Polacy są w sojuszu ze „zwykłymi Afgańczykami” przeciwko terrorystom: „-A jak współpracuje się Panu z polskim wojskiem? – Nazywam ich „moimi braćmi”, bo mam w nich prawdziwe oparcie. Dlatego od wszystkich mieszkańców prowincji przesłałem waszemu dowódcy kondolencje z powodu śmierci dwóch polskich żołnierzy. Polskie wojsko wspiera naszą armię, policję i administrację.” I dalej: „-Niektórzy mówią, że konflikt w Afganistanie to „wojna bez końca”. Co pan na to? – Tak mówią tylko ci, którzy nie są ludźmi pokoju. Wojna w Afganistanie to wojna z globalnym terroryzmem. To nie tylko nasza, afgańska sprawa. Nasz rząd przy wsparciu międzynarodowej społeczności w końcu ją wygra. Jestem o tym przekonany.” Nawet Afgańczycy przyznają, że jesteśmy wybawcami świata od fundamentalistycznego terroryzmu.
Zdrajcy i „źli”
Talibowie, w przeciwieństwie do polskich żołnierzy, nie są traktowani osobowo, nie posiadają indywidualnych cech. Odzwierciedla to krótki cytat: „Gdy zabijali jednego snajpera, pojawiał się następny.” „Wrogowie” inaczej są nazywani „terrorystami” i „zamachowcami”. Warto zwrócić uwagę na najbardziej bezpośrednie określenie, które autorzy przejmują w trzecim z tekstów („Na moście bez zmian”) od cytowanych przez siebie żołnierzy – „źli”: „-Tomasz, działonowy w rosomaku: -Pociski poszły od strony wioski. Strzelać bez sprawdzenia nie można, wiadomo – po aferze z Nangar Khel. Więc musieliśmy tam wysłać patrol. Gdy dojechaliśmy, został tylko ślad po płycie oporowej moździerza. Osiemdziesiątka ósemka. „Źli” się ulotnili. Po śladach stóp widać było, że obsługiwało go trzech.” Dzięki temu, że Polacy są przedstawieni jako indywidualne jednostki, a talibowie to homogeniczna grupa, wydaje się, że talibami kieruje żądza mordu i fundamentalizm, a wartości stojące za polskimi żołnierzami są uniwersalne.
Redukcja afgańskiej rzeczywistości do talibów i ich ofiar powoduje, że powszechnej uwadze umyka także szereg poważnych problemów społeczno-ekonomicznych oraz politycznych. Z mainstreamowych przekazów nie dowiemy się, że od 2001 roku eksport opiatów z Afganistanu znacznie się zwiększył, a aż 93% światowej produkcji tych narkotyków pochodzi właśnie stamtąd. Dane z 2008 roku pokazują, iż narkobizes odpowiada za 30% dochodu narodowego brutto. Podobnie, nie dowiemy się, że (wg UNIFEM Annual Report 2008-2009) 87% kobiet w Afganistanie doświadcza przemocy w domu, a długotrwała wojna nie przyczyniła się do poprawy ich sytuacji. Podobnie, nie mamy pojęcia o służbie zdrowia, czy systemie szkolnictwa. Cytując generała Skrzypczaka, polscy żołnierze „walczą z terroryzmem u jego źródeł” – i tylko to zagadnienie jest warte uwagi.
Przyjęty przez polskie wojsko, a także zdecydowaną większość polityków i mediów punkt widzenia zakłada nie tylko jedność interesów „zwykłych mieszkańców” Afganistanu i polskiej misji, ale nawet braterstwo. Jednak w praktyce okazuje się, że nie zawsze tak jest. W tym miejscu pojawia się kategoria zdrajcy, która wprowadza z powrotem ład w zakłóconą wizje świata. O niej traktuje tekst, który kilka tygodni temu ukazał się na pierwszej stronie GW - „Zdrada w Afganistanie”. Opowiada o komendancie afgańskiej policji aresztowanym za współpracę z talibami, podejrzanym o przygotowanie zasadzki, w której zginął Ambroziński.
Dlaczego mowa jest o zdradzie? Starszy szeregowiec Jakub Rodak: „Dla mnie to porażka, jak ktoś mówi, że „to nie jest nasza wojna”. A właśnie, że to jest nasza wojna. Dzisiaj bijemy się w Afganistanie, a jutro jeszcze gdzieś indziej, robimy to dla naszego wspólnego bezpieczeństwa.” Tak zbudowana narracja pozwala postawić prosty wniosek: ten z kim walczymy zagraża naszemu bezpieczeństwu, bezpieczeństwu naszej wspólnoty (Polski, Europy, cywilizowanego świata), jest wrogiem. Ten, kto z nim współpracuje jest zdrajcą. „Zdrajcy” coraz częściej niszczą „braterstwo” polsko-afgańskie. Jak dosadnie określił to generał Skrzypczak : „- Korupcja i zdrada [podkreślenie moje - MD] w Afganistanie opanowały wszystkie instytucje z policją na czele i administracją włącznie – ocenia gen. Skrzypczak.”
Na moście bez zmian, czyli o co my walczymy?
„Siedzimy tu i śmierdzimy. W kuchni zrobionej w starym kontenerze gotuje się kapuśniak. Talibowie walą do nas, więc my walimy do nich. Walczymy o… zaraz, o co my walczymy?!”. Tak zaczyna się drugi tekst z cyklu. Opowiada o żołnierzach broniących „mostu 211”, jednego z ważnych punktów „Highway A1” – głównej drogi Afganistanu.
Tytuł artykułu – „Na moście bez zmian” – nawiązuje do antywojennej powieści Remarque’a. Duża część artykułu to naturalistyczne opisy złych warunków życia żołnierzy broniących mostu: „Pomiędzy atakami żołnierze kombinowali, jak podnieść jakość życia w forcie. Na początku nie mieli ani toalet, ani pryszniców. – Po trzech dniach w pełnym oporządzeniu, kamizelce kuloodpornej i hełmie, człowiek już nieźle śmierdział – przyznaje podpułkownik Polakow.” Tekst opisuje fizjologiczne reakcje żołnierzy na strach i szczegóły ataków talibów: „Kolejny wieczór na moście 211 – w fort poszło osiem granatów. Huk, tumany kurzu, świst odłamków. Mieli szczęście – granaty albo wybuchły poza ich stanowiskami, albo rozbiły się o hesco. Tomek: -Po ataku się porzygałem z nerwów. Pikawa chodziła mi jak młot. Myślałem tylko o tym, kiedy nas zmienią i będę mógł wracać do bazy Warrior.”
Tu nie ma miejsca na heroizm, co najwyżej na „radzenie sobie” w trudnych, choć banalnych sytuacjach. Aby przeżyć, trzeba zbudować sobie kabinę prysznicową ze żwirowych worków (kuloodporną), toaletę i „choinkę ułożoną z butelek po wodzie mineralnej” na święta. Codzienność taką uzupełniają świszczące kule i „rzyganie ze strachu”. W tym kontekście przytoczona w artykule wypowiedź ministra brzmi śmiesznie: „Podczas ceremonii oficjalnego przejęcia Ghazni z rąk Amerykanów minister obrony narodowej Bogdan Klich był z siebie bardzo dumny. – Polska flaga w Afganistanie będzie zatknięta bardzo wysoko – mówił otoczony przez żołnierzy GROM-u i ochroniarzy z BOR-u. Nad jego głową latały gotowe do odparcia ataku śmigłowce Apache. W oddali słychać było strzały z broni maszynowej. – To średnio trudna prowincja – ocenił uspokajająco minister.”
Na pierwszy rzut oka cały tekst ma wymowę jawnie antywojenną – pokazuje bezcelowość działań żołnierzy. Także jego zakończenie ma taki wydźwięk: „Żołnierze nie są od zadawania pytań o sens swoich zadań. Podpułkownik Polakow mówi, że po prostu wykonali amerykański rozkaz. Nie da się jednak ukryć tego, że na drugą stronę rzeki bez problemu można się było przeprawić objazdem. Dziś nikt z polskiego dowództwa w Afganistanie nie potrafi nam powiedzieć, czy most 211 wciąż stoi. Bo też nikt już nie interesuje się tym mostem.”
Górka i Zadworny chcą nam powiedzieć, że poruszają temat będący kwestią do tej pory nie podejmowaną. Jest to bowiem „historia w Polsce nieznana”. Czy jednak dzięki tej „historii” dowiadujemy się o misji rzeczywiście czegoś nowego? Krytyczny potencjał artykułu zostaje niestety zmarnowany. „Most 211” traktowany jest bowiem jako swego rodzaju wyjątek – opowieść wyjęta z szerszego kontekstu. Kiedy w zajawce pada pytanie „o co walczymy”, nie dotyczy ono sensu polskiej misji, a jedynie działań podejmowanych na rozkaz Amerykanów przez niewielką część polskich żołnierzy. Bezsens amerykańskich poleceń autorzy obnażają argumentami czysto pragmatycznymi: mostu nie trzeba bronić, ponieważ istnieje droga objazdowa. Kwestie moralne, jak bezpieczeństwo żołnierzy czy okolicznych cywilów, nie mają znaczenia.
To nie nasza wojna
Dyskurs przywódców i żołnierzy polskiej armii musi opierać się na spolaryzowanym opisie rzeczywistości: nie ma wątpliwości, kto jest wrogiem i zdrajcą, a kto walczy o nasze bezpieczeństwo. Jest to konieczne dla uprawomocniania obecności w Afganistanie, zarówno dla tzw. opinii publicznej, jak i samych żołnierzy. Wysocy rangą wojskowi i urzędnicy MON-u występują w roli „ekspertów”, żołnierze wiedzą „jak tam jest naprawdę”, jednak żadna z grup, ze względu na swą przynależność zawodową, nie może wypowiadać się przeciwko dominującemu dyskursowi o Afganistanie. Bezrefleksyjne przejmowanie tego dyskursu przez media jest niepokojące, bo wyklucza z przestrzeni publicznej całe spektrum stanowisk odmiennych od stanowiska polskiego rządu i armii.
Mimo przyjętego podziału na prasę tzw. „liberalną” i „konserwatywną”, w kwestii Afganistanu istnieje zgoda co do sposobu mówienia o nim. Śmierć kolejnego żołnierza jest raczej okazją do medialnej żałoby i reportażu o „złych” i „wrogach”, niż do postawienia ważnych pytań i przemyślenia sensowności kontynuacji misji, jak również polityki zagranicznej wobec USA.
Na przekór tej wizji, ostatnie badania pokazały, że ponad 80% Polaków jest za wycofaniem wojsk z Afganistanu. W Niemczech jest to 61 procent. Podobnie jak w Polsce, rządzące tam partie są za kontynuacją misji. Jednak w Niemczech istnieje co najmniej kilka ważnych tytułów prasowych, które forsują odmienny od rządowego sposób mówienia o Afganistanie. Podobnie jest w innych europejskich krajach.
To pokazuje prowincjonalizm polskich mediów i polskiej polityki. Stechnicyzowany i pragmatyczny język pozwalający omijać potencjalnie „drażliwe” kwestie (jak chociażby fakt, że w Afganistanie giną nie tylko dokładnie liczeni polscy żołnierze, ale także nieuwzględniani w rachunkach talibowie i cywile) idealnie współgra z udramatyzowanym odwoływaniem się do „narodowego interesu” i do tożsamości narodowej, opartej na walce w imię wyższych wartości i podziale na „naszych” i „onych”. Interes jest pojmowany bardzo powierzchownie, żeby nie powiedzieć – infantylnie. Dlaczego jesteśmy w Afganistanie? Żeby pozostać wiernymi sojusznikami. Historia „mostu 211” jest świetną metaforą – rozkaz wykonany, nie obchodzi nas jaki był jego sens – „to nie nasza wojna”. Istniejący w Polsce model sfery publicznej wyklucza nie tylko pewne tematy, ale także sposób mówienia o nich. Taka pragmatyczno-romantyczna hybryda istnieje nie tylko w dyskusji o Afganistanie, ale jest charakterystyczna dla całości polskiego dyskursu publicznego. Kiedy w grę wchodzi „polska racja stanu”, kiedy umiera polski żołnierz lub kiedy Angela Merkel i Władimir Putin obrażają nasz kraj, nawet „Gazeta Wyborcza” niepostrzeżenie zbliża się do Pawła Lisickiego.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...