|
Rozprawa Trybunału Konstytucyjnego w sprawie Komisji Majątkowej, która miała się odbyć 31 stycznia 2011 r., została bezterminowo odroczona na wniosek marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny. Schetyna przesłał list do kolegium sędziowskiego z prośbą o odłożenie sprawy ad acta, powołując się na zasadę, że nie powinno się wydawać orzeczeń w kwestii zmieniającego się prawa (1 lutego wchodzi w życie nowelizacja ustawy o stosunku państwo – Kościół likwidująca Komisję; przestanie ona istnieć 1 marca). Argumentował też, że w razie uznania niekonstytucyjności Komisji Majątkowej ewentualne roszczenia poszkodowanych samorządów mogłyby zachwiać równowagą finansów publicznych.
Sędziowie Trybunału przychylili się do argumentacji marszałka, co w praktyce może oznaczać, że rozprawa albo w ogóle się nie odbędzie, albo skończy się wymijającym wyrokiem – np. umorzeniem sprawy ze względu na jej bezprzedmiotowość (wygasłe po 31 stycznia przepisy). W konsekwencji kilkunastoletnie działanie niekonstytucyjnego ciała kościelno-rządowego nie doczeka się oceny prawnej ze strony najwyższego w Polsce organu wymiaru sprawiedliwości, a poszkodowani przez Komisję będą musieli dociekać swoich praw przed sądami powszechnymi – w każdym przypadku z osobna i od samego początku, co znacznie utrudni i wydłuży czas postępowań. Można się spodziewać, że w ocenie konstytucyjności przepisów o Komisji Majątkowej nie pomoże również najwyższy pozakrajowy organ odwoławczy, czyli Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Przyjmuje on na ogół do rozpatrzenia te skargi, które wyczerpały już całą krajową drogę odwoławczą (włącznie z Trybunałem Konstytucyjnym).
Komisja Majątkowa to dziecko polskiej transformacji ustrojowej. Została powołana na mocy Ustawy o stosunku Państwa do Kościoła rzymskokatolickiego z 17 maja 1989 r. z inicjatywy ówczesnego kierownictwa – chylącej się już ku upadkowi – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, I sekretarza KC gen. Wojciecha Jaruzelskiego i premiera Mieczysława Rakowskiego. Jak przyznawali przedstawiciele ówczesnego obozu władzy, politykom PZPR zależało na złagodzeniu narosłego we wcześniejszych dekadach konfliktu z hierarchią Kościoła i zyskaniu w tym potężnym graczu na polskiej scenie publicznej sojusznika. Ostatni Sejm PRL jednomyślnie przegłosował ustawę, została ona też niemal jednomyślnie znowelizowana przez tzw. Sejm kontraktowy III RP w 1991 r., z inicjatywy gabinetu ówczesnego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, co wspominała niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” Barbara Labuda. W tamtym czasie była ona jedną z niewielu osób (o ile nie jedyną) krytykujących w Sejmie przepisy o Komisji Majątkowej. Stan prawny dotyczący Komisji, wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami, akceptowały kolejne rządy, od prawa do lewa, aż do roku 2010.
Zadaniem Komisji Majątkowej było zwrócenie Kościołowi rzymskokatolickiemu ziem przejętych przez państwo po 1944 r. z naruszeniem ówczesnych przepisów o nacjonalizacji mienia, a szczególnie ustawy o przejęciu dóbr martwej ręki z 1950 r. Nacjonalizacji podlegały majątki przekraczające ściśle określoną powierzchnię (50 ha, w województwie śląskim, pomorskim i poznańskim – 100 ha), jednak nadgorliwi urzędnicy niejednokrotnie przejmowali również mniejsze majątki, nie wystawiając odpowiednich pokwitowań. Komisja Majątkowa miała zbadać i zrekompensować te urzędnicze nadużycia z okresu wczesnej Polski Ludowej. W zakresie jej zainteresowania znalazła się własność skarbu państwa oraz samorządu terytorialnego (rzadziej nowych prywatnych właścicieli).
Kontrowersje prawne związane z Komisją Majątkową dotyczyły głównie jednoinstancyjnego trybu procedowania, który uniemożliwiał odwołanie się od jej decyzji. Krytykowano również zasadę, że połowę dwunastoosobowego składu Komisji wyznaczał podmiot będący stroną w toczących się przed nią postępowaniach – Sekretariat Konferencji Episkopatu Polski (drugą połowę wyznaczało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji) oraz że posiedzenia Komisji były na ogół utajnione. Podkreślano, że inni byli właściciele nie zawsze legalnie znacjonalizowanych majątków nie mogli korzystać z takich samych przywilejów jak Kościół. Wszystkie te czynniki były korupcjogenne i mogły się przyczyniać do stronniczych werdyktów. Aby temu zapobiec, wystarczyło trzymać się podstawowych zasad demokratycznego państwa prawnego: dwuinstancyjności, zakazu bycia sędzią we własnej sprawie, jawności, równości wobec prawa etc.
Wykaz dóbr przekazanych przez Komisję Majątkową w ciągu dwudziestu lat jest niebagatelny. Kościół przejął 490 nieruchomości, w tym obiekty użyteczności publicznej – szpitale, domy dziecka, szkoły, przedszkola, muzea, teatry, biblioteki, budynki archiwum, prokuratury, sądu, izby skarbowej, operetki, dworca PKS, a nawet browar – oraz ok. 60 tys. ha ziemi. Wartość tego majątku to, według oficjalnych informacji Komisji, 24 mld zł (nieoficjalnie – ponad 100 mld zł). Oprócz tego Kościołowi wypłacono rekompensaty i odszkodowania na kwotę, według różnych źródeł, 100 – 150 mln zł.
Wraz z upływem lat coraz częściej zaczęły pojawiać się zarzuty, że za sprawą Komisji Majątkowej „oddawanie” znacjonalizowanych z naruszeniem prawa ziem zamieniło się w ich „dawanie” – również z naruszeniem prawa (w poczet majątków przejętych przez Kościół miały wejść dawne ziemie kościołów protestanckich na terenach poniemieckich czy ziemie utracone przez Kościół jeszcze w okresie zaborów). Według krytyków Komisji Majątkowej różnica pomiędzy wartością mienia zagarniętego przez państwo po 1944 r. a tego zwróconego przez nie po 1989 r. może wynosić miliardy złotych.
Komisji Majątkowej zarzucano również różnego rodzaju przestępstwa korupcyjne oraz finansowe. Jak się okazało, nie były to zarzuty bezpodstawne, biorąc pod uwagę chociażby aresztowanie we wrześniu 2010 r. pełnomocnika podmiotów kościelnych Marka P. (skądinąd byłego esbeka związanego blisko ze środowiskami biznesowymi). Prokuratura postawiła zarzuty również kilku innym członkom Komisji (w tym m.in. ks. Mirosławowi P. czy mecenasom Krzysztofowi W. i Piotrowi P.). W październiku 2010 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wszczęła śledztwo w związku z wnioskiem posła SLD Sławomira Kopycińskiego o zbadanie od strony kryminalnej wszystkich dotychczasowych decyzji Komisji.
Legalność trybu procedowania Komisji Majątkowej stała się szczególnie wątpliwa po 1997 r., kiedy przyjęto nową Konstytucję RP, przewidującą wymóg co najmniej dwuinstancyjnego postępowania w toczących się sprawach administracyjnych i sądowych. Jednak przez dwanaście lat żaden uprawniony podmiot nie złożył w tej sprawie skargi do Trybunału Konstytucyjnego. Dopiero pod wpływem materiałów medialnych i nacisków samorządów tracących na rzecz Kościoła kolejne ziemie zdecydował się na to opozycyjny klub Lewicy. Skarga trafiła do Trybunału w styczniu 2009 r., jednak ten – co nie jest w jego przypadku rzadkością – zwlekał z wyznaczeniem terminu rozprawy. W międzyczasie rząd w przyspieszonym trybie przyjął nowelizację ustawy o stosunku państwa do Kościoła rzymskokatolickiego, przegłosowaną w parlamencie i podpisaną przez Bronisława Komorowskiego. Było to równoznaczne z likwidacją Komisji już od 1 marca 2011 r.
Co ciekawe, do odroczenia, a więc – najprawdopodobniej – umorzenia sprawy niekonstytucyjności przepisów o Komisji Majątkowej przychylił się obecny w trakcie obrad 31 stycznia 2011 r. przedstawiciel wnioskodawców skargi z 2009 r. – poseł SLD Stanisław Rydzoń. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową uznał, że samo zamknięcie Komisji Majątkowej pod wpływem złożonej skargi konstytucyjnej można uznać za sukces. Nasuwa się tu przypuszczenie, że zgoda SLD na odroczenie sprawy wynika z porozumienia z PO i dążenia do zawarcia koalicji po wyborach parlamentarnych w 2011 r.
Znamienny wydaje się również fakt, że media praktycznie przemilczały posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego, kwitując je tylko skrótowymi relacjami „na tyłach” portali informacyjnych czy gazet. Jest to o tyle zaskakujące, że jeszcze niedawno, po latach milczenia, ośmielone awanturą o krzyż smoleński przed Pałacem Prezydenckim, dość obszernie informowały o zarzutach stawianych Komisji Majątkowej i toczącym się przeciwko niej postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym. Wody w usta nabrali również dyżurni antyklerykałowie, tacy jak Joanna Senyszyn czy Janusz Palikot. Czyżby wraz z odroczeniem sprawy i likwidacją Komisji Majątkowej na jej działalność miała znów zapaść zasłona milczenia?
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...