Bodnar: Jak uchwalić w Polsce ustawę o związkach partnerskich?

,
+A -A

Uchwalenia ustawy nie należy się spodziewać wcześniej niż w 2016 roku. Ale już teraz trzeba podjąć kilka strategicznych decyzji.

Od pewnego czasu w Polsce toczy się dyskusja na temat potrzeby uchwalenia ustawy o związkach partnerskich. Powołana została Grupa Inicjatywna ds. związków partnerskich, która w całej Polsce prowadzi debaty ze środowiskami LGBT na temat tego, w jaki sposób najlepiej uregulować sytuację prawną osób żyjących w związkach tej samej płci. Przygotowywane są także alternatywne projekty w stosunku do postulatów Grupy Inicjatywnej.


Szerokie zainteresowanie środowisk osób LGBT stworzeniem kompleksowej regulacji osób będących w związkach jednopłciowych może zakończyć się sukcesem. Jednak nie ma co liczyć na odkorkowywanie szampanów przed Euro 2012. Należy się raczej przygotować na mozolne, konsekwentne działania, które doprowadzą do sukcesu w dłuższej perspektywie. Moim zdaniem uchwalenia ustawy należy spodziewać się nie wcześniej niż w 2016 roku. Wcześniej bowiem należy z kwestii związków partnerskich uczynić jeden z centralnych punktów bieżącej polityki. Deklaracje ze strony posłów Lewicy są postępem w stosunku do stanu sprzed choćby roku. Niestety, to nie słaby politycznie klub Lewicy jest kluczem do sukcesu.

 

Warunkiem sukcesu jest albo przekonanie Platformy Obywatelskiej do idei ustawy związków partnerskich, albo zasadnicza zmiana układu sił politycznych. Na pierwszy scenariusz trudno liczyć. Widać, w jaki sposób PO pracuje nad ustawą o równym traktowaniu, widać też cichą sympatię Platformy do Kościoła katolickiego. Należy zatem liczyć (i powoli się przygotowywać) na drugą możliwość - taką zmianę układu rządzącego, który dopuści do głosu także postulaty lewicowe i przemieni je w realne projekty. W tym Sejmie, ale także i w Sejmie przyszłej kadencji ustawa o związkach partnerskich nie zdobędzie parlamentarnej większości. Być może taka szansa pojawi się właśnie w okolicach 2016 roku.


Odległa perspektywa nie powinna jednak przesłaniać strategicznych wyborów, których należy dokonać już teraz. Wręcz przeciwnie – powinna zmuszać do dokonania określonych decyzji, a następnie ich konsekwentnej realizacji.


Strategiczne wybory są także ważne w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wyrok w sprawie Schalk i Kopf przeciwko Austrii z 24 czerwca 2010 roku [dwu austriackim gejom wiedeński sąd odmówił prawa do zawarcia małżeństwa, Trybunał w Strasburgu uznał, że “Europejska Konwencja Praw Człowieka nie zobowiązuje żadnego państwa do objęcia par homoseksualnych prawem do zawarcia małżeństwa”] zdaje się sugerować, że przy całej sympatii Trybunału dla przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, nie zastąpi on krajowego ustawodawcy w kształtowaniu regulacji prawnych dotyczących osób będących w związkach tej samej płci. Trybunał w Strasburgu może kolejnymi orzeczeniami rozstrzygać indywidualne problemy osób będących w takich związkach, podkreślać zmieniające się nastroje społeczne i rosnący poziom akceptacji. Jednak główną decyzję w zakresie uregulowania związków osób tej samej płci trzeba podjąć w ramach systemu prawnego danego państwa i żaden zewnętrzny organ tej decyzji nie zastąpi.


Cztery modele prawne – który wybrać?


Co do zasady istnieją cztery zasadnicze formy prawne, za pomocą których można określić prawa osób będących w związkach tej samej płci.

Pierwsza forma to konkubinat, a więc związek nieformalny, który posiada określone prawa wynikające z przepisów niektórych ustaw oraz orzecznictwa sądów.

 

Druga to umowa związku partnerskiego - umowa cywilnoprawna regulująca prawa i obowiązki partnerów, rejestrowana w urzędzie stanu cywilnego. Wzorem jest francuski PACS (Obywatelska Umowa Solidarności, Pacte civil de solidarité).

 

Trzecia forma to rejestrowany związek partnerski, zawierany przed urzędnikiem stanu cywilnego. Prawa osób będących w takim związku wynikają z mocy ustawy i mają taki sam zakres w stosunku do wszystkich osób, które go zawarły. Jest to model popularny w wielu państwach (np. Niemcy, Wielka Brytania, Węgry).

 

Czwarta forma to małżeństwo, czyli przyznanie możliwości zawierania małżeństwa nie tylko osobom różnej płci, ale także tej samej płci. Takie rozwiązanie występuje w Belgii, Holandii, Hiszpanii, Islandii, Szwecji, Norwegii, Kanadzie, RPA oraz w niektórych stanach USA. W maju 2010 r. ustawa o małżeństwach osób tej samej płci została podpisana przez Prezydenta Portugalii. Izrael nie ma podobnej ustawy, natomiast uznaje małżeństwa osób tej samej płci zawarte w innych państwach.


Wprowadzenie związków partnerskich w Polsce sprowadza się do wyboru jednego z powyższych modeli. Warto przy tym zaznaczyć, że wprowadzenie możliwości zawierania małżeństw dla osób tej samej płci jest z góry skazany na niepowodzenie, ze względu na ścisłą regulację art. 18 Konstytucji. Postanowienie to wyraźnie precyzuje, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. Oczywiście można zawsze postulować zmianę Konstytucji, ale jest to niezwykle trudny i długotrwały proces (do tej pory tylko raz Konstytucja została zmieniona ze względu na konieczność dostosowania polskiego prawa do wymogów Europejskiego Nakazu Aresztowania). Czy zatem można odpowiednio interpretować art. 18 Konstytucji i twierdzić, że wyrażona w nim definicja małżeństwa nie wyklucza innych form małżeństwa. Teoretycznie takie zabiegi interpretacyjne są możliwe. Ale nie wróżę sukcesu w przekonaniu do nich legislatorów z Sejmu czy - jeśli nawet doszłoby do takiego etapu - Trybunału Konstytucyjnego. Pozostaje zatem zastanowić się, który z pozostałych trzech modeli mógłby zostać ucieleśniony w Polsce.


Ustawa czy orzecznictwo sądów?


Po wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Kozak przeciwko Polsce pojawiły się głosy, że być może specjalna ustawa o związkach partnerskich nie jest potrzebna. Przecież w prawie polskim znajduje się wiele przepisów, które mówią o "osobie najbliższej" czy "wspólnym pożyciu". Zatem to tylko kwestia interpretacji tych przepisów i objęcia tymi pojęciami nie tylko osób będących w konkubinatach homoseksualnych czy heteroseksualnych. Mogłoby się wydawać, że jest to ciekawa perspektywa, bo dzięki niej uniknie się politycznej awantury, a parom homoseksualnym - dzięki życzliwej interpretacji sądów - będzie się jakoś żyło.


Problem w tym, że aby tak się stało, faktycznie sądy oraz organy administracji muszą konsekwentnie zacząć interpretować przepisy w kierunku uwzględnienia par homoseksualnych. To  jest zdarzenie przyszłe (a przynajmniej znacząco rozciągnięte w czasie) i niepewne. Nawet liczne orzeczenia Trybunału w Strasburgu nie spowodują nagłej zmiany w sposobie stosowania prawa. Ponadto, wciąż interpretacja nie obejmie wielu sfer życia oraz tych ustaw, gdzie pojęcie "osoba najbliższa" się nie pojawia, a za to używa się pojęć typu "małżeństwo" czy "małżonek". Warto choćby wspomnieć o podatku od spadków i darowizn. Bez ingerencji ustawodawcy, trudno sobie wyobrazić, aby partner osoby homoseksualnej należał do grupy całkowicie zwolnionej z opodatkowania spadku czy darowizny od swojego partnera. Wynika z tego, że ustawa jest jednak potrzebna. Ustawa pełnić będzie przy tym nie tylko rolę ściśle prawną, ale także edukacyjną. Będzie narzędziem utwierdzania tolerancji i akceptacji w społeczeństwie wobec osób homoseksualnych.


Umowa czy urząd?


Realny wybór zatem istnieje między drugą a trzecią formą - umową cywilnoprawną związku partnerskiego a rejestrowanym związkiem partnerskim. Na pozór może się wydawać, że umowa związku partnerskiego jest formą niezwykle atrakcyjną. Oto powierzamy w ręce dwóch osób możliwość zawarcia umowy i wzajemnego określenia swoich praw. Prawa i obowiązki umowne można rozszerzać czy zawężać, a ustawodawca zdefiniuje te najważniejsze z nich, tak aby z mocy prawa obejmowały one partnerów. Jednak jak się zagłębimy w problematykę stworzenia takiej umowy, to pojawia się masa wątpliwości - w jakiej formie powinna być zawierana, jaka powinna być procedura jej rozwiązania, co się dzieje jak nastąpi ubezwłasnowolnienie jednego z partnerów, jakie są skutki takiej umowy dla stosunków majątkowych partnerów. Słowem pojawia się cała masa problemów, które będą musiały być rozwiązane i skonsultowane z prawnikami-cywilistami.


Niestety im więcej wątpliwości, tym mniejsze szanse na pomyślne przygotowanie jasnego i przejrzystego aktu prawnego. Łatwo sobie wyobrazić zastępy prawników (przeciwników instytucji związków partnerskich), którzy będą wytaczać najcięższe działa doktryny prawa cywilnego przeciwko nowej formie tzw. umowy nazwanej. Z powyższych względów należy się raczej opowiedzieć za możliwie prostą formą regulacji, która z punktu widzenia samych konstrukcji prawnych nie będzie budzić większych wątpliwości. Związki partnerskie zawierane w formie administracyjnej (przed urzędami stanu cywilnego) zdecydowanie budzą pod tym względem mniejsze emocje, tym bardziej, że jest to przeważająca forma w innych państwach, a do tego obrosła sporą praktyką.  To może znacząco ułatwić proces przygotowania projektu ustawy.


Tylko dla homo czy także dla hetero?


Nawet jeśli środowiska LGBT przekonają się do rejestrowanych związków partnerskich to należy rozwiązać kolejny dylemat. Czy możliwość zawarcia takich związków powinna dotyczyć tylko osób tej samej płci czy także powinna istnieć taka możliwość dla osób płci odmiennej? Pozornie związki partnerskie, które mogłyby być zawierane niezależnie od orientacji seksualnej to atrakcyjny postulat. Przecież wiele osób nie chce zawierać związku małżeńskiego, chce tylko "na wszelki wypadek" uregulować pewne kwestie majątkowe, ale jednak nie łączyć się tak silnymi więzami jak małżeństwo. W ten sposób można także przekonywać, że przecież rejestrowane związki partnerskie będą służyć nie tylko gejom i lesbijkom, ale także innym osobom.


Trudno nie podzielać tych racji. Powyższe propozycje są poważnie dyskutowane oraz rozważane. Problem jednak w tym, że pójście tą drogą może spowodować niepowodzenie tego co stoi u źródła całej inicjatywy, a więc stworzenia jakiejś regulacji dla mniejszości seksualnych, a więc osób, które siłą rzeczy nie mogą skorzystać z instytucji małżeństwa. Przecież środowiska LGBT nie po to zajmują się tematem związków partnerskich, aby tworzyć alternatywną formę prawną wobec małżeństwa dla osób heteroseksualnych, ale aby przede wszystkim pomóc samym sobie.


Jakakolwiek próba tworzenia związków partnerskich, które dostępne byłyby dla osób różnych płci jest w Polsce dość ryzykowna ze względu na art. 18 Konstytucji RP. Skoro bowiem małżeństwo uznawane jest za związek kobiety i mężczyzny oraz pozostaje pod szczególną ochroną Rzeczypospolitej Polskiej, to istnieje prawdopodobieństwo zakwestionowania instytucji, która wprowadza realną alternatywę wobec instytucji małżeństwa. Łatwo wyobrazić sobie orzeczenie naszego TK, w którym uznaje on wprowadzenie możliwości zawarcia związku partnerskiego przez osoby różnej płci za podważające instytucję małżeństwa. Art. 18 Konstytucji co prawda mówi także o "rodzinie" jako znajdującej się pod szczególną opieką państwa. Pojęcie "rodziny" można na różny sposób interpretować (może się składać z ojca i dziecka czy babci, matki i córki). To może być argument za tym, że Konstytucja otacza "ochroną i opieką" nie tylko małżeństwo, ale także inne formy wspólnego życia. Obawiać się jednak należy, że w tego typu sprawie Trybunał Konstytucyjny skupi się tylko i wyłącznie na analizie konstytucyjnego pojęcia "małżeństwa" i to będzie głównym punktem odniesienia.


Zupełnie inaczej sytuacja się przedstawia, jeśli chodzi o rejestrowany związek partnerski ograniczony do osób tej samej płci. Osoby te mogą zasadnie twierdzić, że przecież instytucja małżeństwa nie jest dla nich dostępna, bo mają odmienną, mniejszościową orientację seksualną. Dlatego też ustawodawca powinien stworzyć dla nich jakąś inną opcję, tak aby uwzględnić ich odmienny wybór ścieżki życiowej. Ustawodawca może, jak to ujął Trybunał w Strasburgu w sprawie Kozak przeciwko Polsce, "brać pod uwagę zmiany społeczne oraz zmiany w postrzeganiu zagadnień społecznych, statusu cywilnego czy związków pomiędzy jednostkami, w tym także fakt, że nie istnieje tylko jeden sposób czy jeden rodzaj wyboru w sferze prowadzenia czy rozwijania swojego życia prywatnego lub rodzinnego."


Byłoby to dopuszczalne w świetle art. 18 Konstytucji, gdyż realizowałoby inne wartości konstytucyjne, a w szczególności godność jednostki, wolność jednostki, prawo do prywatności oraz zakaz dyskryminacji. Wprowadzenie powyższej regulacji w żaden sposób nie ograniczałoby konstytucyjnej roli państwa w wspieraniu tradycyjnego modelu rodziny opartego na małżeństwie - związku kobiety i mężczyzny.


Warto pamiętać, że przed podobnym dylematem stanął niedawno węgierski Trybunał Konstytucyjny. Ustawa o rejestrowanych związkach partnerskich została uchylona ponieważ właśnie obejmowała zarówno osoby różnej płci jak i tej samej płci. W wyroku z 15 grudnia 2008 r. węgierski TK uznał, że taka konstrukcja podważa właśnie instytucję małżeństwa. W efekcie dalszych zmian legislacyjnych, rejestrowane związki partnerskie ograniczono do osób tej samej płci. Chyba nie ma potrzeby powtarzania lekcji węgierskiej, gdyż w warunkach polskich mogłoby to się skończyć o wiele gorzej - uśmierceniem całej ustawy.


Jakie prawa?


Wybór formy prawnej dla przyszłych związków partnerskich to nie koniec strategicznych wyborów. Równie ważne jest zastanowienie się nad konsekwencjami prawnymi, które mogłyby wynikać z zawarcia takiego związku. Związek partnerski powinien przy tym się różnić od małżeństwa. Jego zawarcie nie powinno zatem prowadzić dokładnie do takich samych konsekwencji prawnych jak małżeństwo.

 

Pobieżny przegląd polskiego prawa pokazuje, że zawarcie związku partnerskiego mogłoby rozwiązywać wiele problemów życia codziennego, na które natrafiają osoby homoseksualne układające sobie razem życie. Związek taki mógłby prowadzić do następujących skutków prawnych dla osób, które pozostają (lub pozostawały) w związku partnerskim: prawo do pochowania zmarłego, prawo do odmowy składania zeznań, prawo do bycia pełnomocnikiem procesowym swojego partnera, możliwość ubiegania się o pobyt na terytorium RP przez partnera nie będącego obywatelem UE, prawo do udzielenia informacji na temat zdrowia pacjenta (szczególnie nieprzytomnego), zwolnienie od opodatkowania w zakresie spadków i darowizn od partnera, możliwość wspólnego opodatkowania się, objęcie bezrobotnego partnera ubezpieczeniem zdrowotnym jako członka rodziny partnera ubezpieczonego, prawo do renty rodzinnej lub emerytury po zmarłym partnerze, prawo do wspólnego członkostwa w spółdzielni mieszkaniowej, prawo do wstąpienia w stosunek najmu po śmierci, prawo do dodania nazwiska partnera do swojego nazwiska, czy też prawo do dysponowania wkładem pieniężnym na rachunku bankowym na wypadek śmierci na rzecz partnera.


Własny projekt czy mariaż polityczny


W kontekście prac nad projektem ustawy środowiska LGBT muszą sobie także odpowiedzieć, jaką przyjąć długoterminową strategię. Czy należy już teraz wchodzić w dyskusję z politykami, skoro oczywisty jest brak realnych szans na uchwalenie ustawy do końca tej kadencji Parlamentu? Czy może raczej warto przygotować dobry i racjonalny projekt ustawy i żądać dla niego poparcia, nie idąc na żadne kompromisy czy ustępstwa? Być może za kilka lat nadejdzie moment, kiedy jedna z partii mogłaby go zgłosić, a większość parlamentarna poprzeć? A może warto doprowadzić prace nad projektem do końca, zebrać 100 tys. podpisów i złożyć go do Sejmu RP na samym początku nowej kadencji i jej okres wykorzystać na bardzo aktywne promowanie proponowanych rozwiązań.


Niezależnie od tego, jaka strategia polityczna zwycięży, musi jej towarzyszyć realizm konstytucyjny. Trudno spodziewać się zmiany Konstytucji. Po niedawnych wyrokach Trybunału Konstytucyjnego nie ulega wątpliwości, że TK „skręca” w prawo, co może się przełożyć na treść ewentualnego wyroku dotyczącego ustawy o związkach partnerskich. Należy także się spodziewać konserwatywnych i powściągliwych opinii większości doktryny prawniczej. Te potencjalne problemy powinny zaostrzać czujność twórców przyszłego projektu ustawy. Nie należy bowiem przeciwnikom ustawy o związkach partnerskich ułatwiać ewentualnej obstrukcji poprzez przygotowanie słabego czy nie do końca strategicznie przemyślanego projektu.



*dr Adam Bodnar - adiunkt w Zakładzie Praw Człowieka WPiA UW, sekretarz Zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jest współautorem raportów dla Agencji Praw Podstawowych UE na temat prawnych aspektów dyskryminacji osób LGBT w Polsce. 

Polub Dziennik Opinii na FB   

...

Pewnie mnie to zaraz od fanatyków nawyzywają, ale jednego nie mogę zrozumieć: dlaczego jest tyle rabanu o prawa akurat tej mniejszości? Są też inne mini-grupy społeczne; ludzie lubiący jeść kał, transwestyci, bigamiści itd, dlaczego nikt nie walczy o prawa tych mniejszości? Tylko mi tu nie pisać, że porównanie homoseksualistów do ludzi jedzących odchody jest dla gejów obrazliwe. Bo po pierwsze: założenie, że akt jedzenia kału jest czynem upadlajacym człowieka, negatywnym, obiektywnie obrzydliwym, i że, w konsekwencji, zrównanie czyichś skłonności z jedzeniem w gówna to obraza, jest niepoprawne politycznie; ludziom jedzącym gówno też należy się przecież szcunek, nie można ich obrażać, ani poniżać. Po drugie: Facet wkładający drugiemu facetowi język do gardła, to widoczek tak samo ochydny jak jak gość konsumujący wiadomo co.

...

Po pierwsze, o ile mi wiadomo, osoby rozmilowane w jedzeniu kalu moga w Polsce, w pelnym majestacie prawa, zawierac zwiazki malzenskie, ktore uprawniaja je, min. do wspolnego rozliczenia podatkowego oraz dziedziczenia po wspolmalzonku, pod jednym wszakze warunkiem, ze beda osobami odmiennych plci. Nieszczesne, wielomilionowe rzesze milosnikow jedzenia kalu,reprezentujace ta sama plec, nie maja podobnej mozliwosci zalegalizowania swych zwiazkow, opartych na nieprzepartej zadzy jedzenia ekskrementow, stad ich sluszny sprzeciw. Po drugie, obawiam sie, ze wiele seksualnych praktyk, ktorym oddaja sie osoby 100% hetero, uznalbys rowniez za ohydne, tylko co z tego? Po trzecie, \'ohydny\' piszemy przez samo \'h\'.

...

Krecisz. Tu nie o praktyki chodzi, bo we wlasnej chalupie to sobie kazdy moze robic to, na co ma ochote. Poza tym, nie mowilem konkretnie o kwestii malzenstw, tylko ogolnie, o tolerancji dla innosci. Skoro ty nie tolerujesz obok siebie w knajpie goscia jedzaceg gowna, to dlaczego ja mam tolerowac calujacych sie facetow? I nie pisz, ze to moje osobiste, odosobnione odczucia, bo to nieprawda.

...

\"Nieszczesne, wielomilionowe rzesze milosnikow jedzenia kalu,reprezentujace ta sama plec, nie maja podobnej mozliwosci zalegalizowania swych zwiazkow, opartych na nieprzepartej zadzy jedzenia ekskrementow, stad ich sluszny sprzeci\"- Znowu sie slizgasz: p w porownaniu z jedzacymi chleb, jedzacy gowno sa tak samo dyskryminowani, jak geje w porownaniu z heteroseksualistami, nie tylko ustawowow, prawnie, ale rowniez na codzien, w codziennym zyciu. Wyobrazasz sobie, jak reaguja ciemni, fundamentalnie katoliccy rodzice, na corke, ktora im wyznaje \"mamo, tato, od dwoch lat gustuje w odchodach, nie potrafie inaczej, taka juz jestem\"?

-----> Batistuta

Zieeew.

...

hehe piszesz dobre metafory, muszę je sobie zapamiętać... Milosnicy kalu calkiem na pewno sa dyskryminowani w porownaniu do milosnikow pieczywa. Jest tyle piekarni wokol, a sprobuj rozpoczac produkcje i sprzedaz tego drugiego specyfiku, a Sanepid bedzie twoim najmniejszym problemem hehe

...

Jak czujesz smród kału, tzn. że cząsteczki z tego kału dostały się do twojego nosa i dalej. Więc w zasadzie wszyscy \"jedzą\" kał, najczęściej swój.

...

\"bowiem należy z kwestii związków partnerskich uczynić jeden z centralnych punktów bieżącej polityki\" kolejny fantasta polityczny w tym katolickim kraju takie cos?? strzal samobojczy w srodek czolka gratuluje \"polityku\"

daras1983

Multimedia

Artyści w sieci

Paweł Althamer

"Wszyscy artyści to orędownicy wolności" - stwierdza Paweł Althamer w pierwszym z filmów w cyklu „Artyści w sieci".

Narkopolityka

Marsz Wolności 2013

Coroczny Marsz Wolności w Kijowie za liberalizacją prawa narkotykowego i przeciwko kryminalizacji posiadania narkotyków

Narkopolityka

No More Drug War!

Aktywiści na kongresie rysowników w Kijowie zainicjowanym przez Pawła Althamera w Narodowym Muzeum Sztuki Ukraińskiej

Demokracja 4.0

Sztuka i Miasto w Ostrowcu Świętokrzyskim

Ile sztuki w mieście? Warsztaty z wykorzystywania narzędzi internetowych w nagłaśnianiu wydarzeń kulturalnych.